fbpx
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Między Rosją, nacjonalizmem i Zachodem. Tożsamość Ukrainy kształtuje się dzisiaj

„Trzecia Ukraina” zaistniała zwłaszcza w młodym pokoleniu. Mówi często po rosyjsku, nie czci Bandery, ale orientuje się na Europę i szczerze nienawidzi Putina

Ukraina pod względem tożsamościowym przesuwała się przez ostatnie trzydzieści lat z wschodu na zachód. Pod względem podstawowych wyborów cywilizacyjnych ta zmiana była szybsza niż w aspekcie pamięci historycznej, zaś okcydentalizacja nie oznaczała nacjonalizacji. Do przyśpieszenia tych procesów doszło w 2014 roku.

Mykoła Riabczuk mówił o podziale na „dwie Ukrainy”: zachodnią, ukraińskojęzyczną, narodową,  momentami nacjonalistyczną i orientującą się na Europę – oraz wschodnią, rosyjskojęzyczną, postsowiecką, ciążącą ku Rosji. Ten podział oczywiście był uproszczeniem. Faktycznie jedynie Galicja i Donbas do 2014 r. odgrywały rolę typów idealnych odpowiednio ukraińskiego zachodu i ukraińskiego wschodu, zaś większość regionów znajdujących się między nimi stanowiły swego rodzaju formy przejściowe. Do tego dochodziły regiony posiadające swoją własną odrębną specyfikę – jak Zakarpacie, Bukowina czy Odessa. Niemniej podział Riabczuka pomaga zrozumieć pewną zmianę, która w Ukrainie na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat.

Zachód napiera na wschód

Kiedy spojrzymy na mapy wyborcze, zobaczymy, że w wyborach prezydenckich mieliśmy do czynienia z powtarzalną rywalizacją kandydatów Ukrainy zachodniej i wschodniej. W 1991 r. postsowiecki aparatczyk Łeonid Krawczuk wygrał przekonująco wybory już w pierwszej turze z wynikiem 61,5%. Jego główny kontrkandydat, wywodzący się z demokratycznej opozycji Wiaczesław Czornowił, uzyskał 23%, triumfując w trzech obwodach Galicji (lwowskim, iwanofrankiwskim i tarnopolskim). Kolejne wybory prezydenckie odbyły się przedterminowo już po trzech latach. Rywalem Krawczuka, który w międzyczasie zaczął pozycjonować się jako kandydat narodowo nastrojonej Ukrainy zachodniej, był wywodzący się z dniepropietrowskiej elity postkomunistycznej Łeonid Kuczma. Tym razem rywalizacja była znacznie bardziej wyrównana. Kuczma pokonał Krawczuka w drugiej turze wyborów z wynikiem 52%:45%. Dotychczasowy prezydent odniósł jednakże zwycięstwo na całej zachodniej Ukrainie. Triumfował również w obwodzie kijowskim i w samej stolicy.

Chociaż Ukraina często była postrzegana jako kraj znajdujący się między zachodem i wschodem, mapy wyborcze sugerują nieustanny napór pierwszego na drugi

W 2004 r. na fali pomarańczowej rewolucji doszło do starcia prozachodniego Wiktora Juszczenki z kandydatem donbaskiej oligarchii, Wiktorem Janukowyczem. Juszczenko wygrał w drugiej turze z rezultatem 52%:44%, a zasięg jego poparcia wyraźnie przekroczył Dniepr. Kandydat opozycji triumfował w obwodach czernichowskim, sumskim, połtawskim, czerkaskim i kirowohradzkim. Kiedy kilka lat później Janukowycz walczył o prezydenturę z Julią Tymoszenko, granica między zachodem i wschodem kraju została utrzymana (jedyna różnica polegała na tym, że Janukowycz zwyciężył na Zakarpaciu głosami lokalnych Węgrów). Po rewolucji godności Petro Poroszenko wygrał już w całym kraju, a związany z Wiktorem Janukowyczem były szef charkowskiej administracji obwodowej Mychajło Dobkin triumfował w zaledwie jednym okręgu wyborczym. Chociaż Ukraina często była postrzegana jako kraj znajdujący się między zachodem i wschodem, mapy wyborcze sugerują nieustanny napór pierwszego na drugi.

Orientacje: NATO, Unia Europejska, Rosja

Również w podstawowych wyborach cywilizacyjnych można zauważyć stopniowe słabnięcie orientacji wschodniej kosztem zachodniej. Początkowo najmniej wyraźne było to w kwestii stosunku Ukraińców do członkostwa w NATO. W latach 2002-2013 r. był on wyraźnie negatywny. Przez większość tego okresu odsetek zwolenników integracji z Paktem Północnoatlantyckim nie przekraczał 20%, zaś liczba jednoznacznych oponentów takiego wyboru przekraczała nawet 60%. Do radykalnej zmiany doszło po rosyjskiej aneksji Krymu i po rozpoczęciu wojny w Donbasie. Wówczas liczba zwolenników akcesji do NATO przewyższyła liczbę przeciwników takiego kroku. W badaniu Kijowskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z 2021 r., proporcje między zwolennikami i przeciwnikami wynosiły już 47,8% vs. 24,3%. W ostatnim badaniu „Rejtinh”, realizowanym przed wojną, liczba mówiących „tak” NATO sięgnęła  62%.

W 2014 r. Ukraińcy opowiadali się za tym, by Ukraina i Rosja były niepodległymi państwami, pozostającymi w przyjaznych stosunkach, pozbawionymi reżimu wizowego i celnego

Odsetek obywateli Ukrainy opowiadających się za członkostwem w Unii Europejskiej w okresie kadencji Wiktora Janukowycza (2010-2014) zauważalnie przewyższała udział badanych, którzy poparliby wstąpienie Ukrainy do NATO, oscylując w okolicach 40%, co stanowiło wynik porównywalny z liczbą opowiadających się za wstąpieniem do Unii Celnej Białorusi, Rosji i Kazachstanu. Od rewolucji godności mamy do czynienia z wzrostem poparcia dla wstąpienia Ukrainy do UE. W kwietniu 2014 r. w referendum taką opcję poparłoby 54% Ukraińców, w lutym 2022 r. – już 68%.

Odwrotne były tendencje związane z podejściem Ukraińców do Rosji. W lutym 2014 r. w trakcie trwania rewolucji godności Fundacja „Inicjatywy Demokratyczne” im. Ilki Kuczeriwa przeprowadziła szerokie badanie w tym zakresie. Ukraińcy opowiadali się wówczas za tym, by Ukraina i Rosja były niepodległymi państwami, pozostającymi w przyjaznych stosunkach, pozbawionymi reżimu wizowego i celnego. Takie stanowisko dominowało nie tylko wśród ogółu obywateli Ukrainy (69%), ale również wśród zwolenników Euromajdanu (67%). Jeszcze więcej, bo aż 78% badanych, wyrażało pozytywny stosunek do Rosji, co i tak stanowiło spadek w stosunku do poprzednich badań (w latach 2009-2010 ten wskaźnik oscylował około 90%). Po rozpoczęciu konfliktu na wschodzie Ukrainy wskaźnik ten spadł do 30% w maju 2015 r., aby w lutym 2021 r. wynieść 41%. Dla porządku należy dodać, że w badaniach grupy „Rejtinh” w tym samym czasie pozytywny stosunek wyrażało zauważalnie mniej ankietowanych (odpowiednio 18% w 2016 r. oraz 23% w 2021 r.).

Stosunek do Rosjan w pewnym stopniu przekładał się na podejście do jej przywódcy. Jeszcze przed rewolucją godności 47% badanych Ukraińców odnosiło się raczej pozytywnie do Władimira Putina (negatywnie 40%). Po aneksji Krymu i początku konfliktu w Donbasie liczba ta spadła do 10-15% (negatywnie 70-80%). Dziś prawdopodobnie oscyluje wokół zera.

Kult Stepana Bandery? 

Przesuwanie się cywilizacyjnego wyboru Ukraińców coraz bardziej na Zachód łączyło się z coraz wyraźniejszym eksponowaniem przez polityków tradycji nacjonalistycznej, skoncentrowanej wokół Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Działania te koncentrowały się na honorowaniu antysowieckiego wymiaru działalności tych formacji przy jednoczesnym rozmywaniu zagadnienia ich zbrodni popełnionych na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Jeszcze przed rewolucją godności 47% badanych Ukraińców odnosiło się raczej pozytywnie do Władimira Putina. Po aneksji Krymu i początku konfliktu w Donbasie liczba ta spadła do 10-15% (negatywnie 70-80%). Dziś prawdopodobnie oscyluje wokół zera

Gloryfikacja OUN i UPA stała się po raz pierwszy wyraźna w drugiej połowie kadencji Wiktora Juszczenki. Prezydent, którego polityczna pozycja w tym czasie uległa już zauważalnemu osłabieniu, zaczął wykonywać gesty pod adresem nacjonalistycznego, galicyjskiego elektoratu, czego zwieńczeniem było przyznanie Stepanowi Banderze tytułu „bohatera Ukrainy” w styczniu 2010 r. Faktycznie przed rewolucją godności kult OUN-UPA był fenomenem lokalnym, ograniczającym się do trzech obwodów Galicji, a w mniejszym stopniu również do dwóch obwodów Wołynia (wołyński i rówieński). Dopiero po 2015 r., na fali dekomunizacji realizowanej przez Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej pod kierownictwem Wołodymyra Wiatrowycza, w Ukrainie centralnej zaczęły pojawiać się pojedyncze formy upamiętnień odnoszące się do tradycji nacjonalistycznej.

Jeszcze mniej widoczna była jakakolwiek „banderyzacja” na poziomie społecznym. W 2014 r. w badaniu pracowni Rejtinh pozytywny stosunek do Bandery deklarowało 31% badanych Ukraińców, a negatywny – 48%. Nawet w 2018 r. po kilku latach wojny w Donbasie Bandera nie stał się bohaterem ogólnonarodowym (sympatię wyrażało 36%, niechęć 34%). Jeszcze słabiej wyglądała „banderyzacja” w ujęciu regionalnym. O ile na zachodniej Ukrainie z liderem OUN-B sympatyzowało 2/3 badanych, to w centrum już tylko około 1/3, zaś na wschodzie i południu kraju – mniej niż 1/5. A właśnie mieszkańców Charkowa, Chersonia czy Mariupola szczególnie intensywnie próbują „denazyfikować” wojska Putina.

Jeżeli spojrzymy na inne osobliwości ukraińskiej pamięci, robi się jeszcze ciekawiej. W 2013 r. w badaniu przeprowadzonym przez Research & Branding Group aż 82% Ukraińców uznało Dzień Zwycięstwa za wielkie święto. Kilka lat później w ramach realizowanego przez polsko-ukraiński zespół projektu „Kultury Historyczne w procesie przemian” przeprowadzono badania sondażowe, w których pytano ankietowanych między innymi o stosunek do udziału Ukraińców w Armii Czerwonej i partyzantce sowieckiej. Pozytywnie oceniło ten epizod 57% badanych, negatywnie – zaledwie 9% (dla porównania działalność UPA po 1944 r. pozytywnie oceniło 24%, negatywnie 29%). Aby było jeszcze ciekawiej, we wspomnianym sondażu „Rejtinh” z 2018 r. więcej pozytywnych wskazań od Bandery uzyskali Leonid Breżniew (47%) czy jeden z historycznych idoli Putina car Piotr I (43%).

Szewczenko – tak, Stalin – nie

Te osobliwości co prawda oznaczały (oznaczają?), że ukraińska pamięć była (jest?) bardziej przesunięta w kierunku wschodnim, niż na ogół chcieliśmy to widzieć w Polsce. Jednak w dwóch fundamentalnych aspektach fundamentalnie różni się od pamięci rosyjskiej. Pierwszym z nich jest ocena działalności Józefa Stalina i Włodzimierza Lenina. Według badań prowadzonych przez pracownię „Rejtinh” w okresie od wybuchu rewolucji godności liczba Ukraińców pozytywnie odnoszących do dyktatora KPZR oscylowała w okolicach 20-22% (jeszcze gorsze wyniki Stalin notował w sondażach Kijowskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych). W Rosji, według badań Centrum Lewady, wskaźniki pozytywnych ocen zbliżają się do 60%. Podobne różnice obserwowaliśmy w przypadku architekta rewolucji październikowej. W badaniach Rejtinh pozytywna ocena Lenina w tym samym okresie oscylowała wokół 25-26%, podczas gdy w rosyjskich badaniach Centrum Lewady wahała się między 55 a 60%.

Nawet w 2018 r. po kilku latach wojny w Donbasie Bandera nie stał się bohaterem ogólnonarodowym

Drugim aspektem jest stosunek do Hołodomoru. Upamiętnienie Wielkiego Głodu jako ludobójstwa na narodzie ukraińskim stanowiło jeden z największych sukcesów prezydentury Juszczenki, któremu udało się wokół tego symbolu zjednoczyć większość Ukraińców. Na przestrzeni następnych lat poparcie dla ludobójczej interpretacji tego wydarzenia tylko wzrosło: o ile w marcu 2010 r. przyjmowało ją 61% obywateli Ukrainy, to w listopadzie 2021 już 85%.

Hołodomor jest niewątpliwie jednym z symboli, które łączą Ukraińców z różnych części kraju. Ale takich symboli jest więcej. Postaciami, które jednoczą niemal wszystkich Ukraińców jest trójca ukraińskich wieszczów: Taras Szewczenko, Iwan Franko i Łesia Ukrainka. Sporu nie ma wokół postaci hetmana Bohdana Chmielnickiego, przewodniczącego Ukraińskiej Centralnej Rady Mychajła Hruszewskiego czy książąt kijowskich. Wreszcie symbolem jednoczącym Ukraińców są bohaterowie Niebiańskiej Sotni i wojny w Donbasie.

Ten mozaikowy obraz ukraińskiej pamięci historycznej nie neguje powolnych procesów jej okcydentalizacji. Jeszcze przed Majdanem sympatię do Piotra I deklarowało 49% badanych, podczas gdy do Bandery zaledwie 22%. Do 2018 r.  te proporcje niemal się wyrównały.  Można przypuszczać, że dziś Bandera ma już wyraźną przewagę. Powyższym procesom z pewnością sprzyjał również kształt ukraińskich elit, wśród których narracje narodowe i nacjonalistyczne były zauważalnie bardziej rozpowszechnione niż sowiecko-nostalgiczne. Wydaje się wszakże, że najważniejszym architektem gwałtownego przyśpieszenia westernizacji ukraińskiej pamięci, a do pewnego stopnia także jej nacjonalizacji jest Władimir Putin.

Nacjonalizacja „trzeciej Ukrainy”? 

Nie pisałem dotąd o tym, jak zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w 2019 r. wpisywało się w tożsamościowy podział między zachodem i wschodem Ukrainy. Nie przypadkiem. Zełenski bowiem w znacznym stopniu unieważnił ten podział. Kiedy spojrzymy na mapę poparcia z pierwszej tury wyborów prezydenckich, zobaczymy, że w obwodach Galicji zwycięstwo odnieśli kandydaci reprezentujący narodowy segment elektoratu: Petro Poroszenko i Julia Tymoszenko, podczas gdy w części Donbasu pozostającej pod kontrolą Ukrainy triumfował kandydat prorosyjskiej Opozycyjnej Platformy Za Życie – Jurij Bojko. Zełenski wziął resztę Ukrainy od Chmielnickiego po Charków. Znany ukraiński historyk Jarosław Hrycak stwierdził, że o zwycięstwie Zełenskiego przesądziła tzw. „trzecia Ukraina”, która zaistniała zwłaszcza w młodym pokoleniu w związku z przejściem tego państwa od fazy industrialnej do postindustrialnej. Ta Ukraina nie jest ani przesadnie nacjonalistyczna, ani nie wykazuje nostalgii za czasami sowieckimi. Mówi często po rosyjsku, nie czci Bandery, ale orientuje się na Europę i szczerze nienawidzi Putina.

W sondażu „Rejtinh” z 2018 r. więcej pozytywnych wskazań od Bandery uzyskali Leonid Breżniew (47%) czy jeden z historycznych idoli Putina car Piotr I (43%)

Wydaje się, że bez zrozumienia tych przemian nie sposób pojąć, dlaczego cywilni mieszkańcy miast południowo-wschodniej Ukrainy takich jak Chersoń, Melitopol czy Berdiańsk wychodzą z gołymi rękami naprzeciw rosyjskim wojskom. Procesy te tłumaczą w pewnym stopniu zaciekłość obrony Kijowa, a zwłaszcza Charkowa. Otwarte jest pytanie o dalszą ewolucję „trzeciej Ukrainy”. Choć można sądzić, że jej zasadniczy proeuropejski wymiar zostanie zachowany, to nie można również wykluczyć wzrostu postaw nacjonalistycznych, co zresztą w obecnej sytuacji jest więcej niż zrozumiałe.

stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Pisze głównie o pamięci, polityce historycznej i nacjonalizmach w Europie Wschodniej – na Ukrainie i nie tylko. Publikował również w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe" i na portalu Klubu Jagiellońskiego. W wolnym czasie wędruje z aparatem fotograficznym po górach, lasach i bezdrożach.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Między Rosją, nacjonalizmem i Zachodem. Tożsamość Ukrainy kształtuje się dzisiaj”

  1. Stefan Traczyk pisze:

    Bardzo dobry artykuł! Gratulacje!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz