Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

F-35 a polska samodzielność

Czy producent samolotów może aktywnie wpływać na ich działanie, np. czy jest w stanie uniemożliwić start maszyny? Zakup wielu systemów uzbrojenia z jednego państwa pośrednio wskazuje, że nasza strategia obronna może być coraz bardziej zależna od decyzji i działań jednego, silniejszego partnera

Niedawne podpisanie umowy na zakup 32 samolotów piątej generacji F-35A za kwotę około 17,5 mld złotych wywołało zrozumiałą falę żywych komentarzy. Staliśmy się dziesiątym użytkownikiem tej platformy w NATO (a czternastym na świecie). Decyzję tę należy analizować na wielu płaszczyznach, które tu tylko zostaną zasygnalizowane. Celem tekstu jest bowiem przedstawienie kilku prowokujących do dyskusji tez, dotyczących szerszego kontekstu bezpieczeństwa naszego kraju, które być może skłonią do dalszej refleksji na temat polskiej strategii obronnej. Tezą zasadniczą jest założenie, że priorytetem dla polskich sił zbrojnych powinno być rozwijanie zdolności stricte defensywnych, a dopiero po osiągnięciu ich satysfakcjonującego poziomu – inwestowanie w systemy oferujące zdolności ofensywne.

Jako pozytyw zakupu nowego systemu uzbrojenia wskazywane jest, że nabycie F-35A przyczynia się do wzrostu przywoływanej przez premiera Mateusza Morawieckiego, ministra Mariusza Błaszczaka oraz ambasador Georgette Mosbacher tzw. interoperacyjności z siłami zbrojnymi USA. Innymi słowy, siły zbrojne korzystające z tych samych, amerykańskich rozwiązań będą mogły ze sobą współdziałać bez zakłóceń wynikających ze standardu wykorzystywanego sprzętu. Warto w powyższym kontekście odnotować, że dotychczasowe decyzje polskiego MON w znacznej mierze wpisują się w rekomendacje zawarte w publikowanych za oceanem opracowaniach analitycznych. Rodzi się jednak poważne pytanie natury strategicznej, wynikające z faktu, że interoperacyjność nie powinna stanowić celu samego w sobie: co Polska jest w stanie poświęcić za możliwość jeszcze płynniejszej współpracy z siłami zbrojnymi sojuszników?

W jakim stopniu producent F-35, którego kod źródłowy liczy ponad 8 milionów linii (cztery razy więcej niż oprogramowanie F-22) jest w stanie aktywnie wpływać na jego działanie?

F-35 i pytanie o samodzielność

Pytania bezpośrednio związane z umową na F-35A mogą dotyczyć m.in. sposobu negocjacji (zawężenie oferty do jednego typu maszyny), wyboru tej właśnie konkretnej platformy (a nie np. kolejnych F-16, nawet używanych, czy F-15X), rezygnacji z offsetu (choć deklarowano, że to będzie kluczowy element), nieobjęcia kontraktem systemów uzbrojenia, niewielkiej liczby części zamiennych (podobnie jak w przypadku zakupu F-16 w 2002 roku tylko jeden dodatkowy silnik). Ponadto w Polsce aktualnie brak infrastruktury gotowej do obsługi i ochrony tego rodzaju sprzętu. Niepokój mogą również budzić niejasne doniesienia z ostatnich miesięcy – m.in. niekorzystne opinie Dyrektora Prób Państwowych Roberta Behlera, pracującego dla Departamentu Obrony USA, czy raportów norweskich oraz australijskich odpowiedników polskiej NIK na temat dostępności i niezawodności (oraz, pośrednio, kosztów utrzymania) F-35 (raport norweski jest utajniony). Osobne, choć retoryczne pytanie brzmi: czy tylko jedna opcja polityczna ma prawo decydować o kwestiach, które wykraczają swoją wagą poza pozyskanie wyłącznie nowych zdolności i systemu uzbrojenia, i które mają de facto charakter geostrategiczny.

Sygnalizując tylko powyższe problemy, warto odnotować przykład dalekosiężnych konsekwencji aktualnych decyzji o zakupie wyłącznie amerykańskich rozwiązań, które wykraczają poza konkretną decyzję zakupową. Chodzi m.in. o przyszłość obecnie rozwijanych oraz już działających polskich rozwiązań teleinformatycznych, tworzących np. system wymiany informacji i zarządzania polem walki JAŚMIN. Polska jest w trakcie pozyskiwania systemów obrony przeciwrakietowej Patriot oraz systemu rakietowego HIMARS, który, podobnie jak F-35, będzie zintegrowany z amerykańskim systemem zarządzania polem walki IBCS. W związku z tym rodzi się pytanie, czy Polska wynegocjowała/wynegocjuje możliwość „wpinania” w ten układ rozwijanych nad Wisłą systemów teleinformatycznych, czy jednak wraz z zakupem kolejnych systemów uzbrojenia zza oceanu polskie rozwiązania nie zostaną poświęcone na rzecz amerykańskich.

Formowana w naszym kraju od 2018 roku czwarta dywizja (18 Dywizja Zmechanizowana) od samego początku jest wzorowana na rozwiązaniach amerykańskich i tworzona z myślą o kompatybilności w zakresie procedur i sprzętu głównie z amerykańskimi odpowiednikami

Przechodząc do kwestii samodzielności, należy wskazać, że zakup wielu systemów uzbrojenia z jednego państwa pośrednio wskazuje, że nasza strategia obronna może być coraz bardziej zależna od decyzji i działań jednego, silniejszego partnera. Warto w tym miejscu odnotować absolutnie dominującą pozycję USA w przypadku dolara jako światowej waluty oraz wolności żeglugi – oba są gwarantowane lub dostęp do obydwu ograniczany jest przez USA. Samoloty F-35 są maszynami „naszpikowanymi” sensorami umożliwiającymi nie tylko bezpośrednie atakowanie celów, ale również prowadzenie rozpoznania i wskazywanie celów dla innych platform. Jest to szczególnie ważne w realiach XXI wieku, w którym znaczenie oprogramowania dla zdolności bojowych nieustannie rośnie. W 2017 roku Norwegia wskazywała, że niektóre z pozyskanych F-35A przesyłały wrażliwe dane bezpośrednio do serwerów producenta. Informacje były przekazywane przez system oparty o sztuczną inteligencję, zarządzający podzespołami samolotu. Celem tego procesu miało być podnoszenie efektywności wykorzystywania maszyny (aktualnie ten system – ALIS – będzie do końca 2022 roku wymieniany na nowy – ODIN). Incydent ten pozwala sformułować pytanie, w jakim stopniu producent F-35, którego kod źródłowy liczy ponad 8 milionów linii kodu (cztery razy więcej niż oprogramowanie F-22) jest w stanie aktywnie wpływać na jego działanie, w tym czy obrazowo rzecz ujmując jest np. w stanie uniemożliwić start maszyny? Będąc dostawcą części i czynności związanych z utrzymaniem samolotu, jego producent posiada wpływ na sprawność maszyny (która może wynikać z kwestii czysto technicznych i nie mieć politycznego wymiaru).

Generalnie dostęp do systemów uzbrojenia oraz możliwość nieskrępowanego ich wykorzystania mogą być z różnych powodów ograniczane, a im mniej tego typu ograniczeń, tym większy poziom samodzielności danego państwa. Samodzielność może być stopniowalna. Ponadto w zależności od poziomu może ona dotyczyć wymiarów politycznego, strategicznego, operacyjnego (teatr działań wojennych) i taktycznego. Wszystkie te poziomy przenikają się wzajemnie, a braki na którymkolwiek z nich promieniują na pozostałe, osłabiając je.

Poziomy samodzielności

Możliwości, jakimi dysponują decydenci, tworzą poziom samodzielności politycznej, który określany bywa również mianem podmiotowości politycznej. Ograniczany jest on wieloma czynnikami, oprócz geograficznych – również uwarunkowaniami międzynarodowymi natury prawnej (m.in. umowy i traktaty międzynarodowe) oraz natury nieformalnej, np. naciskami, przybierającymi różną postać. Polska sytuacja geostrategiczna uwarunkowana jest przez trzy zasadnicze fakty. Po pierwsze – jesteśmy państwem za małym, żeby być dużym graczem, i za dużym – by zachowywać się jak państwo małe. Po drugie – graniczymy z Federacją Rosyjską, która nie ma zahamowań przed dokonywaniem siłowych zmian status quo. Po trzecie – naszym sąsiadem są też Niemcy, zainteresowane poprawą stosunków gospodarczych z Rosją. Wszystko to powoduje, że Waszyngton jest dla nas oczywistym, acz trudnym atlantyckim sojusznikiem. Trudność może w przyszłości wynikać z faktu, iż USA, kontynuując ograniczanie ekspansji Chin, będzie szukało do tego zadania możliwie najsilniejszych partnerów, a wówczas, w sytuacji strategicznego wyzwania, Polska może stracić na znaczeniu na rzecz Rosji. Nawet jeśli możliwość osłabienia polsko-amerykańskiej współpracy w zakresie bezpieczeństwa wydaje się obecnie mało prawdopodobna, nie może być odrzucana w namyśle nad strategią obronną naszego kraju.

Z samodzielnością polityczną wiąże się rodzaj działań, które są możliwe do podjęcia przez siły zbrojne danego państwa. W polskim kontekście geostrategicznym w szczególności dotyczy to posiadania systemów uzbrojenia zdolnych do wykonania uderzenia odwetowego poza terytorium naszego kraju, co można traktować jako probierz poziomu samodzielności. Wydaje się, że pozyskiwanie takich zdolności przez nasz kraj jest jednym z nielicznych przykładów ponadpartyjnego kompromisu. Siły Zbrojne RP od 2014 roku są bowiem w trakcie pozyskiwania i wdrażania systemów zdolnych razić przeciwnika poza granicami naszego kraju. Chodzi tu m.in. o 38 pocisków JASSM o zasięgu ok. 370 km oraz 70 JASSM-ER o zasięgu ok. 1000 km i o wyrzutnie HIMARS z 30 pociskami ATACMS o zasięgu ok. 300 km. W tym miejscu należy odnotować, że choć wejście w posiadanie broni atomowej i środków do jej przenoszenia zdolnych przetrwać pierwsze uderzenie przeciwnika byłoby ze względu na jej unikatowy charakter elementem radykalnie zmieniającym samodzielność polityczną, to koszty zarówno polityczne, jak i ekonomiczne takiej decyzji wydają się przeważać korzyści płynące z tego rozwiązania.

Nawet jeśli możliwość osłabienia polsko-amerykańskiej współpracy w zakresie bezpieczeństwa wydaje się obecnie mało prawdopodobna, nie może być odrzucana w namyśle nad strategią obronną naszego kraju

Samodzielność operacyjna oznacza autonomię w teatrze wojennym w zakresie realizacji wyznaczonych celów strategicznych. Probierzem jakości tego typu samodzielności jest m.in. rozbudowa odporności państwa (zarówno w sferze wojskowej, jak i cywilnej) na sytuacje kryzysowe włącznie z wojną oraz posiadanie planów obronnych gwarantujących przetrwanie społeczeństwa. W tym miejscu warto odnotować, iż formowana w naszym kraju od 2018 roku czwarta dywizja (18 Dywizja Zmechanizowana) od samego początku jest wzorowana na rozwiązaniach amerykańskich i tworzona z myślą o kompatybilności w zakresie procedur i sprzętu głównie z amerykańskimi odpowiednikami.

Samodzielność taktyczna oznacza dysponowanie zdolnościami (systemami uzbrojenia) dającymi możliwość skutecznej realizacji zaplanowanych manewrów i prowadzenia walki, bez konieczności pomocy zewnętrznej. Samodzielność na tym poziomie oznacza również samowystarczalność w zakresie wytwarzania kluczowych systemów uzbrojenia lub co najmniej posiadanie infrastruktury niezbędnej do podtrzymywania zdolności (części zamienne, serwis, amunicja, itd.). Problemy z samodzielnością na poziomie taktycznym rzutują na nadrzędne poziomy samodzielności, ponieważ ograniczają decydentom i wojskowym dostępne możliwości. Tragicznym przykładem naszej niesamodzielności na tym poziomie był m.in. los Piotra Stańczaka, polskiego geologa porwanego, a następnie zamordowanego w 2008 roku przez talibów. Pozostaje ufać, że w drugiej dekadzie XXI wieku (czy to ze względu na nasze zdolności czy sojusznicze alianse) podobna sytuacja nie mogłaby mieć miejsca, a państwo polskie efektywnie upomniałoby się o własnego obywatela.

Należy wyraźnie podkreślić w tym miejscu, że na niesamodzielność na wszystkich tych poziomach narażona jest większość państw i sił zbrojnych na świecie. Dla przykładu, na początku stycznia tego roku został ujawniony raport Bundeswehry, wskazujący, że w listopadzie 2019 roku z powodu niesumienności podwykonawcy odpowiedzialnego za serwis jedynie 15% uderzeniowych śmigłowców Tiger oraz jedynie 12% śmigłowców transportowych NH90 było zdolnych do akcji. Innym przykładem konsekwencji niesamodzielności na poziomie operacyjnym może być (domniemane) przekazanie Federacji Rosyjskiej przez Izrael kodów dostępu do gruzińskich bezzałogowców podczas konfliktu w 2008 roku, przez co maszyny te nie były w stanie wykonywać swoich zadań, a niektóre – nawet oderwać się od ziemi. Innym przykładem ograniczonej samodzielności jest konflikt w Donbasie i Ługańsku w 2014 roku. W trakcie tego konfliktu Ukraińcy co prawda otrzymywali zdjęcia satelitarne od swoich zachodnich sojuszników, ale z obawy o zbytnią eskalację konfliktu, ich dostarczanie odbywało się z wielogodzinnym opóźnieniem (często liczonym w dniach). Na tym oczywiście jeszcze bardziej cierpiała i tak ograniczona skuteczność ukraińskich działań obronnych. Z kolei ilustracją próby podnoszenia poziomu własnej autonomii na poziomie taktycznym jest np. „turkizacja” w 2011 roku oprogramowania wykorzystywanego przez samoloty F-16 tureckich sił zbrojnych.

Wnioski płynące z powyższych przykładów w naszych warunkach można sprowadzić do kluczowych dwóch pytań: Właściwie do jakiego konfliktu przygotowują się polskie siły zbrojne? Na jakiego rodzaju samodzielność możemy sobie pozwolić? Obecnie nie jesteśmy samodzielni na żadnym ze wskazanych poziomów, co stanowi pewną stałą w polityce obronnej III RP po 1999 roku (wstąpienie do NATO). Członkostwo Polski w NATO i UE wraz z wynikającymi z tego zobowiązaniami i ograniczeniami samodzielności politycznej oraz suwerenności jest korzystne dla naszego kraju, ale nie wyklucza budowy samodzielności na pozostałych poziomach.

Alternatywna geostrategia Polski

Państwa można pogrupować ze względu na to, jakie zdolności we własnych siłach zbrojnych rozbudowują (ofensywne czy defensywne) oraz jakiego rodzaju doktrynę ich wykorzystania przyjmują (ofensywną czy defensywną). Choć współcześnie granica pomiędzy systemami ofensywnymi a defensywnymi zaciera się, to wciąż możliwa jest klasyfikacja przynajmniej części z nich. Niestety, jak wskazywałem powyżej, polska sytuacja geostrategiczna nie jest korzystna. Naszym sąsiadem jest Federacja Rosyjska, czyli państwo rozbudowujące w sposób spójny własne zdolności ofensywne, posiadające ofensywną doktrynę wojenną, a na domiar złego zaliczane do kategorii państw rewizjonistycznych – kontestujących obecne status quo. Na naszą korzyść może działać fakt, iż Kreml, poza wewnątrzkrajowymi przesłankami (odbudowa poparcia dla obecnej władzy) nie ma powodu, by nas zaatakować (nie wspominając o okupacji naszego terytorium). Polska z kolei jest przykładem państwa, które próbuje z kraju o defensywnym potencjale wojskowym i obronną doktryną przeistoczyć się w kraj z wciąż obronną doktryną, ale dysponujący docelowo ofensywnymi systemami uzbrojenia (tzw. „Polskie Kły”).

Bezpieczeństwo państwa buduje się w oparciu o własne siły zbrojne i ich zdolność do odstraszania. Pomoc sojuszników jest bardzo istotna, ale nie może wyczerpywać aspiracji w tym aspekcie. Rozróżnia się co najmniej dwa rodzaje strategii odstraszania. Pierwsza oparta jest na wywołaniu lęku u agresora przed karą – stratami własnymi, jakie może spowodować odpowiedź zaatakowanego. Druga odmiana strategii odstraszania polega na obniżaniu zysków, jakie agresorowi daje atak na broniące się państwo. Problemem w odstraszaniu przez karanie jest ustalenie poziomu kary na poziomie wystarczającym, by zniechęcić agresora (najczęściej wchodzi w grę zniszczenie zaplecza strony atakującej, umożliwiającego agresję). W aktualnej sytuacji Polska dostępne zasoby powinna przeznaczać na różne aspekty drugiego typu odstraszania. Z tego powodu przeznaczanie znacznych środków na pozyskiwanie zdolności, których wykorzystanie na polu walki będzie wątpliwe, może być kwestionowane. Wątpliwość wynika z faktu, iż dysponując niewielkim arsenałem środków ofensywnych w ramach „Polskich Kłów”, koncepcja odstraszania przez karanie nie może być skuteczna wobec Rosji, państwa uzbrojonego w duże ilości systemów antydostępowych światowej klasy. Ponadto wadliwość tej koncepcji podważa możliwa reakcja samej Federacji Rosyjskiej, państwa posiadającego arsenał atomowy oraz koncepcje użycia go do deeskalacji przez eskalację (np. poprzez wykorzystanie ładunku atomowego do wygenerowania impulsu elektromagnetycznego, zdolnego zniszczyć infrastrukturę teleinformatyczną, ale niewymierzonego bezpośrednio w społeczeństwo).

Niestety, polska sytuacja geostrategiczna nie jest korzystna. Naszym sąsiadem jest Federacja Rosyjska, czyli państwo rozbudowujące w sposób spójny własne zdolności ofensywne, posiadające ofensywną doktrynę wojenną, a na domiar złego zaliczane do kategorii państw rewizjonistycznych – kontestujących obecne status quo

Podnoszenie kosztów agresji w ramach drugiego rodzaju odstraszania może odbywać się w różny sposób. Zasadniczo celem jest wywołanie przeświadczenia, popartego rzeczywistymi zdolnościami, że sam atak oraz okupacja danego terenu będą nieopłacalne. Narzędziem uwiarygadniającym taką strategię są m.in. defensywne systemy uzbrojenia, zwłaszcza te ograniczające dostęp. Na tym polu polskie państwo podjęło już pewne konkretne działania. Przywołamy tu trzy przykłady. Efektem podjętych działań było pozyskanie od 2013 roku w sumie dwóch dywizjonowych systemów rakietowych NSM, chroniących nasze wybrzeże (tu warto odnotować, że w ramach offsetu Polska zyskała zdolności związane z produkcją, serwisowaniem i certyfikacją pocisków rakietowych). Ponadto od 2017 roku rozpoczęto formowanie Wojsk Obrony Terytorialnej, mających de facto stanowić „asymetryczną” odpowiedź na hybrydowe działania armii Federacji Rosyjskiej na Ukrainie. Trzecim przykładem jest zainicjowana w 2018 roku dostawa (zaledwie) dwóch baterii rakiet Patriot (niestety, zakup samolotów F-35 prawdopodobnie zamrozi pozyskanie deklarowanych kolejnych sześciu baterii).

Polska, chcąc zbudować spójną strategię obrony kraju i jego obywateli, powinna, nie lekceważąc potencjału, jaki daje posiadanie ofensywnych systemów odstraszania, priorytetem uczynić jednak rozwijanie zdolności defensywnych. Dopiero po ich zagwarantowaniu środki powinny płynąć na inne, bardziej ofensywne zdolności. Kluczowe powinny być dla nas posiadanie odpowiedniej liczby baterii rakiet Patriot (mówi się o co najmniej 16), pozyskiwanych w ramach programu „Wisła” oraz systemów obrony przeciwlotniczej średniego i bardzo krótkiego zasięgu, rozwijanych w ramach programu „Narew” i wdrażanych w ramach programu „Poprad”. Siły Zbrojne RP muszą też dysponować własnym satelitarnym zwiadem optoelektronicznym oraz efektywnymi systemami przeciwpancernymi. Te systemy mają ograniczać dostęp do przestrzeni powietrznej naszego kraju, umożliwić monitorowanie sytuacji na terenie innych państw i skuteczne zwalczanie współczesnych czołgów. Nie pozwoli to jednak bezpośrednio ograniczyć negatywnych skutków istnienia przesmyku suwalskiego. Same te systemy nie będą też stanowić wystarczającego zabezpieczenia granicy z Białorusią, która niestety może stać się kiedyś miejscem stacjonowania rosyjskich oddziałów. Ze względu na ukształtowanie terenu, obszar północno-wschodniej Polski z jednej strony może sprzyjać prowadzeniu działań obronnych, z drugiej nie pozwala jednak na traktowanie go jako elementu polskiej „głębi strategicznej”, którą należy dopiero „zagęścić”.

Polska, chcąc zbudować spójną strategię obrony kraju i jego obywateli, powinna, nie lekceważąc potencjału, jaki daje posiadanie ofensywnych systemów odstraszania, priorytetem uczynić jednak rozwijanie zdolności defensywnych

Zagęszczanie głębi strategicznej

Zagęszczanie, czyli tworzenie warunków, w których pokonywanie przestrzeni dla sił zbrojnych agresora jest trudniejsze, powinno składać się z dwóch współgrających elementów. Po pierwsze, z obrony polskiego nieba systemami zdolnymi zwalczać środki napadu powietrznego potencjalnego agresora. Jak już wspominałem, proces pozyskiwania tych zdolności ma miejsce, choć tempo jest niezadowalające, a powinien to być absolutny priorytet.

Drugim elementem powinno być stworzenie przez państwo polskie rozbudowanej sieci różnego rodzaju infrastruktury obronnej na miarę XXI wieku, rozciągającej się wzdłuż wschodniej granicy naszego kraju. Jej budowę powinno się rozpocząć od granicy z obwodem kaliningradzkim.

Nawet jeśli przyjmie się, że celem naszej wojny obronnej byłoby oczekiwanie na sojuszników, to infrastruktura taka powinna pozwolić na skuteczne spowolnienie postępów nacierającego przeciwnika. Co istotne, mając defensywny charakter, nie tworzyłaby ona niepotrzebnego dysonansu pomiędzy realnymi zdolnościami naszych sił zbrojnych a strategią obronną państwa

Katalog domen, w których współcześnie toczone są działania wojenne jest bardzo szeroki, obejmuje bowiem co najmniej ląd, wodę (a także przestrzeń pod jej powierzchnią), powietrze, kosmos (NATO uznało go za domenę operacji obronnych w trakcie niedawnego szczytu w Londynie w grudniu 2019 roku, w tym samym czasie USA powołały Siły Kosmiczne jako oddzielny rodzaj sił zbrojnych), cyberprzestrzeń, pole elektromagnetyczne, sferę informacyjną (noosferę). Opanowywanie przez człowieka kolejnych sfer następowało wraz z rozwojem techniki. Powyższe wyliczenie nie jest jednak kompletne, brakuje w nim jeszcze co najmniej jednej, często pomijanej domeny – przestrzeni znajdującej się pod powierzchnią ziemi. Nie zapomnieli o niej główni oponenci USA, jak bowiem wskazują sami Amerykanie, obecnie na świecie istnieje co najmniej 10 000 podziemnych instalacji o znaczeniu militarnym. W 2018 roku Pentagon na przeszkolenie w walce pod ziemią 26 z 31 brygad bojowych wydał ponad pół miliarda dolarów (572 mln USD). Nic w tym dziwnego, ponieważ tylko schodząc pod ziemię można zabezpieczyć się przed większością typów uzbrojenia. Ponadto dużo trudniejsze jest również śledzenie aktywności mającej tam miejsce. Wnioski z tego można wyciągnąć również nad Wisłą.

Nawet jeśli przyjmie się, że celem naszej wojny obronnej miałoby być oczekiwanie na sojuszników, to infrastruktura taka powinna pozwolić na skuteczne spowolnienie postępów nacierającego przeciwnika. Co istotne, mając defensywny charakter, nie tworzyłaby ona niepotrzebnego dysonansu pomiędzy realnymi zdolnościami naszych sił zbrojnych a strategią obronną państwa. Powyższy pomysł ma jeden poważny negatywny polityczny aspekt. Skutkiem takiej inicjatywy byłoby de facto odcięcie się od sojuszników z państw bałtyckich i wysłanie sygnału, że Polska w warstwie militarnej skoncentruje się na własnym bezpieczeństwie. Na marginesie: nie byłoby to sprzeczne z założeniami realizmu w polityce międzynarodowej (w wydaniu państwa średniego).

Warto też pamiętać, że przed laty to dzięki umocnieniom, wzniesionym z inicjatywy marszałka Carla von Mannerheima, Finlandii udało się skutecznie powstrzymywać ataki Armii Czerwonej i ostatecznie obronić niezależność.

Dr Błażej Sajduk - politolog i historyk myśli politycznej, adiunkt w Katedrze Bezpieczeństwa Narodowego UJ. W latach 2010–2017 prorektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. J. Tischnera, w latach 2016–2020 senator UJ. Uczestnik licznych kursów z zakresu zarządzania i biznesu (m.in. w: Zeppelin Universität, Ivey Business School) i szkoleń poświęconych militarnym aspektom wykorzystania nowoczesnych technologii (m.in. prowadzonych przez Joint Special Operations University). Ekspert ds. bezpieczeństwa i edukacji Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego oraz współpracownik Nowej Konfederacji. Zainteresowania badawcze: wymiary etyczny i społeczny wykorzystania najnowszych technologii, analiza polityczna oraz filozofia polityki. Autor monografii oraz kilkudziesięciu opracowań, artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu współczesnej politologii i stosunków międzynarodowych oraz dydaktyki akademickiej i polskiej myśli politycznej. Opublikował m.in. jako współautor (z Rafałem Matyją): Wybory 2014–2015 a przemiany elit politycznych Trzeciej Rzeczypospolitej (2017); e-książkę: Nowoczesna dydaktyka akademicka. Kto kogo uczy? http://dydaktyka-akademicka.pl/ (2014); Socjologię tłumu, psychologię narodów i historiozofię w myśli społeczno-politycznej Jana Karola Kochanowskiego (2011).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz