Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Co się dzieje z polską wsią?

W zeszłym roku kilogram jabłek kosztował do 50 groszy, niektórzy sprzedawali za 10. Wielu producentów nawet nie zerwie tych jabłek, bo im się to nie opłaca

Z raportu Polska Wieś 2018” wynika, że od kilkunastu lat w Polsce rośnie liczba ludności wiejskiej, a do tego wieś upodabnia się do miasta. Skąd te tendencje?

Patrząc rok do roku, nie jest bardzo silny trend, ale niewątpliwie zauważalny. W porównaniu do lat po transformacji, mamy na wsi o milion więcej mieszkańców. W tej chwili ludność wiejską szacuje się na około 15 milionów. Co do upodabniania się wsi do miasta, rzeczywiście mamy do czynienia z widoczną urbanizacją terenów wiejskich. Ta urbanizacja jest widoczna w kilku wymiarach. Po pierwsze: demografia. Na wsi spada dzietność. Kiedyś wiejskie gospodarstwa to była trójka dzieci i więcej. Teraz ta liczba jest praktycznie taka sama jak w mieście.  Dzietność na wsi wynosi 1,49, podczas gdy w mieście 1,42, na początku lat dziewięćdziesiątych na wsi wynosiła 2,58, a w mieście 1,72. Gdyby jednak porównać z rokiem 2000, to nastąpił niewielki, aczkolwiek zauważalny wzrost tego współczynnika.

Jeśli poziom życia rozumiemy przez pryzmat dochodowy, to na wsi wciąż jest gorzej niż w mieście.Warto jednak też zauważyć, że w porównaniu z małymi miasteczkami, ubóstwo dochodowe na wsi jest wyższe, ale równowaga dochodowa jest niższa w miasteczkach

Dlaczego?

Przede wszystkim wygoda i dążenie do większego komfortu połączonego z poprawą jakości życia. Ale też wynika to z porównywania się do innych grup. Kiedyś na wsi porównywaliśmy się do innych rodzin wiejskich, teraz porównujemy się do rodzin miejskich. To porównywanie się odbywa się w różnych wymiarach, ale najważniejszy wydaje się wymiar zaspokojenia potrzeb materialnych. Nie potrzeba też już rąk do pracy w rolnictwie. I tak mamy tam do czynienia z przerostem zatrudnienia.

Drugi wymiar upodabniania się wsi do miasta to…

Ekonomiczny. Coraz mniejsze znaczenie ma rolnictwo. Ludzie odchodzą od rolnictwa, przede wszystkim do usług, działalności okołorolniczej, wieś staje się wielofunkcyjna. Następuje dezagraryzacja. I znów, czemu? Bo rolnictwo mniej się opłaca niż inna działalność i potrzebuje coraz mniej rąk do pracy. Jest coraz bardziej zmechanizowane i specjalistyczne. I trzeci wymiar, społeczny. Wieś nie jest już tylko rolnicza. Jest w coraz większym stopniu miejscem zamieszkania, miejscem odpoczynku, usług, rekreacji, turystyki. Ludzie pracujący w miastach poszukują na wsiach wypoczynku, spokoju. Jednak, co ważne, zamieszkując w strefach podmiejskich i wiejskich, nie przyjmują postaw wiejskich. To wieś zaczyna przyjmować przyniesione przez nich postawy miejskie.

Do tego dochodzi rozwój infrastruktury, łatwiejszy dojazd do miast, w których można znaleźć pracę, powstawanie stref przemysłowych, likwidowanie szkół na wsi, co skutkuje tym, że młodzież musi codziennie dojeżdżać do miast, a tym samym ich grupą asocjacyjną staje się młodzież z miast.

Dane mówią też o tym, że poziom życia mieszkańców wsi nie odbiega znacząco od poziomu życia mieszkańców mniejszych miast. To cała prawda?

Zależy jak na to spojrzeć. Jeśli poziom życia rozumiemy przez pryzmat dochodowy, to na wsi wciąż jest gorzej niż w mieście. Jednak warto też zauważyć, że w porównaniu z małymi miasteczkami, ubóstwo dochodowe na wsi jest wyższe, ale równowaga dochodowa jest niższa w miasteczkach. Dlaczego tak jest? Myślę, że to wynika z mimo wszystko mniejszych oczekiwań ludności wiejskiej i jej większych umiejętności dostosowywania się do warunków.

A wieś dzisiaj jest bogatsza od tej wsi sprzed 10 lat?

Znów, to zależy – nawet nie tyle od województwa, ale od konkretnego miejsca w danym województwie. Lepiej jest tam, gdzie wsie są dobrze skomunikowane z miastami. Jakość życia jest tam zasadniczo wyższa, ale niestety wciąż są grupy społeczne żyjące w skrajnym ubóstwie. Zgodnie z danymi GUS, skrajne ubóstwo, ubóstwo relatywne i ubóstwo ustawowe w 2008 i 2018 roku były de facto na tym samym poziomie. Dwa-trzy lata temu te wskaźniki zaczęły spadać – do około 4,3% w 2017, ale teraz znowu jest ponad 5,4% skrajnie ubogich. To są dane ogólne, dla całego kraju – a gdybyśmy spojrzeli tylko na obszary wiejskie to skrajnie ubogich jest jeszcze więcej – aż 9,4%. W 2017 r. to było 7%. Jednocześnie co 9 rolnik żyje w skrajnej biedzie.

Co się stało?

Nie chcę nadmiernie uprościć i wyjść na przeciwnika 500+, bo wiele rodzin poprawiło dzięki temu programowi swoją sytuację ekonomiczną – zakupiły środki trwałe, wymieniły meble, kupiły nowe rzeczy, samochód, zaczęli wyjeżdżać na wakacje. No, ale na rynku pojawiło się więcej środków, więc zaczęła rosnąć inflacja. Za te same pieniądze można kupić mniej. Niestety napływ środków do gospodarki niweluje efekt dodatkowych pieniędzy, które gospodarstwa domowe otrzymują.

Czyli 500+ zadziałało, ale na krótko?

Niewykluczone, że to inne grupy społeczne spadły poniżej progu ubóstwa. Nie badałem tego dokładnie i ciężko powiedzieć definitywnie, co mogło się stać w tych ostatnich latach. Z moich wcześniejszych badań mogłoby wynikać, że ci, którzy otrzymali 500+, opuścili próg ubóstwa, ale za to ci, którzy nie otrzymują takiego wsparcia – bezdzietni, z dorosłymi dziećmi – spadli poniżej tego progu. Ich sytuacja będzie dalej się pogarszać w sytuacji rosnącej inflacji i realnego spadku wartości pieniądza.

Na polskiej wsi spada bezrobocie. Coraz więcej osób znajduje pracę poza rolnictwem?

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że polska wieś to nie tylko rolnictwo – wieś staje się coraz bardziej wielofunkcyjna i coraz mniej rolnicza. Ale też coraz więcej ludzi mieszkających na wsi znajduje zatrudnienie w miastach i w nowo tworzonych centrach usługowych i przemysłowych, takich jak np. Amazon pod Poznaniem.

Mamy mniejszy areał użytkowanej przez poszczególnych rolników ziemi. Mniejsza powierzchnia gospodarstw powoduje większe zatrudnienie. Większe zatrudnienie to niższe dochody, a do tego niekorzystne rozdrobnienie

I ludzie wolą pracować w Amazonie niż na swoim, w rolnictwie?

Wygląda na to, że tak. W Polsce przeciętne gospodarstwo rolne ma do 10 hektarów, podczas gdy w Czechach to jest 100 hektarów. Najwięcej u nas jest gospodarstw o powierzchni do 5 ha (53% wszystkich). Takie gospodarstwa nie mają szans utrzymać się na rynku. Mają charakter raczej hobbystyczny, produkują tylko na swoje potrzeby i ewentualnie w bardzo niewielkim stopniu na rynek. Nie mogą być konkurencyjnym miejscem pracy. Do tego trzeba mieć świadomość, że w rolnictwie praca ma charakter ciągły. Gospodarstwem trzeba się zajmować bez przerwy, martwić się o plony, ceny, zakup materiału siewnego itd. A praca poza rolnictwem to praca za stałą płacę, w wyznaczonych godzinach. Kończysz zmianę, idziesz do domu, jesteś wolny.

Warto tutaj dodać, że bardzo trudno jest określić prawdziwą skalę zatrudnienia w rolnictwie – z jednej strony mamy bezrobocie ukryte. Według danych każda osoba, która pracowała chociaż godzinę w tygodniu, nie jest już uznawana za bezrobotną. Część pracowników wykonuje pracę zbędną, bez nich gospodarstwo też by sobie poradziło. Takie osoby pracują w rolnictwie, choć wszystkim bardziej opłacałoby się, żeby znalazły pracę gdzie indziej. Z drugiej strony, są w rolnictwie okresy wytężonej pracy, kiedy potrzebna jest pomoc członków gospodarstwa, którzy faktycznie są zatrudnieni poza rolnictwem – wtedy po pracy wracają do gospodarstwa i pomagają reszcie rodziny.

To jaka część ludności wiejskiej to prawdziwi rolnicy?

To jest bardzo trudne pytanie. My do końca nie wiemy, kto to jest rolnik: czy ten, kto posiada ziemię, czy ten kto ją dzierżawi, czy ten, kto pracuje w przedsiębiorstwie rolnym, czy ten, kto bierze dopłaty, czy ten, kto jest ubezpieczony w KRUS. Te obszary wcale nie są tożsame. W badaniach przyjmuje się w pewnym uproszczeniu, że około 10% zasobów pracy utrzymuje się z rolnictwa. To będzie jakieś 2,5 mln osób. Dla porównania, w Unii Europejskiej z rolnictwa utrzymuje się ok. 2% społeczeństwa.

Mówił Pan, że polskie rolnictwo jest rozdrobnione, a przez to nieefektywne i mało konkurencyjne. Czy receptą na ten stan rzeczy nie jest spółdzielczość?

W Polsce mamy problem z tworzeniem się organizacji skupiających producentów rolnych. Jest ich niewiele i same są niewielkie. Każdy konkuruje samodzielnie, co skutkuje tym, że ceny zaczynają spadać i sytuacja tych małych gospodarstw jest jeszcze gorsza.

Skąd ten problem z tworzeniem się spółdzielni?

Moim zdaniem jest to kwestia ograniczonego zaufania. Nie wiem też, czy to nie wynika choćby z odziedziczonego po minionym systemie poczucia, że wolimy pracować na siebie niż na wspólnotę, która jest tworem nieco wyimaginowanym. To chyba kwestia mentalności, tej budowanej już na etapie szkoły podstawowej, gdzie ludzi nie uczy się pracy zespołowej, tylko indywidualizmu.

Podobno na obszarach wiejskich jest bardzo duża skala zaangażowania obywatelskiego. W ramach takiej aktywności chyba powinno się budować wzajemne zaufanie.

To jest inna działalność. To są głównie koła gospodyń wiejskich, ochotnicze straże pożarne. To są różne grupy. Te osoby, które się zrzeszają na ogół nie pracują już zarobkowo. One zrzeszają się po to, żeby spędzać razem czas. To nie jest działalność dla zysku.

Czyli dopóki pracują zarobkowo, to nie chcą się zrzeszać. A jak przestają pracować, to nagle mają chęć do współpracy.

Nie wiem, dlaczego tak jest. Działalność spółdzielcza w Polsce jest ciągle w powijakach, mimo niesłychanie wielkich tradycji w tym zakresie. Mam nadzieję, że to się będzie zmieniać.

Jak wypada polski rolnik w porównaniu z tym z Europy Zachodniej?

Siłą rzeczy u nas musi być gorzej. Mamy mniejszy areał użytkowanej przez poszczególnych rolników ziemi. Mniejsza powierzchnia gospodarstw powoduje większe zatrudnienie. Większe zatrudnienie to niższe dochody, a do tego niekorzystne rozdrobnienie. Nawet większe gospodarstwa składają się z wielu działek, co zwiększa koszty działalności. Dopłaty z Unii są nadal niższe niż średnio w UE. Dochodzi do tego ograniczony handel ziemią. Ciężko jest zwiększać areał, trudno się rozwijać. Niskie są ceny zbytu. W zeszłym roku kilogram jabłek kosztował do 50 groszy, niektórzy sprzedawali jabłka za 10 groszy, kapustę za 15 groszy, ziemniaki za 20 groszy… Wielu producentów nawet nie zerwie tych jabłek, bo im się to nie opłaca. Z badań wynika, że 90% rolników uważa, że produkcja im się nie opłaca.

A dlaczego na Zachodzie są duże gospodarstwa, a u nas małe? Skoro wiadomo, że to źle wpływa na sytuację polskich rolników...

Polityka państwa. Najpierw po wojnie: nie pozwalano na tworzenie się dużych gospodarstw rolnych – żeby ludność nie migrowała do miast, żeby zostawała w swoich gospodarstwach i wytwarzała tyle, żeby po prostu istnieć. Dużo małych gospodarstw gwarantowało, że podstawowe potrzeby ludzi były zaspokojone, w niewielkim stopniu, niemniej jednak nie obciążały budżetu państwa z tytułu pomocy społecznej.

Skąd ta polityka? Jakie są z tego korzyści?

No, ja dla rolników nie widzę żadnych. Patrząc z perspektywy państwa: te małe gospodarstwa mogą się po prostu utrzymać na niskim, ale jakimś poziomie. Nie narażają państwa np. na wypłacanie zasiłków. No i jeszcze tworzona jest narracja, że nie możemy oddawać polskiej ziemi w obce ręce.

A co by się stało, jakby skumulować te małe gospodarstwa i potworzyć wielkie, takie które opłaca się prowadzić?

To nie może się tak nagle wydarzyć, to musi się dziać stopniowo. Tę siłę pracy rolników trzeba uwalniać stopniowo. Gospodarstwa powoli się powiększają, a rynek powoli absorbuje tych rolników, którzy tracą pracę lub sami chcą ją zmienić.

Ile osób by straciło pracę, gdyby z dnia na dzień skumulować małe gospodarstwa?

Gdyby tak z dnia na dzień? Z 10% zatrudnionych w rolnictwie doszlibyśmy do 2%, czyli średniego poziomu dla Unii Europejskiej, czyli pracę straciłoby około 1,5-2 milionów ludzi. Ale to jest niemożliwe, nie może się wydarzyć. Zmiana musi przebiegać powoli – ewolucja, a nie rewolucja.

Zarówno dla rolników, jak i dla osób, które rolnictwo opuszczą, to jest co do zasady dobry kierunek – ale pod warunkiem, że ludzie nabywają nowe kompetencje, pozyskują nowe umiejętności, tworzą nowe miejsca pracy albo znajdują pracę.

Ten cały proces, nawet powolny i stopniowy, jest w ogóle możliwy w obecnym stanie prawnym?

No, nie. Możliwości zakupu ziemi i zwiększania areału są bardzo ograniczone. To się nie wydarzy w obecnych warunkach.

To co z tym rolnictwem zrobić? Żeby chronić małych, ale nie szkodzić długofalowo wszystkim?

Taki proces musiałby się odbywać przez zachęty, nie przeprowadzi się tego ustawą. Musimy zachęcać rolników do poszukiwania nowych miejsc pracy, a nie nakazywać im. Oni muszą widzieć korzyść w pracy poza rolnictwem.

Ostatecznie nie jest chyba pod tym względem tak źle. Coraz większej liczbie osób udaje się znaleźć inną pracę, z biegiem lat być może uda się przetransferować większość zbędnych pracowników do innych sektorów gospodarki. Jakie Pana zdaniem są perspektywy polskiego rolnictwa?

Jak każdy inny sektor, rolnictwo też musi się zmieniać. Musi szukać nisz rynkowych, modernizować się, dostarczać zarówno ekologicznych produktów wysokiej jakości jak i taniej, konwencjonalnej żywności. Trzeba szukać innowacyjnych rozwiązań, bezpiecznych dla środowiska, ale zaspokajających zapotrzebowanie ludności, stawiać na lokalność, bo innowacyjność musi być lokalna, jej nie da się tworzyć hurtowo.

Podejrzewam, że póki będzie funkcjonować wspólna polityka rolna i będzie się opłacało mieć nawet małe gospodarstwa, to dużych zmian nie będzie. Od kilku lat areał stopniowo, powoli rośnie, ale te zmiany zachodzą zbyt wolno

Ok, rozumiem, że tak powinno być. Ale jak będzie?

Podejrzewam, że póki będzie funkcjonować wspólna polityka rolna i będzie się opłacało mieć nawet małe gospodarstwa, to dużych zmian nie będzie. Od kilku lat areał stopniowo, powoli rośnie, ale te zmiany zachodzą zbyt wolno. Jednak z drugiej strony, skoro rolnicy widzą, że ich produkcja jest coraz mniej opłacalna, będą dążyli do jakichś zmian. W Polsce produktywność rolnictwa jest o 40% niższa niż w UE. Musimy ich dogonić, a dystans jest ciągle wielki. Ale pamiętajmy, że nasze produkty są bardzo wysokiej jakości i jeśli stworzy się odpowiednie warunki, to dystans można będzie nadrobić.

To dogonimy ich czy nie?

Ciągle zmniejszamy dystans, odległość jest oczywiście widoczna, ale nie poddajemy się. W latach 2004-2018 w dofinansowaniach z Polityki Spójności otrzymaliśmy ponad 90 mld euro, z dopłat bezpośrednich w ramach Wspólnej Polityki Rolnej – ponad 30 mld, z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich – 17 mld. Otrzymujemy tak znaczące kwoty, że zmiany muszą zachodzić i oczywiście zachodzą.
Wiemy już, że w kolejnej perspektywie budżetowej środków dla nas będzie mniej, ale paradoksalnie to może lepiej: bo skoro dostajemy relatywnie mniej, to znaczy, że jest u nas coraz lepiej. W rankingu krajów, które potrzebują pomocy, przesuwamy się nieco w dół – skracamy dystans do średniej europejskiej.

ekonomista, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, profesor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN, specjalista od spraw ubóstwa i poziomu życia na obszarach wiejskich, wykładowca akademicki, ekspert Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej
Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Co się dzieje z polską wsią?”

  1. Leszek19 pisze:

    Ze smutkiem przeczytałem na końcu artykułu notkę, że p. dr habilitowany jest specjalistą od ubóstwa na wsi. Na zbyt wiele bardziej szczegółowych pytań padła odpowiedź nie wiem. a tak naprawdę to byłyby najciekwsze odpowiedzi. To co jest zawarte w tekście jest bardzo ogólne – w zasadzie ja bym intuicyjnie udzielał tych samych odpowiedzi a nie zajmuję się tym zawodowo tylko czasami nadstawiam ucha

  2. RafalArtur pisze:

    Lepiej jak zamiast uprawiać paskudne jabłka, wezmą się za hodowlę bydła mięsnego. Kuchnia amerykańska robi się coraz bardziej popularna w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz