Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Podróż Trumpa: co dalej z USA i Azją?

Wizyta w Azji i szczyt APEC to wielkie wyzwania i jednocześnie szansa dla prezydenta Trumpa. Będzie to okazja do spotkania nie tylko z Xi Jinpingiem, ale także Władimirem Putinem. Jednak niekonwencjonalne zachowania obecnego prezydenta nie pomagają jego współpracownikom oraz azjatyckim sojusznikom

Zaplanowane na 12 dni azjatyckie tournee Donalda Trumpa już zostało uznane za jedną z najważniejszych podróży jego prezydentury. Umiejętne wykorzystanie bilateralnych rozmów oraz regionalnego forum, jakim jest szczyt APEC, może zdeterminować przyszłość amerykańskiego przywództwa w Azji.

Wiele problemów, z którymi musi się mierzyć obecna waszyngtońska administracja, nie jest winą prezydenta Trumpa. Większość z nich swoimi korzeniami sięga prezydentury Billa Clintona i jest konsekwencją rozpadu zimnowojennego ładu. Niekonwencjonalne zachowania obecnego prezydenta z pewnością jednak nie pomagają jego współpracownikom oraz azjatyckim sojusznikom. Wspólnym mianownikiem łączącym Koreę Północną, oficjalnie już ogłoszone mocarstwowe ambicje Chin, których przykładem jest Morze Południowochińskie, oraz skasowanie TPP, jest kwestia, czy i jak Stanom Zjednoczonym uda się zachować pozycję głównego mocarstwa w Azji.

Korporacja RAND sugeruje wręcz, by pogodzić się z mocarstwową pozycją Chin i podzielić władzą w Azji Wschodniej, póki jeszcze jest czym się dzielić

Z tej perspektywy najważniejsze wydają się wizyta w Chinach oraz w Wietnamie na szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC). Kwestia ułożenia relacji z Chinami jest kluczowa. Pierwsze podejście, czyli wizyta Xi Jinpinga w Mar-a-Lago, chociaż entuzjastycznie komentowana przez amerykańskiego prezydenta, nie przyniosła oczekiwanych przez niego rezultatów. Nie chodzi tutaj wyłącznie o Koreę Północną, ale także, a może przede wszystkim, o podkopywanie przez Chiny wiarygodności USA w Azji. Brak pomysłu na to, jak zmierzyć się z tym wyzwaniem, jest aż nadto widoczny. W swoim ostatnim raporcie korporacja RAND sugeruje wręcz, by pogodzić się z mocarstwową pozycją Chin i podzielić władzą w Azji Wschodniej, póki jeszcze jest czym się dzielić. Zalecenia obejmuję deeskalację sytuacji kryzysowych (Korea Północna, Morze Południowochińskie) oraz wciągniecie Chin na partnerskich zasadach do tworzenia regionalnego systemu bezpieczeństwa.

Wracamy tutaj do TPP, które było próbą zrównoważenie rosnących wpływów gospodarczych ChRL. Porozumienie było wypadkową tak wielu kompromisów, że de facto nikogo nie satysfakcjonowało, jednak od Japonii po Australię panuje przekonanie o konieczności zwarcia regionalnego układu gospodarczego. Każde porozumienie bez udziału Stanów Zjednoczonych będzie pozbawione sensu, natomiast kontrpropozycje zgłaszane przez Chiny rozbijają się o polityczne animozje oraz relatywną słabość chińskiego sektora finansowego, niezdolnego jeszcze pełnić centralną rolę dla całego regionu. Z drugiej strony pojawiają się sugestie rozszerzenia ewentualnego układu post-TPP o Chiny, a nawet Indie. Takie rozwiązanie byłoby próbą okiełznania ambicji Pekinu poprzez wciągnięcie go do struktur regionalnych.

Szansą na opracowanie następcy lub wskrzeszenie TPP w nowej formie jest szczyt APEC w wietnamskim Da Nang. Japonia i Wietnam już zapowiedziały, że będą dążyć do poruszenia na forum kwestii renegocjacji układu. Agenda szczytu budzi również duże emocje w Pekinie. Chiny tryumfalnie ogłosiły, że na spotkaniu APEC nie będzie oficjalnie poruszana kwestia Morza Południowochińskiego. Tymczasem organizator szczytu i w ostatnich miesiącach główny przeciwnik ChRL na spornym akwenie, czyli Wietnam, nawet nie planował wprowadzić tego zagadnienia do oficjalnej agendy. Nie oznacza to jednak, że sprawa nie będzie poruszana w kuluarach.

Zbytnia koncentracja na reżimie Kimów może skutkować osłabieniem amerykańskich interesów w innych rejonach

Sam szczyt APEC jawi się jako wielkie wyzwanie i jednocześnie szansa dla prezydenta Trumpa. Będzie to okazja do spotkania i przeprowadzenia nieformalnych rozmów nie tylko z Xi Jinpingiem, ale także Władimirem Putinem. Należy się spodziewać, że amerykański prezydent będzie usiłować wypracować jakiś „deal” w sprawie Korei Północnej. Nie wiadomo jednak, czy Xi i Putin będą zainteresowani dobiciem targu, a jeżeli tak, to jakiej ceny zażądają? Zbytnia koncentracja na reżimie Kimów może skutkować osłabieniem amerykańskich interesów w innych rejonach.

Z Da Nang Trump uda się do Manili na szczyt ASEAN. Oba spotkania będą koncentrować się na sprawach gospodarczych i bezpieczeństwa. W tym ostatnim kontekście głównym zadaniem amerykańskiego prezydenta będzie zapewnienie przywódców państw Azji Płd.-Wsch., że ogłoszony przez administrację Obamy „pivot” nie został porzucony, a amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa nadal są wiążące i wiarygodne.

Rozmach podróży Trumpa pokazuje, jak wielkie znaczenie dla USA ma Azja. Ostatni raz tak dużo czasu na drugim brzegu Pacyfiku spędził prezydent George Bush senior na początku lat 90. Prezydenckie tournee to nie jedyna akcja podjęta w regionie. Waszyngton przygotował całą ofensywę dyplomatyczną. W końcu października do Azji udali się sekretarz stanu Tillerson i sekretarz obrony Mattis. Na trasie ich podróży znalazły się m.in. Indie, Birma, Japonia i Korea Południowa. Rezultaty tych wszystkich działań poznamy być może już w najbliższych tygodniach.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, szef działu Aktualności portalu Konflikty.pl. Związany z Instytutem Boyma, gdzie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, konfliktami oraz zbrojeniami.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz