To nie jest wasze 700 plus!

Premier Morawiecki, podwyższając płacę minimalną, nikomu nic nie daje. Pieniądze, które ewentualnie pójdą na podwyżki, są wypracowywane w przedsiębiorstwach
„To jest nasze 700+” – w ten sposób Mateusz Morawiecki zapowiedział, że od 2020 roku płaca minimalna będzie wynosić 2450 zł brutto. O decyzji, że pracownikom nie można płacić mniej, niż 2450 zł brutto miesięcznie, powiedział tak, jakby były to pieniądze wypracowane przez rządzących. I w ten sposób kolejny raz wpisał się w logikę, jaką Prawo i Sprawiedliwość stara się wbić do głów Polaków: to nam zawdzięczacie swój dobrobyt. Nie sobie. Na pierwszy rzut oka niby wszystko się zgadza. Jeśli zapowiadana podwyżka wejdzie w życie, w ciągu 4 lat płaca minimalna wzrośnie w związku z tym o 700 zł. To rzeczywiście najwyższa nominalna podwyżka w III RP - choć pamiętajmy, że także za rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Załóż konto
Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

4 odpowiedzi na “To nie jest wasze 700 plus!”

  1. torero pisze:

    To wszystko prawda, święta prawda. Problem leży gdzie indziej.

    Mam nieodparte (i smutne) poczucie, że ten libertarianizm wyciągany jest przez tych i owych – dla jasności: nie piszę tu o NK, tylko ogólnie o publicznej dyskusji – tylko i wyłącznie instrumentalnie. Żeby dowalić waszym, a przysporzyć głosu naszym. Na zasadzie podobnego “ciężaru gatunkowego”, co wszelkie inne spory światopoglądowe w kolejnych iteracjach RP.

    Dowód? Poprosić kogokolwiek z opozycji o odpowiedź na proste pytanie: czy jesteś za całkowitym zniesieniem płacy minimalnej?
    a) jeśli nie – oburzenie na PiS nie jest niczym innym, jak tylko oburzeniem na długość smyczy, podnoszenie argumentów takich, jak powyżej, jest tylko dyskusją, czy pręty w naszej klatce mają być z amelinium, czy jednak stać nas na stalowe, a wybory polityczne – wyborami marketingowymi. Nawiasem mówiąc, odpowiadając w ten sposób potwierdzamy tylko diagnozę Michalkiewicza – tę o wyborze pomiędzy socjalistami bezbożnymi a pobożnymi,
    b) jeśli tak, i jeśli cała opozycja (a przynajmniej jej większość) jest jednak solidarnie wolnorynkowa – to dlaczego długofalowo nie zmienia się nic, a jedyna partia autentycznie wolnościowa w PL wiecznie wali głową w szklany sufit?

  2. sprzet pisze:

    Trzeba być naprawdę twardogłowym liberałem, żeby wypisywać takie rzeczy w kraju o jednym z najmniejszych udziałów płac w PKB w całej UE.

  3. mkrk pisze:

    kasa wypracowana przez pracownika i pracodawcę – absolutna prawda, ale jednak w wielu przypadkach jakoś pracodawca musi dopiero zostać dociśnięty, by sięgnąć głębiej do kieszeni i podnieść wynagrodzenie, ciekawe…

    poza tym nie wiem, jak mamy się rozwijać bez presji na wzrost wynagrodzeń – czyżby powrót do fetyszyzowania wskaźnika wzrostu PKB, wskaźnika inwestycji (które później często pracują na zysk dla zagranicznych koncernów)? a może jednak zerknijmy na udział wynagrodzeń w PKB? może spójrzmy na świat pragmatycznie i zamiast ignorującego rzeczywistość dogmatycznego liberalizmu pomyślmy nad tym, w jaki (ograniczony naturalnie) sposób państwo powinno m.in. przeciwdziałać zwykłemu wykorzystywaniu niektórych pracowników? przecież nie każdy jest w sytuacji, w której może żądać podwyżki, a zgodzimy się chyba, że ceny usług i produktów potrzebnych na co dzień nie maleją, ale rosną i to prawdopodobnie relatywnie szybciej niż dominanta płac. ponadto prosiłbym się naprawdę zastanowić, czy aktualnie pensja poniżej 2k na rękę to jest dużo, czy może wciąż niewiele. nie jestem jakimś socjalistą, ale czysty, ortodoksyjny liberalizm chyba już dawno znalazł się w koszu…

    dodatkowo nie wiem, czy jest uprawniona teza “powiedział tak, jakby były to pieniądze wypracowane przez rządzących”. to zabawa w domysły i oparcie rozumowania o to, że ludzie sądzą, iż to rząd rozdaje im własną kasę. otóż jednak traktowałbym obywateli nieco poważniej niż autor, który (idąc z kolei tropem moich domysłów) opisał to tak, jakby uważał ludzi za zdezorientowanych idiotów.

  4. z grubsza pisze:

    Mamy do czynienia z narastającym, patologicznym zjawiskiem biednych pracujących – po prostu niewolnictwem.

    To zjawisko systemowe – pracownicy w większości branż są wobec niego bezradni. Ani strajkowanie, ani odchodzenie z pracy niczego nie zmieni.

    Wydawać by się mogło, że jest to widoczne gołym okiem – że potrzebne jest interwencja państwa, wsparcie pracowników, no ale niektórzy tego nie widzą.

    Dysproporcje w płacach są gigantyczne – zakładano, że dysproporcje na poziomie 25 krotności będą czynnikiem rewolucyjnym, okazało się, że nie. Dziś te dysproporcje to kilkusetkrotność.

    No i to pocieszne atakowanie rządu, żeby nie zapunktował – że to przecież nie swoje pieniądze rozdaje itp. Moim zdaniem wstyd ten wyświechtany retoryczny chwyt stosować.

    Rząd może i powinien dokonywać korekt systemu, ustawiać mechanizmy redystrybucji, wspierać systemowo słabszych, minimalizować patologie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz