Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kto zarobił na epidemii?

Od doradców restrukturyzacyjnych, przez dostawców sprzętu medycznego po wypożyczalnie hulajnóg miejskich – na regulacjach wprowadzanych w związku z COVID-19 skorzystały liczne branże, często w nieoczywisty sposób

Ekspres legislacyjny rządu w związku z kolejnymi tarczami antykryzysowymi dojechał właśnie do czwartej stacji. Wszystkie tarcze antykryzysowe wprowadziły dziesiątki, jak nie setki przepisów, które w swych założeniach miały chronić przedsiębiorców przed skutkami kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19. Regulacje te sprawdziły się lepiej bądź gorzej, jednak na wielu z nich zyskały podmioty, które niekoniecznie były adresami tychże przepisów.

Jak uniknąć upadłości

Nietypowo zacznijmy jednak od regulacji, która jeszcze nawet nie weszła w życie. Sejm w godzinach wieczornych 22 czerwca 2020 r. przyjął ustawę o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw, zwaną potocznie tarczą antykryzysową 4.0. Przewiduje ona nowy rodzaj postępowania restrukturyzacyjnego – uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. W założeniach ma pozwolić ono na prowadzenie restrukturyzacji poza sądownie, poprzez zawarcie umowy z doradcą restrukturyzacyjnym – czyli osobą pełniącą np. funkcję syndyka w postępowaniu upadłościowym. W ten sposób przedsiębiorca uzyska ochronę przed egzekucją na cztery miesiące, podczas których powinien móc zawrzeć układ z wierzycielami i przeprowadzić reformę przedsiębiorstwa.

Szczególnie jedna grupa może czuć się usatysfakcjonowana – doradcy restrukturyzacyjni. Jest ich w kraju ok. 1440 i poza niektórymi wyjątkami nie mogą liczyć na przydział lukratywnych spraw – są to przeważnie upadłości konsumenckie, na których taki doradca nie zarobi fortuny. To nowe narzędzie pozwoli im jednak na znaczny wzrost przyjmowanych spraw (na zasadach rynkowych, gdyż dotychczas przeważnie to sąd przydzielał sprawy takiemu doradcy) i natychmiastowy przypływ gotówki od przedsiębiorców w potrzebie

Zwolennicy tego rozwiązania pokazują, że bez udziału sądu uda się uchronić przed upadłością wiele przedsiębiorstw i uratować miejsca pracy. Krytycy natomiast wskazują, że będzie to furtka dla nieuczciwych dłużników, którzy będą chcieli zrobić sobie czteromiesięczne wakacje od egzekucji. Czas pokaże. Jednak szczególnie jedna grupa może czuć się usatysfakcjonowana – doradcy restrukturyzacyjni. Jest ich w kraju ok. 1440 i poza niektórymi wyjątkami nie mogą oni liczyć na przydział lukratywnych spraw – są to przeważnie upadłości konsumenckie, na których taki doradca nie zarobi fortuny. To nowe narzędzie pozwoli im jednak na znaczny wzrost liczby przyjmowanych spraw (na zasadach rynkowych, gdyż dotychczas przeważnie to sąd przydzielał sprawy takiemu doradcy) i natychmiastowy przypływ gotówki od przedsiębiorców w potrzebie.

Taki właśnie przykład regulacji dobrze pokazuje problematykę tzw. renty koronawirusowej. W ciężkich czasach kryzysu zawsze zyskuje nieliczna grupa osób wykorzystujących sytuacje i dobrze na tym zarabiających. Jednak nas głównie interesować nie będą tylko spekulanci wykorzystujący trudną sytuację (o nich krótko za chwilę), a podmioty, które w nieoczywisty sposób zyskały na wprowadzeniu danej regulacji.

Zakupy trudniejsze, zakupy łatwiejsze

Zacznijmy od wspomnianych wcześniej spekulantów. Nie budzi wątpliwości, że w powszechnym odczuciu to określenie budzi negatywne emocje. Wszak nawet Słownik Języka Polskiego PWN definiuje spekulacje jako „wykupywanie i odsprzedaż z nadmiernym zyskiem towarów, na które popyt przewyższa podaż”, co sugeruje, że zysk jest nieuczciwy, gdyż jest „nadmierny”. Podczas pandemii wiele osób sugerowało, że działania spekulantów objawiały się pustymi półkami, na których w „normalnych” czasach stały żele antybakteryjne albo papier toaletowy. Trudno jednak powiązać te wszystkie braki stricte ze spekulantami – raczej po prostu ludzie przerażeni wizją braków wykupywali zaopatrzenie „na zapas”, jednak część zapasów ze sklepów pojawiało się później na popularnych serwisach aukcyjnych. I o ile sama spekulacja na rynku zjawiskiem nagannym nie jest, a wręcz pożądanym – spekulanci biorą na siebie część ryzyka wynikający z wahań cen produktów – to w czasie kryzysu ich działania wywołują straty społeczne. Rząd takim działaniom przeciwdziałał, nakazując serwisom internetowym banowanie użytkowników wystawiających zbyt drogie produkty w Internecie. Sama sytuacja szybko się natomiast unormowała i już w kwietniu, miesiąc później w prawie każdym sklepie można było kupić maseczki czy płyny dezynfekujące.

Za nami pierwszy dość oczywisty przykład, teraz przejdźmy do drugiego, o którym w mediach chyba najgłośniej. Podczas uchwalania I tarczy antykryzysowej dodano do ustawy „covidowej” słynny już art. 10 c, który wyłączał odpowiedzialność urzędników za naruszenia obowiązków służbowych za przekroczenie uprawnień w związku z nabywaniem towarów i usług niezbędnych do zwalczania COVID-19. To w połączeniu z art. 6 ust. 1 tejże ustawy, który wyłączył stosowanie przepisów Prawa zamówień publicznych do zamówień „covidowych” sprawiło, że natychmiast mieliśmy wysyp mniej lub bardziej dziwnych zamówień, które szerokim echem przeszły przez polską opinię publiczną. Maseczki od instruktora narciarstwa, przyłbice od producenta oscypków czy respiratory od handlarza bronią (ta ostatnia historia jest chyba najbardziej oburzająca, skoro w 2013 r. dziennikarze „Superwizjera” alarmowali, że w Polsce działa handlarz bronią podejrzany o sprzedaż broni do państw objętych embargiem i fałszowanie świadectw końcowego użytkownika. Mija 7 lat, zmieniają się rządy, a nagle ta sama osoba sprzedaje respiratory, których nawet nie dostarcza. Takich historii tak naprawdę pojawi się jeszcze więcej, gdyż zakupów „covidowych” dokonywało nie tylko Ministerstwo Zdrowia czy Agencja Rezerw Materiałowych, ale także samorządy czy spółki Skarbu Państwa. Jednak czy możemy a priori stwierdzić, że luzowanie rygorów prawa zamówień publicznych w tak ciężkim czasie było niesłuszne? Właśnie nie, gdyż każdy przyzna, że sytuacja była bezprecedensowa, że nie powinno się obciążać np. dyrektora szpitala za to, że kupił maski niezbędne dla swoich lekarzy.

Słynne już rozporządzenia Ministra Zdrowia i Rady Ministrów, w wątpliwy sposób zakazywały wykonywania różnych rodzajów działalności gospodarczej. I tak zgodnie z §18 rozporządzenia z 31 marca 2020 r. zakazane zostało używanie rowerów miejskich. Sam pomysł mógł się wydawać co najmniej dziwny – w końcu władzy chyba powinno zależeć, żeby ludzie nie przemieszczali się w środkach komunikacji miejskiej, a właśnie za pomocą rowerów

Rower gorszy od hulajnogi

Teraz skupmy się na nieoczywistych przykładach strat i zysków związanych z COVID-19. Słynne już rozporządzenia Ministra Zdrowia i Rady Ministrów, w wątpliwy sposób zakazywały wykonywania różnych rodzajów działalności gospodarczej. I tak zgodnie z §18 rozporządzenia z 31 marca 2020 r. zakazane zostało używanie rowerów miejskich. Sam pomysł mógł się wydawać co najmniej dziwny – w końcu władzy chyba powinno zależeć, żeby ludzie nie przemieszczali się w środkach komunikacji miejskiej, a właśnie za pomocą rowerów. Jednak kompletnym absurdem jest fakt, że równocześnie nie zakazano korzystania z systemów hulajnóg elektrycznych, które działają praktycznie na identycznych zasadach – w różnych miejscach miasta można znaleźć ogólnodostępne pojazdy, które pozwalają na przemieszczanie się. Teraz tylko spekulować można, jaka była prawdziwa przyczyna wprowadzania takich obostrzeń. Niektórzy złośliwie wskazują, że przecież największe aplikacje pozwalające wypożyczyć hulajnogi należą do firm amerykańskich, natomiast jedyny w Polsce system rowerów miejskich należy do niemieckiej spółki. Czy miało to jakikolwiek wpływ na decyzje podejmowane przez Ministra Zdrowia? Nie wiadomo. Tym bardziej, że trudno wskazać racjonalny powód na wprowadzenie takiego zakazu.

Poza takimi zagadkowymi beneficjentami rządowych regulacji istnieje dużo podmiotów, które oczywiście zyskały na zakazie prowadzenia różnych typów działalności gospodarczej. Na zakazie dotyczącym branży gastronomicznej najlepiej wyszły aplikacje oferujące dowóz jedzenia do domu, na zamkniętych galeriach handlowych – sklepy internetowe. Dzięki zamkniętym granicom i zmianie planów urlopowych Polaków producenci rowerów i kamperów notują rekordowe zyski. Na drugim biegunie mamy podmioty, które mogą już się nie podnieść po pandemii. Sieci multipleksów nie otwarły się do teraz z powodu braku nowych premier, a rządowi włodarze mówią o możliwym scenariuszu upadku Polskich Linii Lotniczych LOT. Te branże na rządowych (i nie tylko) obostrzeniach straciły miliardy i trudno wyobrazić sobie, w jaki sposób można by im te straty skompensować.

Na prawdziwe podsumowanie czasów pandemii powinniśmy się umówić najwcześniej w czerwcu 2021 roku. Wtedy będzie można oszacować, jak mocno ucierpiała światowa gospodarka, jakie straty w efektywności spowodowane pracą zdalną odniosły korporacje, czy też ile biznesów upadło z powodu rządowych zakazów. Co najmniej roku potrzebujemy, żeby niezależne instytucje zweryfikowały, czy wszystkie działania podmiotów publicznych związane z pandemią były celowe i proporcjonalne. Wtedy też będziemy mogli policzyć, ile i komu przypadło z „renty” koronawirusowej. Jednak pytanie brzmi, czy instytucje, które brały udział w tych działaniach pozwolą na takie badania. Bo jeśli nie, to będziemy musieli się oprzeć tylko na pracy dziennikarzy śledczych czy ewentualnych raportach Najwyższej Izby Kontroli.

Stały współpracownik NK. Ekspert Centrum Analiz KoLibra. Naukowo zainteresowany prawem gospodarczym oraz tematyką związaną z ekonomiczną analizą prawa.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz