fbpx
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Polska nie powinna wychodzić przed szereg z embargiem na rosyjskie surowce

Na jesieni prawdopodobnie wystąpią braki w zaopatrzeniu w węgiel i gaz przy bardzo wysokich cenach paliw. Polskie problemy pogłębia chybiona strategia i błędy w polityce energetycznej

W nowoczesnych społeczeństwach zapewnienie energii staje się podstawowym wymogiem – nie tylko gospodarczym, ale i cywilizacyjnym. Od kilkuset lat jest ono podstawowym wyzwaniem strategicznym dla państwa. Dodatkowo stoimy dopiero u progu prawdziwej rewolucji cyfrowo-energetycznej, która spowoduje, że uzależnienie funkcjonowania gospodarki i życia człowieka od elektryczności będzie jeszcze większe. Będzie ona tak ważna, jak powietrze: nie będziemy zauważać, że jest, ale bez niej nie będzie życia. Dlatego zagadnienia energetyczne stają się fundamentem polityki gospodarczej, a stan rynku energetycznego będzie wyznacznikiem pozycji konkurencyjnej i strategicznej każdego państwa.

Oszukujemy sami siebie

Główne kierunki nowoczesnej polityki energetycznej to odchodzenie od paliw kopalnych i budowa systemów rozproszonych. Odchodzenie od paliw kopalnych ma dwa wymiary. Pierwszy to oczywiście kryzys klimatyczny i przekonanie, że emisja CO2 pochodząca ze spalania paliw kopalnych przyczynia się do ocieplenia klimatu, grożąc ludzkości katastrofami ekologicznymi i – w następstwie – humanitarnymi. Drugi, ciągle dla wielu osób w Polsce mniej oczywisty, to zagadnienia strategiczno-gospodarcze. Trzy potężne gospodarki światowe, czyli Europa, Chiny i Indie nie dysponują własnymi źródłami paliw kopalnych, mogącymi zaspokoić bieżący popyt, nie mówiąc już o przyszłym. Powoduje to uzależnienie polityczne od takich krajów jak Rosja czy niestabilne i agresywne państwa z Bliskiego Wschodu.

Jeżeli inne państwa europejskie nie rezygnują z importu rosyjskiego gazu, Polska również nie powinna rezygnować

Nie mniej ważnym procesem jest budowa energetycznych systemów rozproszonych. System produkcji energii elektrycznej oparty na budowie jednostek wielkiej mocy to wynalazek lat dwudziestych XX wieku. Pierwsze instalacje produkujące prąd miały charakter rozproszony. Dzisiaj świat wraca do systemów rozproszonych, a jednym z tego przejawów są odnawialne źródła energii. W Polsce tzw. straty na przesyle wynoszą ponad 20%. Mówiąc kolokwialnie – ponad 1/5 wyprodukowanej energii znika. Najbardziej efektywna jest zawsze energia zużywana jak najbliżej miejsca wytworzenia. Trzeba również zaznaczyć, że inwestycje energetyczne zawsze mają charakter długoterminowy. Horyzont 10 lat jest krótką perspektywą. Na to wszystko należy jeszcze nałożyć zakładany niezbędny wzrost produkcji energii elektrycznej wynikający ze wspomnianej rewolucji cyfrowo-energetycznej.

Ten krótki wstęp jest niezbędny, byśmy byli w stanie właściwie oceniać decyzje dotyczące polskiego rynku energetycznego. Nawet w krytycznej sytuacji wojny za naszą granicą, Polska musi podejmować decyzje, które uwzględniają długoterminowe interesy zgodne z trendami światowymi. Mateusz Perowicz w maju opublikował dość entuzjastyczne podsumowanie polskiej polityki gazowej. Jakkolwiek w zakresie dywersyfikacji dostaw gazu i (co nie mniej ważne) rozbudowy infrastruktury krajowej zrobiliśmy w ostatnich dwóch dekadach w Polsce bardzo dużo, to podstaw do takiego optymizmu nie ma, i to pomimo tego, że ze wszystkich segmentów polityki energetycznej to właśnie w przypadku gazu mamy najlepsze efekty. Z przykrością muszę powtórzyć, że bez rosyjskiego gazu, ale dostarczanego drożej z innych kierunków, w Polsce zabraknie tego paliwa. Baltic Pipe nie ma zapewnionego zapełnienia, a PGNiG wraz z Lotosem mają zdolność produkcyjną w Norwegii na około 3,5 mld metrów sześciennych, czyli mniej niż połowę przepustowości. Z powodu braków infrastrukturalnych w łańcuchach dostaw LNG nie ma fizycznej (!) możliwości zastąpienia gazu z Rosji w Europie jeszcze przez co najmniej 2 lata. Nie rozumiem, po co to oszukiwanie siebie i opinii publicznej. Interesuje mnie tylko, kto zimą będzie obwiniany za doprowadzenie do sytuacji, w której w Polsce gazu zabraknie. Chyba że jak zwykle liczymy na pomoc Opatrzności, na to, że wojna się zakończy do jesieni, a rosyjski gaz wróci na rynki i sytuacja się uspokoi, albo na to, że będziemy mieli nadzwyczajnie ciepłą zimę. A przecież dywersyfikacja to nie wszystko. Jest jeszcze kwestia ceny. Ogłoszona triumfalnie rezygnacja z rosyjskiego gazu nie zmieni przebiegu wojny, a podniesie koszty dla Polski.

Nie wolno wychodzić przed szereg

LNG nie ma fizycznej (!) możliwości zastąpienia gazu z Rosji w Europie jeszcze przez co najmniej 2 lata. Nie rozumiem, po co to oszukiwanie siebie i opinii publicznej

Powstaje naturalne pytanie, jaka powinna być odpowiedź na to wyzwanie. Podobnie jak w kwestiach militarnych, Polska powinna być w pierwszym szeregu, ale nie przed szeregiem. Jeżeli inne państwa europejskie nie rezygnują z importu rosyjskiego gazu, Polska również nie powinna rezygnować. A inne państwa nie zrezygnują, bo nie ma fizycznej (powtarzam) możliwości zastąpienia gazu ze wschodu tymże paliwem z innych kierunków. Oczywiście dywersyfikacja jest potrzebna, podobnie jak odchodzenie od rosyjskich surowców, ale musi być wykonywane rozsądnie i z dbałością o własny interes. W związku z tym apelowanie o zamknięcie Nord Stream 1 jest absurdalne, bo przecież dzięki niemu zapełniamy dzisiaj własne magazyny gazu. Sytuacja na rynkach surowcowych oczywiście ukazuje zaniedbania polityków europejskich i negatywne efekty uzależnienia się od Rosji. Z drugiej strony mamy taką sytuację, jaką mamy, i należy poszukiwać jak najmniej szkodliwego wyjścia z niej. Najważniejsze jest to, że strategiczne decyzje o dywersyfikacji surowcowej w Europie zapadły i nie ma wątpliwości, że będą realizowane.

Kolejnym elementem magicznego myślenia w Polsce jest przekonanie, że embargo na import rosyjskich surowców doprowadzi do załamania produkcji w Rosji, że oznacza ono zmniejszenie produkcji „1 do 1” i spadek dochodów budżetu w podobnym rozmiarze. Rosja wykazała jednak zaskakującą zdolność do opanowania kryzysowej sytuacji finansowej, a jej budżet pęka w szwach od wpływów. Wstrzymanie eksportu do Europy po stronie Rosji spowoduje przebudowanie łańcucha dostaw i – po prostu – poszukiwanie nowych odbiorców. Zachód nie ogłosi blokady Rosji, bo nie ma takiej możliwości.  Długoterminowo jego działania są bardzo bolesne dla rosyjskiego przemysłu wydobywczego, ale najważniejsze jest doprowadzenie do globalnego spadku cen surowców kopalnych. To może nastąpić tylko w wypadku długoterminowego spadku popytu. Polska obecnie zużywa ok. 20 mld m3 gazu i planuje zwiększenie konsumpcji o ponad 1 mld rocznie, docelowo – o 10 mld do 2030 roku. Czy bardziej antyrosyjską polityką nie byłoby kupowanie dalej gazu od Rosji bezpośrednio (byłoby taniej) wraz z innymi krajami europejskimi i zmniejszenie zużycia gazu w Polsce do 2030 roku o 10 mld m3?

Puste składy węgla

W 2021 roku zaimportowaliśmy ok. 8 mln ton węgla z Rosji. W zdecydowanej większości na potrzeby indywidualne i mniejsze kotłownie i elektrociepłownie

W odniesieniu do węgla, Polska była w pierwszym szeregu, jeśli chodzi o embargo na import z Rosji wraz z innymi krajami europejskimi. Nie wychodziliśmy przed szereg, ale rosyjski węgiel ma większy wpływ na naszą gospodarkę niż w innych krajach. W 2021 roku wartość eksportu rosyjskiego węgla do Europy wyniosła około 5,5 mld USD i stanowiło to 1/3 eksportu tego surowca, więc jego znaczenie jest niewielkie. Dodatkowo eksport na zachód będzie relatywnie łatwo zastąpić sprzedażą na chłonne rynki azjatyckie. W 2021 roku zaimportowaliśmy ok. 8 mln ton węgla z Rosji. W zdecydowanej większości na potrzeby indywidualne i mniejsze kotłownie i elektrociepłownie. Większość węgla kamiennego w Unii Europejskiej spalanego na cele ogrzewania domów jest zużywana w Polsce. Surowiec ten również relatywnie łatwo zastąpić innymi kierunkami dostaw, ale w dzisiejszej sytuacji rynkowej – tylko w teorii. Już teraz ustawiają się kolejki pod polskimi kopalniami, żeby „zdobyć” węgiel, a składy na terenie kraju są puste. Wzrost wydobycia w Polsce może wynieść tylko około 1,5 mln ton. Agencja Rezerw Strategicznych ma dostać pieniądze na interwencyjny zakup węgla do wysokości brakującego importu ze wschodu, ale wygląda to na działanie pozorowane. Do tej pory nie mamy określonych kierunków dostaw. Na bazie mechanizmów rynkowych, bez zaangażowania rządu, nie mamy szans na podpisanie umów. Polski premier powinien w tej chwili odbywać światową podróż i rozmawiać z premierami Australii, Kolumbii, Indonezji, RPA itp., żeby zapewnić możliwość kupna węgla kamiennego. Nic takiego nie ma miejsca. Poza tym nikt nie przedstawił wyliczeń, czy logistycznie jesteśmy w stanie taką ilość surowca dowieźć z innych kierunków niż ze wschodu. Brak węgla na rynku jesienią tego roku staje się z każdym tygodniem coraz bardziej prawdopodobny. Pani minister Anna Moskwa zadeklarowała, że dostawy mamy zabezpieczone i węgiel „już płynie”, ale deklaracja nie jest poparta żadnymi analizami, przynajmniej dostępnymi dla opinii publicznej.

Kłopoty z Węgrami

Już teraz ustawiają się kolejki pod polskimi kopalniami, żeby „zdobyć” węgiel, a składy na terenie kraju są puste

Unia Europejska kończy negocjowanie szóstego pakietu sankcji, który ma m.in. zaowocować embargiem na import rosyjskiej ropy. W międzyczasie eksport rosyjskiej ropy rośnie, bo wszyscy starają się zrobić zapasy. Według ocen zachodnich i rosyjskich ekspertów, całkowite embargo może doprowadzić do dwudziestoprocentowego spadku produkcji ropy w Rosji. Polska jest przygotowana do dywersyfikacji dostaw ropy, ale może być problem z dostawami produktów naftowych. Największym problemem pozostaje cena, ponieważ rosyjska ropa przerabiana w polskich rafineriach z ropociągu „Przyjaźń” jest istotnie tańsza niż z dostaw droga morską. Wzrost cen w związku z tym w Polsce jest i będzie relatywnie większy niż w innych krajach europejskich.

Dodatkowym problemem jest polityka Viktora Orbána, która może się negatywnie odbić na konkurencyjności polskiej gospodarki. Najpierw Węgry uzyskały bardzo korzystne ceny na rosyjski gaz, a teraz, grożąc vetem, wynegocjowały możliwość w zasadzie nieograniczonego importu rosyjskiej ropy. Poza wszystkim innym oznacza to, że węgierska gospodarka staje się bardzo konkurencyjna. Już teraz Węgry sprzedają paliwo na stacjach tylko dla samochodów z węgierskimi rejestracjami. Proponowany obecnie przez polski rząd zakaz eksportu paliw pochodzących z taniej rosyjskiej ropy z krajów nieobjętych embargiem nie jest rozwiązaniem. Koszt paliw determinuje ceny w całej gospodarce – Węgry uzyskałyby więc niczym nieuzasadnioną, uprzywilejowaną pozycję w Europie Środkowej. Rozwiązaniem mogłaby być tylko specjalna opłata importowa od rosyjskiej ropy, zrównująca ceny paliw z Węgier z cenami z innych krajów ponoszących koszty embarga. Polski rząd proponował taki podatek importowy i jest to bardzo dobre i sprawiedliwe rozwiązanie. Jeżeli nie wymusimy jego wprowadzenia, będzie to oznaczało bardzo istotną porażkę, a my wyjdziemy po raz kolejny na pożytecznych idiotów Orbána.

Jeżeli nie wymusimy wprowadzenia podatku importowego, będzie to oznaczało bardzo istotną porażkę, a my wyjdziemy po raz kolejny na pożytecznych idiotów Orbána

Rosja buduje swoją pozycję w świecie jako mocarstwo energetyczne. Pod względem dochodów najważniejsze dla Moskwy są ropa i gaz, w następnej kolejności – węgiel. Rosja jest jednak również mocarstwem, jeżeli chodzi o eksport technologii energetyki atomowej i paliwa jądrowego. W tym przypadku nie ma jednak mowy o embargu. Stany Zjednoczone już przy pierwszym pakiecie sankcji zaznaczyły, że przemysł jądrowy jest i będzie wyjęty spod reżimu sankcyjnego. A wynika to po prostu z faktu, że amerykańskie elektrownie jądrowe są uzależnione od rosyjskiej produkcji wzbogaconego uranu.

Polska zapłaci ogromną cenę za wprowadzenie embarga na rosyjskie surowce energetyczne. Oczywiście można to zbyć stwierdzeniem, że lepiej teraz płacić taką cenę, niż ginąć w obronie ojczyzny, jak to dzisiaj muszą robić Ukraińcy. Błędy polskiej polityki energetycznej powodują jednak, że ta cena będzie dużo wyższa niż niezbędna do zapłacenia. Na jesieni prawdopodobnym wariantem wydarzeń są niestety braki w zaopatrzeniu w węgiel i gaz przy bardzo wysokich cenach paliw. Do wysokiej inflacji spowodowanej ekspansywną polityką fiskalną i spóźnionymi decyzjami w zakresie polityki monetarnej dojdą kłopoty z surowcami. Jeżeli inflacja będzie na  poziomie 20%, to będzie znaczyło, że rząd stracił kontrolę nad procesami gospodarczymi w kraju. Polskie problemy pogłębia chybiona strategia i błędy w polityce energetycznej. Z uporem godnym lepszej sprawy Polska broni się przed dekarbonizacją. Miliardy utopione w błędnych inwestycjach są nie do odzyskania. Wymieńmy tylko Ostrołękę za 1,5 mld złotych i ponad 1 mld złotych, bezsensownie wydany na polski program jądrowy.

Klęska programu

Amerykańskie elektrownie jądrowe są uzależnione od rosyjskiej produkcji wzbogaconego uranu

Od momentu wprowadzenia systemu ETS (unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji – przyp. red.) do końca ubiegłego roku do polskiego budżetu wpłynęło nominalnie 57,5 mld złotych, a w samym 2021 roku – 25 mld. Pieniądze te z definicji powinny być wydane na transformację energetyczną i dekarbonizację.  Tylko niewielką część z tego wydano na efektywne inwestycje, a większość stanowiła bieżące dochody budżetu. Polska straciła całe lata, a decyzje determinował krótkoterminowy interes partii rządzących. Największą słabością naszego państwa jest niezdolność do wdrażania wieloletnich projektów o charakterze strategicznym, które powinny być realizowane w interesie kraju, poza kalendarzem wyborczym. Polski program jądrowy jest takim przykładem strategicznej i ekonomicznej katastrofy.

Mamy czerwiec 2022 roku, a przypomnijmy, że 13 stycznia 2009 roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę o rozpoczęciu prac nad polskim programem energetyki jądrowej. Minęło 13 lat, a program jest dopiero w fazie przedwstępnej (!). Żyjemy w magicznym przekonaniu, że energetyka jądrowa jest rozwiązaniem naszych problemów. Dziś mówi się, że pierwszy tradycyjny reaktor jądrowy ma być uruchomiony w roku 2033, a ja stawiam tezę, że nawet ta data jest już nierealna. Spółki zaangażowane w jądrowe projekty reaktorów modułowych obiecują, że pierwsze reaktory powstaną w 2029 roku – i jest to również nierealne. Mimo że jest to technologia bardzo obiecująca i wpasowana w struktury nowoczesnych, rozproszonych systemów energetycznych, to jeszcze nigdzie nie została uruchomiona komercyjnie. Największa polska spółka energetyczna reklamuje się pięknym wiatrakami, produkującymi prąd na morzu. Chyba większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, że najszybciej prąd z nich popłynie za 5 lat, i jest to wariant optymistyczny, choć w tym przypadku przynajmniej realny.

Czas na transformację

Dziś mówi się, że pierwszy tradycyjny reaktor jądrowy ma być uruchomiony w roku 2033, a ja stawiam tezę, że nawet ta data jest już nierealna

Z roku na rok sytuacja w polskiej energetyce będzie się pogarszać i luka inwestycyjna spowoduje braki mocy w systemie. Miejmy tylko nadzieję, że interkonektory z zagranicznymi systemami energetycznymi dadzą radę zapewnić niezbędną moc. Krytyczna sytuacja na rynkach surowcowych tylko pogarsza stan, ale nie jest jego główną przyczyną. Efektywny system elektroenergetyczny ze względu na swoją naturę wymaga sprawnie działającego państwa. Tylko państwo jest w stanie zaprojektować i nadzorować rynek energii elektrycznej przy zapewnieniu jego niezbędnej konkurencyjności. XXI wiek jak na razie w tej kwestii to kalendarium zaniechań, błędnych strategii, spóźnionych zmian systemowych i demagogii, która służy zdobywaniu głosów, a nie rozwiązywaniu problemów. Wyjściem z tej sytuacji jest wdrożenie realnego, ale i radykalnego programu transformacji polskiej energetyki. W punkcie wyjścia musi być on oparty na rozwoju sieci rozproszonych i odnawialnych źródłach energii, bo tylko dzięki nim możemy zbudować nowe moce w horyzoncie kilku lat. Im później przystąpimy do realizacji takiego programu – tym gorzej. Nowoczesnym system elektroenergetyczny jest warunkiem dalszego rozwoju Polski.

Każdy kraj, nawet w krytycznej sytuacji, jaką jest wojna, musi uwzględniać swoją sytuację i interesy gospodarcze i strategiczne. Dlatego USA wyjęły spod dyskusji embargo na rosyjski przemysł jądrowy,  a Niemcy nie będą wdrażały embarga na rosyjski gaz, dopóki nie zbudują infrastruktury zdolnej do jego zastąpienia. Strategiczne błędy systemowe, brak dekarbonizacji, wydanie większości środków z ETS na inne cele niż transformacja energetyczna, zablokowanie rozwoju odnawialnych źródeł energii, niedoinwestowanie polskich sieci energetycznych w kierunku energetyki rozproszonej, a wreszcie radykalne decyzje o jak najszybszym wprowadzaniu embarga na rosyjskie surowce (w tym przypadku powinniśmy się uczyć od Orbána, który stwierdził, że najpierw potrzebne są rozwiązania, a dopiero potem możemy rozmawiać o embargu) – to wszystko powoduje, że koszty sankcji dla polskiej gospodarki będą wyższe i bardziej odczuwalne niż dla innych krajów europejskich. Odbije się to negatywnie na konkurencyjności polskiej gospodarki i spowolni nasz rozwój, a możliwe nawet, że doprowadzi do kryzysu gospodarczego.

stały współpracownik Nowej Konfederacji. W latach 80-tych działacz opozycji antykomunistycznej w Ruchu Młodzieży Niezależnej i Ruchu Młodej Polski, jeden z założycieli Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego, publicysta, przedsiębiorca i menadżer, w latach 2011 – 2016 Vice prezes i Prezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej, w latach 2016 – 2020 Vice Prezes i prezes Banku Pocztowego, w latach 1997 – 1998 w ramach programu East Central European Scholaship Program odbywał miedzy innymi praktyki w Center for Strategic and International Studies Washington D.C. autor książki “Polityka Nowoczesnego Patriotyzmu”. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Wolności i Solidarności. Autor książki "Polska w nowym świecie".

Komentarze

3 odpowiedzi na “Polska nie powinna wychodzić przed szereg z embargiem na rosyjskie surowce”

  1. Paweł Kopeć pisze:

    I tak, i nie…
    Bonum exemplum…?!

  2. PI Grembowicz pisze:

    Jednak jak widać każdego dnia i właściwie już od początku wojny, Ukraina ma nie przegrać, ale i nie wygrać tej zmasowanej i nieludzkiej batalii z Rosją, Rosjanami oraz Putinem – pomoc Zachodu, głównie USA, UK, Polski (rodzaj broni, ilość, styl walki etc.).
    Szkoda.
    Ps. A czy Rosjanie, Rosja i Putin na tej dzisiejszej wojnie z Ukrainą, Ukraińcami i zwykłymi ludźmi to są… zwierzęta i pedofile?!
    (Och nie, nie, nie, oczywiście, że nie…)

  3. Paweł Kopeć pisze:

    No jak tak można?!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz