Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 5: sklejanie Zachodu. USA, Niemcy, Polska

Otwiera się pole do popisu dla Polski, która mogłaby częściowo odciążyć jednocześnie Niemcy i Stany Zjednoczone, próbując włączyć się w ten układ jako młodszy, ale podmiotowy partner
>>>Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 1<<< >>>Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 2: liberalny imperializm 2.0<<< >>>Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 3: skutki liberalnego renesansu<<< >>>Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 4: żeby wygrać, trzeba grać<<< >>>Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 5: sklejanie Zachodu. USA, Niemcy, Polska<<< Polska obecną rozgrywkę międzynarodową już częściowo przegrała. Zaniedbując zgromadzenie zasobów (przede wszystkim instytucjonalnych i kadrowych, składających się na nowoczesne państwo) i zaprojektowanie polityk przygotowujących na wyzwania transformacji ładu międzynarodowego i kolejnych geopolitycznych przyśpieszeń będących jego częścią. Mówiliśmy o tym niedawno, wskazując siedem głównych tendencji obecnej fazy tego procesu. W ich obrębie gra – w pewnym stopniu – nadal się toczy. Przyjrzyjmy się temu. Pierwsza ze wspomnianych tendencji to podejmowana przez Amerykę doby Joe Bidena próba...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

prezes i założyciel Nowej Konfederacji, dyrektor Wydawnictwa Nowej Konfederacji. Autor książki "Między wielkością a zanikiem. Rzecz o Polsce w XXI wieku". Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Gazecie Wyborczej", „Gościu Niedzielnym”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Arcanach", „Polsce The Times”, „Super Expressie”, "Fakcie". Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Przyśpieszenie geopolityczne, które przegrywamy. Cz. 5: sklejanie Zachodu. USA, Niemcy, Polska”

  1. Georealista pisze:

    Nie będzie żadnego “pola” do popisu dla Polski. USA chcą scedować Europę na Niemcy, a Niemcy chcą podporządkować priorytetowo Mitteleuropę na czele z Polską. Wszystko czego na obecnym etapie chce Waszyngton, to jak najmniejszego zaangażowania w Europie, odnowienia wizerunku lidera liberalnej demokracji, przechwycenia sztandaru “postępu” dla uzyskania przynajmniej medialnie spójności Zachodu, który Waszyngton chce poprowadzić przeciw Chinom. Polska nie będzie miała żadnej roli, oprócz bycia podnóżkiem Niemiec, a Niemcy będą wykorzystywać presję Kremla, by pouczać Warszawę, aby Polska nie destabilizowała sytuacji, i nie mąciła w zaprowadzaniu nadrzędnego “jedynie słusznego” ładu a nasza opozycja będzie z zapałem przyklaskiwać Berlinowi. Model to jedno, a real to drugie. Berlin z Kremlem będą świętowali korzystne biznesowo i pijarowo zbliżenie, Polska i Ukraina będą poddane krytyce za “stracenie szansy na słuchanie mądrzejszych i siedzenie cicho w tylnym rzędzie”. Z biurka w Waszyngtonie, przy referowaniu sytuacji na odcinku “Europa-Rosja” wszystko będzie wyglądało wspaniale: Europa zbliża się do USA, jednocześnie przyciąga do siebie Rosję. A wszystko jest zasługą Niemiec, które jednocześnie roztropnie, choć nieco zbyt wolno, będą rozluźniały umowę CAI z Chinami. Dlaczego Waszyngton jest tak pewien siebie? Ponieważ jest pewien, że Warszawa będzie stałe patrzyła na USA z niewyczerpaną nadzieją i bezbrzeżną ufnością na zmiany “in plus”, że wystarczy drobny gest, a już będzie przed własnym narodem trąbiła o wspaniałym i wiecznotrwałym sojuszu obu wielkich narodów itd. Czyli – Waszyngton jest pewien, że może prowadzić tę grę bezkosztowo, bo nawet gdyby w skrajnie arogancki sposób spalił mosty, to Warszawa zamknie oczy, mosty odbuduje i będzie dalej z zachwytem wysławiać wielkość i siłę Ameryki jako “jedynego słusznego” i bezalternatywnego wspaniałego sojusznika….. Zupełnie co innego by było, gdyby Polska wysłała delegację do Pakistanu i tam ogłosiła, że za równowartość 23 mld złotych dokonała “zasadniczej dla bezpieczeństwa Polski transakcji gwarantującej trwałe suwerenne odstraszanie strategiczne i poszerzenie pola politycznego manewru w ramach nadrzędnego interesu narodowego i racji stanu” – to w Waszyngtonie, ale i w Berlinie i na Kremlu kapcie z nóg by spadały tamtejszym rezydentom, Mówię oczywiście o zakupie głowic asymetrycznego odstraszania jądrowego. Co więcej – na specjalnie zwołanej konferencji prasowej – w całym blasku fleszy – Prezes rządzącej partii, Premier i Prezydent by wyjaśnili zarówno narodowi jak i graczom międzynarodowym, że Krym 2014 udowodnił ponad wszelką wątpliwość złamanie podstaw systemu bezpieczeństwa i gwarancji państw atomowych wobec bezatomowych, a zatem wszelkie ograniczenia w proliferacji broni atomowej tracą moc wiążącą jako szkodliwe i zachęcające do agresji silnych wobec słabych. Tu Pan Prezydent winein gorąco podziękować Prezydentowi Putinowi za lekcję realnej obrony pokoju i stabilności na świecie, przyznając mu w pełni rację co do jego, jakże słusznego w naszych czasach stwierdzenia: “Nikt nie grozi państwu z bronią atomową”. Niestety – na Numer Jeden, czyli Jedynie Słuszny i Nieomylny Wszystkowiedzacy i Wszystkoznający Sternik Nawy Państwowej – wybrał wręcz przeciwne działanie, przznaczając te 23 mld na zakup…250 amerykańskich Abramsów. Wypada tylko pogratulować, tym bardzie, że czołgi na współczesnym pełnoskalowym polu walki z ich ogniem horyzontalnym nie mają większego znaczenia wobec saturacyjnej pozahoryzontalnej precyzyjnej projekcji siły wszelkiego typu precyzyjnych [kierowanych] środków przeciwpancernych i przeciw precyzyjnej amunicji dalekiego zasięgu [lufowej i rakietowe], nie mówiąc o rojach dronów czy “zwykłej” przewadze lotnictwa, które będzie hulało swobodnie nad Polską, bo program Narew jest od 2013 w powijakach i planowaniu, a program Wisła ma charakter symboliczno-defiladowy. Postawię tezę, że tak jak opcja pruska robi wszystko, by Polska stała się maksymalnie eksploatowanym podnóżkiem Berlina, tak opcja atlantycka robi dokładnie to samo wobec Waszyngtonu. Już nawet nie próbuje udawać “wstawania z kolan” i symulować polityki nakierowanej ku suwerenności – po prostu ma być ślepe zapatrzenie w “Słońce-USA” i spełnianie z góry i za nic wszelkich życzeń za mrzonkę jakiejś przyszłej zmiany polityki Waszyngtonu, która wszystko Polsce z nawiązka wynagrodzi, a cały Biały Dom i Kongres z Senatem i Pentagonem na dokładkę, będą w tych rojeniach na kolanach kajać się przed nami za złe traktowanie Polski. Ta antypolityka i antyracja stanu skończy się albo likwidacją faktyczną instytucji zwanej Polską [z jakąś formalną namiastką na kształt Księstwa Warszawskiego czy Kongresówki – ale tylko namiastką, nieporównanie słabszą w realu od tych historycznych] – albo naród czując “nóż na gardle” – zbuntuje się i poprze nowego Kościuszkę jako dyktatora powstania. Na razie idziemy w przepaść przy medialnej polityce propagandy sukcesu a la Gierek skrzyżowanej z sanacyjnym “silni, zwarci, gotowi” – propagandy roztaczanej przez sprawnego Pana Kurskiego. Nawet Nowy Ład bardzo przypomina strukturalnie pomysł Gierka na nowe otwarcie – jednocześnie zwiększa się inwestycje, głównie infrastrukturalne i o małym stopniu nasycenia “high-tech”, oraz zwiększa się konsumpcję, co rzecz oczywista jest wewnętrznie sprzeczne. Nikt – a zwłaszcza nasz Jedynie Słuszny i Wszechwiedzący i Nieomylny Sternik Numer Jeden – nie stanie w prawdzie, nie powie: “cała dotychczasowa polityka zagraniczna wzięła w łeb na Wschodzie i na Zachodzie, tak samo nie przebiliśmy pułapki średniego rozwoju i nadal tkwimy w podrzędności jako podwykonawca Niemiec – dlatego posypując głowę popiołem pytam Was: – czy chcecie Polski i czy godzicie się na wyrzeczenia, na koszty parcia zewnętrznych graczy, na drastyczne zmniejszenie konsumpcji i przesuniecie środków w edukację protechniczna najwyższej klasy, w zakup najlepszych technologii bazowych high-tech, w inwestycje w przemysł high-tech dla przechwycenia całej marży, dla uzyskania przy wytęzownej pracy pierwszych efektów za dekadę/tuzin lat, prawdziwej suwerenności, także militarnej [na suwerennych systemach strategicznych]? – z czego korzystać będą nasze dzieci w nadchodzących ciężkich i coraz bardziej bezwzględnych czasach., gdy będzie wokół rządziło prawo siły?” Niech Polacy wiedzą, na czym stoją – i niech wybierają – bo chodzi o nich samych, o ich rodziny. Powiemy TAK – to władza będzie miała całkowicie wolne otwarte pole manewru do działania aż do końca – a jednocześnie będzie miała mandat demokratyczny nie do złamania przez KE, TSUE i inne agendy i graczy. Polacy powiedzą NIE – to przynajmniej zrobią to świadomie i wezmą na siebie odpowiedzialność i unikną całej tej kosztownej szarpaniny, która przy nieudolności obecnej ekipy i tak zakończy się klęską z olbrzymimi kosztami – które poniesie “zwykły” obywatel. Pudrowanie przejściowego stanu nijakiego nie ma sensu – tylko fałszuje real i usypia świadomość i odpowiedzialność Polaków. Niestety – choć właśnie TAKIEGO PRAWDZIWEGO męża stanu potrzebujemy – to w naszych elitach wszystkich opcji politycznych – nie ma takiego człowieka, choć jednego, który by choć rokował cień tej postawy i kierunku SAMODZIELNEGO STRATEGICZNEGO myślenia. Gdyby przynajmniej bez ogródek – jak Churchill w UK po upadku Francji w 1940 – na czele stanął człowiek, który przedstawia sprawy bez fałszowania i w całym tragizmie trudnej drogi przez “krew i łzy i wysiłek” – naród, bez względu na wybór – przynajmniej by sam stanął wobec twardej decyzji, bez samozakłamania. Gdyby zwyciężyła opcja “poddajemy się – kapitulujemy przed Berlinem”, to za jakąś dekadę naród sam by łykał piwo, które wybrał – i sam by oddolnie się przekrystalizował głęboko mentalnie w rozliczeniu, czy wybrał dobrą, czy złą drogę – co by uruchomiło powszechne trendy zasadniczej zmiany wewnętrznej w świadomości i pojmowaniu. Czyli “tak czy tak” albo natychmiastowa albo odwleczona – lecz w obu przypadkach nieunikniona korekta i twarde lądowanie jak po upadku sztucznie pompowanej bańki na giełdzie polityczno-społecznej – i twarde ozdrowienie UREALNIENIA funkcjonowania społeczeństwa w mozolnym wykuwaniu nowego podejścia, z twardą pracą u podstaw i twardo chodząc po ziemi – jak po przegranym powstaniu styczniowym. Na razie odbywa się usypiający chocholi taniec z “Wesela” – ale nie dla ochrony narodu, tylko po to, by odwrócić uwagę, że powódź się zbliża i trzeba bić na alarm – i wtedy albo stajemy i budujemy wały – albo uciekamy. Sumując: ma razie mamy nieudolnie lepioną parodię hybrydy sanacji i Gierka – ale to siłą rzeczy stan tymczasowy i przejściowy. Gdy real swoja bezwzględna twardością zmiecie wszelkie zasłonki i miraże – albo się poddamy [jak Czesi w 1939 – na czym w tamtych warunkach akurat dobrze wyszli w porównaniu do Polaków – ale wątpię by wobec zalewu totalnego marksizmu wprost zmiatającego narody i kulturę, taka kapitulacja wyszła na dobre nawet zdeklarowanym i gorliwym Neo-Volksdeutschom i ich rodzinom] albo w ostatniej chwili zaczniemy w desperacji kopać studnię do pożaru – godząc się na twardą autorytarną władzę z nadzwyczajnymi prerogatywami. Jedno i drugie będzie prostą konsekwencją braku dzisiejszego zdarcia maski i propagandowych fałszów [wszystkich opcji – nie tylko tej u steru] – i braku podjęcia odpowiedzialności i zasadniczej decyzji przez Polaków. nie zgadzam sie z pglądem, ze to sa sprawy dla elit – te jedynie dzielą ideologiczne włosy na czworo – natomiast “szary” człowiek na codzień jest ćwiczony twardym realem z egzaminu przetrwania własnej rodziny – i wszystkich problemów z którymi musi walczyć. Pod tym względem jest bardziej kompetentny do podejmowania zasadniczych egzystencjalnych decyzji – niż kadrowi politycy, którzy są zasadniczo laikami udającymi geniuszów, którzy znają się na wszystkim, a przy tym żyją w swoim świecie – w całkowitym oderwaniu od twardego codziennego realu. Już dawno zapomnieli, co to znaczy praca i problemy życiowe i ich pokonywanie. W razie wyboru – wolałbym postawić na stanowisku człowieka z życiowym twardym doświadczeniem, za którego by poręczyli znajomi jako człowieka prawego i odpowiedzialnego – niż dowolnego polityka z naszych “elit”. Bo ten “zwykły” człowiek przynajmniej by poprosił o radę osoby znające się na rzeczy, starałby się sprawdzić ich opinie poprzez różne osoby – choćby zadając elementarne pytania i żądając elementarnych odpowiedzi – by podjęta decyzja była przynajmniej niespzreczn, spójna i konsekwentna i mierzalna w końcowym wyniku. Niestety – tego typu elementarnych zachowań i elementarnej logiki próżno szukać u naszych polityków-krętaczy – zawsze “jak jeden mąż” dotkniętych amnezją selektywnie wybiórczą i szczególnym rodzajem “logiki” i “myślenia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz