Bilans dodatni z kilkoma niedociągnięciami

15 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej to nie wyśniony scenariusz i pasmo samych sukcesów, ale dobry punkt wyjścia do dalszej pracy. Bilans na pewno jest dodatni, a sens członkostwa aktualny. Mylą się jednak Ci, którzy twierdzą, że najważniejsze już za nami. Jest odwrotnie. To w nadchodzących latach zdecyduje się, czy zinternalizujemy na stałe i zaczniemy współtworzyć mechanizmy unijne czy odrzucimy je jak społeczeństwo brytyjskie. Najbliższa dekada będzie więc równie ważna co pierwsze lata w UE.

Przyjrzyjmy się kilku wymiarom tego co wydarzyło się przez ostatnie 15 lat. W wymiarze społecznym, co do zasady, do Unii Europejskiej przekonały się te grupy społeczne, które w 2004 roku wyrażały najwięcej sceptycyzmu: polscy rolnicy i duża część elity katolickiej, do której zaliczam również księży i hierarchię Kościoła Katolickiego. Rolnicy dużo skorzystali na dopłatach bezpośrednich, ale też zobaczyli, że rywalizacja i współpraca na rynku unijnym jest możliwa, zapowiedzi zniszczenia rolnictwa przez wejście do UE okazały się być „strachami na lachy”. Na Kościół hierarchiczny i księży duży wpływ miało stanowisko Jana Pawła II, a w drugim kroku fakt, że zabytki kościelne i działania parafialne są beneficjentami środków unijnych. To dobrze. Obszary wiejskie zyskały na obu tych zjawiskach.

Nie udało się natomiast wypracować w polskim społeczeństwie dojrzałego stanowiska wobec zachodnich krajów i społeczeństw. Nadal balansujemy między pełną negacją („upadek wiary”, „zepsucie” itd.) a zachwytem („druga Irlandia”, „zachodnie standardy” etc.). W konsekwencji Polacy wciąż nie umieją sobie poradzić z napięciem między społeczną rzeczywistością krajów Europy Zachodniej a przywiązaniem do własnego modelu życia.

W tym kontekście warto mieć z tyłu głowy zachęty jednego z najbardziej prounijnych i jednocześnie realistycznych przywódców Polski po 1989 r. a więc Jana Pawła II. Polska ma do zaoferowania Europie coś bardzo ważnego, a protekcjonalne podejście do krajów Europy Środkowej i Wschodniej to błąd zachodnich elit. Z drugiej strony my możemy się uczyć od Europy Zachodniej wielu praktycznych i politycznych rozwiązań. W konsekwencji – zacząć współtworzyć europejską grę na zasadach partnerskich (nie mam tu na myśli PiS-owskiej metody dążenia do tego stanu). Niezwykle ważne dla społecznego wymiaru członkostwa są polityki unijne wobec studentów i naukowców.

W wymiarze ekonomicznym, choć Polska nie zdecydowała się na pełną integrację (strefa euro), widać wyraźne sukcesy. Rzucają się w oczy inwestycje w infrastrukturę. Te osiągnięcia są najczęściej przywoływane przez polityków prounijnych. I rzeczywiście były one ważne w pierwszej fazie naszego członkostwa. Sądzę jednak, że w drugim etapie polskiej obecności w UE sfery mniej wymierne będą zyskiwać na znaczeniu. Warto odnotować pozytywny wpływ UE na małych i średnich przedsiębiorców (a także korzyści z dopłat bezpośrednich). Zaniedbania UE miały miejsce w polityce wobec dużych korporacji. Na szczęście Polska była wtedy w drugim rzędzie ich zainteresowań, a od kilku lat trwa nowy rozdział tych polityk, można więc zachować umiarkowany optymizm.

Ostatnie lata sporu rząd-Komisja Europejska oraz kariera Tuska pomogły Polakom zrozumieć polityczne miejsce Unii w europejskiej sferze politycznej. Szkoda, że stało się to w takim kontekście

W wymiarze politycznym na pewno doszło do socjalizacji i integracji elit politycznych z Polski i reszty UE. Stanowiska unijne i funkcjonowanie w Parlamencie Europejskim zmieniło wewnętrzne życie partyjne i kariery wielu polityków, na czele z Donaldem Tuskiem. Tymczasem polityczna debata europejska nie tylko w Polsce, ale i innych krajach jest bardzo emocjonalna i skrótowa. Gdyby Polacy nauczyli się dobrze rozmawiać o UE, to nasze aktywa w Unii znacznie by wzrosły. Na pewno ostatnie lata sporu rząd-Komisja Europejska oraz kariera Tuska pomogły Polakom zrozumieć polityczne miejsce Unii w europejskiej sferze politycznej. Szkoda, że stało się to w takim kontekście. Tak czy inaczej, zaczynamy powoli rozumieć mechanizmy tej sfery: czym jest Trybunał Sprawiedliwości UE, jaką rolę pełnią europosłowie, Komisja Europejska, siła sprawcza rządu itd.

W wymiarze państwowym naszego członkostwa chciałoby się widzieć największe dokonania. Tragedii nie ma, ale nie jest też najlepiej. Na pewno po 15 latach mamy większą pamięć instytucjonalną. „Obie” administracje: zarówno niebieska jak i pomarańczowa mają kadry z większym doświadczeniem. Partie trzecie mniej partycypowały w tym procesie, ale szansa na ich samodzielne rządy jest nikła więc w każdym przypadku urzędnicy powracający do swoich misji będą mądrzejsi o pierwsze błędy i próby. Mimo to nie nauczyliśmy się „grać na wielu fortepianach” a na tym moim zdaniem polega efektywna polityka unijna. Najczęściej koncentrujemy się na tym, co w UE może zrobić rząd. Tymczasem, aby być efektywnym, dobry rząd musi mieć wsparcie dobrej i kompetentnej delegacji w PE, ekspertów i Polaków, kompetentnej administracji, pracującej w Brukseli nad szczegółami i znaczeniami dokumentów unijnych. Musi też – jako państwo – bić się o jak największy wpływ na Komisję Europejską. Już na etapie projektów nowego prawa, silne państwa zabiegają o swoje interesy. Mam wrażenie, że np. polska współpraca z dyrektorami Dyrekcji Generalnych w KE nie istnieje. Tymczasem fakt, że blisko 70% przepisów polskiego prawa ma swoje źródło w dyrektywach unijnych, powinien nas mocno mobilizować. Na koniec sprawne centrum decyzyjne koordynujące wszystkie te fortepiany uczyniłoby możliwym zwycięstwa w sprawach takich jak Dyrektywa o pracownikach delegowanych. Na tym polu nadal w ostatnich 15 latach odnieśliśmy wiele porażek.

Podsumowując, pełne entuzjazmu peany i pełne pesymizmu eseje nie mogą oddać całej złożoności tego, jak bardzo Polska zmieniła się przez te 15 lat pod wpływem obecności w UE. Same liczby to nie wszystko, choć i one mówią dużo. UE nie tylko pozwoliła na transfery odpowiednich kwot w ważne sektory gospodarki (rolnictwo) czy infrastruktury (drogi szybkiego ruchu i kolej), ale także dała ważny impuls rozwojowy, motywowała do pracy w tych, a nie innych obszarach. Utrudniała „marnowanie czasu”. A to ważne z punktu logiki działań np. administracji regionalnej i gminnej. W bilansie nie powinniśmy pomijać procesów „ukrytych”, których może nie doceniamy jak – takich jak np. Erasmus i setki tysięcy studentów mających okazję poznać dokładniej swoich rówieśników i uniwersytety w innych krajach. To takie elementy, z punktu widzenia głębokich procesów społecznych mogą się okazać dużo ważniejsze niż widowiskowe eventy, o których głośno w mediach.

Kolejna prezydencja Polski w UE wypadnie w roku 2025. Zostało nam 6 ciekawych lat – miną one bardzo szybko. Ale to wystarczający okres, by przygotować nie tylko sprawną administrację, ale przede wszystkim nowe idee i pomysł na tę prezydencję. Europa i Polska bardzo tego potrzebują. Można pomarzyć, aby pracę merytoryczną nad naszą prezydencją rozpocząć już wkrótce. I zacząć ją od dobrej analizy ostatnich 15 lat.

Stały współpracownik Nowej Konfederacji. Politolog i organizator, na co dzień pracuje w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Ukończył studia politologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim i Wolnym Uniwersytecie w Brukseli (ULB). Szef zespołu Europosła Kazimierza M. Ujazdowskiego i W-ce Prezes Zarządu wrocławskiej Fundacji „Młoda Rzeczpospolita”, członek Zarządu European Christian Political Youth

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz