Biust banitą

Wielu jest pewnie facetów, którzy marzyli, by wcielić się w Hugha Hefnera, najsłynniejszego wydawcę prasy erotycznej – bodaj na jeden wieczór. Ale tylko redaktorzy „Gazety Wyborczej” odważyli się spełnić to marzenie

Tak, to było mocne posunięcie. „Wyborczej” udało się na chwilę zgalwanizować scenę medialną jak za dawnych, dobrych czasów, o ileż skuteczniej niż tuzinem faktur. Wykupić za grosze podupadający, campowy w swojej przaśności tygodnik erotyczny, po czym wypełnić jego numer feministycznymi treściami – i to na ósmego marca! – po czym zamknąć z trzaskiem? Naprawdę, jest w tym jakiś zamysł, błysk i fantazja, niczym w ostatniej szarży lekkiej brygady, wspartej finansowo, jak słyszymy, przez PNB Paribas.

Inna rzecz, że można się było jeszcze trochę podroczyć, pogrillować. Wyczekać. Zemsta smakuje wszak najlepiej na zimno, a już subwersja – tylko skruszała. Można więc było wyczekać i spróbować strategii niczym ze skeczów Monty Pythona. Ot, choćby niezapomniany „Dirty Phrasebook”, w którym John Cleese, posługując się podejrzanym egzemplarzem rozmówek węgiersko-angielskich, usiłuje zamówić paczkę papierosów w trafice na rogu, to całkiem znośnie wymieniając gatunek i cenę, to deklarując „Mój poduszkowiec jest pełen węgorzy”. Aluzji erotycznych w wyczytywanych z rozmówek frazach jest coraz więcej, sytuacja zagęszcza się aż do mordobicia, interwencji policjanta i Cleese’owego wyznania „My nipples explode with delight!”. Co za świetny żarcik z podmianą tekstu! Nie inaczej w niezapomnianej Montypythonowej pieśni kanadyjskiego drwala, który zaczyna od pochwały krzepy i zdrowego snu, by pod koniec drugiej zwrotki wyznać, ku konfuzji narzeczonej i chóru rewelersów z Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej, jak wielką słabość żywi do przebierania się w kobiece ciuszki.

Kolejny odcinek „Wspomnień napalonego traktorzysty” (no cóż, takie to jest pismo) napisany zostałby przez Sylwię Chutnik. Widząc zapowiedź „kolektywu kobiecego”, wąsaci Janusze (zwyczajowi nabywcy periodyku) pociliby się jeszcze obficiej i na myśl o czekających ich rozkoszach lektury kupowali dodatkowe piwo „Wojak” – a tu masz, gorąca krytyka cat callingu i slut-shamingu

Więc można pograć na spokojnie, trzeba tylko do tego nerwów jak postronki, i ze współczuciem myślę o czytelnikach „Twojego Weekendu”, na łamach którego Agora zechciałaby przeprowadzić podobny montaż. Kolejny odcinek „Wspomnień napalonego traktorzysty” (no cóż, takie to jest pismo) napisany zostałby przez Sylwię Chutnik. Widząc zapowiedź „kolektywu kobiecego”, wąsaci Janusze (zwyczajowi nabywcy periodyku) pociliby się jeszcze obficiej i na myśl o czekających ich rozkoszach lektury kupowali dodatkowe piwo „Wojak” – a tu masz, gorąca krytyka cat callingu i slut-shamingu. Biust błyska bielą – ale to tylko szkoła laktacji. W następnym numerze, dla niepoznaki, na początek fotostory z barmanką Magdą i trochę dowcipów o gubieniu majtek – a potem, gdy już zacznie się robić przyjemniej, krzyżówka, gdzie hasłem, jakie należy odczytać, niespodziewanie okazuje się nie „cacko z dziurką”, lecz „Rafał Bryndal”. A kiedy wreszcie Janusz ucieszy się, że „fallocentryczny” to coś o porządku świata prawdziwych facetów, okaże się, że to nie pochwała, lecz krytyka tego czegoś na „f”.

No, ale niestety zabrakło zimnej krwi, ktoś zapomniał o zaletach zimnego prysznica, jest za to mocna jednorazowa akcja. Rzesza czytelników przaśnego pisemka za trzy złote, szacowana na 20 tysięcy osób plus koledzy albo się potnie, albo skona w ataku priapizmu, albo stanie się nieobliczalna: jak słychać, w twój weekend, chciałem powiedzieć w ten weekend, dyskretnie wzmocniono obsadę policji w pobliżu większości sklepów typu „Alkohol 24 godziny na dobę” oraz gimnazjów. Nie da się ukryć: „Wyborcza” zadarła (jak zwykle zresztą) z potężnym przeciwnikiem, ale i cios, jak wymierzyła męskiemu szowinizmowi i seksizmowi, jest miażdżący. Miliony damskich bokserów i obcesowych przełożonych, pchających się z rękami, gdzie nie trzeba, hydraulików oraz obleśnych erotomanów-gawędziarzy zamrze z trwogi, nawet jeśli nigdy dotąd nie słyszało o istnieniu takiego tytułu jak „Twój Weekend”: tak wielka jest potęga prasy, a zwłaszcza operacji jej wrogiego przejęcia.

Wyobrażenie czytelnika prostolinijnego tak bardzo, że w tym jednym numerze nie zauważy żadnej różnicy, potraktuje swoje ulubione strony jak zwykle, na laktacyjne fotostory sapnie „niezłe MILFS!” i tylko zdziwi się, że prezentowana na rozkładówce „wojowniczka MMA” jakoś nie ma tym razem smoky eye i pantaloników w grochy na szerokich biodrach, oczywiście musi śmieszyć. Ale nieporównanie bardziej śmieszy myśl o tym, jak to „Gazeta Wyborcza” postanowiła zawalczyć o rząd dusz w inny niż dotąd sposób: pieniędzmi. No i pewnie: co począć, skoro debaty są nudne, a środowisko homofobicznych, leniwych, brutalnych samców jest po prostu niereformowalne? Najprościej wykupić tytuł i zmienić jego treść, czyli, jak uczył bliski ostatnio „Gazecie Wyborczej” klasyk, stłuc termometr.

Jeśli Agory i PNB Paribasu tym razem nie zawiodą nerwy, tego lata może być w Polsce naprawdę ciekawie. Nikt nie będzie się mógł poczuć bezpieczny: w „Gazecie Polskiej” zacznie publikować w odcinkach ustalenia swego śledztwa w sprawie MON Tomasz Piątek. Nowy program Jacka Dehnela w TV Republika sprawi, że garstka wiernych widzów poczuje się niczym narzeczona kanadyjskiego drwala. Obecność Marii Nurowskiej w licznym gronie felietonistów „Sieci” z początku przejdzie niezauważona, ale po kilku tygodniach… Pion historyczny w „Do Rzeczy” obejmie zaś Adam Leszczyński. I niech ktoś powie, że wolny rynek nie jest najlepszym narzędziem, zrównującą marzenia i możliwości! Jak w ogóle można było znosić obecność tych wszystkich „Teologii Politycznych” i „Gości Niedzielnych”, zamiast wykupić je i przekształcić (przynajmniej ten drugi tytuł) w magazyn clubbingowy, taką bardziej odjechaną wersję „Co Jest Grane”. Nieuczciwe? A co w tym nieuczciwego, że wykupuje się nielubiane pismo, po czym przewrotnie faszeruje odwrotnymi do dotychczasowych treściami?

„Gazeto Wyborcza”, mam dla Ciebie złe wieści. Podobno Fox News się tobą interesuje.

Dr historii, o XX-wiecznych Bałkanach, Polsce i emigracji rosyjskiej pisuje od „Aspen Review” po „Teologię Polityczną”. Do stycznia 2017 r. redaktor magazynu „Plus Minus”. Lubi sielanki.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Biust banitą”

  1. Paweł pisze:

    Mam nieodparte wrażenie, że ten artykuł nie był przykładem optymalnego wykorzystania środków. Pomijając durnowatą tematykę, to został słabo i przede wszystkim niezrozumiale napisany. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz