Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Johna Mearsheimera przedstawiać nie trzeba (ale pro forma na użytek recenzji muszę napisać dwa słowa) – to jeden z najważniejszych przedstawicieli nauki o stosunkach międzynarodowych na świecie, twórca ofensywnego realizmu w stosunkach międzynarodowych (i przez to jeden z dwóch najważniejszych współczesnych teoretyków realizmu, obok zmarłego niedawno Kennetha Waltza, realisty defensywnego). Wykładający na University of Chicago Mearsheimer to po prostu marka i klasa światowa.
W ciągu ostatniego roku stał się on również znany szerszym niż akademickie (tam był zawsze) kręgom w Polsce. Można utyskiwać, że stało się to z charakterystycznym dla naszego kraju spóźnieniem w analizowaniu spraw światowych, ale dobrze, że w ogóle to nastąpiło. Wydany niedawno „Tragizm polityki mocarstw” okazał się komercyjnym sukcesem. Wyposażył również wielu polskich publicystów politycznych w nieznaną im wcześniej, pogłębioną aparaturę naukową potrzebną do analizy zjawisk polityki międzynarodowej z punktu widzenia realistycznego. Wypada się z tego cieszyć.
I wypada zrobić kolejny krok, jakim byłoby wydanie kolejnych prac Mearsheimera, z których „The Great Delusion” wydaje się szczególnie dobrze pasujące dla polskiego czytelnika. Monografia ta jest bowiem manifestem – apelem wręcz – do cnoty umiarkowania w polityce zagranicznej. Na jej stronnicach Mearsheimer dobitnie pokazuje zalety realizmu i umiarkowania zamiast liberalnych krucjat, powodujących więcej problemów niż rozwiązań, dużo częściej prowadzących do wojen i innych nieszczęść. Książka przepełniona jest myśleniem zrównoważonym, chłodnym, oddzielającym fakty od emocji, kalkulującym, stawianiem na mądrze rozumiane interesy narodowe. Słowem: cech, jakich w Polsce jest mało, stanowczo za mało.
Mearsheimerowska fundamentalna rozprawa z liberalną szkołą stosunków międzynarodowych niezwykle przyda się w naszym kraju, gdzie przez 2 dekady wykształciły się elity traktujące, odchodzącą w przeszłość, liberalną strukturę stosunków międzynarodowych jako oczywistość. Tymczasem trudne czasy już są, a idą trudniejsze. Im szybsza i powszechniejsza odtrutka od idealizmu liberalnej szkoły, tym lepiej dla nas. To podstawowy powód dla którego warto wydać tę książkę: co do zasady każda trzeźwe realistyczne spojrzenie trzeba promować.
A poza tym to dobra książka. Wywód jest klarowny, struktura czytelna, teoria prosta, czynniki i relacje między nimi jasne, język dobry. Mearsheimer sam pisze, że chce być wielkim objaśniaczem, a nie wielkim zaciemniaczem, dokładnie odwrotnie od większości polskich akademickich autorów piszących o sprawach politycznych (miłujących hermetyczny język: mętność przykrywającą pustkę). U Mearsheimer jest porządna anglosaska tradycja pisania dzieła jak opowieści, tak by nawet sprzątaczka zrozumiała (znana amerykańska zasada mówi, że doktorat – czy w ogóle jakąkolwiek pracę naukową – pisać trzeba tak, by jak na obronę wejdzie sprzątaczka, woźny czy elektryk i zapyta o co chodzi, to by można było mu odpowiedzieć tak, by zrozumiał). Mearsheimer się tego trzyma przez całą książkę i chwała mu za to. Nie schodzi poniżej pewnego poziomu, zarówno intelektualnego, jak i stylistycznego.
Rzecz jasna „The Great Delusion” nie jest pozbawiona wad, typowych zresztą dla tego Autora. Mearsheimer za mało uwagi przywiązuje do czynników wewnętrznych, nie dba o rolę jednostek i umniejsza znaczenie elementów kulturowych (wynika to z jasno określonego stanowiska teoretycznego: o polityce państw według niego decyduje struktura systemu międzynarodowego). Ponadto holistyczne ujmowanie -izmów (naprawdę Mearsheimer uważa, że istnieją tylko 3 główne ideologie na świecie: liberalizm, realizm i nacjonalizm?) jest dość płytkie, typowe dla badaczy stosunków międzynarodowych i politologii patrzących na świat z perspektywy lotu ptaka i niedostrzegających bogactwa różnorodności w szczegółach. Słowem: można, a nawet trzeba się z takim podejściem nie zgadzać. Ale by to zrobić, trzeba poznać i jest to kolejny powód by wydać tę książkę: najlepsza akademicka tradycja każe wydawać i promować prace z którymi się nie zgadzamy; tylko bowiem poprzez dyskusje i próbę ognia własnych myśli, możemy być pewni ich wartości.
Reasumując, rekomenduję wydanie książki „The Great Delusion”: jest świetnia napisana i będzie bardzo pożyteczna dla polskiego czytelnika. Zasługuje on na to by poznać kolejną kluczową książkę Mearsheimera.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Rewolucja technologiczna przemodelowuje nasze życie. Tym razem zmieni elektronikę osobistą. W Korei Południowej trwa boom gospodarczy związany z SI i pogłębiają się napięcia społeczne związane z podziałem owoców tego wzrostu. Rosja waha się między dążeniem do rozejmu i mobilizacją. Kolejne tarcia ukraińsko-polskie na tle historycznym. Na Bliskim Wschodzie bez zmian. Pierwsza kobieta watykańskim ministrem. Ebola zbiera śmiertelne żniwo w Afryce. Co jeszcze wydarzyło się w ubiegłym tygodniu?
Negocjacje między Waszyngtonem a Teheranem weszły w decydującą fazę, lecz wciąż jeszcze nie jest pewne, co przyniosą. Czy Ukraińcy właśnie zmieniają dynamikę trwającego konfliktu z Rosją? Papież pisze o sztucznej Inteligencji a Premier Polski podpisuje traktat z Wielką Brytanią. Co jeszcze wydarzyło się na świecie?
Intensywne konsultacje dyplomatyczne w Azji Wschodniej. Kryzys relacji na linii polski rząd – Waszyngton. Węgierski premier ponownie z pierwszą wizytą w Warszawie. Ataki dalekiego zasięgu sieją spustoszenie w Rosji i w Ukrainie. Donald Trump dostaje gigantyczną kwotę od własnej administracji i dominuje Partię Republikańską. Trybunał w Hadze przyznaje rację Pakistanowi. Zbliżają się wybory w Izraelu. Chińska nawigacja coraz poważniejszym konkurentem GPS. Co jeszcze wydarzyło się na świecie w ubiegłym tygodniu.
Czy geopolityka miała być nauką o państwie, czy projektem zarządzania przestrzenią i masami ludzkimi? Karl Haushofer, jeden z najważniejszych geopolityków XX wieku, próbował połączyć geografię, historię, ekonomię i strategię w narzędzie politycznego działania.
Wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Pekinie i rozmowy z przywódcą Chin Xi Jinpingiem pokazują, że światowa polityka wchodzi w nową fazę strategicznej rywalizacji. Wojna wokół Iranu, napięcia wokół Tajwanu, kryzys energetyczny i spory handlowe sprawiają, że relacje Waszyngtonu i Pekinu stają się jednym z kluczowych czynników wpływających na globalne bezpieczeństwo i gospodarkę.
„Równowaga europejska” nie jest neutralnym porządkiem pokoju, lecz narzędziem dominacji morskiego imperium
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie