Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Na Białorusi nie będzie politycznego dialogu

Społeczeństwo białoruskie buntuje się, domaga się zmian, jednak pozbawione jest przywództwa politycznego. Triumwirat kobiet ze Swiatłaną Cichanouską na czele nie odegrał – i wydaje się, że już nie odegra takiej roli

Nie ulega wątpliwości, że skala – a wręcz masowość – protestów społecznych, które wybuchły w niedzielny wieczór na Białorusi, zaraz po tym, jak oficjalne media podały jawnie niewiarygodne sondaże, potwierdzone w poniedziałkowe przedpołudnie przez Centralną Komisję Wyborczą, świadczy o tym, że w sensie społecznym mamy do czynienia z nową jakością. Dochodzą do nas szczątkowe informacje na temat protestów w niemal czterdziestu miejscowościach, również w prowincjonalnych ośrodkach, gdzie nigdy w przeszłości nie obserwowano podobnych wydarzeń. Ponad 2 tys. osób, w świetle oficjalnych danych, zostało aresztowanych, wielu uczestników protestów jest rannych, niestety są też doniesienia o dwóch ofiarach śmiertelnych. Stopień determinacji białoruskiego społeczeństwa, walczącego o prawa obywatelskie, poszanowanie procedur demokratycznych, czy po prostu lepszą przyszłość kraju zdaje się, jeśli można pokusić się o takie prognozy po dwóch dniach, nie maleć. A gdyby dokonywać – siłą rzeczy subiektywnych – ocen co do możliwości radykalizowania się protestu, to dziś brzmią one bardziej prawdopodobne niż w minioną niedzielę. We wtorek zaczęły napływać informacje o pierwszych strajkach, co oznacza, że sytuacja może się nie uspokoić. Zachowanie społeczeństwa tworzy w białoruskim życiu politycznym nową jakość, choć dziś jeszcze trudno budować hipotezy, jakie w dłuższej perspektywie przyniesie skutki.

Władza, jak się wydaje, po dwóch dniach starć ulicznych jest zdeterminowana do rozwiązań siłowych. Prócz ogólnej retoryki, wzywającej do zachowania spokoju społecznego, brak w wystąpieniach Alaksandra Łukaszenki i ludzi z obozu władzy jakichkolwiek sygnałów, które pozwalałyby myśleć, że może wchodzić w grę jakikolwiek scenariusz politycznego rozwiązania sporu

Mamy zatem do czynienia ze zbuntowanym społeczeństwem, domagającym się zmian, które pozbawione jest, i to należy podkreślić, przywództwa politycznego. Triumwirat kobiet ze Swiatłaną Cichanouską, rywalką Łukaszenki i prawdopodobną zwyciężczynią w wyborach prezydenckich na czele, nie odegrał do tej pory i wydaje się, że już nie odegra takiej roli. Nie stanął na czele protestów. Cichanouska, która nie jest politykiem (o czym wielokrotnie zresztą mówiła) opuściła Białoruś i obecnie znajduje się na Litwie. Władzom udało się presją, groźbą i szantażem nakłonić nie tylko do wyjazdu (zresztą w towarzystwie szefowej jej sztabu wyborczego), ale też do wydania oświadczenia w którym wzywa Białorusinów aby ci nie uciekali się do przemocy. W niedzielę dość niespodziewanie, również i dla współpracowniczek, o swoim wyjeździe do Moskwy, będąc już w Rosji, poinformowała Weronika Cepkało, zapowiadając co prawda powrót na Białoruś, który jednak wszakże nie nastąpił. Trzecia z triumwiratu, Maria Kolesnikowa, kierująca komitetem wyborczym Wiktara Babaryki, mimo wcześniejszych deklaracji, w których mówiła, że „stanie na czele, jeśli ludzie wyjdą na ulice”, również powstrzymuje się od jednoznacznych deklaracji, mogących uczynić z niej przywódczynię fali protestów.

Władza, jak się wydaje, po dwóch dniach starć ulicznych jest zdeterminowana do rozwiązań siłowych. Prócz ogólnej retoryki, wzywającej do zachowania spokoju społecznego, brak w wystąpieniach Alaksandra Łukaszenki i ludzi z obozu władzy jakichkolwiek sygnałów, które pozwalałyby myśleć, że może wchodzić w grę jakikolwiek scenariusz politycznego rozwiązania sporu. Nie widać też póki co w obrębie szeroko pojętego obozu władzy wyraźniejszych oznak zmęczenia, czy dyskusji na temat słuszności obranej drogi, o pęknięciach nie wspominając.

W tym sensie napływające ze świata – w tym adresowane przez polską dyplomację wezwania do dialogu i politycznego rozwiązywania problemów – są skazane na niepowodzenie. Nie ma nawet stron, nie mówiąc już o woli rozmowy. A to zaś oznacza, że spośród teoretycznych możliwości rozwiązania sporu politycznego na Białorusi najmniej prawdopodobna jest ta zakładająca jakąś formę rozstrzygnięcia politycznego. Któraś ze stron musi po prostu to przesilenie polityczne wygrać. A to oznacza, że za jakiś czas, kilka dni lub tygodni, staniemy w obliczu nowej sytuacji politycznej u naszego sąsiada, i warto abyśmy byli do tego przygotowani.

Marek Menkiszak, polski analityk zajmujący się sprawami Wschodu, oceniając kilka dni temu dokonania Polski na „kierunku białoruskim”, napisał: „Warto jednak wziąć pod uwagę, że polityka wobec Białorusi nie mogła abstrahować od istniejących deficytów potencjału państwa polskiego, słabości jego biznesu i administracji oraz od relatywnego spadku priorytetu polityki wschodniej w całokształcie polityki zagranicznej RP zauważalnego po 2011 roku”. Wydaje się, że w ostatnich latach nasz potencjał znacząco wzrósł, byłoby też dobrze, gdyby dobra zmiana nastąpiła w zakresie priorytetów, tak abyśmy mogli uprawiać wobec Białorusi politykę, mając znacznie bogatsze niż obecnie instrumentarium wiedzy, narzędzi wpływu i przemyślanej strategii. Jeśli obecny kryzys państwo polskie uzna za impuls do zmian w tym zakresie, to będzie to już wielkie osiągnięcie, korzystne również z punktu widzenia europejskich aspiracji białoruskiego społeczeństwa.

historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz