Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kaczyński? Zero zdziwień

Zaskakuje mnie opinia Bartłomieja Radziejewskiego, że Kaczyński zawiódł republikanów. Prawo i Sprawiedliwość robi dokładnie to, co zapowiadało. Więc w czym problem?

Zaskakuje mnie opinia Bartłomieja Radziejewskiego, że Kaczyński zawiódł republikanów. Prawo i Sprawiedliwość robi dokładnie to, co zapowiadało. W czym więc problem?

Każdy obserwator życia publicznego ma poglądy, oczekiwania, nadzieje, interesy, emocje, doświadczenie, wiarę albo niewiarę w coś, i z tej perspektywy stwierdza, czy jakieś projekty, pomysły działania, decyzje budzą nadzieję na spełnienie jego marzeń, czy nie. Każdy ma też tematy, które szczególnie go interesują i które uważa za ważne. Można też zwyczajnie i „na twardo” być za jakimś rządem albo nie – bo nie ma co ukrywać, że polityka to też w dużej mierze „walka klas” – raz jedne grupy mają „swój rząd”, raz inne. W Polsce ta klasowość polityki jest coraz bardziej widoczna.

Swoje poglądy ma także Bartłomiej Radziejewski – i na ich podstawie ocenia dziś ponad roczny czas rządów PiS. Opinię na ten temat zawarł w ciekawym tekście „Kaczyński zawiódł”, w którym przykuły moją uwagę przede wszystkim wątki dotyczące gospodarki i spraw zagranicznych, czyli kwestii które uważam za szczególnie ważne obecnie dla kraju.

Niezrozumiałe poparcie

Polityka, rozumiana jako polityczna „bieżączka”, personalia, gry, w zasadzie w ogóle mnie nie interesuje. To tylko teatr i zarządzanie emocjami. Nie jestem też w stanie wypowiedzieć się o sprawach kryminalnych, rozliczaniu afer i np. ostatnich akcjach CBA, CBŚ czy prokuratury. Czas pokaże, czy posłużą naprawie państwa, czy okażą się „parą w gwizdek”. Z drugiej strony pokaże, czy obecna władza będzie bardziej odporna na korupcję niż poprzednie. Natomiast fascynujące są różne trendy i megatrendy.

Zawsze dziwiłem się poparciu wolnorynkowo nastawionych inteligentów i publicystów dla PiS za czasów rządów PO. Niektórzy, jak się okazało, zmienili poglądy na gospodarkę w miarę upływu czasu, i teraz są bliżsi poglądom PiS, ale niektórzy nie. I po ponad roku oczekiwania na jakąś nową Margaret Thatcher (liczyli może na Mateusza Morawieckiego?) albo „polskiego Orbana” (którego rozwiązania rzeczywiście są bardziej liberalne niż te rządu Beaty Szydło, mimo pozornych podobieństw), wreszcie widzą, że to nie to.

To, co dla mnie wygląda obiecująco, kogoś o innych poglądach przyprawia o zgrzytanie zębami

To tylko realizacja obietnic

Z tym, że PiS w gospodarce generalnie realizuje to, co zapowiadało. Państwo socjalne i opiekuńcze, państwo aktywne na rynku (np. poprzez wspierane wyraźnie spółki państwowe i odbudowę państwowego przemysłu albo ekspansję kapitałową spółek takich jak PZU), regulujące rynek, stymulujące prywatne inwestycje. Państwo budujące już nie tylko autostrady i drogi szybkiego ruchu, ale też mieszkania, fabryki, stocznie, przekopy i szlaki wodne, odbudowujące kolej. Państwo chroniące strukturę rolnictwa. Państwo wydające duże środki na politykę pronatalistyczną i prorodzinną. Państwo walczące z szarą strefą podatkową, przesuwające zadania w tej mierze ze skarbówek na służby i policję. Państwo wzmacniające prawa pracownicze, obniżające wiek emerytalny, dążące do upowszechnienia opieki zdrowotnej. Państwo coraz bardziej kontrolujące rynek energetyczny.

Nie ukrywam, że takiego aktywnego państwa oczekiwałem, ale rozumiem, że ktoś oczekiwał czegoś innego. To, co dla mnie wygląda obiecująco, kogoś o innych poglądach przyprawia o zgrzytanie zębami. Czy to się uda? Radziejewski mówi, że już za późno, że niewiele się zmieniło albo zmieniło się na gorsze, że pierwszy rok był decydujący. Ja uważam inaczej – dopiero rząd przyjął tzw. Strategię Morawieckiego i reformę systemu opieki zdrowotnej. Zobaczymy jeszcze, jakie efekty przyniosą. Poza tym, sporo już się stało.

Największa obawa, jak wiadomo, jest taka, że odbuduje się w Polsce przemysł pełen nierentownych, nieinnowacyjnych i nienowoczesnych molochów. Również taka, że zbuduje się system państwa opiekuńczego, który się nie „domknie” finansowo, a wielkie plany infrastrukturalne i społeczne utkną w połowie. Zabraknie pieniędzy, gdyż na przykład wybuchnie kolejny światowy kryzys albo tak fatalne będzie zarządzanie. Ja jednak wierzę – nie tyle w rząd, lecz w to, że to trzeba było wreszcie zrobić. Mówimy bowiem wiele o innowacjach, ale faktem jest, że wciąż mamy za mało nawet podstawowej infrastruktury, a standardy socjalne i pracownicze obowiązujące w Polsce były bardzo niskie. Infrastruktura i standardy tworzą zaś podstawy dla wydajności pracy i rozwoju nowoczesnej gospodarki. Wierzę też w potencjał Polski i Polaków. Mamy dobre uczelnie i wydziały techniczne (albo medyczne czy biotechnologiczne) i zdolne społeczeństwo. Mamy też jeden więcej niż Zachód wyż demograficzny (chodzi o wyż z lat 80.). Może wreszcie czas, by absolwenci zaczęli zasilać polską gospodarkę, a nie brytyjską, niemiecką, amerykańską czy singapurską. Co jest w długiej perspektywie bardziej nieracjonalne? Wydawanie pieniędzy polskiego podatnika na „mózgi” dla innych gospodarek, czy wydawanie pieniędzy na to, by te „mózgi” wykorzystać w kraju?

Przeżyliśmy suchą bułkę…

Co więcej, gdyby ktoś inny przejął władzę w Polsce, pewnie wcale nie realizowałby jakiejś szczególnie odmiennej polityki gospodarczej, może ewentualnie mniej konsekwentnie niż PiS. Już pod koniec rządów nominalnie liberalnej PO pojawiły się pierwsze symptomy, że w tym kierunku zmierzamy. Przecież np. ekspansja kapitałowa PZU zaczęła się właśnie w poprzedniej kadencji. Po prostu, takie są światowe trendy. Państwo wręcz zmuszone jest przez okoliczności i topnienie kapitałów prywatnych do interwencjonizmu, aktywności, do jakiegoś nowego keynesizmu. Poza tym tego oczekują i wyborcy, i nawet sami przedsiębiorcy. Oni mówią również o potrzebie wsparcia przez państwo. PiS wpasowało się ze swoim socjalno-etatystycznym i interwencjonistycznym programem w epokę, stąd wygrało. Jeżeli ktoś będzie chciał przejąć władze z rąk PiS, będzie musiał przedstawić to samo, co PiS, ale bardziej wiarygodnie. Na razie jednak opozycja nie jest w stanie tego pojąć, mimo tego, że gdy była przecież u władzy, to właśnie zaczynała robić. Nie wiedzą, że mówili prozą…

Nie jest prawdą, że całkowicie stawiamy na Amerykę. Gospodarczo, od wielu lat, stawiamy na Europę

Zawsze rozsądnie jest brać pod uwagę najgorszy scenariusz. Skoro jednak czołowe polskie spółki państwowe przetrwały najgorsze czasy transformacji, rozwinęły się i są największe w Europie Środkowej, to czemu teraz mają radzić sobie gorzej? Skoro przemysł zaczął być odbudowywany, także przez sektor prywatny, już w czasach kryzysu, po 2008 roku, dlaczego teraz miałoby być mu gorzej?

Jest zarzut, że obecna ekipa wstawia do spółek „swoich”, nie patrząc na ich kompetencje. Pewnie tak jest albo bywa. To godne krytyki, choć naturalne – nie mam w tym względzie żadnych złudzeń, ale to raczej problem wizerunkowy PiS (a to nie moja sprawa) niż tych spółek. Skoro bowiem spółki te przeżyły wszystkie ekipy, przeżyją i PiS-owskie. Tak jak przeżyły PO-wskie, PSL-owskie i SLD-owskie. I na razie ich wyniki oraz wycena rynkowa ich akcji świadczą o tym, że sobie radzą, więc może kolejna wymiana kadr przynajmniej nie szkodzi.

Poza tym od paru lat nasza gospodarka się rozwija i ma dobre perspektywy. Polska przesuwa się do góry nawet w rankingu innowacyjności. Czy to zasługa PiS? Tego nie wiem, ustawa o innowacyjności została przyjęta na przykład pod sam koniec poprzedniej kadencji. Może to po prostu taki cykl w polskiej gospodarce, a politycy tego nie zepsuli, jak dotąd.
Jest natomiast jedna konkretna rzecz, w której ten rząd zawiódł część swoich wyborców. O tym jednak akurat Bartłomiej Radziejewski nie pisze. Otóż w kampanii wyborczej prezydent Andrzej Duda jasno obiecał pomoc dla „frankowiczów”. Dziś Jarosław Kaczyński sugeruje, że to sprawa dla sądów.  

Po co nam Chińczycy?

W swoim tekście Radziejewski bardzo krytycznie odniósł się też do polityki zagranicznej Polski pod rządami PiS. Zatytułował tę część swojego tekstu „Katastrofa dyplomatyczna”. Głównie chodziło w nim o to, że Polska „całkowicie stawia na Amerykę”, a nie rozgrywa między Chinami i USA.

Nie jest prawdą, że całkowicie stawiamy na Amerykę. Gospodarczo, od wielu lat, stawiamy na Europę. W tekście „Kaczyński zawiódł”, w części poświęconej polityce zagranicznej, uderzyło mnie natomiast zignorowanie Unii Europejskiej – w ogóle kraje Europy występują w nim marginalnie, a przecież największym partnerem handlowym Polski są Niemcy, a potem inne kraje UE. Nie rozumiem, dlaczego tyle jest o mirażach współpracy polsko-chińskiej czy też wielkiej gry pomiędzy USA a Chinami, pomiędzy którymi ma rozgrywać Polska, a nic praktycznie nie ma o najbliższych partnerach Polski na zachodzie, południu i północy. A, wracając za Atlantyk, dziwi mnie, że ktoś się zawiódł na Kaczyńskim w tym aspekcie, wszak jego obóz (jeszcze od czasów Porozumienia Centrum) był i jest w dziedzinie bezpieczeństwa konsekwentnie proamerykański, czy szerzej, proatlantycki właśnie. Trudno też mi nazwać katastrofą i rozczarowaniem przełom, jaki dokonał się za rządów PiS (ale droga do niego zaczęła się już kilka lat temu), czyli rozmieszczenie wojsk amerykańskich (i z innych krajów NATO) w Polsce i krajach bałtyckich. To coś, na co wielu Polaków, nie tylko wyborców PiS, czekało, w zasadzie od II wojny światowej.

Bartłomiej Radziejewski w jednym zdaniu jednocześnie niedoszacowuje, jak i przeszacowuje Rosję

To owoc ustaleń z 2016 roku, a tymczasem Radziejewski nazywa ten rok „rokiem głupoty strategicznej”. Sojusznicze kontyngenty rozmieszczone zostały tu być może nawet w ostatniej chwili, bo tak niebezpieczna jest sytuacja międzynarodowa. Owszem, wiem, że są ludzie, którzy uważają, że wojsk NATO jest za mało, albo że – odwrotnie – „prowokują Rosję” (a co jej nie prowokuje?). Jednak akurat ta władza (jak i poprzednia) do tego właśnie dążyła.

No i kwestia chińska, której Radziejewski poświęcił dużo miejsca. Postulat rozgrywania między Chinami i USA brzmi efektownie, ale jak to miałoby wyglądać? To jest właśnie problem z entuzjastami Chin – mówią o wielkich możliwościach, jakie daje „opcja chińska”, ale konkretnie, dla Polski, co to miałoby oznaczać? Handel z Chinami tak czy inaczej prowadzimy i niestety, mamy ujemny bilans. Niektórzy oczekują też inwestycji chińskich w Polsce, ale pierwsza poważna próba wejścia do Polski Chińczyków zakończyła się wielkim rozczarowaniem – i dla nas, i dla nich. Chodzi o fiasko Covecu. Owszem, szeroko na Chiny otworzyły się, jak wiadomo, Czechy. Czy sprawiło to, że ich pozycja na arenie międzynarodowej i w światowej gospodarce jest silniejsza? Wątpię.

Radziejewski pisze dużo, podobnie jak cała „Nowa Konfederacja”, o Nowym Jedwabnym Szlaku. Projekt ten, już zresztą realizowany, przedstawiany jest przez jego zwolenników niemalże jako kamień filozoficzny światowego handlu, który rozwiąże wszystkie nasze problemy. Mnie się też podoba rozmach tego projektu, nie mówię „nie”, zresztą pociągi będą jeździć i tak, między innymi przez Polskę. Najważniejsze jednakże dla nas przecież jest to, czy i ile dzięki temu szlakowi zyskamy. A tego nie wie nikt.

Sam rząd nie ma klarownej wizji rozwijania relacji z Chinami, ale to nie jest, moim zdaniem, aż tak ważne. Nigdy zresztą nie podzielałem polskich i zagranicznych zachwytów nad chińską gospodarką, społeczeństwem, kulturą i polityką. To wciąż państwo autorytarne z elementami totalitaryzmu i wciąż zacofane pod względem struktury społecznej oraz zarządzania. Kilkadziesiąt razy liczniejsze od Polski i obce nam kulturowo. Bardzo agresywne, jeśli chodzi o walkę o własne interesy gospodarcze.

Nie jestem zwolennikiem wchodzenia z Chińską Republiką Ludową w relacje bliższe niż to jest konieczne, by np. sprzedać im naszą żywność. Nie wyróżniałbym też Chin szczególnie spośród całego regionu Dalekiego Wschodu. Zresztą, poza bardzo atrakcyjnym rynkiem zbytu dla naszego rolnictwa, nie widzę dziś żadnej innej branży, w której z Dalekim Wschodem moglibyśmy zrobić jakiś „złoty interes”.

Atomowy wytrych

Nie rozumiem krytyki podkreślającej, że polska dyplomacja pod rządami PiS, jak pisze Bartłomiej Radziejewski, ustawia się w roli bata, otwarcie określając niezagrażającą nam dziś w żaden sposób, a zarazem mającą możliwość zrównać w przyszłości nasz kraj z ziemią, Rosję jako wroga. W jednym zdaniu zawarte jest jednoczesne niedoszacowanie i przeszacowanie Rosji.

Tymczasem na stronie internetowej „Nowej Konfederacji” pojawił się niemal jednocześnie arcyciekawy wywiad z amerykańskim ekspertem do spraw bezpieczeństwa P. A. Petersenem, który obserwował zorganizowaną w Warszawie pod nieformalnym patronatem NATO grę wojenną, zakładającą właśnie scenariusz wojny państw NATO z Rosją. Wynika z niego, że Rosja jednak jest potencjalnym wrogiem, zagrażającym już dziś, bo jej atak na Białoruś, a potem na wschodnią flankę NATO, jest całkiem prawdopodobny. Z wywiadu wynika też, że analitycy NATO są przekonani, że Rosja posługuje sie groźbą użycia broni atomowej, ale tak naprawdę nie zamierza jej użyć, i NATO nie będzie już dłużej się na to nabierać.

Najlepszą metodą na dzisiejszą Rosję jest jej nie lekceważyć, a jednocześnie nie bać się. Bezczynność bardziej ją prowokuje niż działanie. Dlatego właśnie dobrze, że wreszcie rozmieszczono w naszym regionie wojska NATO, a sama Polska w najbliższych latach sukcesywnie zwiększa wydatki na obronność. Oczywiście, nieobiektywnie byłoby to przypisywać tylko PiS. Obserwujemy dalszy ciąg procesów, które zaczęły się co najmniej po rosyjskiej agresji na Ukrainę

Zupełnie odwrotnie niż Radziejewski uważam, że w dziedzinie gospodarki i stosunków międzynarodowych Polska w 2016 roku poradziła sobie nieźle i ma stosunkowo dobre perspektywy

Dostrzegam natomiast inny problem, dotyczący polityki zagranicznej i dyplomacji Polski, ale zdaje mi się, że dla Bartłomieja Radziejewskiego nie jest on akurat istotny. Martwi mnie polityka wschodnia – jednak nie stosunek do Rosji (Polska ma bardzo realistyczny), lecz brak pomysłu na to, co robić z innymi sąsiadami na wschodzie. Każdy kolejny minister spraw zagranicznych zdaje się popełniać te same błędy w relacjach czy to z Litwą, czy Białorusią, czy z Ukrainą. Nie wszystko, co się dzieje w relacjach z tymi krajami jest złe, ale zawsze czegoś ważnego brakuje. Zarówno po stronie polskiej, jak i po stronie Wilna, Mińska czy Kijowa. Wiąże się z tym kolejna rzecz, która też nie jest przedmiotem zainteresowania autora tekstu „Kaczyński zawiódł”. Rząd (ten, jak i poprzednie) prawie nic nie robi, by walczyć z rosyjskimi „infowars”. W dziedzinie wpływania na relacje Polski ze wschodnimi sąsiadami z Ukrainą i Litwą są one nadzwyczaj skuteczne.

Za wcześnie na ocenę

Najważniejsze dla Polski są gospodarka i sprawy międzynarodowe. Zupełnie odwrotnie niż Bartłomiej Radziejewski uważam, że w tych dziedzinach Polska w 2016 roku poradziła sobie nieźle, ma też stosunkowo dobre perspektywy. Trudno jednak obiektywnie rozsądzić, na ile należy łączyć to z rządami PiS. Być może tak się po prostu układa, a obecny rząd stara się iść z duchem czasów.

Jak mawiał przewodniczący Mao, jest jeszcze za wcześnie, by ocenić rewolucję francuską. Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że trzeba czekać z oceną rządów PiS wieki. W naszej europejskiej tradycji politycznej media i wyborcy oceniają władzę na bieżąco. Nie zmienia to jednak faktu, że jednym z najważniejszych dylematów naszej kultury jest pytanie – jaka jest rola jednostki w historii? I wariant tego pytania – jaka jest rola jednej organizacji (na przykład partii politycznej) w historii?

Moim zdaniem rola ta jest na ogół przeceniana. Często różne posunięcia, niezrozumiałe „w czasie rzeczywistym”, nabierają większego sensu po latach. Innym razem te początkowo zrozumiałe i akceptowane wraz z upływem lat tracą ten sens albo wręcz okazują się katastrofalne w skutkach. Bywa tak, że decyzje podejmowane przez jakiś rząd albo ustawy uchwalane przez dany parlament przynoszą efekty po kilku, nawet kilkunastu latach (lub też żadnych nie przynoszą). Dodajmy do tego jeszcze, że więcej niż połowa wydatków publicznych w Polsce to wydatki sztywne, i one najbardziej decydują o obliczu naszego państwa i kraju. Podobnie jak choćby legislacja, która jest różnej jakości, z różnych epok. Albo sytuacja międzynarodowa, żyjemy wszak w epoce globalizacji – jeszcze. No i taki banał, że politycy i rządy się zmieniają, ale ważniejsza jest substancja, czyli społeczeństwo, naród i zasoby. I to, co się z nimi dzieje, w największej mierze decyduje o obliczu kraju. Dlatego, moim zdaniem, nie da się obiektywnie określić po roku, czy jakiś rząd (a obecnie mamy rząd PiS) „zawiódł”, czy „nie zawiódł”. Zwłaszcza że świat zmienia się teraz bardzo szybko i jest coraz bardziej skomplikowany.
 

Dziennikarz, współpracownik m.in. Polskiej Agencji Prasowej, „Rzeczpospolitej”, „Dziennika Bałtyckiego”, zastępca redaktora naczelnego portalu Rebelya.pl

Komentarze

5 odpowiedzi na “Kaczyński? Zero zdziwień”

  1. Magda pisze:

    Super artykul! Mialam te samy mysli czytajac p.Radziejowskiego. Odnosze wrazenie, ze opcja republikanska stala ulega czasem jakims sugestiom “specom z naszego najblizszego wschodu”

    • Michał pisze:

      Czyli ruskie agenty….wcale mnie to nie dziwi, że popierasz politykę Kaczyńskiego. Tylko ktoś na takim własnie poziomie rozumienia świata może go popierać

  2. Nie wchodząc w dywagacje, kto i dlaczego oraz jakie ma afekty, bądź wapory do hetmana Kaczyńskiego, zwróciłbym uwagę na jeden ciekawiący mnie trend. Obecna zmiana (naturalne przebiegunowanie) na szczytach władzy definitywnie prowadzi do twórczego fermentu po republikańskiej stronie Mocy Rzeczypospolitej naszej najjaśniejszej. Dotąd pełniącej cokolwiek rolę ciemnej materii w naszej substancji narodowej, a niezbyt lub zbyt ideowej (zależy kto i jak się patrzy). Co zwiększa zainteresowanie republikańską myślą, jej dotarcie do szerokich rzesz potencjalnych prosumentów , a i być może aktywizuje do działania, lub przynajmniej zajęcia własnego stanowiska i przemyśleń. A to zawsze zacna zmiana fundamentalna w społeczeństwie. L;C

  3. Darek pisze:

    Polskim problemem jest nie lepszy lub gorszy PiS, ale beznadziejne PO+N. A przecież PO zaczynała inaczej. To u nich powstało pojęcie IVRP, to oni podnosili radykalne hasła lustracyjne, to tam przyrównywano znaną rurę do patku ribbentrop-mołotow. Jeszcze jesienią 2005 roku łatwiej było wskazać podobieństwa niż różnice między PO i PiS. Nawet wojna między nimi, która niedługo potem wybuchła, początkowo mnie nie przerażała. Uważałem to nawet za korzystne. Myślałem, że te podobne, propaństwowe, raczej konserwatywne partie będą mogły rządzić naprzemiennie. Jednak PO przeszło głęboką metamorfozę. Po odejściu Płażyńskiego i Rokity to już inna partia. Zapatrzona w Brukselę jak w obrazek, podporządkowująca Polskę interesom niemieckim, flirtująca z eurolewicą. Zajęli miejsce SLD (i to w jakimś najgorszym wydaniu).
    Znowu nie mam żadnego komfortu podczas wyborów. Czy chcę czy nie, z większym przekonaniem lub mniejszym, muszę głosować na PiS. Może kiedyś z Kukiza coś będzie … ale to pieśń przyszłości.

  4. elpiwo pisze:

    Odnosę się tylko do “fiaska Covecu” – proponuje zapoznac się z tym jakim szykanom administracyjnym, podatkowym poddano Covec. Wszystko po to by broń Boże nie okazało się, że można budować to samo 10x taniej. Wyciągnieto wszystkie możliwe sposoby nacisku. A te, jak to w republice bananowej były i są olbrzymie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz