Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Obraza uczuć religijnych. Przestańcie się wreszcie mazać

Czy oburzony spodziewał się na facebookowym profilu Nergala znaleźć makatkę z aniołem stróżem? Czas pożegnać się z artykułem w Kodeksie karnym, przez który Kościół uznawany jest za instytucję opresyjną

Posłowie Koalicji Obywatelskiej związani z Nowoczesną przygotowali projekt ustawy wykreślający z Kodeksu karnego art. 196, zakazujący obrazy uczuć religijnych, oraz art. 212 karzący za pomówienie. Skupmy się na pierwszym z nich – choć postulat to nie nowy, bezpośrednim pretekstem była sprawa Elżbiety Podleśnej i tzw. „tęczowej Maryi”. W podobnym okresie zapadł też wyrok skazujący Adama Darskiego „Nergala” na 15 tys. zł grzywny za wrzucenie na Facebooka zdjęcia podeptanego obrazu Najświętszej Maryi Panny.

Pomysł uważam za słuszny, podobnie jak wykreślenie art. 212 kk. Już sama idea tego typu zakazu w państwie, w którym prawnie nie przyjmuje się aksjomatu istnienia Boga (a takim państwem jest Polska) wydaje się niedorzeczny. Ci, którzy twierdzą, że zakaz jest de facto zakamuflowanym zakazem bluźnierstwa – a przecież godzi się bronić boskiej czci – nie zauważają, że trudno zarzucić bluźnierstwo komuś, kto w Boga nie wierzy. Nie od tego jest państwo. Pozostaje więc „obraza uczuć”, kategoria bardzo subiektywna i każąca każdorazowo roztrząsać poziom obrażenia i intencjonalność czynu, stawiać granice między agresywnym antyteizmem, aktywizmem społecznym i ekspresją artystyczną.

Tym bardziej, że istotne są też tutaj intencje osób, które miały się rzekomo poczuć dotknięte. Zostańmy przy sprawie „Nergala” i zastanówmy się, co spodziewał się oburzony znaleźć na jego profilu w mediach społecznościowych – makatkę z aniołem stróżem? Wcześniej lider Behemotha miał obrazić uczucia religijne, drąc Biblię podczas koncertu. Przypomina to zaskoczenie gościa domu publicznego, który nie przewidział, że osoby w nim przebywające nie odmawiają wspólnie nieszporów, tylko oddają się innym czynnościom. Sprawa „tęczowej Maryi” jest nieco innego kalibru, tu teoretycznie odbiorca mógł zostać narażony na kontakt z ikoną Czarnej Madonny z kolorową aureolą wbrew swojej woli. Ale i tu warto zastanowić się, czy rzeczywiście osobę wierzącą taki widok powinien oburzać i czy warto faktycznie iść z tym do sądu, zamiast np. pomodlić się za sprawcę.

Coraz mniej osób uważa instytucję głoszącą Dobrą Nowinę za wiarygodną, widząc w niej – niestety nie bez podstaw – bandę hipokrytów

Niestety, doświadczenie podpowiada, że oburzeni to często zawodowi pieniacze, idący do sądu dla rozgłosu czy w imię walki politycznej. Stwierdzenie, że zakaz ma bronić spokoju społecznego jest bałamutne, bo nie od dziś wiadomo, że raczej wywoła to awanturę niż kogokolwiek skłoni do zmiany postępowania. Także niszczenie kościołów i zakłócanie nabożeństw nie ma tu nic do rzeczy, bo na to są akurat inne paragrafy, zasługujące zresztą na utrzymanie.

Obok aspektu państwowego i społecznego jest jeszcze jeden, dla mnie jako katolika nie mniej ważny – aspekt religijny. Urzeka mnie troska o uczucia muzułmanów i żydów wyrażane przez część prawicy za każdym razem, gdy pojawia się temat wykreślenia tego paragrafu z Kodeksu, ale jest oczywiste, że zdecydowana większość tego typu spraw w Polsce dotyczy obrazy uczuć katolików (bo jest nas tutaj po prostu najwięcej). Tego typu pozwy i wyroki działają na niekorzyść Kościoła katolickiego. Nie wiem czy oburzeni i obrażeni zdają sobie z tego sprawę, ale nasza wspólnota ma obecnie wybitnie pod górkę, jeśli chodzi o wizerunek.

I nie, nie chodzi o to, że trudna jest nasza nauka i któż jej może słuchać, jak sądzą być może niektórzy patrzący z wyższością na rzesze taplających się w grzechu niewierzących i innowierców. Chodzi o to, że natrafiliśmy na szklany sufit, jeśli chodzi o ewangelizację, ponieważ coraz mniej osób uważa instytucję głoszącą Dobrą Nowinę za wiarygodną, widząc w niej – niestety nie bez podstaw – bandę hipokrytów, którzy sami nie żyją według głoszonych zasad. Na dodatek jej funkcyjni robią bardzo dużo, by pomóc tym wśród nich, którzy dopuszczali się w ciągu lat obrzydliwych przestępstw seksualnych, wykorzystując swoją pozycję. Coraz więcej osób uważa, że Kościół wykorzystuje swoją pozycję finansowo, zaznacza swoją obecność we wszystkich możliwych miejscach. Jest na dodatek opresyjny i antywolnościowy, narzuca innym swoją estetykę i wrażliwość i wymusza szacunek dla siebie, choć – zdaniem coraz większej rzeszy osób – na ten szacunek nie zasługującą. Utrudnia udział w debacie publicznej na swój temat i pokrewne (choć komunikat polegający na deptaniu butem obrazu możemy uznawać za durny).

Zamiast więc na siłę oburzać się na kolejny wyraz niechęci do Kościoła czy użycie chrześcijańskiej ikonografii do celów innych niż podstawowe jej przeznaczenie, warto byłoby zadbać o pozytywny obraz Kościoła. A tych, którym zależy na kulcie i oddawaniu czci Bogu zachęcam do spędzania więcej czasu np. na adoracji Najświętszego Sakramentu (może być z modlitwą przebłagalną, najlepiej za własne grzechy).

Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, współpracownik Polskiego Radia Lublin. Pisze doktorat z ekonomii i finansów w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Do Rzeczy", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem", "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku", "Mała degeneracja", współautor z Tomaszem Pułrólem książki "Upadła praworządność. Jak ją podnieść". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Obraza uczuć religijnych. Przestańcie się wreszcie mazać”

  1. Pontivus pisze:

    Doceniam i szanuję intencje Aurora “Obrazy uczuć religijnych…”, ale wykreślenie artykułu o obrazie uczuć religijnych nie jest lekiem na całe zło,a uzasadnienie budzi wątpliwości. Nie trzeba wpisywać istnienie Boga do systemu prawa, podobnie jak nie trzeba wpisywać metafizyki buddyjskiej, żeby chronić przed bezczeszczeniem czy niszczeniem obiektów ich kultu religijnego. Trzeba też podkreślić, że chodzi tu – w ogromnym skrócie – o naruszanie pewnego elementarnego ładu, porządku.Tego rodzaju akty godzą w kulturę i są zarazem wyrazem pogardy, a nawet nienawiści wobec jakiejś grupy ludzi. Wbrew pozorom, jest to też rodzaj naruszania wolności religijnej. 2. Jeżeli chodzi o odnośny przepis, sam mam i miałem wątpliwości co do opierania się na kategorii “uczuć”, jestem zdania że warto by zasadniczo zmienić to ujęcie; jest to jednak kwestia do artykułu naukowego, nie tej polemiki. Wyrażam gotowość podjęcia współpracy w tej sprawie. 3. Trzeba zapytać, gdzie są granice zgody na dyskutowane czyny? Czy wolno zakłócać funkcjonowanie liturgii? Wywiesić plakaty polityczne? Wejść na ołtarz? A może rozpalić ognisko i piec kiełbaski? A jeżeli wolno podeptać ikonę, to dlaczego nie możnaby podeptać krzyża? !4. Przykro mi to pisać, ale Autor tak skoncentrował się na problemach swojego Kościoła że zapomniał o innych chrześcijanach. Pismo Święte, świątynia mają szczególną wartość, są miejscami spotkania z Bogiem nie tylko dla katolików. Ikona zaś u prawosławnych jest czymś więcej niż obrazem religijnym. (jak w przypadku wizerunku Matki Bożej. O dyskutowanych kwestiach warto, a nawet trzeba rozmawiać ze wszystkimi chrześcijanami – i szerzej też. 5. Chcę też zwrócić uwagę, że w przynajmniej części przypadków pedofilia czy wszelkie inne oburzajace (i łamiące prawo!) czyny są tylko pretekstem do ataków na Kościół Katolicki i wiarę ; trwa nie tylko w Polsce wojna cywilizacyjna, czy ktoś to widzi, czy nie. 6. Na koniec.. Przepraszam, że piszę coś o nie swoim Kościele, ale czy nie najlepiej “broni” integralnyla, nieuszczuplona więź z Bogiem. Im więcej żyjących nią chrześcijan, tym łatwiej zobaczyć, że skandale to zerwanie z wiarą, zdrada, zbrodnia. PS Bardzo przepraszam za ewentualne błędy, ;nie mam do dyspozycji komputera.
    Bronisław Bartusiak

  2. SethAlevy pisze:

    Nie tak dawno na kazaniu słyszałem, że za problemy Kościoła winni są rodzice, którzy zaniedbują chrześcijańskie wychowanie. Niewiarygodne z jakim niezrozumienie współczesności mamy do czynienia wśród duchownych, jak wśród tych “medialnych” katolików. Nie ma co ukrywać, że oni właśnie najczęściej z wspomnianego artykułu pewnie korzystają, ale ciekawe dla mnie wydaje się to, że o jego zniesienie wnosi strona tak przejęta obrazą uczuć tej czy innej grupy. Wydaje mi się, zę póki nie dojdziemy do jakiegoś konsensusu dotyczącego w ogóle obrazy uczuć to jednak lepiej to zostawić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz