Ile dywizji ma sąd?

Okoliczności powołania sędziów Sądu Najwyższego przez prezydenta wskazują, że nie chodzi o żadną reformę, lecz o przejęcie SN. Cenę zapłaci za to państwo

Wybrana przez polityków Krajowa Rada Sądownictwa (niektórzy nazywają ją neo-KRS-em, gdyż kwestionują konstytucyjność jej powołania) podejmuje uchwałę z rekomendacjami kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego. Naczelny Sąd Administracyjny zabezpiecza roszczenie jednego z kandydatów na sędziego SN poprzez wstrzymanie wykonania jednej z uchwał (inaczej wszelkie formy zaskarżenia byłyby fikcją), a prezydent, pomimo tego wszystkiego, powołuje sędziów. Nie czeka ani na rozstrzygnięcia w postępowaniach kwestionujących uchwałę KRS, ani na ruch ze strony Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Co mówi nam ta sytuacja o polskim państwie?

Oczywiście zawsze warto zastanowić się nad tym, kto tutaj tak naprawdę ma rację, ale może jest to bez znaczenia – wszak Naczelny Sąd Administracyjny ma tyle samo dywizji, co papież. Możemy naturalnie włączyć telewizję i posłuchać dyskusji, w której jedna strona twierdzi, że NSA może wstrzymać wykonanie uchwały, bo to sąd, a wyroki sądów należy wykonywać, a druga strona utrzymuje, że postanowienie NSA nie powinno wychodzić poza wąski zakres sprawy, bo idąc tym tokiem mogłoby w trybie zabezpieczenia decydować o wszystkim. Prywatnie bliżej mi do pierwszego poglądu, bo ono nie czyni farsy z przysługujących kandydatom prawa do kwestionowania uchwały.  To jednak – jak mówiłem – bez znaczenia.

Z punktu widzenia państwa być może warto było się wstrzymać z powoływaniem na sędziów Sądu Najwyższego, żeby nie tworzyć ryzyka istnienia dwóch Sądów Najwyższych, w którym sędziowie nie będą się wzajemnie uznawać

To, co jest zgodne z prawem, lub co nie jest, stało się zwyczajną figurą retoryczną, przydatną w studiu telewizyjnym. Prawo jest narzędziem w ręku polityków i nie odnosi się wrażenia, aby ustawodawca obawiał się ingerencji ze strony Trybunału Konstytucyjnego. Gwarancje prawne mają tu mniejsze znaczenie niż zasady politycznej dżungli, które nakazują „odzyskać” instytucje za wszelką cenę. Dlatego bez znaczenia jest to, jakie skutki wywiera uchwała KRS lub jaki skutek dla prezydenta rodzi zabezpieczenie roszczenia przez NSA. Kluczowe jest to, czy sędziowie wejdą do Sądu Najwyższego, tak jak osoby wybrane na zapas przez PiS do Trybunału Konstytucyjnego. Tutaj nie chodzi o żadną reformę, lecz o przejęcie Sądu Najwyższego. Cenę zapłaci za to państwo, bo to kolejne osłabienie i tak mocno nieidealnej instytucji.  Każdy z rządów zawsze twierdzi, że jego zasługą jest wszystko, co dobre, a wszystko, co złe, to odpowiedzialność poprzedników.  Jednym ze skutków reform jest utrata zaufania do sędziów, kiedy większość z nich wydaje wyroki w sprawach życia codziennego (np. w sprawach rodzinnych). Te straty, łatwe do uniknięcia w razie umiejętności dochodzenia do kompromisu tam, gdzie interes państwa tego wymaga, będą bardzo trudne do odrobienia.

Konstytucja daje prezydentowi narzędzia do tego, aby w niektórych sytuacjach zachował się jak arbiter. Prezydent Duda mógł zachować się jak arbiter w grudniu 2015 i doprowadzić do sytuacji, w której zostaną zaprzysiężeni do TK sędziowie w takiej liczbie, w jakiej wynikało to z orzeczenia TK (układ 3 osoby wybrane przez poprzedni Sejm +2 sędziów wybranych przez Sejm obecnej kadencji). Zwyciężyła kalkulacja i to na prezydencie spoczywa część odpowiedzialności za obecną kondycje Trybunału. Tak samo teraz z punktu widzenia państwa być może warto było się wstrzymać z powoływaniem na sędziów Sądu Najwyższego, żeby nie tworzyć ryzyka istnienia dwóch Sądów Najwyższych, w którym sędziowie nie będą się wzajemnie uznawać. Abstrahując od zabezpieczenia, poczekać spokojnie na rozstrzygnięcia postępowań odwoławczych i nie zaostrzać kursu z TSUE. Powaga państwa zostałaby wtedy ocalona, a przyjęcie ślubowania nie stwarzałoby wrażenia, że komuś się gdzieś bardzo spieszy.

Dochodzimy do smutnej konstatacji, że dyskusja o prawie jest wtórna, bo nie ono jest kluczowe przy podejmowaniu najważniejszych decyzji. To przykry obraz państwa widziany z perspektywy rozgrywki o władze w Trybunale Konstytucyjnym (ileż to było ustaw?) czy Sądzie Najwyższym. Jesteśmy jako państwo coraz słabsi i wspólnota jest warta dla nas dużo mniej niż plemię.

Stały współpracownik Nowej Konfederacji. Prawnik z doświadczeniem managerskim w branży nieruchomości, ekspert w zakresie prawa oraz polityki międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej polityki zagranicznej i Bliskiego Wschodu. Współautor książki "Młoda myśl wschodnia", wydanej przez Kolegium Europy Wschodniej. Pisał w portalach PolitykaGlobalna.pl, portalu BiznesAlert i Defence24 (autor raport specjalnego pt. "Rozgrywka wokół programu atomowego Islamskiej Republiki Iranu").  Miłośnik piłki nożnej i polskiego owczarka podhalańskiego. Na Twitterze@PatrykGorgol

Komentarze

6 odpowiedzi na “Ile dywizji ma sąd?”

  1. trusty pisze:

    rozumiem, że dyskusyjne może być to jak ktoś był wybierany, ale ogólna zasada, że KRS wybierają politycy jest według mnie słuszna. kto ma ją wybierać? sami mają się wybrać? środowisko sędziowskie jest zbyt zamknięte, więc tego typu układ prowadzi do powstania „państwa w państwie”, prawie mafii.
    Oczywiście najlepiej żeby obywatele mieli swój udział w wyborze KRS oraz różne, maksymalnie niezależne od siebie instytucje
    PiS chciał dobrze, ale błędnie uznał, że wystarczy „zmienić ludzi”.

  2. Realista pisze:

    Jako zwykły człowiek powiem tylko tyle: arogancja i bezkarność sędziow była tak wielka, że gorzej już nie będzie. Dlatego ani mi w głowie ich bronić. Ci nowi nie będą może lepsi, ale przynajmniej nowi.

  3. Mściwój pisze:

    Wszystko zaczęło się od TK, gdzie PO próbowała wybrać pięciu sędziów „na zapas”. Tak pięciu, bo twierdzenie, że trójka sędziów kończyła kadencje przed zebraniem się nowego sejmu (a więc formalnie w czasie gdy mógł – czysto teoretycznie – funkcjonować poprzedni sejm) jest zwykłym wybiegiem, bo poprzedni sejm nie mógł przewidzieć kiedy PAD zwoła pierwsze posiedzenie. Skoro ówcześni posłowie nie znali przyszłości to skąd wiedzieli, że mają prawo wybrać tych sędziów? Gdyby PAD się uwinął i szybciej zwołał pierwsze posiedzenie to nie byłoby sprawy? No, ale jak to … przecież to czy dany czyn jest zgodny z prawem czy nie musi być wiadomo już w momencie wystąpienia zdarzenia. Żadne późniejsze zdarzenie nie może mieć wpływu na ocenę zgodności z prawem zdarzenia, które już dawno temu zaszło. Cała ta narracja o łamaniu konstytucji przez PAD jeż bezczelną manipulacją. Jest rozpaczliwą obroną przez formację „postokrągłostołową” (niezbyt ścisłe ale nie wiem jak ich inaczej nazwać) swoich przywilejów. Mieli być nie do ruszenia – nigdy. Ktoś ośmielił się ich tknąć więc są gotowi podpalić państwo polskie, są gotowi wzywać obcych – niespecjalnie przyjaznych Polsce – na pomoc. Jest kilka państw, którym na rękę jest utrzymywanie burzy wokół Polski. I z przyjemnością korzystają „wzywani na pomoc”.

  4. czyżby czyżyk pisze:

    Ciekawe kiedy powstaną opracowania na temat tego „wyroku” TK, w którym starał się on uratować 3 sędziów dla PO albo opracowania na temat zawieszenia ustaw tudzież uchwał w drodze zabezpieczenia.

    Nikt inny nie może tak zniszczyć systemu prawnego jak sądownictwo – politycy mogą namieszać w personaliach, ale to zawsze można odkręcić.

    Ale jak odkręcić tamten wyrok TK ? Okazuje się, że TK może wydawać wyroki zakresowe interpretacyjna dotyczące indywidualnych aktów stosowania prawa. No i jak odkręcić te orzeczenia o zawieszeniu ustawy czy uchwały ? Bo teraz notorycznie, w każdej sprawie gdy pojawia się problem tej natury należy stosować przyjęte w tych orzeczeniach zasady.

    Najwyższe szczeble sądownictwa, walcząc z pisowcami rozwaliły system prawnym. Przypominam też, że zaczęło się od skoku PO na TK – w normalnym trybie wszystkich 5 sędziów, których kadencje upływały już po ostatnim posiedzeniu Sejmu, ba po wyborach wybrałby nowy Sejm.

  5. Mściwój pisze:

    Gdyby polaryzacja polityczna sporu o TK była odwrotna, to ci sami komentatorzy, którzy dzisiaj atakują PiS i PADa zajęliby odwrotne stanowisko. To nie jest wojna o zasady, to jest bezczelna, prowadzona kosztem Kraju, wojna o wpływy, o kontrolę nad Polską, o mitteleuropę. Bo decyzja o mianowaniu tamtej piątki sędziów jest nie do obrony. Rację ma @(czyżby czyżyk) pisząc, że brakuje w tej sprawie rzetelnych niepolitycznych opracowań.
    No i wiadomość z ostatnich godzin – SN nie wyraził zgody na wycofanie skargi przez ZUS. Tego też będziecie bronić???
    Dodajmy do tego, że Berlin zabezpieczył się dużo wcześniej i jego TK stwierdził, że prawo Niemiec jest „uber alles”. Pamiętam, że już wtedy zaskoczyło mnie to i myślałem, że wywoła to ogólnoeuropejską dyskusję. Ale gdzie tam – przecież to Niemcy, ich się mierzy inną miarą.

  6. marcin pisze:

    Przylaczam sie do zdania, ze jest dokladnie odwrotnie niz twierdzi autor. Prawo nie jest wlasnoscia sadow. Sady maja orzekac zgodnie z prawem i byc odpowiedzialne za to jak to robia. Jedynym sposobem wymuszenia tej odpowiedzialnosci jest wlasnie odmowa wykonania bezprawnych wyrokow sadowych. I na dluzsza mete, to wzmacnia sady, bo eliminuje dowolnosc orzecznictwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz