fbpx
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Czy będziemy musieli walczyć? Warszawę może czekać trudna próba

Gdyby Polska musiała wejść do wojny, nie możemy liczyć na Paryż czy Berlin. Nad Sekwaną czy Renem brak jest rodzinnych doświadczeń Sybiru czy Łubianki. Próżno dziś we Francji czy Niemczech szukać bojowego ducha

Akt I

Europa Wschodnia, II wojna światowa

Mój dziadek Józef (rocznik 1919) walczył we Wrześniu. Opowiedział mi o naiwnych marzeniach chłopców, co byli „zwarci, silni i gotowi”, by pobić tekturowe czołgi Hitlera i z radością czekali, by spełnić się jako mężczyźni. Opowiedział mi też, jak te głowy pełne marzeń o defiladzie w Berlinie leżały przestrzelone kulą w okopie czy na polu pod Częstochową, czyli, mówiąc Marksem, jak baza zdefiniowała nadbudowę. Mówił także o tym, jak Rydz-Śmigły nie kazał walczyć z Sowietami, co skończyło się bydlęcym wagonem z „destynacją” Kołyma. Opowiadał o najcudowniejszym posiłku jego życia, gdy w pociąg stał długie godziny w polu, a polski chłop przyniósł im z ogniska garść kartofli, które rozdzielili między siebie. Ten skrawek skórki spalonego ziemniaka zmieszanego z popiołem i ziemią – to była uczta nad trupami kolegów w kącie wagonu. Tymi, którzy nie dotrwali. Uczta w pociągu, z którego udało się uciec, bo na ostatniej stacji przed granicą ówczesnej II RP zawiadowca, ryzykując życiem, odblokował rygiel, dzięki czemu na zakręcie cały wagon wyskoczył w pole. Wracający do Ojczyzny, złapany ponownie, przesiedział w Ostaszkowie i pewnie spracowane ręce chłopa, młody wiek oraz niska szarża uchroniły go przed kulą w potylicy w dołach Katynia. Po sowiecko-niemieckiej wymianie jeńców na moście w Brześciu („szliśmy nocą trójkami – jedna trójka z jednej strony, druga z drugiej”) wegetował w Stalagu na Rugii, błogosławiąc Germanów za regularną zupę z brukwi z robakami zamiast sowieckich śledzi, po których zakręcano kurki z wodą. Wolał tulić się na faszystowskiej ziemi do towarzyszy zimą w namiocie, niż pić wodę z kałuży na stalinowskim łagrze. Przeżył. Dzięki hitlerowcom. Wbrew stalinistom.

Akt II

Centralna Polska, lata 70. XX wieku

„Wy to macie szczęście w Polsce. Wasz rząd zapewnia całkowite zatrudnienie. U nas we Francji – jest bezrobocie. Nie mamy za co żyć” – rzekła żona wujka do żony dziadka, jednocześnie pytając, czy buty, które przysłała w ostatniej paczce, pasowały, a czekolady były nadal smaczne. Obaj bracia – ten walczący we Wrześniu, doświadczony łagrem i oflagiem, i ten, który jako robotnik we francuskiej kopalni w 1939 roku dzielnie walczył z faszyzmem, nie uśmiechając się do okupujących Francję hitlerowców, dyskutowali o wyższości systemu kapitalistycznego nad komunistycznym. W gierkowskiej odwilży mogli się wreszcie zobaczyć twarzą w twarz, po kilkudziesięciu latach rozłąki. Nie poznali się fizycznie, nie potrafili spotkać się mentalnie. W ferworze dyskusji, nastoletnia córka dziadka spytała swoją kuzynkę: „A jakie znasz polskie miasta?”. W chwilowej ciszy padły cztery słowa: „Warszawa, Kraków, Lwów, Kijów”.

Mam nadzieję, że ta wojna do nas, do Polski nie przyjdzie w formie twardego, kinetycznego konfliktu

Akt III

Francja, późne lato roku 2022, elegancka restauracja przy granicy belgijskiej

„Nous prenons une bouteille de vin rouge en plus. Pour la Russie démocratique! (Jeszcze jedna butelka czerwonego wina za demokratyczną Rosję!)” – zakrzyknął siwiejący profesor literatury francuskiej. Rozgorączkowane towarzystwo dyskutowało intensywnie o pięknie rosyjskiej kultury i nieuchronnej demokratyzacji putinowskiego reżimu. Szkarłatny burgund zapalał umysły i pozwalał snuć wizje. Czując podskórnie swą słabość i niemoc, Galowie szczerze wierzyli w słowa Prezydenta Bidena, którego celem jest przecież zaprowadzenie demokracji na Wschodzie. Zmącony wzrok zbył milczącym niezrozumieniem moje zapytanie, czy mają na myśli obszar między Bugiem a Wołgą. Wschód to przecież „gdzieś”, za Berlinem chyba. Nastroje ostudził dopiero suchy głos jegomościa w okularach przywykłych do studiowania komórek Excela: „Nie interesuje mnie Rosja. Inflacja nam zżera oszczędności”.

Słysząc dziś sugestie o możliwym upadku Rosji, o jej słabości, o nieistniejących rosyjskich rakietach, zastanawiam się, czym Rosja bombarduje Kijów

Akt IV

Gran Canaria, październik 2022

Siedziałem na balkonie z twarzą zwróconą ku wstającemu na wschodzie słońcu. Za bezkresnym spokojem Oceanu niemal na wyciągnięcie ręki odczuwało się pulsowanie Afryki – gorące przestrzenie Sahary Zachodniej, Maroka i Algierii. Opalający się na hotelowych leżakach goście czytali wzmianki o porażce Barcelony, wojnie na Ukrainie, wypadku samochodowym na autostradzie i nowej płycie Red Hot Chili Peppers. Zamknąłem ostatnią kartę książki Vladimira Volkoffa „Oprawca”. Autor, potomek rosyjskich emigrantów, Francuz, ze swadą opisał historię francuskich zmagań z algierskimi dążeniami do niepodległości. Wątki historyczne są doskonale znane, książka koncentruje się na losach głównego bohatera, agenta służb specjalnych, żarliwego katolika, stosującego niekonwencjonalne, bo pełne miłości i poszanowania więźniów metody przesłuchań i zdobywania informacji. Niczym bł. ks. Jerzy Popiełuszko stara się „zło dobrem zwyciężać”, budować mosty z tubylcami, wierząc w to, że algierskie terytorium pozostanie połączone z metropolią i zasymilowane, tworząc bazę rozwoju dla Francji. Postać tytułowego R. Lavilhauda ucieleśnia ideały francuskiego ducha, który gardzi „mężczyznami huśtającymi teczki” w Paryżu, czy „biegnącymi drobnymi kroczkami kobietami, których szpilki dziurawią chodniki”, gdy on sam, jako ochotnik, zaciągnął się do wojska i „uzbrojony wykuwa los narodu”, bo przecież „niestosownością było gnuśnieć w Amiens, gdy losy Francji rozstrzygały się właśnie t a m”. Przecież  „Francja wykrwawia się na śmierć, a ci tutaj zażerają się kawiorem i upijają Dom Perignonem, rozprawiając o prawach człowieka” . Bohater współczuje „innym narodom – Niemcom, Skandynawom, którym taka okazja już się nie trafi, a ich młodzież będzie po wiek wieki zajmowała się handlem zagranicznym i sztuką dentystyczną”, podczas gdy „Francja ma szansę naprawić błędy z przeszłości” i stać się na powrót mocarstwem. By tak się stało potrzeba, by francuscy „chłopi, belfrzy, tokarze, wykładowcy niekoniecznie oddali życie, jak Jezus, ale przynajmniej je zaryzykowali”.

Dla Amerykanów to, czy degradacja pozycji Moskwy zostanie dokonana za pomocą przelania krwi ukraińskiej czy polskiej – jest drugorzędne

Akt V i ostatni, rok 2025

Kto będzie umierał za Gdańsk?

Mam nadzieję, że ta wojna do nas, do Polski nie przyjdzie w formie twardego, kinetycznego konfliktu. Słysząc dziś sugestie o możliwym upadku Rosji, o jej słabości, o nieistniejących rosyjskich rakietach, zastanawiam się, czym Rosja bombarduje Kijów. O zdobyciu Moskwy dziś jeszcze nikt nie mówi, ale niektóre rozentuzjazmowane głosy czekają już na Dymitra. Oby było to czekanie na Godota, a nasze wnuki i prawnuki nie przekazywały sobie w rodzinnej tradycji opowieści dziadka o tym, jak było w okopach. Pojawiają się przewidywania o amerykańskiej presji, by Polska weszła aktywnie do wojny. Niech się nie ziszczą.

Należy jasno uświadomić sobie interes USA i Polski. Są one owszem zbieżne: w zakresie osłabienia Moskwy. W interesie Polski dziś jest wykrwawienie się Rosji, za które cenę płaci Ukraina. Osłabienie tych dwóch państw zmniejsza zagrożenie dla Warszawy ze strony imperialnych zapędów Kremla, a jednocześnie otworzyło pole do rozsądnej polityki połączenia Polski i Ukrainy w jeden organizm polityczny. Nie do rekonkwisty na wzór krzyczących 11 listopada z zaciśnięta pięścią na błoniach Stadionu Narodowego „Lwów i Wilno – pamiętamy!”,  lecz do sprawnej realizacji planu prawdziwej wspólnoty, o której marzył porucznik Lavilhaud w Algierii, tak, by cztery dzielne miasta, o których mowa powyżej, wymawiane były na jednym wydechu. Wydaje się, że o tym mówił też w ostatnim wywiadzie O. Arestowicz.

W razie sugestii wejścia Polski do wojny, rozważyć należy asertywną grę – żądanie, by amerykańscy chłopcy wspólnie z polskimi wyruszyli pod Kijów czy Charków

Dla Amerykanów to, czy degradacja pozycji Moskwy zostanie dokonana za pomocą przelania krwi ukraińskiej czy polskiej – jest drugorzędne. Chodzi o długotrwałe związanie Rosji tak, by nie była w stanie wspomóc Chin przeciwko USA za lat kilka w walce o żywotny interes Waszyngtonu. To dlatego tak wiele własnej wiarygodności i pieniędzy rzucono dziś na stół. I dlatego Warszawa będzie musiała wytrzymać ewentualną próbę wymuszenia ze strony sojusznika, żądającego wysłania żołnierzy polskich za granicę. Niekoniecznie musi to oznaczać wprost ekspediowanie Polaków na front w Donbasie. Może to być przecież np. rozmieszczenie Polaków wzdłuż drogi Chełm-Sarny, albo pomoc w szkoleniu jednostek ukraińskich, by stworzyć poniżej „progu art. 5” niepewność po stronie rosyjskiej co do możliwej reakcji NATO w razie ataku na biało-czerwone oddziały. Manewr taki pozwalałby Amerykanom wciąż na zarządzanie eskalacją (atak na przebywających na Ukrainie Polaków nie byłby atakiem na NATO), przy jednoczesnym umożliwieniu Ukrainie zabezpieczenia flanki i koncentracji na walkach na wschodzie kraju.

Trzeba rozważyć, czy to czasem nie Stany ryzykują dziś, po 8 miesiącach wojny, więcej niż Polska, gdyby Ukraina przegrała. Rosja jest osłabiona i możliwość jej ataku na Polskę maleje. Polska swe cele częściowo osiągnęła. Jest to istotna zmiana w stosunku do marca 2022, gdy zagrożenie dla Polski było istotne, a zejście państwa ukraińskiego do podziemia i walka partyzancka pozwalałyby Waszyngtonowi realizować swe cele. Amerykańską walutą jest wiarygodność sojusznicza, której utrata byłaby kamieniem poruszającym chińską lawinę. Dlatego w razie sugestii wejścia Polski do wojny, rozważyć należy asertywną grę – żądanie, by amerykańscy chłopcy wspólnie z polskimi wyruszyli pod Kijów czy Charków, asekurując się jednocześnie w Warszawie przed potencjalną prowokacją białoruską. San i Bug bowiem niczym Rubikon powodują, że polskie i amerykańskie interesy stają się rozbieżne od chwili, gdy polskie wojsko samo przekracza linię rzek. Gdyby Polska weszła do wojny sama, to celem politycznym Warszawy powinno być, jak najszybsze i przy jak najmniejszych stratach, złamanie kręgosłupa Moskwy, by ta już nigdy nie powstała. Amerykańskim – by tylko krwawiła jak najdłużej.

Gdyby do tego doszło, nie liczmy też ani na Paryż, ani na Berlin. Będziemy niestety Warszawy i Gdańska bronić sami. Nad Sekwaną czy Renem brak jest rodzinnych doświadczeń Sybiru czy Łubianki, można z bezpiecznej odległości dyskutować o prawach człowieka i demokracji. Wojna ukazała też, że próżno dziś we Francji czy Niemczech szukać bojowego ducha, którego uosabia porucznik Lavilhaud. Uważam, że ten pomijany chyba w debacie element jest przyczyną, dla której trudno sobie wyobrazić Germanów lub Galów w okopach pod Brześciem. Coś, co było widać 80 lat temu u obrońców Eben-Emael, którzy umieli strzelać, ale nie umieli walczyć, dziś jest widoczne w sposób jaskrawy i powoduje, że we Francji nie byłoby Batalionu Azow. To inne DNA. Żaden demokratyczny przywódca nie podejmie więc decyzji stojącej w tak skrajnej sprzeczności ze społecznymi emocjami, czego wyrazem jest niedawna wypowiedź Emmanuela Macrona, którą niektórzy traktują jako „zielone światło” do nuklearnego ataku na Ukrainę. Jest to przyczyna może nawet bardziej ważka, niż istotne oczywiście względy geopolityczne czy gospodarcze. Kilkadziesiąt lat pokoju i ideologii „ciepłej wody w kranie” sformatowało myślenie społeczeństw na zachód od Łaby. Ważniejsza od potencjalnej utraty wolności jest inflacja, która powoduje, że trzeba wybrać gorsze wino do obiadu. Starożytny Rzym też nie upadł, ze względu na brak militarnych zdolności, ale dlatego, że nikomu nie chciało się już za niego walczyć.

We Francji nie byłoby Batalionu Azow. To inne DNA

Ciesząc się z odzyskania Chersonia, wspomnijmy znów O. Arestowicza, cytowanego przez M. Budzisza, który twierdzi, że po zawarciu „pokoju”, kolejna wojna z Rosją będzie za ok. 10 lat. Musimy się połączyć, aby ją wygrać. Najważniejsze pozostaje zatem pytanie o hierarchię wartości. Co jest dla nas wyższym dobrem? Czy „jedna jest dobra rzecz na świecie – indywidualne istnienie w dostatecznych warunkach materialnych: zjeść, poczytać, pogwajdlić, pokierdasić i pójść spać”? Czy może: „powiedzcie babci, że zachowałam się, jak trzeba”. Z tym filozoficznym pytaniem o sens będzie być może, niestety, musiał mierzyć się już niebawem każdy z nas. Warto przy tym pamiętać, że „wolność jest niezwykle cenną wartością, za którą trzeba płacić wysoką cenę”.

radca prawny, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, doktor nauk prawnych (Uniwersytet Śląski w Katowicach), zarządzający funduszami nieruchomości, CCIM (Certified Commercial Investment Member), przedsiębiorca. Onegdaj reprezentant Polski U-16 w piłce nożnej. Dziś uprawia triathlon i biegi górskie.

Komentarze

4 odpowiedzi na “Czy będziemy musieli walczyć? Warszawę może czekać trudna próba”

  1. PI Grembowicz pisze:

    Tak.
    Jak zwykle i zawsze, Polska/Rzeczpospolita jest i była sama, osamotniona (nawet z Litwą), dobrze że wolna (nie licząc tzw. UE Niemiec i Francji).
    I tak też zostanie, będzie.
    Tutaj takich cudów nie ma.
    Walka, jeśli już, to gospodarcza, finansowa, ekonomiczna – XXI wiek!
    “Dla wszystkich nas”!

  2. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy pisze:

    Moim zdaniem wojna w Ukrainie potrwa wiele lat [bo USA limituje dostawy dla Ukrainy na tyle, żeby nie przegrała, a nie da tyle, by wygrała] – a rozstrzygnie się dopiero w latach 30-tych. Bardziej prawdopodobne od uderzenia w Polskę jest uderzenie PRZEDTEM Rosji w Finlandię. Granica 1340 km nie do obrony przy skromnym wojsku Finlandii [bo 200 tys. zmobilizowanych jest w 30 dni – ale stany pokojowe są absolutnie niewystarczające] – idealne warunki np. do przesuwania granic i wpierania, że są niezmienione…. itp. Czy innych działań, od hybrydowych i “podprogowych” – w końcu po pełnoskalowe. Przyczyna ataku? – rozbicie najsłabszego elementu NORDEFCO i uderzenie w NATO. Cel: wymuszenie ponownej finlandyzacji…Finlandii – czyli uzyskanie przez Kreml “wolnej drogi” z Zatoki Fińskiej dla Floty Bałtyckiej – i wymuszenie “demilitaryzacji” Finlandii do poziomu, który Kreml uzna za niezagrażający najważniejszej strategicznej bazie FR – czyli Siewieromorskowi. Bo zerwanie z finlandyzacją, akcesja do NATO [razem ze Szwecją – co tworzy oparcie dla Finlandii], decyzja zakupu 64 myśliwców stealth F-35A [traktowanych przez Kreml jako uderzeniowe], dużego pakietu uzbrojenia precyzyjnego dalekiego zasięgu [lotniczego – ale także dla lądowych MLRS], program “Squadron2000”, 96 ciężkich armatohaubic samobieżnych K9, czy wreszcie całkowicie suwerenny program jądrowy Finlandii [na własnym uranie – własnym przemysłem Yellow Cakes] – po zerwaniu kontraktu z Rosatomem i wycofaniu się ze współpracy – to wszystko Kreml traktuje jako “zuchwale” zagrożenie dla Siewieromorska. Tu nawet nie chodzi o uderzenie w NATO [choć to nader ważne] – ile o rozbicie NORDEFCO, które konsekwentnie i niezmiennie jest “antyrosyjskie” i walczy o swoje wpływy w Arktyce – i to od powstania NORDEFCO w 2009 – czyli jeszcze z czasów “resetu” Obama-Putin. No i zmuszenie Finlandii do wyjścia z NATO i z NORDEFCO – dawałoby ponownie Bałtów “na widelcu” szantażu strategicznego Kremla… Patrząc szerzej – dla Kremla zagrożeniem jest całe NORDEFCO z UK na “froncie” GIUK/Arktyki – około 2028 Norwegowie będą mieli 52 F-35A, Duńczycy 27 F-35A, a od tego roku bardzo szybko zacznie przyrastać liczba fińskich F-35A – aż do owych 64 sztuk. Wojna w Ukrainie pokazała dysproporcję sprzętu zachodniego do rosyjskiego – a to oznacza, że Kreml będzie raczej przeszacowywał, niż lekceważył potencjał Skandynawów. Ba – nawet szwedzkie JAS39 Gripen E [min 60 sztuk, na dodatek Szwedzi zostawiają w linii starsze wersje C/D] będą oceniane jako lepsze od rosyjskich. W dodatku głębią strategiczną NORDEFCO – ściśle powiązaną z GIUK – jest UK – oraz…II Flota US Navy. UK w 2028 będzie miała ca 60-80 F-35B [i dwie grupy lotniskowcowe] – w razie potrzeby US Navy z Nimitzów i Fordów wystawi ca 100 F-35C/F-18 E/F – a obie floty – atomowe “szturmowce” i “boomery” dla zbalansowania Floty Północnej. Z punktu widzenia Kremla na północy w ciągu 6-7, najdalej 8-9 lat, powstanie krytyczna dla Rosji PRZEWAGA uderzeniowa Zachodu – i zagrożenie dla “bastionu” Floty Północnej – który przecież stanowi “perłę w koronie” rosyjskich sił strategicznych. Walka powietrzno-morska odpada – Rosja na to jest zbyt słaba. Pozostaje szybka wojna lądowa skupiona na Finlandii – i szybkie przejście do rozmów pokojowych przed zebraniem się kontry reszty NORDEFCO z UK/USA. Czyli wymuszenie ustępstw politycznych – z “marchewką” powrotu do stanu sprzed wojny – ale już za cenę [nominalnie “niewielką” względem ryzyka i kosztów kontynuowania wojny] Finlandii poza blokami NATO i NORDEFCO. Jest to teoretycznie odległe przewidywanie – moim zdaniem jednak strukturalnie konflikt na 99% – i na 90% taki “schemat” strukturalny ataku i planu pokojowego. Tyle, że moim zdaniem ta druga faza [propozycja pokojowa Kremla] nie doprowadzi do złamania się Finlandii i do podpisania dyktatu wymuszonego pokoju przez Kreml – tylko do kontrakcji całego NORDEFCO z UK/USA. Bo gra idzie dla NORDEFCO i Anglosasów o Arktykę – chodzi nie tylko o bogactwa naturalne – najbardziej o geostrategiczną Strefę Seversky’ego – kto ją kontroluje i ma przewagę – ten decyduje o przewadze projekcji siły strategicznej między kontynentami Azji i Ameryki Płn. Rosji nie uda się izolować konfliktu – bo ten będzie w istocie tyczył Arktyki – i rywalizacji USA względem Chin [ z Rosją w “pakiecie”]. Pisane teraz – wydaje się fantastyczne. Myślę, że będzie to oczywiste za 8-10 lat, gdy rywalizacja o Arktykę wzrośnie [także ze strony Chin – które pod płaszczykiem “wolności żeglugi” Arktycznego Jedwabnego Szlaku, będą się po 2030 “na twardo” gotowały powoli swoimi nowymi szturmowcami atomowymi i “boomerami” [klasy 095/096] do rywalizacji z US Navy o kontrolę Strefy Seversky’ego]. Sumując: przewiduję na 99% atak lądowy Rosji [przed 2035, a możliwe nawet, że przed 2030] na Finlandię z politycznym celem wyrwania jej z NATO i NORDEFCO – który jednak [wbrew planowi Kremla] rozleje się z konfliktu izolowanego do kontry NORDEFCO wraz z UK i US Navy – na 90% z finalną klęską Rosji na północy. Ze względu na pełnoskalowe i zapewne bezpośrednie zaangażowanie USA/UK – Rosja nie będzie mogła użyć broni jądrowej wg doktryny “deeskalacyjnej”. Zapewne terytorialnie wróci status quo ante [bellum] – natomiast Rosja poniesie klęskę militarną mimo użycia najnowszego sprzętu [i to w ramach zreformowanej wojną ukraińską armii rosyjskiej] – i poniesie bez porównania większe straty wizerunkowe oraz utratę wpływów i pozycji w świecie – z krytycznymi reperkusjami wewnętrznymi. Cóż – radzę zapamiętać ten scenariusz – czas wszystko zweryfikuje… Dla Polski to Finlandia jest “punktem przejęcia” uderzenia Rosji na Wschodniej Flance NATO – oczywiście przy realizacji obecnych planów modernizacji sprzętowej WP i [co ważniejsze – a na razie lekceważone, czy wręcz niedostrzegane przez MON] – przy krytycznej i realistycznej reorganizacji WP na bazie doświadczeń wojny w Ukrainie… Osobna rzecz to przejście Kremla do odmrożenia tlącej się wojny w Ukrainie – i postawienie wszystkiego na przysłowiowa “jedną kartę” wg kalkulacji “nie mamy nic do stracenia – a wszystko do zyskania” – bo zwycięska wojna przyćmi klęskę na północy. DOPIERO WTEDY moim zdaniem Polska będzie zmuszona wejść [w krytycznej sytuacji] do wojny w Ukrainie – a jeżeli dobrze się przygotujemy [i przy wsparciu logistyczno-lotniczym USA/UK i części NATO] – los Ukrainy i Polski rozstrzygnie się na naszą korzyść – zapewne na przedpolach Kijowa…. Ten scenariusz szacuję na ca 80% – ale czas pokaże i zweryfikuje – więc ew. krytykom i widzącym inne opcje radzę z góry [nie wchodząc w polemikę] tak czy inaczej modernizować państwo i WP – przynajmniej wg dobrej zasady “Si vis pacem para bellum”… Bo wtedy unikniemy ataku, natomiast będziemy mieli zasoby do aktywnej obrony naszego bufora – a decyzja o wejściu w Ukrainę będzie w naszych rękach… Myślę, że przy podobnym schemacie gotowości sił strategicznych USA i UK [jak w przewidywanej “wojnie fińskiej] – i przy twardym “NIE dla atomu” ze strony Chin i Indii – Rosja nie użyje atomu. A nawet brak definitywnej klęski Rosji w Ukrainie i sytuacja “remisu” – i tak oznaczałaby przekreślenie planów ofensywnych Rosji względem Polski – w ostatnim oknie czasowym, w którym Rosja byłaby JESZCZE w stanie to zrobić. Nawet taki wynik byłby dobry dla Polski – bo moim zdaniem osłabiona Rosja musiałaby już myśleć o sytuacji wewnętrznej – i Chinach jako chętnym na rosyjska Syberię i Arktykę – a WTEDY – po rewolucji generacyjnej RMA – zapóźniony technologicznie niedźwiedź będzie miał spróchniałe rakietowo-atomowe kły – zwłaszcza względem strategicznego Wielkiego Energetyczno-Laserowego Muru Chin….co teraz jest s-f, ale po 2035 będzie realem.

  3. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy pisze:

    Dla laików informacja – Rosja do 2028 zamierza wyprodukować zaledwie 78 Su-57 stealth [teoretycznie 5 generacji] – i to w konfiguracji z “pomostowymi” silnikami i przejściową elektronika i wyposażeniem – oceniane w tej postaci jako gorsze od F-35. Dlatego koncentracja pod koniec dekady na północy takiej liczby operacyjnych F-35A/B/C NORDEFCO+RN+USN [ca 200-250 sztuk] będzie traktowane jako nieakceptowalna nierównowaga o charakterze strategicznym. Gdyż F-35 wszelkich wersji jest traktowany jako maszyna uderzeniowa do forsowania A2/AD – oczywiście we wpięciu sieciocentrycznym C5ISTAR/EW – z rojami dronów, z “lojalnymi skrzydłowymi” – i z całym zestawem broni precyzyjnych dalszego zasięgu. A dla Rosji “bastion” A2/AD przykrywający Siewieromorsk jest kluczowy dla funkcjonowania rosyjskich sił strategicznych ich “boomerów” – czyli samego jądra siły Rosji.

  4. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy pisze:

    Dodatkowo Finlandia dysponuje lądowymi systemami rakietowymi MLRS, do których – po doświadczeniach wojny ukraińskiej – zakupiła spory pakiet amunicji precyzyjnej. W przypadku dokupienia dodatkowych systemów MLRS/HIMARS – a co ważniejsze, w razie zakupu do nich w przyszłości pocisków dalszego zasięgu [kilka opcji/bloków rozwojowych od 500do 800, nawet 1000 km – program PrSM] – np. pod koniec dekady – może być dla Kremla “kroplą przelewającą czarę….nieufności”. Więcej – w Europie to Finlandia i Polska zakupiły pociski manewrujące JASSM [my do F-16 – oni do obecnie posiadanych F-18]. Zapewne część z fińskich Hornetów zostanie w linii [a część zostanie uziemiona jako baza części do kanibalizacji] – przynajmniej jako nosiciele dla JASSM [JASSM/ER?]. Czyli podobny model jak Szwecja – która nową generację Gripenów E uzupełni pozostawionymi częściowo w linii starszymi Gripenami [C/D] z lat 90-tych… Dokładając “aktywów” – UK ma przecież w linii 147 Typhoon’ów – czyli generacji “4+” – które pewnie będą w większości modernizowane po 2025 do Tranche 4 – moim zdaniem przewyższającym i Su-57 i oczywiście Su-35S. A USA z UK już robiły ćwiczenia z użyciem atomowców podwodnych [USN i RN] czy lotniskowców – i to za kołem podbiegunowym – po tym, jak w 2018 odtworzono przecież II Flotę US Navy – która przedtem za Obamy w ramach “resetu” z Kremlem była zlikwidowana w 2011… przywrócenie II Floty US Navy i wspólne ćwiczenia “capital ships” za kołem podbiegunowym oznacza przywrócenie nie tylko blokady GIUK – przede wszystkim postępującą konfrontację o Arktykę…a to tworzy strukturalnie północną “stefę zgniotu” – z Finlandią jako “zderzakiem”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz