Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

O brataniu się z pracą. Philia

Dobra przyjaźń jest jak praca. Dobra praca jest jak przyjaźń. Dobre praktyki w jednej z tych sfer mogą być wprowadzane, gdy zrozumiemy drugą

W kulturze można znaleźć wiele pięknych i sugestywnych obrazów przyjaźni. Prosiaczek z Kubusia Puchatka, który oddaje Sowie swój dom, gdy ta traci własny w wichurze. Sam, biorący Froda na ramiona i niosący go na Górę Przeznaczenia, gdy ten nie ma już sam siły iść. Wreszcie Krzysztof Krawczyk z zatroskanym spojrzeniem Marlona Brando, wyznający, że pomimo utraconej gitary, samochodu i żony, wciąż pamięta o prawach przyjaźni.

Jednak o przyjaźni możemy dowiedzieć się wiele nie tylko z książek, filmów czy piosenek, ale także z pracy. Co więcej, o samej pracy także można się nauczyć, gdy rozważymy cechy przyjaźni.

Cecha obowiązkowej zapłaty w przyjaźni odróżnia ją od relacji między dzieckiem a rodzicem czy między osobami w związkach romantycznych

Dobra przyjaźń

Klasycznie rzecz ujmując, przyjaźń jest rodzajem miłości. Philia to jedno z określeń greckich, które miało odróżnić przyjaźń od np. miłości wiązanej z pożądaniem (eros), miłości rodzinnej (storge) czy altruistycznej (agape). Współczesne filozoficzne ujęcia miłości raczej odżegnują się od traktowania tego rodzaju kategoryzacji jako wyznaczającej zupełnie odmienne rodzaje relacji. Powszechniejszy jest pogląd, że nasze pozytywne nastawienia do innych niemal zawsze są naznaczone w pewnej mierze cechami charakterystycznymi wspomnianych „rodzajów miłości”. Jednak jeśli zgodzimy się, że te rodzaje miłości posiadają jakieś cechy charakterystyczne lub uznamy, że cechy te w istotny sposób odróżniają np. eros od agape, to okazuje się, że choć przyjaźń może mieć w sobie coś altruistycznego, a niekiedy może jej towarzyszyć jakiś rodzaj pożądania, to jednak charakteryzuje ją coś specyficznego dla niej samej.

Jest kilka cech charakterystycznych dla przyjaźni, które dzieli ona z pracą. Zanim je wymienię, muszę jednak dać pewne zastrzeżenie. Zaczęliśmy od klasyków filozofii i zgodnie z klasycznym podejściem pamiętajmy, że możemy mówić o przyjaźni poszczególnych ludzi, albo o przyjaźni rozumianej jako idea lub jako wzór przyjaźni. Oznacza to, że choć być może między żadnymi dwoma osobami na świecie nie ma takiej przyjaźni, która mogłaby być rozumiana jako ideał albo jako dobra przyjaźń, to jest sens mówić o takiej dobrej przyjaźni po to, by zrozumieć, czym jest taka przyjaźń, ogołocona z innych uczuć zwykle jej towarzyszących, albo żeby służyła nam jako pewien wzór. Podobnie rzecz ma się z pracą. Zwróćmy się więc ku dobrej przyjaźni  i dobrej pracy i zastanówmy się, co mówią o sobie nawzajem.

Zbiór banałów na początek

Bertrand Russell w The Philosophy of Logical Atomism pisze (tłumaczenie zapożyczam od Tomasza Heroka): Moim pragnieniem jest, by rzeczy, od których zaczynam, były tak oczywiste, że czytelnik zacznie zastanawiać się, dlaczego w ogóle poświęcam czas na mówienie o nich. Taki właśnie mam zamiar, ponieważ w filozofii chodzi o to, by zacząć od czegoś tak prostego, że będzie się to wydawać niewarte wzmianki, a skończyć na czymś tak paradoksalnym, że nikt nie będzie chciał w to uwierzyć.

Zbytnie skupienie na etosie pracy, w Polsce często wiązanym np. z etosem chłopskim, może prowadzić do niedocenienia ciężaru czyjejś aktywności i do realnego wyzyskiwania osób zatrudnianych

Przyjmując jego propozycję, zacznijmy od kilku banałów na temat przyjaźni i pracy. Pokażmy, że te banały stosują się do pracy i przyjaźni wzajemnie. Może nie dojdziemy do paradoksalnych wniosków, jak chciał Russell, ale ostatecznie być może powiedzą nam one przynajmniej coś zaskakującego o pracy, co było banałem w temacie przyjaźni i na odwrót.

Za pracę się płaci

I od razu wchodzimy z buta, bo wiadomo, jak to w praktyce jest. Za część pracy nie płaci się wcale, począwszy od jawnie niewolniczych obozów pracy w Azji, po mniej jawnie niewolnicze przysłowiowe trzy miesiące bezpłatnego wolontariatu w naszych rodzimych korporacjach (może przysłów jeszcze nie ma, ale frazeologizm „za wpis do CV” już się w języku zadomowił). Tym niemniej zgodzimy się, że przy dobrych praktykach zatrudniania za pracę się płaci. Co więcej, nie ma w tym przecież nic wstydliwego, aby wynagrodzenia oczekiwać.

Podobnie rzecz ma się z przyjaźnią, choć niekiedy albo wstydzimy się do tego przyznać, albo po prostu tego nie zauważamy. A jednak – przyjaciel nic niewnoszący do naszej relacji, nie dbający o nas przez długi czas zwyczajnie przestaje być przyjacielem. Sytuacja jednostronnego obdarowywania oczywiście może trwać jakiś czas, jednak gdy relacja przyjacielska trwale staje się niesymetryczna, trudno to nazwać inaczej niż wykorzystywaniem drugiej osoby.

Trudno sprowadzić relację między przyjaciółmi do wymiany dóbr. Jednak niezaprzeczalne jest, że gdy staję się czyimś przyjacielem, to między innymi dlatego, że daję mu możliwość spędzenia miłych chwil, wsparcie czy po prostu swój czas. Warto uzmysłowić sobie to w odniesieniu do własnych relacji. Oczekiwanie wobec przyjaciela „zapłaty” jest czymś równie oczywistym i nienagannym, jak oczekiwanie pensji od pracodawcy.

To co istotne, to fakt, że cecha obowiązkowej zapłaty w przyjaźni odróżnia ją od relacji między dzieckiem a rodzicem czy między osobami w związkach romantycznych. Co do tych ostatnich, to sprawa jest dość oczywista przy przyjęciu perspektywy chrześcijańskiej, w której małżonek nie przestaje być małżonkiem, gdy przestaje coś wnosić do związku. Jest to jednak także obecne w popkulturowej wizji relacji romantycznej. W książkach i filmach chlebem powszednim jest przecież zatracenie się w femme fatale wyjętej z powieści Remarque’a lub zrozumienie dla wszelkiego rodzaju Bohunów (choć Sienkiewicz i Hoffman ostatecznie łączą Helenę ze Skrzetuskim, to widownia już dobrze wie, kto tu ją kochał bardziej).

Źródło przyjaźni i zawodu

Co sprawia, że zaczynamy się z kimś przyjaźnić? Pierwszą odpowiedzią może być wspólnota wartości czy zainteresowań. W końcu, w przeciwieństwie do rodziny, przyjaciół wybieramy z jakiegoś powodu. Podobnie w wielu sytuacjach wybieramy również swój zawód. Marzymy o tym, by w ramach swoich obowiązków zawodowych móc oddawać się swojej pasji. I choć jest to duże podobieństwo między przyjaźnią a pracą, to nie poprzestańmy na tej odpowiedzi i podrążmy trochę głębiej.

Zauważmy, że przecież nie zawsze tak jest, że przyjaźnimy się z ludźmi o tych samych pasjach. Większość przyjaciół faktycznie poznajemy na studiach i w szkole, co może oznaczać właśnie, że najłatwiej dobrać ich spośród osób, które dzielą z nami zainteresowania. Jednak inną cechą znajomości ze studiów jest to, że nawiązują się one na wczesnym etapie życia. Jak pokazują badania m.in. psycholog Laury L. Cartensen, zdecydowana większość przyjaźni jest zawieranych do 26. urodzin. Z ludźmi, którzy stają się naszymi przyjaciółmi, po prostu zaczynamy dzielić dużą część naszego życia. Nie bez powodu wiele badań psychologicznych dotyczących przyjaźni koncentruje się na wspólnie przeżytych sytuacjach oraz zwyczajnej ilości dzielonego razem czasu. Źródłem dobrej przyjaźni nie jest więc jedynie dzielenie pasji, ale wspólne problemy i wydeptany razem czas.

Jeśli zgodzimy się, że do dobrej przyjaźni powinniśmy podchodzić jak do dobrej pracy i odwrotnie, okazuje się, że jesteśmy w stanie racjonalnie uzasadnić, dlaczego oczekujemy i mamy prawo oczekiwać od naszych przyjaciół ich wkładu we wspólną relację

Podobnie może być z zawodem. Choć oczywiście chcemy dobierać go ze względu na nasze pasje i (wspomnianą już) pensję, to praca może stać się dla nas ważna po prostu wraz z okresem nad nią spędzonym. Tak jak po miesiącach czy latach spędzonych z osobą nawet nam odległą zaczynamy znać ją na tyle dobrze, że pomimo różnic nasza wspólna historia buduje więź, tak nawet w zawodzie niebędącym w ogóle spełnieniem naszych marzeń możemy z czasem przywiązać się do dziedziny, w której przyszło nam się rozwijać. Na pierwszy rzut oka najlepszym pomysłem na zawód może wydawać się ten, który odpowiada naszej pasji. Jednak praca podjęta przypadkowo, tak jak przyjaźń z losowo przydzielonym kolegą do ławki w szkole, może okazać się tym, w czym najlepiej będziemy się realizowali ze względu na odpowiednio długi czas spędzony razem w dobrych i złych chwilach.

Oczywiście są zajęcia łatwiejsze i trudniejsze. Nie twierdzę, że równie łatwo jest nawiązać więź z zawodem wolnym z pracą odtwórczą. Zbytnie skupienie na etosie pracy, w Polsce często wiązanym np. z etosem chłopskim, może prowadzić do niedocenienia ciężaru czyjejś aktywności i do realnego wyzyskiwania osób zatrudnianych. Jednakże etos ten pozwala też docenić swoją pracę i poprzez interpretowanie samego siebie jako „związanego” z nią niczym z przyjacielem, doprowadzić do tego, że wykonywanie obowiązków zawodowych stanie się nie tylko bardziej znośne, ale wręcz wartościowe. Wartość tej aktywności, tak jak przyjaciela, może płynąć nie tylko z tego, że zawsze o niej marzyliśmy, ale z tego, ile już mamy z nią wspólnego i ile razem przeszliśmy.

Przyjaciół upominać,  pracodawców upominać

Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. (Mt 18, 15)

Ostatni banał dotyczy tego, co robimy, gdy nasz przyjaciel robi coś złego. W tej materii mądrość jest wdrukowana nawet w nasze powiedzenia. „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” – czy może być większa bieda dla kogoś, niż czynienie zła? Obowiązkiem dobrego przyjaciela jest pomóc swojemu przyjacielowi choćby i poprzez upomnienie. To właśnie w ten sposób budujemy swoją przyjaźń i dzięki temu różni się ona od zwykłej relacji koleżeńskiej lub czysto interesownej wymiany usług. Dzięki temu, że posiadamy z kimś więź przyjaźni, jesteśmy w stanie zmienić przyjaciela na lepsze, gdy robi coś złego. Pozytywne konsekwencje płyną z tego zarówno dla nas, jak i dla świata, z którym nasz przyjaciel ma styczność.

Na początku tekstu wspominałem, że dobry przyjaciel i dobra praca to pewne abstrakty, pewne drogowskazy. Prawdopodobnie nasze miejsce pracy i osoby nam bliskie nie wyglądają tak, jak powinny, gdyby były ucieleśnieniem swojego ideału.  Jednak gdy kochamy naszego przyjaciela, gdy darzymy go philią, to jesteśmy w stanie popychać go i siebie w stronę dobrych przyjaciół. Tak też gdy traktujemy swój zawód z miłością przyjacielską, jesteśmy w stanie walczyć o to, aby nasza działalność była lepsza dla nas i dla innych. To stąd bierze się siła do aktywności w związkach zawodowych, do oddolnych inicjatyw pracowniczych, działalności publicystycznej czy politycznej, a może czasem do stawiania się szefowi. Gdy darzymy nasz zawód przyjaźnią, to nie uciekamy z niego, gdy jego organizacja jest zła, zostawiając go samemu sobie. Walczymy, aby nie tylko samemu mieć dobrą pracę w innej szkole, w kuchni czy jako artysta. Walczymy, aby Zawód Nauczyciela był lepszy, poprzez dbałość o jego szacunek społeczny; aby Zawód Kucharza był lepszy poprzez dbałość o podpisywanie umów zgodnych z prawem; aby Zawód Artysty był lepszy, poprzez uzmysławianie, że sztuka to też praca.

Zostaje nam praca nad pracą

Zbierając omówione banały – jeśli zgodzimy się, że do dobrej przyjaźni powinniśmy podchodzić jak do dobrej pracy i odwrotnie, okazuje się, że jesteśmy w stanie racjonalnie uzasadnić, dlaczego oczekujemy i mamy prawo oczekiwać od naszych przyjaciół ich wkładu we wspólną relację. Jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego najbardziej trwałe i owocne może być zaangażowanie się w zawód, który po prostu został nam wybrany, a nie taki, który wybraliśmy, podobnie jak najtrwalsze przyjaźnie bywają zawierane z ludźmi spotkanymi przypadkowo. Wreszcie dla tych, dla których oczywista jest potrzeba walki o przyjaciela, nawet w sytuacji kryzysowej, porównanie to może być owocne, gdy pomyślą o możliwości tworzenia lepszych praktyk w wykonywaniu własnego zawodu. Dla tych zaś, dla których oczywista jest konieczność podejmowania inicjatyw zmieniających na lepsze warunki zarobkowania, być może uzmysłowi to, że przyjaciela potrzebujemy jak chleba i nie zawsze możemy go po prostu zmienić, tak jak nie zawsze jesteśmy w stanie się przebranżowić. To co zostaje, to ciężka praca nad relacją, w której jesteśmy, lub – nomen omen – nad pracą, którą wykonujemy. Z tego będą owoce.

Stały współpracownik NK. Członek Pracowni Filozofii Eksperymentalnej przy Instytucie Filozofii UW

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz