Newsletter

Mapy mentalne polityki zagranicznej

Nie jest łatwo odczytywać geopolitykę i formułować najlepszą geostrategię. Stosunek do Rosji, integracji europejskiej, USA i Chin to kilka kwestii, które muszą rozważyć nasi przywódcy.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Osoby podejmujące się trudu służby publicznej powinny interesować się geopolityką z prostego powodu: geopolityka to rzeczywistość, w której poruszają się wszyscy wykonujący władzę w konkretnej przestrzeni geograficznej. Zmiany geopolityczne dokonują się wraz z rozwojem i upadkiem obszarów obfitujących w zasoby i dających władzy politycznej siłę i legitymizację (rynki, sojusznicy, gwarancje bezpieczeństwa, obszar prosperity, surowce, centra siły militarnej) i wraz ze zmianami prowadzących do nich szlaków komunikacyjnych, więc geopolityka jest w „ciągłym ruchu”.

Geostrategia jest z kolei interpretacją, konieczną próbą odczytania geopolityki i zarazem stanowi odpowiedź na jej wyzwania, ale nie jest automatycznie przez nią determinowana, bo wtedy zawsze byłaby optymalna i skuteczna, a tak przecież nie jest. To jest właśnie prawdziwe wyzwanie dla osób będących w służbie publicznej: jak należycie odczytywać uwarunkowania geopolityczne i jak na nie reagować, przyjmując odpowiednią strategię (geostrategię) państwa. Jej istotą jest decyzja, gdzie i w jaki sposób podmiot polityczny (państwo) kieruje wysiłki wojskowe i dyplomatyczne w celu poprawienia swojej pozycji i optymalizacji własnego rozwoju, często kosztem innych.

Ponieważ zasoby są zawsze ograniczone, najpotężniejsze nawet państwa muszą wybierać, gdzie lokować swoje wysiłki i gdzie wywierać wpływ (gospodarczy, wojskowy lub oba łącznie), co nadaje geograficzny wymiar polityce zagranicznej. Geostrategia jest elastyczna pod względem czasu. Może ulec zmianie nawet w ciągu tygodnia lub miesiąca po wydaniu stosownej decyzji przez przywódcę politycznego. Ważnym dla Polski przykładem było przyjęcie gwarancji brytyjskich w 1939 roku, przystąpienie do NATO i UE, czy niedawne zabiegi o Enhanced Forward Presence wojsk amerykańskich na wschodniej flance sojuszu północno-atlantyckiego. Obecnie są to wysiłki mające na celu powiązania krajów Trójmorza i Międzymorza w spójny konstrukt polityczny, lub wisząca w powietrzu decyzja, czy rozpocząć współpracę z rosnącymi w siłę Chinami w ramach ambitnego, acz wymierzonego w strukturalne przewagi państw morskich i Stanów Zjednoczonych projektu Pasa i Szlaku (Nowego Jedwabnego Szlaku), korzystając politycznie i gospodarczo z wybitnego położenia geograficznego Polski na jego głównej trasie.

Łatwo o błędy

Jednym z przykładów błędu geostrategicznego o dalekosiężnych konsekwencjach, jaki popełnili władców Rzeczypospolitej w przeszłości, był brak ostatecznego wyeliminowania słabszego wówczas państwa moskiewskiego przez królów, począwszy od Kazimierza Jagiellończyka, a kończąc na Władysławie IV, gdy na eliminację konkurenta do całej przestrzeni na pomoście bałtycko-czarnomorskim z pozycji znacznie silniejszego gracza Rzeczpospolitą było – zdaje się – stać.

Geostrategia nie odpowiada więc automatycznie i samoczynnie na obiektywne przecież uwarunkowania geopolityki, bo może być rażąco błędna, chociażby w wyniku nieprawidłowego odczytania zmieniających się uwarunkowań. Stąd mówi się, analizując zmiany geopolityczne, że można przewidzieć „prawdopodobne” zachowania państwa, choć zdarzają się przecież ludzkie (przywódców, frakcji, grup interesów, oraz zawsze licznych obrońców status quo) zachowania irracjonalne, błędne, skorumpowane, lub podyktowane kaprysem.

Każdy człowiek ma swoją mentalną mapę, wynikającą z zasad ideologicznych, wychowania, doświadczenia życiowego, presji polityki wewnętrznej, z cenzurowania informacji przez otoczenie lub czasem po prostu z niekompetencji

Nie jest po prostu łatwo odczytywać geopolityki i w rezultacie formułować najlepszą geostrategię. Dwojakie są tutaj dodatkowo trudności: nie ma – co do zasady – perfekcyjnych geopolityków, którzy mogliby widzieć sytuację geopolityczną – po pierwsze – bez żadnych innych własnych interesów, lub – po drugie – zanurzonych jedynie we własne wizje i czyste konstrukty geopolityczne, bez dystrakcji percepcyjnej, czyli rozproszenia i odwrócenia uwagi od istotnych kwestii. Te czynniki percepcyjne „wpychają się” między geopolitykę i geostrategię.

A właśnie percepcje danego stratega (czasem przecież nietrafne) są kluczowe, ponieważ formułują politykę zagraniczną państwa, skupiając atencję strategiczną, zasoby oraz potęgę państwa w obszarach, które uważa się za strategiczne ważne. Każdy człowiek ma swoją mentalną mapę, wynikającą z zasad ideologicznych, wychowania, doświadczenia życiowego, presji polityki wewnętrznej, cenzurowania informacji przez otoczenie, lub czasem po prostu z niekompetencji. Problem oczywiście pojawia się, gdy percepcja nie odzwierciedla realności, nie odczytując punktów siły, i prowadzi do złej (czyli osłabiającej państwo) polityki zagranicznej, skupiającej się na obszarach nieistotnych lub mniej ważnych, albo inwestując w zasoby lub sojuszników nie służących budowaniu potęgi lub dalszemu przetrwaniu. Te mapy mentalne i percepcje kształtują geostrategiczną politykę państwa, lecz nie sama geopolitykę, które jest obiektywna, choć trudna do odczytania.

Druga trudność w formułowaniu geostrategii leży w naturze zmiany geopolitycznej. W przeciwieństwie do geografii, która zmienia się bardzo powoli i prawie niezauważalnie dla ludzkiego oka, geopolityka jest w nieustannym i dynamicznym ruchu, gdy same szlaki stają się bardziej ważne niż inne, a stare centra zasobowe są zamieniane przez inne, nowe. Te zmiany mają charakter tektoniczny i długoterminowy, a więc jest ciężko je „złapać” i sparametryzować w trakcie, gdy się dzieją, lecz zanim się ostatecznie i przekonująco dla wszystkich wydarzą. Ocena opiera się wówczas zazwyczaj na przykładach historycznych. Całe dekady trwało, zanim Kaukaz i Bliski Wschód zastąpiły ważnością dla świata Walię, Śląsk i Zagłębie Ruhry. Zmiana zresztą nie była kompletna, gdyż węgiel przecież wciąż coś jednak znaczy.

Do tego każda epoka niesie za sobą nową geograficzną perspektywę. Toteż o postępowaniu polityków decydują w dużym stopniu ich wyobrażenia, wypełnione przez przeszłe koncepcje i często nieaktualne już wyzwania. W tym sensie politycy nazbyt często przypominają generałów przygotowujących plan przyszłych wojen na podstawie wojny ostatnio toczonej, a przecież świat to arena ciągłych zmian, burz i zawirowań. Narody i imperia rozwijają się, kurczą, stare wyzwania tracą na znaczeniu, ustępując miejsca nowym, jeszcze nie w pełni zrozumiałym.

Żyjemy w ciekawych czasach

Oprócz tego dochodzą czynniki niezwiązane z samymi liderami. Polityczni przywódcy nie są bowiem wolnymi aktorami w swoim działaniu. Funkcjonują, poddani sieci zagranicznych i krajowych uwarunkowań, wynikających z nich napięć i presji, które powodują, że zachowują się w określony, raczej przewidywalny i często prawdopodobny sposób, a wszystko po to, by sięgnąć po te przywódcze pozycje na „samym szczycie”, a potem, aby je utrzymać. Poza tym, pojawiać się może cała gama zachowań wpływających na ich decyzje geostrategiczne, jak chociażby oddziaływania grup interesu, no i oczywiście zewnętrznych podmiotów, którzy chcą uzyskać „lewar” na interesach państwa w celu obsługi interesów własnych.

Wiedza geopolityczna wskazuje jedynie na prawdopodobne kierunki polityki danego państwa, ale nie daje pewności, że można ją przewidzieć

Tym samym wiedza geopolityczna wskazuje jedynie na prawdopodobne kierunki polityki danego państwa, ale nie daje pewności, że można ją przewidzieć. Choć z drugiej strony historia pokazuje, że rzeczywistość nie toleruje długo zachowań przywódców, którzy nie odczytują rozkładu sił geopolitycznych i są w wyniku tego odsuwani od władzy, bądź ich państwa tracą na znaczeniu, co może prowadzić docelowo do tego, że nawet przestają istnieć.

Dlatego przed Rzeczpospolitą czas trudny i wymagający pogłębionej refleksji, acz niezmiernie interesujący z punktu widzenia geostrategii. Zachodzące obecnie na świecie zmiany (na wszystkich ważnych dla Polski kierunkach) zmuszą przywódców Polski do zmierzenia się z kolejnymi decyzjami i to w zmiennej koincydencji czasowej w nadchodzących latach. W rysowanej na nowo w głowach przywódców Rzeczpospolitej mapie mentalnej wiele spraw i kwestii będzie wymagało rozważenia i oceny. Wszystko to po to, by oceniając zachodzące zmiany geopolityczne przyjąć właściwą geostrategię, która da wzrost potęgi państwa polskiego i będącej tego rezultatem korzyści społeczeństwu.

Co z Rosją?

Za wcześnie na proponowanie konkretnych rozwiązań. Natomiast można zarysować kwestie, wokół których decyzje będą podejmowane, oraz pokusić się o podsumowanie, jak na razie Polska do nich się ustosunkowała.

Kwestią żywotną jest rywalizacja Rzeczpospolitej z Rosją na pomoście bałtycko-czarnomorskim i powstrzymanie wzrostu potęgi rewizjonistycznej Rosji, od której to polityki dla podmiotowego państwa polskiego nie ma po prostu ucieczki. To przynosi z kolei kwestię ocenę roli obecności Stanów Zjednoczonych na kontynencie oraz pojawiające się ryzyko balansowania USA wobec całej Eurazji (wraz z punktową i rotacyjną jedynie obecnością wojskową w Europie Środkowo-Wschodniej), podobnie jak czyniła Wielka Brytania wobec Europy w XIX wieku, co może nie być korzystne dla partykularnych interesów Rzeczpospolitej, polegających zawsze i niezmiennie na powstrzymaniu wzrostu potęgi Rosji. Możliwe jest bowiem intensywne reagowanie Waszyngtonu wobec rosnących wpływów Chin, w tym elastyczne postępowanie wobec Rosji, co nie jest zgodne z interesem RP. Tutaj trzeba rozegrać bardzo złożoną partię oraz obserwować szczegóły decyzji Waszyngtonu (zwłaszcza co do konkretnej dyslokacji wojsk na wschodniej flance), które dużą mówią o intencjach strategicznych Ameryki oraz zdolności prowadzenia przez nas samodzielnej polityki w czasie ewentualnego kryzysu, a także, co jeszcze ważniejsze – decyzji USA co do zastosowania przez Waszyngton niezbędnych narzędzi geo-ekonomicznych dla wzmocnienia naszego regionu. Łącznie ta ocena zadecyduje o oszacowaniu szans na potencjał Międzymorza.

Przed Polską decyzja, co robić z konsolidującym się obszarem karolińskim, potrzeba oszacowania jego siły i potencjału w przyszłości i ustalenia, czy do niego wchodzimy, czy nie wchodzimy, ponieważ na przykład uznajemy, iż jest to zagrożenie dla naszej podmiotowości i możliwości podejmowania samodzielnych decyzji

To jest najważniejszy kierunek, który w głowach naszych politycznych przywódców oddziałuje na ich mapy mentalne, obsługujące wszystkie inne kwestie, o których poniżej. W tym konkretnym przypadku obciążeniem jest także częsta w Polsce kalka myślowa z czasów zimnej wojny, gdy Związek Sowiecki był ogromnym imperium lądowym, okupującym Europę aż po Łabę, którym Rosja obecna oczywiście nie jest, a Atlantyk był centrum świata, co też odchodzi wyraźnie do przeszłości. Powyższe może spowodować niewłaściwą ocenę przez nas sposobu postrzegania przez Amerykanów kwestii budowania nowej równowagi w Eurazji i tym samym roli Polski dla Waszyngtonu.

Póki co rotacyjna i punktowa jedynie obecność USA na wschodniej flance NATO, zważywszy na geografię teatru operacyjnego Europy Środkowo-Wschodniej (nie czas w tym miejscu na szczegóły) oraz brak (na razie przynajmniej) istotnej pomocy gospodarczej dla projektu Międzymorza po to, by upodmiotowić nasz region gospodarczo w Europie, nie satysfakcjonuje interesów RP, ponieważ nie daje możliwości zbudowania w Polsce efektywnego bieguna siły, przyciągającego długotrwale innych w regionie.

Coraz słabszy Zachód

Na to nakłada się druga ważna kwestia: zjawisko słabnięcia konstruktu geopolitycznego Zachodu jako całości, słabnięcie NATO oraz postępująca konsolidacja kontynentalnej Europy pod przywództwem Niemiec, które odchodzić będą stopniowo od poprzedniej trwającej od II wojny światowej orientacji atlantyckiej. Przed Polską decyzja, co robić z konsolidującym się obszarem karolińskim (Europa kontynentalna orientująca się na Niemcy), potrzeba oszacowania jego siły i potencjału w przyszłości i ustalenia, czy do niego wchodzimy, czy nie wchodzimy, ponieważ na przykład uznajemy, iż jest to zagrożenie dla naszej podmiotowości i z możliwości podejmowania samodzielnej decyzji (w zamyśle – osiąganie bez obszaru karolińskiego lepszych rezultatów służących budowaniu potęgi RP).

Na razie wygląda na to, że Polska opowiedziała się przeciw konsolidacji Europy w tym duchu i postępowaniem swoim sygnalizuje ostatnio raczej gotowość przecinania zależności geopolitycznych, które mogłyby nas pchać lub zmuszać w kierunku tego projektu. W tle tej decyzji jest oczywiście zarysowana powyżej koncepcja obecności USA w Europie i organizowania przez Polskę przy wsparciu USA przestrzeni Międzymorza.

Trzecia droga: najbardziej teoretyczna (nigdy jeszcze nie mierzyliśmy się z podobną), czyli otwarcie na współpracę przy chińskim Pasie i Szlaku, który jest instrumentem mającym na celu zmienić bieguny obrotu towarowego świata i centra zasobowe, bez rezygnacji z sojuszu z USA

To są dwa największe rozstrzygnięcia krótko- i średnioterminowe. Przy ich rozważaniu należy pamiętać, że źródłem uprzedmiotowienia Polski w czasach nowożytnych było zjawisko dualizmu na Łabie. Do dziś powoduje ono zależną słabość wobec państw Zachodu i ogólnie gospodarczego systemu światowego przy jednoczesnej słabości militarnej wobec potęgi wojskowej Rosji, co spycha nas z drogi podmiotowości. To w połączeniu z naszym wyjątkowym położeniem geograficznym było w ciągu ostatnich 300 lat przekleństwem. Musimy coś z tym zrobić, bo pomimo tysięcy pomysłów teoretycznych i różnych koncepcji współpracy w regionie nic się nie wydarzy bez złamania „dualizmu na Łabie”, a obywatele RP będę dalej wyjeżdżać z kraju w poszukiwaniu sukcesu życiowego lub w poszukiwaniu bezpieczeństwa.

Jak złamać dualizm?

Nasila się rywalizacja o przebudowę systemu światowego pomiędzy USA a Chinami oraz emancypacja Europy kontynentalnej od USA, w tym niewykluczone jest złamanie dotychczasowej globalnej współpracy gospodarczej w wyniku słabnięcia roli USA w tym systemie. Polska zdecydowanie chce dalszej obecności strategicznej Stanów Zjednoczonych i silnych wpływów USA w Europie, a zatem opowiadamy się przeciw zmianom, bronimy świata status quo. Pytanie, czy mamy wpływ na jego przetrwanie, choć jego brak będzie dla nas poważnym niebezpieczeństwem. Stąd nasza postawa.

W celu „złamania dualizmu” są możliwe trzy drogi: dużo bliższa współpraca z USA przy amerykańskim istotnym wsparciu geo-ekonomicznym w oparciu o konstrukt Międzymorza, który będzie osłabiał Rosję. Przy czym nie może on być oparty tylko na sprawach wojskowo-obronnych. Musi bowiem zmieniać strukturę ekonomiczną, tak by Polska stała się odrębnym biegunem siły (gospodarczo i wojskowo) dla regionu. Inaczej będziemy jedynie wciąż strefą zgniotu oraz przedmiotem i – li tylko – narzędziem rywalizacji mocarstw w tym regionie świata, rozgrywających nas dla korzystnej dla siebie równowagi i interesów.

Druga droga to europejski projekt kontynentalny i „przytulenie się” do gospodarki zachodniej, kontynentalnej Europy, w tym przede wszystkim do Niemiec – i w ten sposób próba nadrobienia czasu zabranego nam przez historię, dualizm na Łabie i PRL. To może być trudne, zwłaszcza jeśli obecny system światowy dalej będzie się załamywać, a Amerykanie będą się konfliktowali z państwami „eksportowymi”, czyli Chinami i Niemcami, na co się zanosi. Kłopot będzie wówczas wynikał głównie z bliskości geograficznej Niemiec, które jako silniejsze będą obsługiwały wówczas swój interes kosztem naszego, a na pewno w pierwszeństwie przed naszym. Acz należy przyznać, że ta opcja jest najbardziej realna w sensie łatwości implementacji, i leży dla nas obecnie na stole.

Chiny: skok w nieznane

Trzecia droga: najbardziej teoretyczna (nigdy jeszcze nie mierzyliśmy się z podobną), czyli otwarcie na współpracę przy chińskim Pasie i Szlaku, który jest instrumentem mającym na celu zmienić bieguny obrotu towarowego świata i centra zasobowe, bez rezygnacji z sojuszu z USA (jak czynią obecnie inni sojusznicy USA – zwłaszcza na Pacyfiku i w Azji). Siłą rzeczy nie sposób przewidzieć jednak wszystkich zmiennych – czy powstanie, kiedy, w jakiej formie, co na to Niemcy, USA, czy wzmocni to wobec nas Rosję czy może osłabi. Znów nasze położenie ma tutaj kluczowe znaczenie. Choć nie będzie można w nieskończoność odwlekać decyzji. Dobrze nie być także pominiętym w tym projekcie na zasadzie „ronda”, czego na pewno chcieliby Rosjanie, a także – zdaje się – Niemcy, zwłaszcza gdyby Amerykanie słabli i ich obecność w Eurazji nie była pewna lub nie byłoby z ich strony pełnego zaangażowania w obronę dotychczasowego ładu światowego. Wówczas skorzystają na naszej bierności Rosja i Niemcy. Przy podejmowaniu tej decyzji będzie miała znaczenie mapa mentalna naszych przywódców w całej rozciągłości, ponieważ nie ma porównań historycznych, a wspomniany wyżej rachunek geostrategiczny w Eurazji jest inny niż podczas zimnej wojny. Chińskie PKB jest ponad 7 razy większe od rosyjskiego, a Chiny są daleko od Polski. To zupełnie nowa sytuacja, nieznana od ponad 300 lat, czyli czasów, gdy Rosja weszła na drogę imperialną. Do tego Europa jako potęga odchodzi do przeszłości, a ciężar polityczny i gospodarczy świata przesuwa się coraz szybciej z Północnego Atlantyku na Zachodni Pacyfik.

Na dodatek powyższe procesy mogą doprowadzić do rzeczywistego rozpadu wspólnoty atlantyckiej istniejącej od 1945 roku i pojawienia się wzmożonej rywalizacji o to, kto ustala reguły gry międzynarodowej, w tym konkurencji o nowe rynki rozwijającej się pod wpływem Chin Eurazji, o płynące stamtąd inwestycje i o nowe wpływy polityczne w Europie Środkowo-Wschodniej. Wtedy Stany Zjednoczone będą potrzebowały „klina” między obszarem konsolidacji przestrzeni karolińskiej, a Rosją w tle z rosnąca rolą Chin w regionie.

Niewykluczona jest także dezintegracja Rosji i zupełny chaos na podobieństwo sytuacji po pokoju brzeskim w 1918 r., w tym destabilizacja w państwach buforowych między Polską a Rosją – Ukrainą i Białorusią

Z powodu tego wszystkiego może też dojrzeć poważny kryzys z Rosją w naszym regionie. Niewykluczona jest także dezintegracja Rosji i zupełny chaos na podobieństwo sytuacji po pokoju brzeskim w 1918 roku, w tym destabilizacja w państwach buforowych między Polską a Rosją – Ukrainie i Białorusi. Polska ze względu na swoje żywotne interesy musi mieć stosowny potencjał wojskowy, by być czynnikiem mającym zdolność do stosownej reakcji w takim scenariuszu. Na razie jej nie mamy. Nie uciekniemy od geografii i potrzebujemy jak najszybciej nowoczesnych koncepcji operacyjnych dla Sił Zbrojnych RP, ich rozbudowy i modernizacji.