Wojna handlowa Chiny-USA z Iranem i WTO w tle

Jesteśmy świadkami drugiej odsłony chińsko-amerykańskiej wojny handlowej. Obie strony zaostrzają retorykę, a jednocześnie liczą na kolejną rundę negocjacji

Zgodnie z pesymistycznymi przewidywaniami, rozmowy załamały się na początku maja. Chińczycy usiłowali grać na zwłokę i wykorzystać do maksimum dany przez prezydenta Trumpa czas, jednak miarka się przebrała, gdy Amerykanie mieli według medialnych doniesień otrzymać projekt porozumienia z naniesionymi poprawkami, przekreślającymi właściwie wcześniejsze ustalenia. W tej sytuacji prezydent Trump zdecydował o nałożeniu 25-procentowego cła na chińskie towary o wartości 200 miliardów dolarów. W następnych dniach pojawiły się groźby objęcia taką stawką całości importu z Chin.

W odpowiedzi Pekin zapowiedział podniesienie ceł na amerykańskie towary o wartości 60 miliardów USD. Chinom trudno jednak o symetryczną odpowiedź w okładaniu się cłami. O olbrzymich dysproporcjach w dwustronnym handlu świadczy prosty fakt: w ubiegłym roku import Państwa Środka z Wietnamu był trzy razy wyższy niż z USA.

Jak stale podkreśla prof. Góralczyk, żądania USA są dla Chin niemożliwe do zaakceptowania, a część z nich oznaczałaby zewnętrzną ingerencję w sprawy państwa, na co Pekin nigdy się nie zgodzi. Chińskie przywództwo nie czuje się jeszcze na siłach do rzucenia wyzwania Stanom Zjednoczonym w pełnoskalowej konfrontacji. Politbiuro zadeklarowało, że nie chce wojny, ale może się na nią zdecydować, jeżeli będzie to kwestia zachowania twarzy. Deklaracja ta jest o tyle niepokojąca, że czuć w niej ducha ministra Becka.

Rywalizacja amerykańsko-chińska jest do tego stopnia złożona i wieloaspektowa, że wkracza na coraz to nowe pola

Po fiasku rozmów prasa w USA popadła w optymistyczne zwycięskie tony. Faktycznie, spór obnażył w ostatnich miesiącach liczne słabości i braki chińskiej gospodarki z dużym zadłużeniem władz centralnych, a szczególnie lokalnych na czele. Wyczuwalne stają się także obawy przedsiębiorców, widoczne chociażby w rosnącym przenoszeniu środków do Hongkongu. Władze dawnej brytyjskiej kolonii zanotowały 14 maja transfer 1,6 miliarda dolarów z centrum finansowego w Szanghaju. Była to największa jednodniowa ucieczka kapitału z Chin od czasu kryzysu giełdowego w roku 2015.

Po drugiej stronie Wielkiego Muru media zaczęły mówić o wojnie handlowej, a nie, jak wcześniej, o sporze. Jednocześnie obie strony zapewniają o gotowości do dalszych rozmów, wiążą nadzieje z czerwcowym szczytem G20 w Osace, a prezydent Trump zapewnia w tweetach o ciągłej przyjaźni z przewodniczącym Xi.

Rywalizacja amerykańsko-chińska jest do tego stopnia złożona i wieloaspektowa, że wkracza na coraz to nowe pola. Chiny wystąpiły z projektem reformy WTO. Wyraźnie widać w tym próbę wykorzystania organizacji do ograniczenia swobody ruchów USA w razie eskalacji wojny handlowej. Od razu też wiadomo, że Stany Zjednoczone nigdy nie zgodzą się na takie zmiany w organizacji.

Stale rozwijającym się polem konfrontacji są też cyberbezpieczeństwo i branża IT. Nie chodzi tutaj li tylko o działania hakerów i kampanię przeciwko Huawei. Władze Chin zablokowały w tym tygodniu dostęp do Wikipedii, z chińską wersją włącznie.

Plany Waszyngtonu mogą być bardziej skomplikowane i przez to bardziej narażone na niepowodzenie. Wydaje się, że w obecnej odsłonie kryzysu bliskowschodniego Iran jest tylko jednym z celów. Bardziej istotna może okazać się destabilizacja sytuacji w regionie Zatoki Perskiej. Chiny importują wprawdzie niewiele ropy z Iranu, ale nawet częściowe zablokowanie cieśniny Ormuz i ograniczenie wywozu ropy z regionu będzie fatalne w skutkach. Wraz ze wzrostem cen ropy stwarzałoby to teoretyczną szansę na wykorzystanie lokalnego konfliktu do przetrącenia karku chińskiej gospodarce. W takiej sytuacji nie będzie konieczności dalszych rozmów handlowych, które naraziłyby Chiny na utratę twarzy i popchnęły je ku wojnie.

Są to czyste spekulacje, o których słuszności, miejmy nadzieję, nigdy nie będziemy musieli się przekonywać. Jedno jest pewno, Chiny rzuciły wyzwanie USA i doczekały się odpowiedzi. Szybszej, bardziej zdecydowanej i brutalniejszej niż w Pekinie oczekiwano.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, szef działu Aktualności portalu Konflikty.pl. Od 2009 r. związany z Centrum Studiów Polska–Azja, gdzie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, konfliktami oraz zbrojeniami.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz