Chińska flota zielonych wód

Aktualności,

W ciągu ostatnich dwudziestu lat Marynarka Wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (MWChALW) przeszła radykalne zmiany. Jeszcze pod koniec lat 90. była to typowa flota „brązowych wód”, której głównymi zadaniami były obrona własnych wybrzeży oraz inwazja na Tajwan. Na początku XXI w. trwający już dwie dekady nieprzerwany rozwój ekonomiczny dał środki finansowe i techniczne na budowę większych i nowocześniejszych okrętów. Również rosnące interesy zagraniczne Chin dały bodziec do uzyskania możliwości ich lepszej obrony czy w ogóle zdobycia zdolności do projekcji siły na odległych obszarach. Nie bez znaczenia są także ambicje decydentów oraz admirałów. Punktem zwrotnym był rok 2011 i „Arabska Wiosna”. Marynarka wojenna okazała się wtedy niezdolna do ewakuacji chińskich obywateli z ogarniętych chaosem Jemenu i Libii. O pomoc trzeba było prosić Amerykanów i Francuzów, co zostało potraktowane przez przywództwo Chin, ale także przez wielu zwykłych obywateli, jako upokorzenie. Lekcja została odrobiona, ale do realizacji wyciągniętych wniosków Chińczycy zawsze przygotowują się metodycznie, dlatego odpowiednie decyzje zostały podjęte dopiero w ostatnich miesiącach, o czym dalej.

Zmiana doktryny

Pierwszym krokiem podjętym jeszcze na początku nowego stulecia było opracowanie planu rozbudowy, modernizacji i zmiany doktryny floty. Inspiracją dla chińskich planistów był sekretarz stanu USA z lat 50. John Foster Dulles. Jeszcze w 1951 r. opracował on koncepcję “łańcuchów wysp” oddzielających kontynent azjatycki, a tym samym Związek Radziecki i Chiny, od otwartych wód Pacyfiku. „Pierwszy łańcuch wysp” tworzą Kuryle, Wyspy Japońskie, Tajwan, Filipiny i zachodni brzeg Borneo. Wyznaczony w ten sposób obszar obejmuje akweny bezpośrednio przylegające do chińskich wybrzeży, na których położone są sporne archipelagi Senaku, Spratly i Paracele. „Drugi łańcuch wysp” jest różnie interpretowany, ale zwykle zaczyna się od Wysp Bonin i kończy Nową Gwineą. Wreszcie „trzeci łańcuch wysp” biegnie od Aleutów na północy po wyspy Oceanii na południu, z centralnym punktem na Hawajach.

Lotniskowce są dzisiaj głównym atrybutem mocarstwowości, umożliwiają projekcję siły w dowolnym zakątku świata i stanowią jądro dużych zespołów operacyjnych każdej liczącej się floty

Pierwotnie chińskie plany przewidywały na lata 2002–2010 stworzenie floty „zielonych wód”, zdolnej do operowania na akwenach ograniczonych przez „pierwszy łańcuch wysp”. Druga faza planowana na lata 2010–2020 zakładała rozszerzenie akwenu operacyjnego po „drugi łańcuch wysp” i wreszcie po roku 2020 – stworzenie floty „błękitnych wód” i wyjście na otwarte wody Pacyfiku. Plany okazały się jednak zbyt ambitne. MWChALW jest już wprawdzie flotą „zielonych wód”, ale jej okręty rzadko wypływają poza „pierwszy łańcuch wysp”. Plany na przestrzeni lat z pewnością ulegały zmianom. Wyraźnie widać położenie nacisku na stworzenie strefy A2/AD (anti access/area deny) na Morzu Wschodnio- i Południowochińskim, a tym samym ograniczenie zdolności operacyjnych US Navy i marynarki japońskiej na tych wodach. Pojawiły się także doniesienia, że powstanie sprawnej floty „błękitnych wód” planowane jest dopiero na okres po roku 2030. Ta kompleksowa doktryna jest intensywnie promowana wśród rządzących jako strategia yuanyang fangyu – dalekomorska defensywa, zakładająca rozwój floty oceanicznej.

Upośledzony członek Rady Bezpieczeństwa ONZ

Lotniskowce są dzisiaj głównym atrybutem mocarstwowości, umożliwiają projekcję siły w dowolnym zakątku świata i stanowią jądro dużych zespołów operacyjnych każdej liczącej się floty. Swego czasu popularny w Chinach argument na rzecz posiadania okrętów tej klasy przypominał, że ChRL jest jedynym stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, nieposiadającym lotniskowców. Czasy się zmieniają i Chiny swój lotniskowiec już mają, a rolę „lotniskowcowo upośledzonego” stałego członka RB jeszcze przez kilka lat pełnić będzie Wielka Brytania. Były i są jednak także inne argumenty. Okręty lotnicze posiadają regionalni rywale Chin, z którymi łatwiej się mierzyć niż z USA. Indie mają obecnie jeden lotniskowiec, ale w następnej dekadzie do służby mają wejść aż cztery okręty średniej wielkości. Również Japonia posiada cztery niszczyciele, które na dobrą sprawę można potraktować jako śmigłowcowce lub nawet lekkie lotniskowce. Japońskie okręty nie przenoszą wprawdzie samolotów, ale bez większych problemów mogą przyjąć na pokład amerykańskie eskadry wyposażone w F-35B.

Pierwszy chiński lotniskowiec wszedł do służby 25 września 2012 r. Dowództwo MWChALW od samego początku podkreślało, że Liaoning jest traktowany jako jednostka szkolna, która ma posłużyć do opracowania procedur i koncepcji operacyjnych oraz wyszkolenia załóg i lotników, a prawdziwym „bojowym” okrętem będzie dopiero następny lotniskowiec. Faktycznie Liaoning rzadko wypuszcza się poza Morze Żółte, na Morzu Południowochińskim gościł w ciągu pięciu lat ledwie dwa razy, a poza „pierwszy łańcuch wysp” wypuścił się tylko raz, opływając Tajwan od wschodu. Póki co również skrzydło lotnicze jest skromniejsze niż w US Navy. Najczęstszy zestaw statków powietrznych przenoszonych przez pierwszy chiński lotniskowiec składa się z 24 myśliwców J-15 oraz 12 śmigłowców.

Liczba chińskich marines ma zostać zwiększona aż pięciokrotnie, z obecnych 20 do 100 tys.

Rozpoczęcie budowy kolejnego lotniskowca było tylko kwestią czasu, chociaż Pekin oficjalnie potwierdził to dopiero 31 grudnia 2015 r. Tymczasem prace nad udoskonalonym okrętem typu 001A ruszyły już w listopadzie 2013 r. Dowództwu MWChALW trzeba jednak oddać, że od chwili oficjalnego potwierdzenia budowy zdecydowało się ujawniać systematycznie coraz więcej informacji o jednostce, publikując chociażby zdjęcia z pochylni w stoczni w Dalian. Lotniskowiec typu 001A, nieoficjalnie znany jako Shandong, został zwodowany 26 kwietnia 2017 r. w obecności licznych oficjeli z dowódcą marynarki wojennej admirałem Shen Jinlongiem na czele. Okręt ma wejść do służby w 2020 roku.

Na podstawie analizy dostępnych zdjęć lotniskowca analitycy twierdzą, że jest on większy od Liaoninga i będzie przenosić więcej samolotów i śmigłowców, przypuszczalnie 48 zamiast 36. Tymczasem według oficjalnych danych chińskiego ministerstwa obrony nowy lotniskowiec ma mniejszą wyporność niż poprzednik, a zaobserwowane zmiany takie jak większy hangar i mniejsza nadbudówka mają pozwolić na utrzymanie liczebności grupy lotniczej. Oba okręty będą musiały stawić czoła problemowi, jakim jest niedostateczna produkcja myśliwców J-15. Ma być ona na tyle mała, że ciągle nie udało się skompletować pełnego skrzydła pokładowego Liaoninga.

Budowa kolejnych bardziej zaawansowanych okrętów przysparza jeszcze więcej problemów. Nieoficjalne przecieki mówią o rozpoczęciu wiosną 2015 r. w Szanghaju budowy okrętu typu 002. Nowy projekt zrywa z radzieckimi i rosyjskimi wzorcami i ma naśladować rozwiązania amerykańskie. Z powodu problemów technicznych miano zrezygnować z katapult elektromagnetycznych na rzecz starszych, za to sprawdzonych parowych. Mimo wyporności szacowanej na 85 tys. t lotniskowiec otrzyma napęd konwencjonalny, przyczyną tego jest niska sprawność i wysoka zawodność chińskich siłowni jądrowych. Kolejnym wyzwaniem, tym razem dla przemysłu lotniczego, będzie opracowanie pokładowych samolotów wczesnego ostrzegania, transportowych oraz latających cystern. Lotniskowiec miałby zostać zwodowany w 2020/21 r., ale żadne z anonimowych źródeł z chińskiej marynarki wojennej nie chce podać nawet przybliżonej daty wejścia okrętu do służby, chociaż według ostrożnych szacunków mogłoby się to stać ok. 2030 r. Na obecnym etapie wszelkie doniesienia o atomowym lotniskowcu, zbliżonym rozmiarami do okrętów amerykańskich, trzeba oceniać bardzo sceptycznie.

Równie dyskusyjna pozostaje planowana liczba chińskich lotniskowców. W dotychczasowych spekulacjach, publikacjach medialnych i postulatach pojawiała się liczba od trzech do siedmiu okrętów. Najczęściej pojawia się jednak sześć jednostek. Taka liczba umożliwiłaby stale utrzymywać w gotowości dwa okręty, a kompletna flota lotniskowców byłaby zdolna przebić się poza „pierwszy łańcuch wysp”.

Piechota morska

W marcu chińskie media poinformowały o planowanej rozbudowie korpusu piechoty morskiej. Liczba chińskich marines ma zostać zwiększona aż pięciokrotnie, z obecnych 20 do 100 tys. Docelowo korpus ma liczyć sześć brygad w miejsce dotychczasowych dwóch. Nie oznacza to wyłącznie formowania nowych jednostek. Podobno marynarce podporządkowano już dwie brygady przeniesione z wojsk lądowych. Wśród zadań stawianych przed rozbudowanym korpusem piechoty morskiej wymienia się głównie ochronę morskiej nitki Nowego Jedwabnego Szlaku oraz obronę zamorskich interesów Państwa Środka. Piechota morska miałaby stacjonować m.in. w pakistańskim Gwadarze i Dżibuti. Ten ostatni garnizon, według niepotwierdzonych informacji, mógłby liczyć nawet 10 tys. żołnierzy.

Jak pokazały doświadczenia wielkich konfliktów toczonych na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci, flota „błękitnych wód” jest dla mocarstw kontynentalnych bardziej oznaką prestiżu i kosztownym wydatkiem niż realnym narzędziem

Silny korpus marines potrzebuje jednak odpowiednich środków transportu, a jak dowodzą amerykańskie doświadczenia, w tej roli najlepiej sprawdzają się śmigłowcowce desantowe, zdolne zapewnić desantowi wsparcie lotnicze. W Chinach myślano o takich okrętach już w 2008 r., jednak budowa pierwszej jednostki typu 075 ruszyła dopiero w marcu bieżącego roku, kilka dni po ogłoszeniu planów związanych z piechotą morską. Przez lata nie było również zgody co do koncepcji takiego okrętu. Admiralicja marzyła o jednostce zbliżonej do amerykańskich, jednak ze względów oszczędnościowych skłaniano się ku mniejszemu okrętowi, wzorowanemu na francuskich Mistralach. Ostatnie doniesienia sugerują jednak opracowanie wariantu pośredniego.

Chińczycy mają świadomość specyficznych wymagań, jakim podlega piechota morska. Dość otwarcie mówi się o niedostatecznym i często przestarzałym wyposażeniu, jakie obecnie posiadają te jednostki. Ponadto formacja szykowana przez lata z myślą o ataku na Tajwan i operacjach na bliskich wodach Morza Południowo- i Wschodniochińskiego wymagać będzie poważnej reorganizacji, aby sprostać nowym zadaniom. Już na początku 2016 r. pojawiły się doniesienia o ćwiczeniach na pustyniach środkowoazjatyckiego regionu Ujgur-Xinjiang. Manewry zbiegły się w czasie z wejściem w życie prawa umożliwiającego udział chińskich sił w zagranicznych operacjach antyterrorystycznych. Zostało to odebrane jako przygotowania do podjęcia działań na Bliskim Wschodzie.

Podobnie jak w wypadku lotniskowców nie wiadomo jeszcze, ile powstanie śmigłowcowców. Niemniej wszystkie okręty lotnicze razem z rozbudowaną piechotą morską zwiększą zdolność Chin do projekcji siły w skali globalnej i poważnie przesuną na ich korzyść równowagę sił na spornych obszarach Mórz Południowo- i Wschodniochińskiego. Jednak zbudowanie sił o umiejętnościach porównywalnych z US Navy, czy chociażby Japońskimi Morskimi Siłami Samoobrony, zajmie lata, a potencjalni przeciwnicy nie pozostają bezczynni.

Przedrzeć się na otwarte wody

Głównym problemem Chin pozostaje geografia. Dostęp do otwartych wód, a tym samym możliwości globalnych operacji floty są ograniczone „pierwszym łańcuchem wysp”, skutecznie kontrolowanym przez USA i ich sojuszników. W planach reorganizacji US Navy widać jednak obawy przed chińską strefą A2/AD. Scenariusze rozgrywane na manewrach prowadzonych wspólnie z regionalnymi sojusznikami koncentrują się nie na uderzeniu na chińską flotę i wybrzeże, a założeniu dalekiej blokady morskiej, szczególnie w strategicznych cieśninach Malakka, Sunda i Lombok. Bardziej na północ Japonia planuje stworzenie zaplecza do wspólnego z Amerykanami utrzymania panowania w powietrzu i na morzu. Czy stosunkowo skromne Siły Odstraszania będą w stanie podołać tym zadaniom? Trzeba pamiętać, że US Navy nie będzie sama. W regionie Morza Wschodniochińskiego i Żółtego działa razem z bardzo silną flotą japońską, do akcji może tam także wejść również silna południowokoreańska marynarka wojenna. W Azji Południowo-Wschodniej sytuacja wygląda z punktu widzenia Chin równie nieciekawie. W razie konfliktu będą musiały mierzyć się tam nie tylko z Amerykanami, ale także Australią, Indiami i Singapurem.

Najbardziej widoczne obecnie kierunki to tworzenie floty lotniskowców oraz piechoty morskiej z prawdziwego zdarzenia.

Oczywiście MWChALW może podjąć próbę nie tyle wspomnianego wcześniej przebicia się poza „pierwszy łańcuch wysp”, co raczej przerwania blokady. Taka operacja jest możliwa i ma szanse zakończyć się sukcesem, jednak z pewnością przyniesie duże straty, a po przebiciu się na Ocean Indyjski czy Pacyfik trzeba będzie zmierzyć się ze świeżymi amerykańskimi Siłami Manewrowymi. Chiny stają tutaj przed tym samym problemem, co każde mocarstwo kontynentalne, chcące zyskać status potęgi morskiej. Podobnie jak wcześniej Rosja i Niemcy ChRL odgrywa kluczową rolę w Eurazji, jest jednak pozbawiona dostępu do otwartego oceanu. Jak pokazały doświadczenia wielkich konfliktów toczonych na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci, flota „błękitnych wód” jest dla mocarstw kontynentalnych bardziej oznaką prestiżu i kosztownym wydatkiem niż realnym narzędziem. Mocarstwa morskie zawsze będą w stanie zablokować przeciwnika na zamkniętych akwenach i skutecznie zwalczać wszelkie, nieważne jak bardzo spektakularne, próby przedarcia się na otwarte wody oceanu.