Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Bez chłodu kokainy, bez żaru Žižka

Wojciech Chmielewski uśmiałby się serdecznie z tytułu „egzystencjalisty” – ale opisuje, jak egzystencjaliści, odwagę codziennego trwania
Wesprzyj NK
Wojciech Chmielewski uśmiałby się serdecznie z tytułu „egzystencjalisty” – ale opisuje, jak egzystencjaliści, odwagę codziennego trwania Nieraz już zestawiano Wojciecha Chmielewskiego z Markiem Nowakowskim. Nie było to zbyt eleganckie (niezły sposób na upupienie debiutującego autora, ustawić go w pozycji epigona!) ani szczególnie trafne. Teraz, po jego najnowszej książce, a zwłaszcza po przyznaniu mu pod koniec maja Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego, ten wytrych pojawiać się będzie pewnie jeszcze częściej: po raz pierwszy w dorobku pisarza mamy do czynienia z tak konsekwentnym opisaniem „małej ojczyzny” w zbiorze-kłębku kilkunastu opowiadań, przywołujących losy powiązanych ze sobą mieszkańców miasteczka i składających się na jedną fabułę. Można rzeczywiście dostrzec podobieństwo opowieści o Rembertowie z kolejnymi cyklami Nowakowskiego, „kronikarza Włoch i Szczęśliwic”, jak chętnie określali go...

Chcesz uzyskać darmowy dostęp do całości materiału?

Zaloguj się do swojego konta lub utwórz nowe konto i zapisz się do newslettera

Współpracownik „Nowej Konfederacji”. Dr historii, o XX-wiecznych Bałkanach, Polsce i emigracji rosyjskiej pisuje od „Aspen Review” po „Teologię Polityczną”. Lubi sielanki.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
1 750 / 26 000 zł (cel miesięczny)

6.73 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo