Przemocowy paternalizm

Mamy w Polsce ogromny kłopot ze społecznym przyzwoleniem na nadużywanie władzy przez ludzi, od których wiele zależy. Ba, żonglowanie zasadami uznawane bywa za swoisty atrybut przynależności do elity

Główny nurt reakcji na film Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”  wytycza oś polaryzacji postaw wokół Kościoła katolickiego, wzmocniona licznymi uwikłaniami w bieżącą politykę. Nie jest to na szczęście nurt jedyny, ale do tego stopnia dominujący, że narzuca ramy całej dyskusji.  Na jednym krańcu tego spektrum usłyszymy głosy zrównujące Kościół z pedofilską szajką, czyniące z całego kleru jeśli nie przestępców, to ich wspólników. Na przeciwnym – zobaczymy starania, by Kościół oczyścić z zarzutów, bagatelizując wagę przedstawionych faktów. Wymiana ciosów pomiędzy stronami tak zarysowanego sporu ma swoją dynamikę, którą możemy obserwować w mediach, także społecznościowych. Forsowaniu zbitki „ksiądz-pedofil” przeciwdziałać ma relatywizacja znaczenia niegodziwych postępków osób duchownych poprzez wskazanie, że przedstawiciele innych profesji „też tak robią”, i to nawet statystycznie częściej. W odpowiedzi pojawiają się argumenty, sugerujące jakościową odmienność czynów pedofilskich popełnianych przez księży, np. ze względu na ich rolę nauczycieli moralności, reprezentujących darzoną zaufaniem społecznym instytucję. W kontrze pojawiają się pytania o różnicę między księdzem a znanym psychologiem, reżyserem czy dyrygentem chóru.  Współpraca negatywnych bohaterów dokumentu ze służbami bezpieczeństwa PRL ma usprawiedliwiać brak działań hierarchii w państwie totalitarnym; nie tłumaczy jednak, co szybko punktuje druga strona, braku rozliczeń po roku 1989.

Starcie tych dwóch strategii: destylacji winy Kościoła i jej rozcieńczania prowadzi nas jednak na manowce, gdyż obie strony mówią coś ważnego, ale przez to, że mówią „przeciwko sobie”, nie dochodzą do sedna sprawy. Tak, szok opinii publicznej (czemu wyraz dało wielu publicystów także po prawej stronie) wynika właśnie ze zderzenia wymagającej nauki moralnej Kościoła z zachowaniami jego przedstawicieli – nie tylko księży, którzy dopuścili się przestępstw, ale także – a może nawet przede wszystkim – ich przełożonych: z braku adekwatnej reakcji na zgłoszenia ofiar, a następnie dziwnej opieszałości  w podejmowaniu działań prewencyjnych. Oczywiście problem lekceważenia przypadków wykorzystania nieletnich, a także środowiskowego „zamiatania pod dywan” nie ogranicza się do kręgów duchownych jednego wyznania, lecz jest wciąż nieodrobionym zadaniem zmiany postaw społecznych wobec ofiar. Nie, to że gdzie indziej jest źle nie usprawiedliwia, ani nie umniejsza wagi niczyich przewin, nie może też być pretekstem do unikania ich rzetelnego rozliczenia, także przed opinią publiczną. Zarazem ograniczenie krytycznego zainteresowania do obecnie medialnego problemu „pedofilii w Kościele” oznacza, że tracimy szansę na dotarcie do głębszych źródeł problemu – a więc i skuteczne mu przeciwdziałanie na dłuższą metę.

Kultura transparentności, w której ceni się ujawnianie różnych patologii, ponieważ pozwala to wyciągnąć wnioski i zapobiec przyszłym nadużyciom, nadal jawi się jako egzotyczny postulat „z Zachodu”

Elitom wolno więcej

Dopiero przełamując pozorne sprzeczności twierdzeń obu stron możemy dostrzec problem, który – by użyć angielskiego przysłowia – stoi jak słoń w salonie, choć próbujemy go ignorować. Mamy w Polsce ogromny kłopot ze społecznym przyzwoleniem na nadużywanie władzy przez ludzi, od których wiele zależy. Ba, żonglowanie zasadami uznawane bywa za swoisty atrybut przynależności do elity, a osobom z wysoką pozycją społeczną otoczenie jest gotowe wybaczyć bardzo wiele w imię zasług (i nadziei na profity, a choćby i na ogrzanie się w cieple ważnej osoby). Do tego dochodzi nieufność wobec struktur państwa, szczególnie tych związanych z wymiarem sprawiedliwości, która przejawia się „kryciem swoich”, często dla dobra jakiejś większej sprawy. Tą większą sprawą nie musi być wcale żadna metafizyczna sankcja, ale np. paternalistyczne przekonanie, że ujawnienie występku przedstawiciela „naszego” środowiska, dajmy na to terapeuty, podważy zaufanie do całej profesji, zniechęcając szereg osób do korzystania z usług innych, porządnych specjalistów.Taką „większą sprawą” może też być, jak wskazuje dramatyczne wyznanie Pauliny Młynarskiej, artystyczna wizja poważanego reżysera.

Kultura transparentności, w której ceni się ujawnianie różnych patologii, ponieważ pozwala to wyciągnąć wnioski i zapobiec przyszłym nadużyciom, nadal jawi się jako egzotyczny postulat „z Zachodu”. Upublicznienie trudnych faktów uznaje się za słabszą strategią budowania zaufania niż ich przemilczenie. Osobom zdrowo krytyczym wobec zastanych  przyczepia się etykietę „trudnych we współpracy”, a sygnalistom pisany jest ostracyzm. W efekcie otrzymujemy toksyczną atmosferę, w której nie działają mechanizmy równości wobec prawa, a ofiarom o niższym od sprawcy statusie społecznym trudno dojść sprawiedliwości. Drugim bowiem – obok przekonania, że tym wyżej „wolno bardziej” –  słoniem w naszym polskim salonie jest niesłychana bagatelizacja krzywd i cierpienia osób zmarginalizowanych, z których często rekrutują się ofiary różnych form przemocy.

Jeszcze bardziej kuriozalne bywa podejście do nadużyć wobec osób niepełnosprawnych intelektualnie

Klasizm sprawiedliwości

Taktyka obwiniania ofiar lub ich rodzin, którą obserwujemy także i w obecnym kryzysie, wpisuje się, niestety, w stały repertuar środków stosowanych z dużym przyzwoleniem społecznym, także przez zupełnie świeckie instytucje, właśnie wówczas, gdy ofiara stoi na słabszej pozycji społecznej. Doskonałą ilustracją „klasowości” w osądzie ciężaru doznanych przez dziecko krzywd może być słynna swego czasu sprawa „gangu pedofilów z Dworca Centralnego”. W zakończonym w 2005 roku procesie jako okoliczności łagodzące obrońcy przywoływali fakt, że pokrzywdzeni 12-, 13-latkowie byli… uciekinierami z ośrodków szkolno-wychowawczych, którzy sami przychodzili na dworzec i prostytuowali się za niewielkie pieniądze i jedzenie. Tak, właśnie w ten sposób argumentowano za niewinnością sprawców. W opublikowanej 18 maja 2005 r. na łamach „Gazety Wyborczej” wypowiedzi jednego z mecenasów znajdziemy nawet zaskakującą pochwałę sądu:  „Nie mamy do czynienia z ludźmi, którzy nagle wyszli z domu, dotychczas chronieni pod czułymi skrzydłami matki czy ojca i zostali podstępnie sprowadzeni na złą drogę – mówił broniący Tomasza D. (skazanego na  dwa lata). – Chcę wyrazić uznanie dla sędziego, który odważył się postawić tę sprawę w innym świetle, niż była dotychczas prezentowana”. Wyrok, jak relacjonowała gazeta, zwracał uwagę nie tylko na winę pedofilów: „Na Dworcu Centralnym młodociani nie byli biernymi ofiarami, sami szukali klientów, oferując seksualne usługi”.

Jeszcze bardziej kuriozalne bywa podejście do nadużyć wobec osób niepełnosprawnych intelektualnie. W publikacji Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami (2011) opisany jest przypadek młodej dziewczyny ze znacznym stopniem niepełnosprawności intelektualnej, którą matka zostawiła na godzinę pod opieką kuzyna. „Po pewnym czasie okazało się, że jest w ciąży. Mimo iż w czasie dochodzenia pokazała, kto i co jej zrobił, sąd oddalił zarzuty, uznając, że zeznania pokrzywdzonej z powodu jej upośledzenia umysłowego są niewiarygodne”, czytamy w raporcie. W rozstrzygniętej w ubiegłym roku sprawie niepełnosprawnej intelektualnie 13-letniej dziewczynki z Kalisza, którą wielokrotnie zgwałcił przyjaciel rodziny zapadł już wyrok skazujący – oprawcę, któremu groziło do ośmiu lat więzienia, ostatecznie skazano na 4 lata pozbawienia wolności, 10-letni zakaz zbliżania się do ofiary i… 5 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Dopóki jako społeczeństwo nie uwierzymy w równość, a sprawiedliwość pozostanie przywilejem elit, niewiele się zmieni.

Współpracownik „Nowej Konfederacji”, ekspert ds. zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz