Jeśli chcesz ten artykuł przeczytać ponownie lub brak teraz czasu aby przeczytać całość, to możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Uniwersalny dochód podstawowy to nie socjalizm

Z bezwarunkowym dochodem gwarantowanym eksperymentuje się w Finlandii czy USA. Indie chcą wprowadzić go na skalę ogólnokrajową. To idea, którą powinni wspierać nawet wolnorynkowcy

Z bezwarunkowym dochodem gwarantowanym eksperymentuje się w Finlandii czy USA. Indie chcą wprowadzić go na skalę ogólnokrajową. To idea, którą powinni wspierać nawet wolnorynkowcy

Przejrzałem artykuły amerykańskich libertarian na temat idei dochodu gwarantowanego, której jest Pan propagatorem. Zgodnie z nią każdy obywatel miałby bezwarunkowo otrzymywać co miesiąc od państwa ustaloną kwotę. Spodziewałem się totalnej krytyki, a tu niespodzianka: niektórzy z nich, np. Matt Zwolinski z University of San Diego, są jej zwolennikami.

Wypada się cieszyć, chociaż do libertarian mi daleko…

Ich poparcie wynika jednak z wyrachowania. Sądzą, że jeśli dochód gwarantowany zastąpi zwykłą politykę socjalną, zmniejszą się wydatki państwa. Mają rację? Rozdawanie pieniędzy ludziom to droga do oszczędności budżetowych?

Nie do końca. Nie można wprowadzić dochodu gwarantowanego jednego dnia i za jednym zamachem zlikwidować inne wydatki socjalne państwa. To proces.

Tego się obawiałem.

Co do oszczędności, to jednak ostatecznie to prawda: celem jest przecież faktycznie zastąpienie dochodem gwarantowanym obecnych świadczeń socjalnych. Dzisiejszy system socjalny to kosztowna tragedia. Różnego typu subsydia, zapomogi, dotacje przyznawane są na bazie arbitralnie ustalonych kryteriów. To rodzi po pierwsze konieczność utrzymywania dużej administracji, a po drugie olbrzymią pokusę nadużycia. Ludzie wykorzystują dziurawy system, próbując zgarnąć jak najwięcej świadczeń socjalnych. Jeśli np. mogą otrzymywać dane świadczenie wyłącznie do pewnego pułapu dochodów, często przechodzą do szarej strefy, ponieważ wówczas mogą zwiększać swoje zarobki i jednocześnie utrzymać strumień świadczeń. Traci na tym budżet, bo rozrasta się nierejestrowana gospodarka. Takie nadużycia to wielki koszt dla systemu. Tracimy więc wszyscy.

Z punktu widzenia beneficjentów świadczeń to działanie racjonalne, prawda?

Dokładnie. Inny przykład. Jeśli otrzymuje się świadczenie ze względu na niezdolność do pracy, to naturalnie wiele osób ową niezdolność symuluje. Wprowadzenie dochodu gwarantowanego będzie stopniowo takie zjawiska ograniczać i w tym libertarianie mają rację. W Indiach zrobiliśmy pewien eksperyment, żeby sprawdzić, co preferowaliby sami beneficjenci świadczeń socjalnych: tradycyjne zróżnicowane świadczenia „kierunkowe” czy dochód uniwersalny. Zaproponowaliśmy ludziom wybór: albo zostaniecie przy obecnej formule świadczeń socjalnych, albo otrzymacie pieniężny odpowiednik wartości tych świadczeń. Ludzie w większości sami wybrali to drugie rozwiązanie.

Wbrew oczekiwaniom sceptyków, ludzie wykorzystują dawane im pieniądze w sensowny, racjonalny sposób

W świecie dochodu gwarantowanego każdy będzie dostawał po równo?

Nie. Niektórzy – np. osoby ciężko chore czy niepełnosprawne – będą otrzymywać więcej. Ale w odróżnieniu od obecnego systemu, wysokość tego bonusu będzie zależała od kosztów, jakie dane schorzenie generuje, a nie od urzędniczej oceny czyjeś zdolności do pracy. Jeździsz na wózku? Dostaniesz o tyle a tyle więcej, i to bez względu na to, czy pracujesz, czy nie. Eliminujemy w ten sposób arbitralność, bazujemy na łatwo stwierdzalnych faktach. To ogranicza pole do nadużyć, chociaż całkowicie ich nie usuwa.

Usunięcie wad obecnego systemu nie jest politykom na rękę. Oni na nich korzystają, ponieważ polityka socjalna, która premiuje tylko wybrane grupy społeczne, to narzędzie zdobywania głosów. Egalitarna idea dochodu gwarantowanego to narzędzie im odbiera. Czy jest więc politycznie realistyczna?

Politycznie to może być problem, ale ekonomicznie na pewno nie. Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma żadnych trudności w zaprojektowaniu wydajnego mechanizmu finansującego dochód gwarantowany, czego tak wielu się obawia. Wystarczy opodatkować spadki, surowce naturalne czy rentę czerpaną przez duże koncerny z posiadania tysięcy patentów, a przychody z takich podatków umieścić w specjalnym funduszu. Jay Hammond, republikański gubernator Alaski, założył w 1976 r. fundusz Alaska Permanent Fund, na którym gromadził część dochodów z opodatkowania wydobycia ropy. Z funduszu tego zaczął wypłacać co roku mieszkańcom Alaski stałe kwoty – dochód podstawowy. Sprawdza się to świetnie, świadczenia regularnie rosną, a ludzie się cieszą – do tego stopnia, że nawet Sarah Palin nie udało się funduszu rozwiązać. Ale Alaska to tylko jeden z wielu eksperymentów. Programy pilotażowe realizowane są także w Finlandii, w 25 miastach Holandii, a nawet w Kalifornii – tam przeprowadzane są z prywatnych środków!

Prywatnych?

Tak – prywatny biznesmen zainwestował w stworzenie takiego programu 20 mln dolarów. Jadę niedługo do Kalifornii przyjrzeć się rozwojowi sytuacji.

I jak wypadają te eksperymenty? Są udane? Alaska nie jest wyjątkiem?

Pokazują, że dochód gwarantowany działa. Wbrew oczekiwaniom sceptyków, ludzie wykorzystują dawane im pieniądze w sensowny, racjonalny sposób. W pierwszym rzędzie inwestują je w lepsze wyżywienie i opiekę zdrowotną, w rezultacie mają więcej życiowego wigoru. Podejmują więcej przedsiębiorczego ryzyka wiedząc, że w razie niepowodzenia będą mieli za co żyć. Zaczynają po prostu sami skrobać swoją rzepkę.

W oficjalnym raporcie gospodarczym, który wkrótce opublikuje indyjski rząd, ma pojawić się rekomendacja, by dochód obywatelski wprowadzić w całym kraju

Czytałem o programach pilotażowych dochodu gwarantowanego w Afryce, np. w Kenii, których wyniki nie były tak dobre. Okazało się np., że… nie wszyscy chcieli przyjąć te „darmowe” pieniądze, czasami nawet 40% osób, którym to zaoferowano Byli podejrzliwi, uznali je za „diabelską forsę”.

To nie była dobrze zrealizowana idea dochodu gwarantowanego. Tam dawano pieniądze przypadkowym ludziom, ale nie wszystkim. Ludzie widząc, że jakieś tajemnicze siły wybrały ich, a nie np. sąsiada, na beneficjenta tego dochodu, zaczynali podejrzewać, że darczyńcy mają jakieś niecne i ukryte motywy. Byli nieufni. W pełni rozumiem ich zachowanie. Tam, gdzie dochód otrzymuje każdy, zjawisko odmowy jest rzadsze.

Na pewno? Z filozoficznej perspektywy dochód podstawowy łamie społeczne konwencje i tradycje. Rodzice uczyli mnie, i pewnie wszystkich nas, że nie ma nic za darmo, że aby coś mieć, trzeba pracować. A tu proszę: nie dość, że coś jest za darmo, to jeszcze w znacznej i regularnej kwocie. Jedna część mnie mówi: „bierz!”. Druga: „nie bierz, bo to diabelska forsa”. Jest pan pewien, że ja i inni posłuchamy tego pierwszego głosu? Że damy się darmowym pieniądzom zdemoralizować?

Kiedy one właśnie nie zdemoralizują! Wręcz przeciwnie. Nasze doświadczenia z programami pilotażowymi pokazują jednoznacznie, że morale ludzi, którzy je otrzymują rośnie. Poza tym to wcale nie są pieniądze za nic. Nasze bogactwo jest wynikiem działalności wielu pokoleń, jako społeczeństwo dziedziczymy je, a od siebie dokładamy tylko cegiełkę. Dochód gwarantowany można rozumieć jako dywidendę od tego nagromadzonego przez wieki społecznego bogactwa. Prawdziwe pieniądze „za nic”, takie, które demoralizują, to np. duże spadki.

Dlatego chce je pan opodatkować.

Nie da się moralnie usprawiedliwić spadków. Kapitalizm rentierów to zaprzeczenie wolnego rynku, na którym każdy powinien mieć przecież równe szanse na rozwój swoich talentów.

Wróćmy do potencjalnych wrogów dochodu gwarantowanego. Istnieje spora grupa ludzi, którzy w obecnym systemie pobierają świadczenia przewyższające ewentualny dochód gwarantowany. Oni stracą. Będą zwalczać pański pomysł.

Większość będzie na tym systemie korzystać.

A bogaci?

Oni nie odczują kosztów tego rozwiązania. Załóżmy, że dochód gwarantowany to 1000 euro miesięcznie. Dostaje je każdy, nawet miliarder, który jednak musi płacić proporcjonalnie wyższe podatki. Te podatki są mu odbijane z tego właśnie dochodu, dzieje się to automatycznie, a on cieszy się z administracyjnej prostoty tego rozwiązania. Zresztą, jeszcze raz podkreślę, ideę dochodu gwarantowanego aktywnie wspiera bardzo wielu majętnych ludzi, finansując programy pilotażowe.

Wszystkie eksperymenty, o których pan mówi, były prowadzone na ograniczonym terytorium, przy ograniczonej liczbie ludzi, w ograniczonym czasie i przy finansowaniu z zewnątrz. Jest pan pewien, że zadziałają na ogólnokrajową skalę? Że wszystko będzie pod kontrolą?

Pewności nie ma nigdy i nic nie jest doskonałe. Ale czy to znaczy, że nic nie należy robić?

Wie pan, że w Indiach słabsi są traktowani jak piąte koło u wozu? W biednych sferach społecznych osoby, które są chore, niepełnosprawne czy upośledzone są traktowane bardzo źle, ponieważ nie wnoszą nic do dobrobytu gospodarstwa. Żywiciel rodziny musi być dobrze odżywiony i ubrany, by mógł tę swoją funkcję żywiciela jak najlepiej pełnić. Proszę sobie wyobrazić, że w miejscach, gdzie odbyły się programy pilotażowe, nagle okazało się, że starcy, chorzy, kobiety odzyskały godność – nagle otrzymali pieniądze, którymi mogli dowolnie gospodarować, przestali więc być całkowicie zależni. Choćby dla takich pozytywnych efektów warto walczyć o dochód podstawowy.

Każdy imigrant wiedziałby, że aby dostać możliwość stałego pobytu w Polsce, wcześniej musi udowodnić swoją przydatność dla społeczeństwa i pracować leganie

Jest pan pierwszym dziennikarzem, któremu o tym mówię, bo właśnie odczytałem e-maila z tą wiadomością od kolegi z hinduskiego rządu. W oficjalnym raporcie gospodarczym, który wkrótce rząd opublikuje, zamierzają zamieścić rekomendację, by dochód obywatelski wprowadzono w całym kraju. Indie to kraj liczący 1,3 mld ludzi. Jestem naprawdę podekscytowany tą perspektywą. Wierzę, że to się uda. I że przekonamy się wkrótce, że dochód podstawowy naprawdę działa w dużej skali.

Najpierw Indie, potem cały świat?

Czemu nie?

Załóżmy, że wprowadzamy dochód gwarantowany w USA. Tam zapewne byłby na tyle wysoki, by zrobić wrażenie nie tylko na mieszkańcach Afryki, lecz także Europy. Czy nie oznacza to ściągnięcia do USA niezliczonej rzeszy imigrantów ekonomicznych z całego świata i gigantycznych problemów migracyjnych?

Zacznijmy od tego, że w tym kontekście wielkie problemy stwarza obecny system socjalny. Imigranci, jako najbardziej potrzebujący, ustawiają się pierwsi w kolejce po zasiłki, co rodzi niechęć reszty społeczeństwa. W systemie dochodu uniwersalnego byłoby inaczej: otrzymywałby go każdy legalny rezydent danego kraju, a dla imigrantów przeznaczone byłyby inne polityki socjalne. Do otrzymywania dochodu podstawowego imigranci byliby uprawnieni dopiero po kilku latach, czyli po zdobyciu statusu rezydenta.

Gdyby dochód podstawowy wprowadzić w Polsce jutro, mielibyśmy jednocześnie 37 milionów pobierających go Polaków i milion pracujących u nas, ale nie pobierających go Ukraińców. To musiałoby rodzić napięcia.

Nie zgadzam się. Każdy imigrant wiedziałby, że aby dostać możliwość stałego pobytu w Polsce, wcześniej musi udowodnić swoją przydatność dla społeczeństwa i pracować leganie. To wyciągnęłoby wielu z nich z szarej strefy, ograniczyłoby także nielegalną imigrację. Problem w tym, że rządy nie chcą u siebie ciężko pracującego prekariatu z zagranicy. Wolą ściągać bogaczy. Chcesz wyemigrować do USA, a jesteś bogaty? Przyjmą cię na czerwonym dywanie. Jesteś biedny? Upokorzą cię w trakcie rozmowy z konsulem, na lotnisku, a potem deportują cię pod byle pretekstem do domu. Takich praktyk nie można usprawiedliwiać.

Libertarianie nie doceniają bezpieczeństwa, socjaliści – wolności. Dochód podstawowy to próba pogodzenia tych dwóch wartości – tak, by się wzajemnie wspierały

Zgadzam się, że dochód gwarantowany ograniczy pole do nadużyć dokonywanych przez obywateli, ale czy nie sądzi pan, że w przypadku migrantów będzie odwrotnie? Że powstanie wielki przestępczy biznes, polegający na ściąganiu nielegalnych imigrantów, kupowaniu im fałszywych papierów, legalizacji pobytu, a potem czerpaniu renty z ich dochodu podstawowego? Gdybym był przestępcą, zainwestowałbym w taki model biznesowy…

Powtórzę: nie ma doskonałych rozwiązań. Jestem jednak przekonany, że tego typu problemów będzie w warunkach dochodu podstawowego mniej, a nie więcej. Poza tym przemawia przez pana przekonanie, że imigranci na nas pasożytują. Mieszkam we Włoszech i często rozmawiam z imigrantami, którzy proszą mnie o pieniądze. Nie chciałby Pan żyć takim życiem, jak oni… Pan sympatyzuje z libertarianami?

Można tak powiedzieć.

Wróćmy więc do kwestii, od której rozpoczęliśmy naszą rozmowę. Jeśli akceptuje pan państwo minimalne, akceptuje pan z logicznej konieczności pewien poziom redystrybucji. Dochód podstawowy jest w pewnym sensie takim samym ubezpieczeniem, jak istnienie wymiaru sprawiedliwości i policji. Policja chroni cię przed przestępcami, płacisz na nią, chociaż być może okażesz się szczęściarzem i w ciągu całego swojego życia nie skorzystasz z jej pomocy. Dochód podstawowy chroni cię na wypadek, gdybyś urodził się niepełnosprawny albo w bardzo biednej rodzinie. Czy to, co mówię jest radykalne?

Umiarkowanie. Spotkałem w życiu większych radykałów niż pan.

A ja sądzę, że to radykalne, bo nie wpisuje się ani w narrację socjalistyczną, ani wolnorynkową. Libertarianie nie doceniają bezpieczeństwa, socjaliści – wolności. Dochód podstawowy to próba pogodzenia tych dwóch wartości – tak, by się wzajemnie wspierały.

 

Brytyjski ekonomista, specjalista w zakresie rynku pracy, profesor University of London

Komentarze

5 odpowiedzi na “Uniwersalny dochód podstawowy to nie socjalizm”

  1. rgr pisze:

    Masakra, ten człowiek to zwykły faszysta. Pieniądze za nic? Coś takiego nie istnieje,. To zerwanie na tych co pracują, i dystrybucja przy pomocy inflacji. A przy okazji totalne uzależnienie od systemu. W Szwajcarii przynajmniej nie owijania w bawełnę i powiedzieli ze w Basic income chodzi o zerwanie związku między pieniądzem i praca. Zatem, jak będzie się ustalać struktura cen? Centralnym sterowaniem i przemocą, jak za Sowietów u nas.

  2. rgr pisze:

    Uzupełnię bo moze troche chaotycznie wyszło. W Szwajcarii bylo referendum w sprawie dochodu gwarantowanego, ale ze Szwajcaria bogata, to tam nikt nie sprzedawał bajek o walce z biedą, tylko o zerwaniu związku pieniądz-praca.

    Podatkowanie spadku to tez kretynizm, ludzie poswiecaja większosc zycia aby zabezpieczyć swoje dzieci. To jest absolutnie podstawowy mechanizm sterujacy kazdego zyjacego gatunku. Usuniecie tego to śmierc społeczeństwa/gatunku. Facet chce zastapic wszystkie motywatory odgornym sterowaniem i uzaleznieniem od panstwa. To jest stara komunistyczna/faszystowska utopia. Nic bez panstwa, nic przeciw panstwu. Po co maja życ ci ludzie, ktorzy nic od siebie nie dadza, tylko beda konsumowac owoce cudzej pracy i wspolne zasoby?

    W dochodzie podstawowym chodzi WYŁĄCZNIE o kontrole społeczenstwa przy pomocy elektronicznych walut. Pamiętacie Państwo “Limes Inferior”?

  3. Marcin pisze:

    Chciałbym usłyszeć odpowiedź na pytanie, w czym jest to lepsze od odwrotnego podatku dochodowego (negative income tax) promowanego przez Miltona Friedmana. Tego typu zapomoga zniechęca do pracy tylko trochę, a także zapewnia bezpieczeństwo i równocześnie jest istotnie tańsza od dochodu podstawowego.

  4. Anarchol pisze:

    No, faszysta to może nie:-), ale zdeklarowany socjalista. W końcu proponuje zaledwie inny sposób redystrybucji. Czyli socjalizmu.
    Dyskusja z nim powinna zostać natomiast przerwana w momencie postulatu opodatkowania spadków, a w chwili deklaracji, że spadki są amoralne, bo powinnismy wszyscy zaczynać z równymi szansami – kaftan bezpieczeństwa. Apage, satanas!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz