Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Pacyfik i Eurazja. O wojnie – Zakończenie

Przygotowując się do pisania i poznając tematykę zdałem sobie sprawę, jak słabo znana jest dziedzina geopolityki i geostrategii w Polsce, stąd pojawiło się we mnie postanowienie napisania książki, która będzie w całości oparta o zasady geopolityki i geostrategii

Niniejsza książka jest efektem lektur, analiz, wyjazdów i rozmów prowadzonych na przestrzeni przeszło pięciu lat. Sam proces pisania zajął niemal rok, począwszy od czerwca 2015 r. A był to czas, w którym omawiane w pracy zjawiska związane z narastającą rywalizacją Stanów Zjednoczonych i  Chin znacząco się nasiliły – w efekcie kolejne rozgrywające się na bieżąco wydarzenia miały niebagatelny wpływ na kształt tekstu oraz moje przemyślenia dotyczące zachodzących procesów.

Praca dotyczy spraw aktualnie dziejących się na Zachodnim Pacyfiku i w masie lądowej Eurazji. Stanowiło to z jednej strony obciążenie przy pisaniu, gdyż w takiej sytuacji pojawia się przymus pośpiechu, tak by publikacja nie spóźniła się na zawsze możliwy, a jakże często spodziewany przełom związany z badaną tematyką, który dla zaangażowanego i pogrążonego w zagadnieniu autora nieustannie „czai się” dosłownie za rogiem. Z drugiej strony to samo, paradoksalnie, stanowiło ułatwienie w tym sensie, iż w trakcie pisania chęć odkrywania tajemnic, jakie może przynieść przyszłość kryjąca się za następnym przełomem, znacząco dodaje motywacji do zdyscyplinowanej czasowo pracy.

Temat wciąż wydaje mi się ważny z wielu powodów. Po pierwsze zarówno wcześniej, jak i po zakończeniu pisania uważam, że wzrost potęgi Chin jest najważniejszym zjawiskiem geopolitycznym w XXI wieku i wpływa w bezpośredni i znaczący sposób na stan równowagi na Zachodnim Pacyfiku i w Eurazji, a tym samym na stan ładu światowego (systemu światowego). Jest to zjawisko obiektywne i w sposób oczywisty oddziałujące  na dotychczasowy ład oparty o prymat Stanów Zjednoczonych. Istniejący prymat USA z kolei, bezdyskusyjny po 1991 roku, był bardzo korzystnym czynnikiem dla środowiska bezpieczeństwa Polski i jego koniec będzie oznaczał turbulencje dla polskiej sytuacji geopolitycznej. Od początku myślenia o wzroście Chin miałem ten aspekt przed oczami i w sercu, stąd moją szczególną uwagę przez te pięć lat przykuwała polityka realizowana w trójkącie USA–Chiny–Rosja, a szczególnie polityka Stanów  Zjednoczonych, która miałaby zapewniać pożądany przez Waszyngton stan równowagi sił w Eurazji przy wykorzystaniu Rosji jako jawnego lub dorozumianego sojusznika USA balansującego potęgę Chin. Po zakończeniu pracy taka możliwość wydaje mi się być niezmiennie otwartą, z konsekwencjami dla Europy Środkowej i Wschodniej, ale nie tylko.

Uważałem ponadto, iż wzrost potęgi Chin wpływa na wzmocnienie możliwości prowadzenia polityki przez Rosję w kierunku rewizji ładu światowego i kwestionowania pozycji Waszyngtonu w Eurazji, co będzie miało wpływ na stan bezpieczeństwa Polski położonej na granicy skutecznej projekcji siły wojskowej Stanów Zjednoczonych, a także znaczący wpływ na architekturę bezpieczeństwa w Europie. W chwili pisania tych słów galopujące wydarzenia potwierdzają moje przeczucia.

Ponadto uważałem za celowe, by na przykładzie rywalizacji dominacyjnej USA–Chiny wykazać, że w grze o nową równowagę Rosja może z powodu swojego położenia geograficznego pełnić istotną rolę w zmaganiach o wysoką stawkę, kosztem dotychczasowej architektury bezpieczeństwa.

Przygotowując się do pisania i poznając tematykę zdałem sobie sprawę, jak słabo znana jest dziedzina geopolityki i geostrategii w Polsce, stąd pojawiło się we mnie postanowienie napisania książki, która będzie w całości oparta o zasady geopolityki i geostrategii również po to, by uzyskać walor edukacyjny na przykładzie konkretnego wyzwania, jakim jest dynamiczny wzrost potęgi Chin w XXI wieku i oddziaływania tegoż na najważniejsze światowe morskie linie komunikacyjne, a tym samym na pozycję USA jako morskiego hegemona w Azji. A przez to na skuteczność gwarancji bezpieczeństwa wobec sojuszników Ameryki.

Byłbym niezmiernie zadowolony, gdyby zgodnie z przedstawionym w pracy instrumentarium geopolitycznym i geostrategicznym analizowano i dyskutowano interesy Polski w coraz bardziej dynamicznym świecie XXI wieku. Przede wszystkim zaś, chciałem wywołać debatę, również na osi realizm-idealizm, na temat praktyki polityki międzynarodowej. Idąc dalej, uważałem za stosowne i bardzo ważne przedstawienie perspektywy strategicznej ludzi morza, mocarstw morskich, państw anglosaskich, tak często oskarżanych o nierozumienie czy nawet zdradę interesów Polski. Perspektywa morza siłą rzeczy dla ludzi lądu jawiła mi się jako pewne novum, w tym, w pewnych istotnych aspektach, również w polskiej nauce i publicystyce.

W myśl tego starałem się wyjaśnić wagę rywalizacji o kontrolę morskich szlaków komunikacyjnych, które prowadzą do kluczowych zasobów strategicznych i ekonomicznych, a przecież to jest par excellence miarą rozumienia istoty geopolityki i geostrategii oraz, jestem o tym przekonany, obowiązkiem myślenia instytucji państwa i przywódców politycznych oraz wojskowych. Stąd przybliżenie tego mechanizmu wydawało mi się ważne, ponieważ tłumaczy bieg aktualnych spraw międzynarodowych w kontekście rodzącej się rywalizacji wielkich mocarstw po okresie 25 lat „jednobiegunowej amerykańskiej chwili”. Z tych samych powodów postarałem się przybliżyć myśli klasyków, którym formacyjnie dużo zawdzięczam: Halforda Mackindera, Nicholasa Spykmana i Alfreda Mahana.

W szerszej perspektywie skłaniam się ku, podobnie jak sekretarz obrony USA Ashton Carter, przeświadczeniu, że jako świat wchodzimy w nadchodzących latach w niespokojny czas rywalizacji wielkich mocarstw na Zachodnim Pacyfiku i w Eurazji. To może prowadzić do powstania wzajemnie kontrujących się sojuszy, wyścigu zbrojeń, wyścigu technologicznego (lecz także związanych z nimi przełomów technologicznych w technologiach cywilnych) oraz wojen zastępczych prowadzonych na liniach rozgraniczających strefy wpływów najważniejszych mocarstw.

Niewykluczona jest niestety wojna dominacyjna, która z pewnością byłaby najpoważniejszym i największym konfliktem w świecie od czasu II wojny światowej. Jest to ważne dla Polski, członka NATO, bliskiego sojusznika USA, geograficznego sąsiada Rosji, położonego na planowanej trasie chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku, która – chcąc nie chcąc – będzie rachowana w kalkulacji układu/bilansu rywalizujących sił. W tym kontekście chciałem wyciągnąć lekcje z polskiej przeszłości i zrozumieć prawdziwe przyczyny rywalizacji dominacyjnych, by – jeśli to możliwe – uniknąć złych decyzji w obliczu ewentualnego konfliktu.

Starałem się przybliżyć czytelnikowi historię ekspansji Stanów Zjednoczonych z celowym zamysłem, aby bez ideologicznego zacietrzewienia zrozumieć, iż konieczna jest najpierw konsolidacja polityczna państwa w oparciu o rozsądne uwarunkowania geograficzne, a następnie, wraz z umacnianiem państwa i gospodarki, potrzeba ekspansji polityczno-gospodarczej (a potem i wojskowej) poprzez rozbudowanie stref wpływów, dostępu do zasobów, dostępu do rynków, aż po pozyskiwanie państw-klientów (wasali), sojuszników itd., co jest procesem obiektywnym zarówno w historii mocarstw, jak również, notabene, w prywatnym życiu dynamicznych osobowości. Uważam, iż proces ten jest w zasadzie niezależny od ustroju i dotyczy tak samo USA, Wielkiej Brytanii, jak i dzisiejszych Chin.

Wyjaśniłem (mam nadzieję, że przekonująco) na czym polegał (polega) prymat USA i jak Amerykanie konceptualizują swoją politykę zagraniczną w oparciu o geografię, geopolitykę i geostrategię. Stąd tyle miejsca w pracy poświeciłem roli marynarki wojennej USA jako instrumentu polityki zagranicznej dominującego mocarstwa morskiego oraz dlatego tak dużo napisałem o obecnych ograniczeniach swobodnej wcześnie projekcji siły floty USA w obliczu rozwoju wojskowych zdolności anty-dostępowych określanych fachowo A2AD. Co istotne, powyższe ma znaczenie zarówno dla Zachodniego Pacyfiku, jak i dla Europy Środkowo-Wschodniej, położonej daleko od brzegów Ameryki, ale za to blisko wielkiego mocarstwa lądowego w eurazjatyckim Heartlandzie – Rosji, dysponującej coraz potężniejszymi zdolnościami A2AD.

W zakresie nowoczesnej sztuki wojskowej chciałem przybliżyć czytelnikowi, jak może wyglądać w XXI wieku symetryczne pole walki między zasadniczo równorzędnymi przeciwnikami, czym jest nowoczesna bitwa zwiadowcza, walka o dominację nad systemem świadomości sytuacyjnej (i uderzeniowym) przeciwnika działającym na dużą odległość, co będzie najprawdopodobniej esencją wojny w przyszłości. Niemniej istotne jest zrozumienie konsekwencji, jakie przyniesie związana z nowoczesną bitwą zwiadowczą rywalizacja w szeroko pojętej domenie wirtualnej (cyberwojna, internet, cała przestrzeń cyfrowa, spektrum elektromagnetyczne, przestrzeń kosmiczna).

Przy uwzględnieniu wszystkich powyższych nowości, jednak to wciąż geografia i jej ograniczenia determinują w sposób najbardziej istotny założenia operacyjne tytułowej koncepcji wojny powietrzno-morskiej, co potwierdza znaną z historii wojen i wojskowości regułę, że geografia pozostaje najważniejszym czynnikiem w planowaniu i działaniach operacyjnych, a „politykę zaczyna się od mapy”.

Dopiero w trakcie pisania pracy zrozumiałem, jak fundamentalne przewartościowania niesie za sobą realizacja koncepcji chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku w zakresie podważenia obecnego, istniejącego od czasu wielkich odkryć geograficznych i kolonizacji systemu światowego opartego o dominację „systemu morskiego” z przewagą „morza” i mocarstw morskich, obecnie Stanów Zjednoczonych. Ten czerpiący tak dużo z nauk Mackindera, Spykmana, ale także Mahana wielki geostrategiczny plan Pekinu ma potencjał stworzenia nowej architektury handlu, a zatem całego nowego świata, którego ewentualne sprawne funkcjonowanie byłoby „źródłem” siły nowego systemu światowego, zapewne zupełnie innego od tego, jaki znamy dziś.

To dodatkowy powód do niepokoju w kontekście trwającej rywalizacji pomiędzy dominującym mocarstwem morskim a rosnącym mocarstwem chińskim, próbującym dokonywać ekspansji w kierunku zarazem morskim, jak i lądowym. To zarazem dodatkowy argument, że przesilenie na korzyść którejś z rywalizujących potęg musi się jakoś w nadchodzącej przyszłości dokonać.

Chciałem napisać niniejszą książkę, by na ten moment się dobrze przygotować.

 

ekspert ds. geopolityki i strategii, założyciel i właściciel Strategy&Future, dyrektor Programu Gier Wojennych i Symulacji Fundacji Pułaskiego, Senior Fellow w The Potomac Foundation w Waszyngtonie, współpracownik „Nowej Konfederacji”.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Pacyfik i Eurazja. O wojnie – Zakończenie”

  1. Lech Konrad Powichrowski pisze:

    Nie mialbym specjalnych uwag na temat bardzo udokumentowanego pogladu Autora na geopolityke w wielokacie USA-UE-Rosja-Chiny. Wydaje mi sie jednak, ze Autor za bardzo wysoko ocenia cywilizacyjny wplyw Chin na przyszlosc swiata, Dam prosty przyklad. Na poczatku pierwszego tysiaclecia po narodzeniu Chrystusa, nikt nie mogl przewidziec wyniku konfrontacji miedzy Rzymem i arsacydzkim, a potem sasanidzkim Iranem. Rzym byc moze militarnie ne zwyciezyl, byl nawet taki cesarz, ktory popadl w perska niewole. I co z tego? Czyzby to perskie wplywy zdecydowaly o obecnym ksztalcie Europy, a nawet Nowego Swiata? Chinska cywilizacja jest za bardzo partykularna, by zaproponowac realna opcje wobec dominacji amerykanskiej “way of life”. Oczywiscie, teraz latwo wysmiewac amerykanska ograniczonosc intelektualna, no, ale Panowie, sprobujcie zastapic lacinski alfabet kretynskimi chniskimi hieroglifami. To droga donikad. Mialem przyjemnosc poznac pewnego Wietnamczyka, kuzyna ostatniego cesarza Wietnamu Bao Dai’a. Ten moj znajomy powiedzial mi bardzo znamienna historie. Powiedzial, ze portugalscy misjonarze w 17 wieku zaadaptowali lacinski alfabet do potrzeb wietnamskiego, ktory dawniej uzywal chinskich hieroglifow. I ten czlowiek powiedzial mi, ze to byl najwspanialszy dar, jaki mogl otrzymac jego narod. Tak, ze prosze nie przesadzac z Chinami. Natrafia swoje granice organicznego rozwoju, a dalej beddzie im bardzo ostro pod gorke. Ni maja uniwersalnosci w swoich genach, a Amerykanie maja. Musze to przyznac, choc jestem monarchista i szanuje monarchie angielska. God bless America.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz