Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Trudny atlantycki sojusznik

W horyzoncie kolejnych dziesięciu lat nie ma alternatywy wobec szczególnego wymiaru stosunków polsko-amerykańskich. Jednak już musimy myśleć o tym, jak układać nasze relacje, gdyby Stany przestały nas traktować jako istotnego sojusznika

Zdjęcie polskiego prezydenta na stojąco podpisującego deklarację o partnerstwie strategicznym tuż po spotkaniu z Donaldem Trumpem zostało celnie i bezlitośnie wykorzystane w wewnątrzkrajowej rywalizacji politycznej. Jednak najbardziej zasmucający i wysoce niestosowny w tej sytuacji był fakt, że strona amerykańska zdecydowała się opublikować tę niekorzystną dla polskiej strony fotografię. Zdarzenie to, choć na pewno nie ilustruje złożoności naszych bilateralnych relacji, w swojej wymowie jest symptomatyczne i skłania do refleksji nad szerszym kontekstem polskiej polityki względem aktualnej administracji USA.

Relacje polsko-amerykańskie są niezwykle skomplikowanym zagadnieniem, w którym uwzględnić trzeba wiele czynników wykraczających poza doraźne działania polityków. By uargumentować postawioną tezę, konieczne jest krótkie przypomnienie geostrategicznego kontekstu, w którym funkcjonujemy. Wywód będzie oparty na kilku wybranych pewnikach, które stanowią fundament dalszych rozważań.

Trzy fundamenty polskiej sytuacji geostrategicznej

Po pierwsze należy zacząć od prostej, acz gorzkiej konstatacji – Polska jest krajem o średnim potencjale (jest to przekleństwo stale powracające w historii dwóch stuleci) – jesteśmy państwem za dużym (piąty potencjał ludnościowy w UE bez Wielkiej Brytanii i piąte miejsce pod względem PKB według parytetu siły nabywczej), żeby prowadzić politykę tak minimalistyczną, jak państwa małe (np. większość krajów tzw. pomostu bałtycko-czarnomorskiego oraz krajów Europy Środkowej i Południowej), jednocześnie za małym, by realizować politykę tak kosztowną, jak państwa duże (np. Francja z budżetem na obronę rzędu 57,8 mld USD w 2017 roku czy nasi sąsiedzi – Niemcy i Rosja: odpowiednio 44,3 mld i 66,3 mld USD). Dla porównania, w 2019 roku budżet MON może przekroczyć 2 proc. PKB i wynieść prawie 12 mld USD.

Część elity politycznej Republiki Federalnej Niemiec próbuje dystansować się od działań Federacji Rosyjskiej, jednak biznes niemiecki jest żywo zainteresowany rozwojem współpracy gospodarczej z naszym wschodnim sąsiadem, w tym zniesieniem sankcji nałożonych po zajęciu Krymu

Po drugie, działania Rosji w Gruzji, zajęcie Krymu, podsycanie separatyzmu we wschodniej Ukrainie oraz interwencja w Syrii budują wizerunek Rosji jako kraju, który agresywnie realizuje własne interesy narodowe, jednocześnie nie ma obiektywnych powodów dla aż tak złych stosunków, a tym bardziej takich, dla których Federacja Rosyjska miałaby w sposób konwencjonalny zaatakować Polskę (tzn. dążyć do zajęcia naszego terytorium i jego długotrwałej okupacji). Realnymi zagrożeniami są natomiast ingerowanie w proces polityczno-gospodarczy za pomocą innych środków (np. destabilizacja wewnętrzna poprzez antagonizowanie mniejszości ukraińskiej w Polsce) oraz wrogie działania asymetryczne, prowadzone nie tyle przez „zielone ludziki” ale – co brzmi przerażająco, lecz jest zgodnie z (oficjalnie niepotwierdzoną) tzw. doktryną eskalacji przez deeskalację – za pomocą taktycznej broni jądrowej wykorzystanej do ataku w sposób, który nie spowoduje znacznych strat wśród ludności, ale poważnie uszkodzi infrastrukturę teleinformatyczną. W skutek tego działania, państwa NATO zostałyby postawione przed dramatycznym dylematem – w jaki sposób, zachowując wiarygodność Sojuszu, zareagować na działania mocarstwa atomowego jakim jest Rosja. W opisany sposób Federacja Rosyjska mogłaby się zachować w momencie, gdy uzna się „zagoniona do narożnika”. W naszym interesie jest bowiem nieprzekroczenie punktu, w którym rosyjska kalkulacja wskaże, że korzystne będzie podjęcie działania militarnego dla obrony status quo. Z tej perspektywy przyjęcie Gruzji (a nie Ukrainy) do NATO jest dla nas korzystne, ponieważ osłabia na naszym kierunku uwagę strategiczną Moskwy.

Po trzecie, część elity politycznej Republiki Federalnej Niemiec próbuje dystansować się od działań Federacji Rosyjskiej, jednak biznes niemiecki jest żywo zainteresowany rozwojem współpracy gospodarczej z naszym wschodnim sąsiadem, w tym zniesieniem sankcji, nałożonych po zajęciu Krymu. Ponadto w Berlinie nie podziela się zasadniczych obaw i interpretacji Warszawy. Przejawem tego jest np. budowa nitek gazociągu Nord Stream (kosztem solidarności z naszym stanowiskiem). Trudno jednak winić Berlin za to, że realizuje własną rację stanu. Należy jednak na marginesie odnotować, że dostawy węglowodorów ze wschodu, choć ekonomicznie są uzasadnione, to ich konsekwencją jest pośrednio finansowanie rosyjskiej polityki zagranicznej.

Rola USA

Nie można mieć złudzeń: prezydent USA realizuje tylko i wyłącznie amerykański interes narodowy (to, jak go interpretuje, to osobna kwestia). Donald Trump deklaruje większy nacisk na, jego zdaniem, korzystniejsze rozwiązania dla USA, czego przejawem jest odkurzone przez niego hasło „America First”. Na skutek takiego podejścia, amerykańska polityka zagraniczna w większym stopniu zaczęła mieć charakter transakcyjny (coś za coś) i mniej strategiczny (nastawiony na długotrwałość ustaleń w czasie), a co za tym idzie – stała się trudniejsza do przewidzenia (zarówno dla rywali USA, jak i ich sojuszników). Ponadto Stany Zjednoczone próbują w relacjach z Polską wykorzystać każdą możliwość, aby coś na nich zyskać – zachowując się tak nie robią niczego unikatowego. Mając duże mniejsze możliwości, Polska stara się postępować tak samo w stosunku do innych partnerów. Naszym problemem jest emocjonalny i ideologiczny stosunek do Ameryki, uzasadniony historycznie, lecz obecnie będący obciążeniem i często przeszkodą w realistycznym spojrzeniu na naszego wielkiego sojusznika.

Problemem jest to, co kraj o naszym położeniu i potencjale może zaoferować? Konsekwencji braków w naszym potencjale jest wiele, szczególnie dobrze widać je np. w kwestiach twardego bezpieczeństwa. Aktualny pomysł na kierunek rozwoju sił zbrojnych kontynuuje wcześniejsze idee (Polska jako sojusznik zapewniający wsparcie „siłami ekspedycyjnymi” oraz tzw. „doktryna Komorowskiego”, czyli skupienie się na obronie własnego terytorium), ale też uzupełnia je o ważną modyfikację. Aktualny rząd silniej koncentruje się na obronie własnego terytorium, m.in. poprzez uruchomienie procesu formowania piątego rodzaju sił zbrojnych (Wojsk Obrony Terytorialnej) oraz przez silniejsze od poprzedników przypisywanie znaczenia roli czynnika amerykańskiego, co wyraża się chęcią zwiększania fizycznej obecności żołnierzy amerykańskich (oraz sił NATO) w naszym kraju. Ponadto istotnym instrumentem jest polityka zakupowa MON, która obecnie stała się elementem mającym dodatkowo „kupić” właśnie amerykańską, a niekoniecznie europejską przychylność (anulowanie przetargu na śmigłowce dla polskiego wojska – rezygnacja z produkowanych przez francuskiego Airbusa Caracali, decyzja o zakupie systemów obrony powietrznej Patriot).

Istotnym elementem jest także zapoczątkowana jeszcze przez rząd PO-PSL rozbudowa możliwości ofensywnych/odstraszania w ramach programu „Polskie Kły” (w tym m.in. kupno dla samolotów F-16 70 amerykańskich pocisków manewrujących JASSM-ER o zasięgu ok. 1000 km, plany pozyskania w ramach programu „Orka” pocisków manewrujących zainstalowanych na okrętach podwodnych, czy zakup uderzeniowych bezzałogowców w ramach programu „Zefir”). Niestety, w powyższych koncepcjach łatwo dostrzec wspomniane niedostatki potencjału naszego państwa, które przejawiają się w ilości pozyskiwanego uzbrojenia. Trudno bowiem wyobrazić sobie odpowiedź na potencjalne zagrożenie ze Wschodu kilkudziesięcioma pociskami manewrującymi, nie wspominając o ich roli w „projekcji siły” czy potencjale „odstraszającym”. Innymi słowy, nie odbierając sobie suwerennego prawa do obrony własnego istnienia, należy rozważyć efektywność wykorzystania tego typu uzbrojenia. Dla strategicznego bezpieczeństwa naszego kraju dostępne środki lepiej inwestować w systemy defensywne (w tym zwłaszcza zwiad optoelektroniczny, efektywną i odpowiedniej wielkości obronę przeciwrakietową oraz przeciwpancerną dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych). Wiąże się to z drugim uwarunkowaniem naszej sytuacji.

Konsekwencji braków w naszym potencjale jest wiele, szczególnie dobrze widać je np. w kwestiach twardego bezpieczeństwa

W chwili obecnej, jak już pisałem, nie ma obiektywnych powodów, dla których sąsiedzi mieliby w sposób konwencjonalny zaatakować Polskę. To jednak nie oznacza równocześnie, że możemy pozwolić sobie na jakiekolwiek lekceważenie kwestii bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że tragiczna katastrofa w Smoleńsku zamroziła relacje Polski i Rosji co najmniej na pokolenie. Co więcej, rosyjskie elity polityczne postrzegają proces rozszerzania NATO nie tak jak my nad Wisłą, jako wyraz sprawiedliwość dziejowej, ale jako proces stopniowego przybliżania się wojsk Sojuszu ku Moskwie. Z powyższych powodów wydaje się oczywiste, że Polska musi szukać wsparcia u sojuszników. Patrząc przez pryzmat twardego bezpieczeństwa, nie wszyscy nasi sprzymierzeńcy dysponują potencjałem odpowiednim do tego, by zapewnić nam bezpieczeństwo. Amerykańską rolę dominującą w tej dziedzinie trudno zrównoważyć współpracą z innymi państwami.

Te fakty wiodą do trzeciej „stałej”. Próbując wzmocnić polskie bezpieczeństwo mocniejszym związaniem się z Berlinem, trzeba pamiętać, że choćby ze względów historycznych wizja odbudowanej i silnej Bundeswehry chyba przez nikogo w Europie nie zostałaby powitana z ulgą. Wydaje się, że i sam Berlin nie ma takich ambicji. Tak więc rola Niemiec (i pośrednio Francji) w polskiej polityce bezpieczeństwa ograniczać się może do kwestii gospodarczych (obecnie do RFN trafia ponad 27 proc. polskiego eksportu) i politycznych. Ponadto gdy Donald Trump na nowo chce ułożyć relacje handlowe łączące USA z UE, Rosja jawi się jako naturalny partner gospodarczy Berlina. Niemcy nie są i nie będą w strategicznej opozycji do Rosji.

Wskazując na inne niż amerykańskie opcje poprawy naszego bezpieczeństwa, należy również odnotować rolę europejskich inicjatyw z zakresu obronności (w tym Europejski Fundusz Obronny, Stałą Współpracę Strukturalną), które namacalny efekt mogą przynieść najwcześniej za 10 lat i dopiero wtedy mają szansę stać się ważnym elementem poprawy naszego bezpieczeństwa.

Wielka globalna gra i rola Polski

Powyższe uwagi mocno korespondują z deklarowanymi zmianami w światowej architekturze bezpieczeństwa, czego niedawnym wyrazem było głośno komentowane przemówienie Mike’a Pence’a. Amerykański wiceprezydent wyraźnie wskazał, iż Chiny i USA wchodzą na kurs kolizyjny. Przy tym wielu analityków wskazuje, że odwlekanie konfrontacji osłabia pozycję USA. Innymi słowy, oba państwa powoli rozpoczynają proces dzielenia świata na sprzyjające im bloki. Pojawiają się nawet opinie, że wchodzimy w „nową zimną wojnę”. Trudno jeszcze wyrokować, w jakim stopniu Stany Zjednoczone będą zdeterminowane w kontynowaniu antychińskiej polityki pod rządami innego prezydenta. Natomiast po wejściu w koleiny tukidydesowej pułapki, dynamika procesu międzynarodowego może być trudna do zmiany. W dłuższej perspektywie trudno jednak wyobrazić sobie niekonfrontacyjną koegzystencję dwóch bloków.

Kluczowe jest podjęcie próby ustalenia roli, jaką będzie w stanie odegrać Polska w świecie, gdy konfrontacja zacznie przybierać coraz bardziej zdecydowaną formę strategicznej rywalizacji

Właśnie z tego powodu kluczowe jest podjęcie próby ustalenia roli, jaką będzie w stanie odegrać Polska w świecie, gdy konfrontacja zacznie przybierać coraz bardziej zdecydowaną formę strategicznej rywalizacji. Z naszego punktu widzenia, pozycja Polski w układzie, w którym Ameryka do równoważenia chińskiej potęgi będzie szukać silniejszych sojuszników, nie jest korzystna. Nasz średni potencjał łatwo uda się zastąpić innym, ważniejszym aktorem. Tu niestety wiele wskazuje, że w naszej części świata to Rosja (aktualnie wrogo nastawiona do USA) może być państwem, dla którego Ameryce będzie się opłacało poświęcić relacje z Warszawą. Stawką będzie bowiem powstrzymywanie chińskiej dominacji. Wówczas, bez tak silnych amerykańskich gwarancji, polskie siły zbrojne w dużo większym stopniu niż obecnie będą musiały być gotowe do sprostania zagrożeniom zewnętrznym samodzielnie. Na nasze szczęście, sytuacja może się jednak różnić od tej z września 1939 roku, czyli opuszczenia Polski przez sojuszników. Tym razem istnieje szansa, że zanim zostaniemy poświęceni na rzecz ważniejszych celów, uda nam się stworzyć potencjał wystarczający do obrony własnej podmiotowości.

Paradoks tej sytuacji polega jednak na tym, że aktualnie największą szansę na zbudowanie potencjału wojskowego daje nam możliwie silny sojusz z Waszyngtonem, dysponującym już teraz potrzebnymi technologią i zasobami materialnymi.

Co ciekawe, aktualnie rządzący wydają się postrzegać sytuację w podobny sposób, czego przejawem może być tak silne dążenie do polonizacji pozyskiwanego sprzętu, transferu technologii za wszelką cenę (choć kupno „z półki” jest tańsze) oraz tworzenie samodzielnych zdolności w zakresie produkcji uzbrojenia. Z tej perspektywy mizerne wyniki eksportowe polskiej zbrojeniówki są kwestią wstydliwą (w latach 2013–2017 Polska była 29 eksporterem uzbrojenia na świecie), ale nie zasadniczą. Kluczowe jest bowiem zbudowanie zdolności do produkcji sprzętu wystarczającej jakości, by móc obronić własne terytorium.

W XXI wieku o jakości sprzętu przesądza zarówno hardware, jak software

W XXI wieku o jakości sprzętu przesądza zarówno hardware, jak software. Kwestię tę dobrze zrozumieli m.in. Turcy, którzy w 2011 roku przeprowadzili pełną turkizację oprogramowania w swoich F-16. Można tylko się domyślać, że powodem była obawa o funkcjonowanie maszyn podczas hipotetycznego konfliktu z Izraelem (kluczowym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie). W tej perspektywie sojusz z USA i nasycanie naszych sił zbrojnych amerykańskimi rozwiązaniami jawi się jako doraźna konieczność, jednak już teraz trzeba myśleć o możliwej sytuacji, w której nasze relacje z sojusznikiem za Oceanem ulegną ochłodzeniu.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Trudny atlantycki sojusznik”

  1. Georealista pisze:

    Pierwszy realistyczny głos [poza Bartosiakiem] w tej sprawie na NK. Gen Breedlove wprost mówi o perspektywie wojny na Pacyfiku USA-Chiny i wyjściu PRZEDTEM sił USA z Europy. Tyle zostało z liczenia DŁUGOFALOWO na sojusz z USA – jako gwaranta naszej “suwerenności” i obrony Polski. W tym układzie pomysły Pana Prezydenta Dudy na wpisanie sojuszu z NATO do Konstytucji…no comment na takie myślenie papierowo-życzeniowe i takie zaklinanie rzeczywistości… Podstawa REALNA prawdziwej suwerenności Polski to zdolność do samodzielnego odparcia saturacyjnego ataku konwencjonalnego i niekonwencjonalnego – zwłaszcza ze strony Rosji. Tylko siła zbrojna zapewnia w Polsce zbrojną neutralność i niepodatność na zewnętrzne naciski – czy wrogów czy sojuszników. A podstawą strategicznej obrony jest czyste niebo nad Polską – budowa całokrajowej saturacyjnej strefy A2/AD – zintegrowanej sieciocentrycznie strefy A2/AD Tarczy Polski – która odeprze REALNY co do liczby efektorów/głowic atak jądrowy FR [bo zasoby strategiczne FR są w 95% związane przez resztę graczy jądrowych – a i zasoby projekcji taktycznej broni jądrowej coraz bardziej muszą równoważyć narastanie siły jądrowej Chin i Pakistanu – vide reakcja Rosji na rozmieszczenie chińskich rakiet przy granicy z Rosją] – i Tarcza Polski A2/AD uniemożliwi działanie wrogiego lotnictwa. Zamiast rozpraszać się na programy cząstkowe [wszystkiego po trochu – symetrycznie do przeciwnika – tylko znacznie słabsze odpowiedniki – no i brak broni jądrowej] – czyli na model, który doprowadził do klęski 1939 – powinniśmy dokonać strategicznego skupienia PMT na asymetrycznej strategicznej obronie – poczynając od saturacyjne tarczy antyrakietowej i plot. Gdzie główne efektory winny być masowo produkowanymi antyrakietami – które opłaca się stosować także przeciw samolotom i śmigłowcom, a nawet ciężkim dronom bojowym i rozpoznawczym [wg kalkulacji koszt-efekt]. Zasięg tych antyrakiet powinien także dawać zewnętrzny bufor bezpieczeństwa i głębi strategicznej wymiecenia nieba WOKÓŁ Polski. Co faktycznie uniemożliwia atak lądowy nieprzyjaciela. Antyrakiety stanowią najlepsze efektory [w istocie efektory HIPERSONICZNE] do precyzyjnych uderzeń kinetycznych na cele lądowe i morskie – zwłaszcza na cele mobilne [okręty, mobilne wyrzutnie rakiet – czyli cel nr 1 do zwalczenia] – co już udowodnili sami Amerykanie testami SM-6 ERAM przeciw okrętom w 2017. Czyli i siły antyrakietowe i siły plot i siły uderzeniowe [tzw. “buławy zabójcy”] w jednej strefie sieciocentrycznej A2/AD Tarcza Polski – na jednym typie efektorów antyrakietowych – jako rakiet UNIWERSALNYCH [wielozadaniowych]. Wtedy można uzyskać i efekt niskiej ceny jednostkowej [efekt skali – na każdym etapie – od zakupu, przez produkcję, serwis, modernizację] i efekt standaryzacji i unifikacji głównego systemu wielozadaniowego. Czyli minimum programy Wisła-Narew-Homar w jednym – w Tarczy Polski A2/AD. Faktycznie, ponieważ lotnictwo w Polsce będzie narażone na zgniecenie na lotniskach – to zamiast Harpii – czyli 2-3 eskadr F-35 i wydania przynajmniej 20 mld zł – także antyrakiety Tarczy Polski A2/AD powinny ZADANIOWO i FUNKCJONALNIE wchłonąć program Harpia. Programy lądowe – np. koszmarnie drogi Borsuk [30 mld zł] powinny być zastopowane. Ten delikatnie mówiąc kontrowersyjny pływający BWP ma i tak zdecydowanie za słaby pancerz na polski teatr wojny. Rozwiązaniem byłoby przeznaczenie wszystkich T-72 do przeróbki na ciężkie BWP -wzorem choćby izraelskiego Achzarita. Nie będę rozpisywał dalej tej gruntownej przebudowy PMT – opartej na zbudowaniu ASYMETRYCZNEJ przewagi naszej saturacyjnej obrony do ataku nieprzyjaciela. Podstawa to skupienie na asymetrycznej obronie – czyli np. pociski ppanc i plot [np. Brimstone i Pioruny] na różnych nosicielach – od terenowych samochodów 4×4 po drony. Gdzie za jeden nowy czołg [MBT klasy K2 Wilk] mogę kupić np. 100 kppanc Brimstone – i zniszczyć nimi min. 50 czołgów nieprzyjaciela. Czyli osiągnąć skrajnie niekorzystną dla nieprzyjaciela asymetrię koszt-efekt. Tak samo na morzu – używanie dużych okrętów nawodnych, o jakich się marzy wyznawcom starych zimnowojennych systemów sprzed RMA – używanie korwet i fregat – ale i nielicznych dużych okrętów podwodnych – w konkretnej geografii bardzo wąskiej i rozczłonkowanej ZATOKI Bałtyku – i w warunkach saturacji środków ataku FR – nie ma najmniejszego sensu. Rozciągnięcie linii nasłuchowo-blokadowych poczynając od zamknięcia Zatoki Fińskiej po linię Kołobrzeg-Bornholm [opartych o drony podwodne] – to jedyny sposób uzyskania szczelnej kontroli i panowania na Bałtyku. Gdzie na powierzchni i na niebie Bałtyku – decydują i tak rakiety – w tym strefy A2/AD Tarczy Polski. Podstawą jest koncentracja na jednym strategicznym wielozadaniowym programie A2/AD Tarcza Polski – na który winno być przeznaczone 2/3 do 3/4 finansowania całego PMT. Tylko Tarcza Polski A2/AD jest w stanie i zneutralizować skutecznie [i to już PRZED ewentualną wojną] strefę A2/AD Kaliningradu – a faktycznie tę strefę rosyjska zneutralizować i zgnieść już podczas pokoju. To samo tyczy się strefy A2/AD, którą Rosja w ciągu kilku lat zbuduje na Białorusi – bo po czerwcu 2019 [wyznaczona przez Kreml data “emerytury” Łukaszenki – czyli anschlussu Białorusi] – Kreml przejdzie do nowej fazy “stosunków” z Białorusią. Obecnie budujemy tylko poręczną dla USA satelicką [faktycznie marionetkową] armię ekspedycyjną na Ukrainę – dla wypełniania ZAMIAST USA i ZAMIAST UK zobowiązań traktatu budapesztańskiego 1994 – gdzie za gwarancje integralności i nienaruszalności terytorialnej Ukrainy – USA i UK [i Rosja] stały się gwarantami Ukrainy – za oddanie 1300 głowic jądrowych i rakiet przenoszenia. A powinniśmy zbudować armię realnej strategicznej obrony Polski – armię asymetrycznie ukierunkowaną na saturacyjną obronę Polski [z wymiecionym buforami dokoła] – ukierunkowaną na uzyskanie pełnej zbrojnej neutralności i suwerenności. Nieprawdą jest, że tylko z USA możemy uzyskać sprzęt i technologie wojskowe. Podstawa to twarde rozmowy i otwarcie kiesy względem Europy – czyli negocjacje nt. wejścia Polski w Eurosama jako udziałowiec. Szczególnie, że EUROSAM ma oblatać w 2020 prototyp zupełnie nowej antyrakiety Aster 2 BMD – idealnie uszykowanej pod A2/AD Tarcza Polski. Tak samo Turcja kilka dni temu [5 listopada] zdecydowała o budowie samodzielnego, suwerennego systemu antyrakietowego w ramach konsorcjum Aselsan-Roketsan-TÜBİTAK Sage wraz z transferem technologii od wszelkich dostawców z całego świata. Wejście w to konsorcjum z Turcja jest wielka szansa dla Polski – uzyskania REALNEJ suwerenności militarnej i politycznej. Gdyby do tego dołożyć pełną suwerenność energetyczną – w oparciu geotermię głęboką HTR prof. Bohdana Żakiewicza [35 TWt mocy cieplnej i 5TWe mocy elektrycznej] – Polska stałaby się DUŻYM graczem suwerennym – rozdającym karty w Europie. Wtedy i automatycznie wszelkie plany Intermarium, Trójmorza ABC itd. – bez żadnej łaski i nacisków USA czy Chin – stałyby się projektem z Polską jako rdzeniem i liderem. Notabene – samo wejście w Eurosama i dokapitalizowanie wyposzczonego europejskiego sektora zbrojnego [co można też odpowiednio “sprzedać” politycznie i medialnie i wobec Paryża i ale i wobec Brukseli i Berlina] – uzyskanie pełnej technologii i zdolności produkcji i rozwoju OEM [bez “czarnych skrzynek”] – to byłby potężny hak na Waszyngton, który “nagle” i “niespodziewanie” zacząłby szanować Polskę – i dawać nam zupełnie inne oferty polityczne, militarne i ekonomiczne. Zaś Chiny – widząc Polskę jako suwerennego gracza, z którym można zawierać układy długofalowe – także “nagle” i “niespodziewanie” dałyby zupełnie nowe oferty [w tym inwestycje “greenfield”] dla Polski – nie tylko z tytułu Nowego Jedwabnego Szlaku. Ale kluczem wszystkich tych działań i wzrostu Polski jest uzyskanie realnej suwerenności [a nie tylko namiastek – uzależnionych od klamki Waszyngtonu czy Tel Avivu]. A podstawą uzyskania tej suwerenności jest zbudowanie własnej strategicznej saturacyjnej strefy A2/AD Tarczy Polski – i dopięcie reszty systemów zadaniowych do jej sieciocentrycznej bazy sensorów i dowodzenia i pozycjonowania C4SRI – w ramach budowy asymetrycznego systemu zbrojnej neutralności i suwerenności. Gdzie koniecznym dopełnieniem asymetrycznego odstraszania jest pozyskanie kilku-kilkunastu ładunków niekonwencjonalnych dla operacji specsłużb na terenie nieprzyjaciela. Nie po to by odpalać we wrażliwych dla nieprzyjaciela miejscach – ale by nie musieć ich odpalać [ i nie musieć w ogóle walczyć] – ponieważ nieprzyjaciel już w fazie planowania w TAKIM układzie uzna atak na Polskę za nieopłacalny w układzie koszt-efekt – i generalnie nawet za niewykonalny fizycznie w konkretnych warunkach przewagi naszej obrony [i możliwości naszego asymetrycznego – dolegliwego uderzenia]. Cóż – warto pogłębić w tym celu pakt wojskowy z Pakistanem…a 2 mld dolarów – zamiast na Fort Trump – przeznaczyć na wyżej opisane projekty realnego wzmocnienia naszej strategicznej skutecznej obrony… Notabene – polski rząd powinien zrobić woltę i wyrwać Kremlowi dywanik spod nóg – zaproponować wyprowadzenie sił amerykańskich z Polski – ale za cenę Kaliningradu, wyjścia dowodzenia rosyjskiego i wszelkich baz rosyjskich z Białorusi – ale także za 5 pułków S-400 i technologię OEM S-500. Gdzie na szali warto dołożyć sprawę odpowiedzialności Rosji stalinowskiej [której FR jest prawnym następcą] i odszkodowań za 17 września 1939, pakt Hitler-Stalin, zdradzieckie uderzenie – ludobójstwo Polaków – należne Polsce nieprzedawnialne odszkodowania itd. W tym układzie Rosja by została i napiętnowana jako jeden z 2 sprawców II w.św. – a jednocześnie cała linia polityczna Kremla – wykorzystania wzmacniania sił amerykańskich w Polsce jako pretekstu dla anschlussu Białorusi – byłaby uderzona u podstaw. Przypomne Sun Tzu – największe zwycięstwo i priorytet – to uderzyć w strategię nieprzyjaciela. I dopełniając te ofertę – propozycja federacji Polski i Białorusi – utworzenia zarazem “strefy bezatomowej” z buforami po OBU stronach. Co byłoby hakiem i na Ukrainę i na Litwę. Nieważne, że Kreml by to odrzucił, ale to byłoby i tak kopnięcie w istniejący układ i – kopnięcie przez Polskę w stolik gry – i danie nowej drogi dla Białorusi – pod znakiem PARTNERSKIEGO odnowienia I Rzeczpospolitej

  2. Desperado Doktoranto pisze:

    Dobry tekst. Prof. K. Miszczak pisał w zeszłym tygodniu o słabnącej geopolitycznie Rosji i zagrożeniu, jakim będzie dla Polski przeciąganie Rosji na jedną ze stron – przez Stany Zjednoczone albo Chiny. A ponieważ do doktoratu czytam “wszystko”, to od razu wyłapuję a Panu redaktorowi polecam.
    Jak w tym geopolitycznym przetasowaniu zachowają się Niemcy? Czy pójdą za USA?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz