Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Pięć scenariuszy dla świata. Od renesansu demokracji do tragedii

Jeśli Stany prześpią najbliższe lata, to oddadzą rolę lidera Chinom (i być może Europie), zaś po drodze ludzkość czekają lata nędzy, chaosu i rozlewu krwi

Raz na cztery lata – niemal zawsze pomiędzy wyborem nowego prezydenta USA a jego inauguracją – amerykańska Narodowa Rada Wywiadu publikuje rozbudowaną prognozę, jak świat może wyglądać za kolejne ćwierć wieku i jakie trendy oraz wydarzenia go do tego stanu doprowadzą. Prognoza jest rozbita na szereg szczegółowych elementów, dotyczących m.in. gospodarki i demografii, także w ujęciu regionalnym, a „wisienką na torcie” jest zazwyczaj kilka wariantów finalnej wizji wraz z uzasadnieniem. Taką konstrukcję ma także najnowszy raport, zatytułowany „Global Trends 2040:  A More Contested World” (opublikowany wyjątkowo późno, co zdaje się świadczyć o kontrowersjach treściowych i przedłużających się uzgodnieniach politycznych).

Konsekwencje COVID-19

Pandemia koronawirusa to najpoważniejszy „globalny zamęt” od czasu II wojny światowej – oceniają autorzy dokumentu. Ich zdaniem, w średniej i dłuższej perspektywie COVID-19 przyniesie nam między innymi: zaostrzenie konfliktów między- i wewnątrzpaństwowych, pogłębienie nierówności społeczno-ekonomicznych, ograniczenie praw człowieka oraz wzrost nacjonalizmów. Także tych wykluczających, gdyż rządy dość powszechnie próbują zrzucać winę za własne błędy i zaniedbania na grupy mniejszościowe. A ponadto, co mniej oczywiste – spowoduje względne osłabienie pozycji państw narodowych i ich rządów, przynajmniej niektórych. Wzrośnie bowiem, z jednej strony, rola mocarstw globalnych i regionalnych (zdolnych efektywnie mobilizować większe środki, niż państwa małe i średnie) – a z drugiej podmiotów niepaństwowych (bo to one, „od Fundacji Gatesa po firmy prywatne”, odegrały kluczową rolę m.in. w badaniach nad szczepionkami, modernizacji sprzętu oraz w masowej produkcji materiałów medycznych i środków ochrony osobistej). „Sieci niepaństwowe będą uzupełniać krajowe i międzyrządowe działania w przyszłych kryzysach zdrowotnych, w tym wczesne ostrzeganie, leczenie, ułatwianie wymiany danych i opracowywanie szczepionek” – przewidują autorzy raportu.

Wzrosnąć może rola podmiotów niepaństwowych, bo to one, „od Fundacji Gatesa po firmy prywatne”, odegrały kluczową rolę m.in. w badaniach nad szczepionkami

Najważniejsze megatrendy, które będą kształtować naszą najbliższą przyszłość w „postpandemijnym” świecie, to także: zakłócenie dotychczasowych międzynarodowych łańcuchów dostaw, a w efekcie kształtowanie się nowego, jakościowo odmiennego paradygmatu globalizacji w jej wymiarze gospodarczym; zwiększony interwencjonizm państwowy (przy jednoczesnym nacisku na weryfikowanie dotychczasowych, zazwyczaj mało efektywnych sposobów zarządzania politykami publicznymi); „zagmatwanie i spolaryzowanie” środowiska informacyjnego; redefinicja roli i zasad działania wielu organizacji międzynarodowych o charakterze międzyrządowym (od WHO począwszy).

Zgodnie z zasadami naukowego prognozowania – autorzy nie piszą jednoznacznie „jak będzie” w roku 2040, bo na taki szaleńczy manewr nie pozwala im dostępna aparatura badawcza, a także nieograniczona liczba zmiennych, które „po drodze” będą odgrywać swoją rolę. Tworzą za to wariantowe scenariusze rozwoju sytuacji, oparte na możliwych kombinacjach wpływu poszczególnych zidentyfikowanych trendów i procesów. Na potrzeby raportu te rozliczne scenariusze szczegółowe „pogrupowano” w pięć głównych, zachodzących w zależności od tego, które z czynników okażą się po drodze bardziej „sprawcze”.

Pięć scenariuszy

Pierwszemu scenariuszowi nadano nazwę „Renesans demokracji”. Szybki postęp technologiczny, wspierany przez partnerstwa publiczno-prywatne w Stanach Zjednoczonych i innych demokratycznych społeczeństwach, przekształca w nim globalną gospodarkę, podnosząc dochody i poprawiając jakość życia milionów ludzi na całym świecie. Przy okazji następuje poprawa jakości edukacji, łagodzenie podziałów i nierówności społecznych, rośnie zaufanie do demokratycznych instytucji – a jednocześnie główne reżimy autorytarne wyczerpują swój impet, płacąc w ten sposób cenę za zduszenie innowacyjności nadmierną kontrolą nad społeczeństwami i jednostkami. Dlatego, pomimo nadal istotnej potęgi wojskowej Chin i Rosji (a nawet desperackich prób odwrócenia trendu manu militari, podejmowanych przez te kraje), to „wolny świat” nadaje ton wielostronnej współpracy, pozwalającej harmonijnie rozwiązywać problemy wszelkiego typu – włącznie z  bezpieczeństwem cybernetycznym, łagodzeniem skutków zmiany klimatu, zasadami zarządzania dnem morskim, obszarami polarnymi i Kosmosem. W tej sytuacji demokratyczną drogę rozwoju ostatecznie wybierają też liczne kraje rozwijające się, w tym Brazylia, Indonezja, Indie czy Nigeria.

Scenariusz „Tragedia i mobilizacja”: następuje (u progu lat 30.) globalna katastrofa klimatyczna, a jej efektem są m.in. kryzysy ekonomiczne, polityczne i społeczne. Panuje głód, szerzą się choroby, a w zamieszkach w USA i innych krajach rozwiniętych giną tysiące ludzi

Drugi scenariusz na rok 2040 – to „Świat dryfujący”. System międzynarodowy jest w nim chaotyczny i niestabilny, ponieważ wszelkie zasady i instytucje są ignorowane przez główne mocarstwa globalne i regionalne oraz coraz silniejsze podmioty niepaństwowe. Zachód boryka się z wolniejszym wzrostem gospodarczym, podziałami społecznymi i paraliżem politycznym – ale Chiny, mimo dalszej konsolidacji władzy i względnych sukcesów (np. ostatecznego zwasalizowania Rosji, rozerwania sojuszu USA z Koreą Płd. i Japonią, czy narzucenia korzystnych dla siebie standardów technologicznych w zakresie Internetu Rzeczy), są jednak wciąż zbyt słabe i niewydolne, by wykorzystać kryzys Zachodu w pełni i samodzielnie przejąć globalne przywództwo. W tym scenariuszu „po drodze” występuje i przedłużająca się pandemia, i mulitiplikujące jej skutki błędy i zaniedbania rządów, i związane z nimi fale migracji oraz konflikty wewnątrz- i międzypaństwowe, często o charakterze asymetrycznym. W tym świecie – technologia raczej rodzi problemy, niż pomaga je rozwiązywać, a współpraca międzynarodowa jest zredukowana. W codziennej walce wszystkich ze wszystkimi prawie nikt nie ma czasu (lub możliwości) zajmować się serio długofalowymi problemami klimatu czy zdrowia publicznego, co generuje nowe kłopoty.

Scenariusz trzeci – „Konkurencyjne współistnienie” – jest nieco bardziej optymistyczny. Po okresie chaosu i stagnacji, towarzyszącym wychodzeniu świata z pandemii, zarówno USA jak i Chiny nadały priorytet wzrostowi gospodarczemu i na tę płaszczyznę przeniosły wzajemną rywalizację. W tle rywalizują też dwie „wspólnoty wartości”: jedna oparta na kierownictwie państwowym, autokratycznej kontroli i technologiach nadzoru publicznego, a druga na prywatnej przedsiębiorczości, demokracji, wolności osobistej i otwartym przepływie informacji. Stało się to z pożytkiem dla obu stron: ryzyko otwartej, pełnoskalowej konfrontacji zbrojnej supermocarstw jest w tym wariancie niewielkie (bo nie służyłby ich interesom ekonomicznym), pacyfikują one też większość drobnych konfliktów regionalnych, dynamika postępu technologicznego jest za to bardzo znaczna. Unia Europejska porzuciła po drodze kilka swoich brzydkich (z amerykańskiego punktu widzenia) przywar, podobnie „post-putinowska” Rosja, i wraz z Brazylią i Indiami poparły prowzrostowy konsensus na modłę liberalną. Długoterminowa stabilność jest jednak nadal zagrożona – choćby z powodu z powodu rosnących wyzwań klimatycznych, które zostały zignorowane na rzecz krótkoterminowych korzyści gospodarczych.

„Oddzielne silosy” – czyli scenariusz nr 4 – to właściwe wariant poprzedniego, tyle, że świat jest w nim podzielony nie na dwa, a na kilka bloków (skupionych wokół USA, Chin, Unii Europejskiej, Indii i Rosji, ewentualnie także wokół paru innych mocarstw regionalnych). To robi sporą różnicę – wewnątrz bloków dominuje myślenie autarkiczne, współpraca jest słaba, próby oddzielnego rozwiązywania problemów klimatycznych, zdrowotnych czy ekonomicznych mało efektywne, a znaczna część uwagi i nakładów skupia się wokół narzędzi do wzajemnego szkodzenia sobie, od militarnych (w tym: upowszechnienie broni masowego rażenia) po informacyjne. Na tej zaostrzającej się i dysfunkcjonalnej rywalizacji tracą mniejsze państwa znajdujące się na peryferiach poszczególnych „silosów” lub pomiędzy nimi, tracą też interesy wspólne wszystkich graczy, bowiem wiele palących problemów jątrzy się coraz bardziej. W dodatku w atmosferze ciągłego, wielokierunkowego zagrożenia zewnętrznego w poszczególnych blokach coraz łatwiej o lekceważenie praw człowieka i wolności indywidualnej, a także o populistyczne chwyty ze strony liderów.

Warto odnotować sygnał, kierowany do elit chińskich i rosyjskich: we wszystkich z tych scenariuszy osiągają dla siebie lepsze efekty, gdy w możliwe znacznym stopniu kooperują z Zachodem

Scenariusz piąty – zatytułowany „Tragedia i mobilizacja” – jest bodaj najodważniejszy. Na pewno pod względem brutalnej szczerości w przedstawieniu tego, co może zdarzyć się jeszcze przed „docelowym” punktem prognozy, czyli rokiem 2040. A także – pod względem rozmachu w rysowaniu wizji tego, do czego może doprowadzić szok. W tym scenariuszu następuje (u progu lat 30.) globalna katastrofa klimatyczna, a jej efektem są m.in. kryzysy ekonomiczne, polityczne i społeczne. Panuje głód, szerzą się choroby, a w zamieszkach w USA i innych krajach rozwiniętych giną tysiące ludzi. Reakcja przychodzi wraz z dojściem do głosu młodego pokolenia polityków i wyborców: nastawione prospołecznie i proekologicznie partie zdobywają władzę w Europie, prezentują na forum ONZ nowe, śmiałe programy zwalczania kryzysu w skali globalnej, wspierają te plany – o dziwo! – chińscy komuniści, i to wokół Chin i Unii tworzy się nowe, światowe centrum. Stopniowo dołączają do niego także USA, Kanada czy Australia, gdzie także zaczyna dominować nowe, „zielone” myślenie. Nowe standardy zostają przyjęte także przez międzynarodowe korporacje, a nad całością tej idylli czuwa nowa organizacja, nazwana Human Security Council. Dzięki szerokiemu, powszechnemu poparciu organizacje pozarządowe, organizacje wielostronne i grupy aktywistów mają bezprecedensową możliwość wpływania na standardy, gromadzenie zasobów, pociąganie do odpowiedzialności sprawców przestępstw i nakłanianie państw do działania. Priorytety globalne mają pierwszeństwo przed interesami narodowymi. Jedyne problemy próbują tworzyć kraje uzależnione od eksportu paliw kopalnych: Rosja czy Iran, ale są stopniowo pacyfikowane.

Współpraca się opłaca?

Streszczając te scenariusze – pamiętajmy, że pisane przez czołowych analityków amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej i zatwierdzane przed publikacją przez wysokie „czynniki polityczne” – otrzymujemy wezwanie, adresowane głównie do opinii publicznej i decydentów Zachodu (bo polityczny „Wschód” raczej jest na nie z założenia odporny). Brzmi ono z grubsza tak: „rozwiązujmy problemy środowiskowe szybciej, niż później, bo i tak nas dopadną; nie traćmy przy tym z oczu wzrostu gospodarczego i zalet międzynarodowej synergii”. Niby nic odkrywczego, ale po epoce trumpowskiego izolacjonizmu i aroganckiego samozadowolenia „starej” Europy – zdaje się mieć to głębszy sens.

Warto też przy okazji odnotować sygnał, kierowany niezbyt nachalnie, lecz wyraźnie, do elit chińskich i rosyjskich: we wszystkich z tych scenariuszy osiągają dla siebie lepsze efekty, gdy w możliwe znacznym stopniu kooperują z Zachodem, zamiast iść twardym kursem konfrontacyjnym.

To oczywiście, w pewnym stopniu, zaklinanie rzeczywistości. Ale, jak mawiał klasyk, zawsze warto próbować.

Witold Sokała
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, zastępca dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, przewodniczący Rady oraz ekspert Fundacji Po.Int. W przeszłości pracował jako dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, menedżer w sektorze prywatnym oraz urzędnik państwowy, a także jako niezależny konsultant w zakresie m.in. marketingu i wywiadu konkurencyjnego. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej; stopień doktora w dziedzinie nauk o polityce uzyskał na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Komentarze

4 odpowiedzi na “Pięć scenariuszy dla świata. Od renesansu demokracji do tragedii”

  1. PIOTR pisze:

    Tak naprawdę to są cztery scenariusze. Piąty to wizja eko-lewackiej utopii. Pierwszy to scenariusz optymistyczny w oczywisty sposób niewykonalny. Jeśli spojrzymy na scenariusz 2 jako na ścieżkę dojścia do docelowego scenariusza będącego mieszanką 3 i 4 to w sumie wygląda to na całkiem sensowne prognozy 🙂

  2. Atom pisze:

    Jak mówią górale: Abo bedzie pogoda, abo bedzie dysc “…

  3. Wintergreen pisze:

    Wszystko to bardzo mądrze obmyślone, ale weźmy jeszcze jeden scenariusz: nauki przyrodnicze na Zachodzie zostają ogłoszone narzędziem kolonialnej opresji i znikają z programów nauczania (a raczej stają się jedną z alternatyw obok wizji, że to stoi na żółwiu, który stoi na żółwiu i tak w nieskończoność). W ślad za tym stopniowo zanika również umiejętność logicznego myślenia, również wśród absolwentów prestiżowych uczelni. Chińczycy są w stanie zaproponować specjalistom z zewnątrz lepsze stawki niż gafa (oprócz posiadania własnych kadr), dlatego to oni monopolizują produkcję aplikacji umożliwiających wklejanie pieskom głowy kotka i odwrotnie, które stanowią główny przedmiot pożądania (i szczyt intelektualnych możliwości) absolwentów nauk o dyskryminacji – gros społeczeństw Wolnego Świata. Za pomocą tych aplikacji gromadzą dane o użytkownikach, które pozwalają im wpływać na ich zachowanie dzięki mikrotargetowaniu o skuteczności niewyobrażalnej w czasach wyborów Trump vs. Clinton, gdy stara dobra zasada niesprzeczności nie była obca nawet niektórym redneckom. Oczywiście to foliarska fantazja, ale nie wydaje się mniej prawdopodobna niż płody analityków ze szkoły, która zapobiegła Pearl Harbor, zamachowi w Dallas i 9/11.

  4. Georealista pisze:

    “Jeśli Stany prześpią najbliższe lata, to oddadzą rolę lidera Chinom (i być może Europie), zaś po drodze ludzkość czekają lata nędzy, chaosu i rozlewu krwi.” – na jakiej podstawie przejęcie hegemonii przez Chiny spowoduje owe lata nędzy, chaosu i rozlewu krwi? Na razie mamy do czynienia z ultramarksistowskim pochodem antydemokratycznego totalitaryzmu zniszczenia do podstaw i cywilizacji Zachodu i kultury i społeczeństw, atomizowanych i rozkładanych od rodziny i elementarnej biologii po narody. Oczywiście – przykład Tybetu, Szincziangu i Hongkongu jest złowróżbny dla praw człowieka – ale te działania Pekinu wynikają z budowania spójności wewnętrznej – ze względu na nadrzędną systemowa rywalizację z USA. Załóżmy, że USA za radą Pana Bartosiaka by “odpuściły” rywalizację i skupiły się na sobie na odbudowaniu klasy średniej, realnego potencjału, na przyśpieszeniu technologicznym. – przy okazji odbudowując strukturalnie od podstaw demokrację W takim układzie reakcją SYSTEMOWĄ Pekinu byłoby “poluzowanie śruby” – i to z pragmatycznie skalkulowanych względów – bo aparat kontroli i opresji swoje kosztuje – bo w tych regionach “opresyjnych” [i w budżecie centralnym] dochodzą koszty zdławienia gospodarki, co widać właśnie na przykładzie Szincziangu i Hongkongu. Czy do strefy wolnego handlu RCEP nie przystąpiły takie państwa – w różnym stopniu demokratyczne – a na pewno państwa prawa – jak Korea, Japonia czy Australia, Nowa Zelandia czy Singapur? Czy strefa wolnego nie jest rdzeniem liberalizmu? I odwrotnie – co z liberalizmem, demokracją, państwem prawa mają wspólnego ultralewackie paroksyzmy niszczenia starego świata i wydumana “krytyczna teoria rasy” albo hasło ostatniego Davos “W 2030 nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”? Co wspólnego z demokracją ma monopol “jedynie słusznych” mediów – które już bezceremonialnie świadomie blokują wszelki pluralizm i najbardziej elementarne głosy rozsądku [nie mówiąc o “niewygodnych” politykach – jak Trump] – jednocześnie forsując zwykły obłęd taranem szantażu politpoprawności? – który to obłęd skończy się finalnie i właśnie dla Zachodu [bo nie dla prosperującej i rozwojowej Azji] “latami nędzy, chaosu i rozlewu krwi”? Osobiście mam to całe “postępowe” szaleństwo za rozpaczliwe maskowanie przez elity Zachodu upadku klasy średniej, upadku znaczenia graczy Zachodu i upadku wydrenowanych źródeł wzrostu realnego – z technologicznym i przemysłowym na czele. Wiedzą, że karleją, więc zamierzają w ramach przemyślanej strategii zdemontować poszczególnych graczy państwowych i zatomizować społeczeństwa w bezwolną i ogłupioną zatomizowaną masę – i ulepić z Zachodu ultramolocha – gdzie całe społeczeństwo będzie docelowo na żebraczej “misce ryżu” dochodu podstawowego. – ze wszystkimi systemowymi konsekwencjami nieuchronnego uwiądu demokracji, praw człowieka, możliwości prosperity. Ot -powstanie taka Korea Północna do czwartej potęgi dla ca miliarda ludzi – owszem z rakietami. laserami i ściśle kontrolowanym i osobno traktowanym sektorem wydzielonego przemysłu i technologii – z kontrolnym cybertotalitaryzmem i wirtualnymi igrzyskami ZAMIAST chleba i własności prywatnej. Nie mogą wygrać rywalizacji z Chinami – to “przynajmniej” będą władcami absolutnymi na tym terenie względem miliarda wielbiących ich niewolników , który im pozostał. Ot – taka “Rewolucja Kulturalna 2.0” – dla przykrycia klęski Zachodu. Upiorne – ale wystarczy rozejrzeć się i pozbierać wszystko, co się dzieje na Zachodzie – by przyznać uczciwie, że to się właśnie dokonuje w każdym aspekcie – w sposób jak dotychczas niepowstrzymany…. i co gorsza – coraz szybszy, z coraz bezczelniejszym praniem mózgów przez presję mediów i chóry wszelkiej maści “autorytetów” – od utytułowanych sprzedajnych profesorów od deklarowanego w kółko rzekomego “postępu” [dla starszego pokolenia] – po “naćpanych” celebrytów i eventowe “gwiazdy” [jako propagowane “wzorce” i bożyszcza i idole dla młodego pokolenia]. A na końcu tego upadku Zachodu będzie transhumanizm i Człowiek 2.0 – czyli likwidacja człowieka, pełne pozbawienie jakichkolwiek praw – i pełne przedmiotowe dysponowanie jego życiem, ciałem, mózgiem i śmiercią – wg stopnia przydatności dla sterującej elity – która z owego transhumanizmu zgarnie wszystkie bonusy obiecywane ludziom [w tym zwłaszcza nieśmiertelność] – a które to bonusy zostaną świadomie odmówione szaremu człowiekowi, czy raczej już “biorobotowi” szeregowej miliardowej masy – by tym bardziej podkreślić poczucie elit sprawowania absolutnej władzy i swego “boskiego” luksusu i przywilejów. A wracając do Chin – właśnie przy braku zagrożenia zewnętrznego – naturalnym biegiem pragmatycznych spraw – państwo to ma duże szanse [które oceniam na ca 70%] przejść ewolucję od rządów autorytarnych “silnej ręki” [wręcz dyktatur wojskowych, jak było na początku na Tajwanie i w Korei Płd itp] ku państwu prawa z silnymi elementami demokracji – tak jak to było np. z Tajwanem, Koreą Płd – czy Singapurem, który wg dość zgodnych opinii analityków – wydaje się w optyce Pekinu przykładem wzorcowego postępu i drogi dla Chin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz