Uderzenie w Huawei. Koniec globalizacji, jaką znaliśmy

Chiny wciąż zazdrośnie strzegą własnego rynku przed dostępem zagranicznych podmiotów. USA dostosowują do tej strategii własne zachowanie. Transnarodowe korporacje stanowią w tej rozgrywce jeden z kluczowych instrumentów

Ostatni tydzień przyniósł kolejną odsłonę wojny handlowej między USA a ChRL, tym razem toczoną na płaszczyźnie technologicznej. Obecnie zdolność gospodarki danego państwa do samodzielnego wyprodukowania flagowego modelu smartfona jest również wskaźnikiem jego pozycji międzynarodowej. Zbudowanie i sprzedaż tych urządzeń jest niezwykle skomplikowanym i wielowarstwowym procesem wymagającym koordynacji, na który składa się m.in. produkcja komponentów, tworzeniem oprogramowania oraz globalna sprzedaż.

Decyzja prezydenta Trumpa przyspieszy tylko stworzenie przez chińskiego giganta własnego systemu operacyjnego (oraz towarzyszącego mu ekosystemu usług). Podobno prace takie trwają już od 2012 roku, a pierwsza wersja ma być dostępna już jesienią tego roku

By lepiej zrozumieć dynamikę ostatnich wydarzeń, warto odtworzyć kilka faktów z ostatnich dni. 10 maja miała miejsce kolejna tura negocjacji amerykańsko-chińskich, które zakończyły się fiaskiem. Pięć dni później prezydent Donald Trump rozporządzeniem (Executive Order 13873) zakazał amerykańskim przedsiębiorstwom wykorzystywanie sprzętu telekomunikacyjnego wyprodukowanego przez podmioty stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. Zaraz po tym Departament Handlu Stanów Zjednoczonych dopisał Huawei na listę podmiotów uznanych za zagrożenie dla amerykańskiego interesu narodowego (obok 70 innych firm). W poniedziałek, 20 maja (wg polskiego czasu) konglomerat Alphabet (założony przez Google), Intel, Nvidia, Qualcomm, Microsoft oraz inne amerykańskie firmy ogłosiły, iż chcąc przestrzegać amerykańskiego prawa zawieszają współpracę z Huawei. Świat nowoczesnych technologii zamarł. Jednak dzień później Departament Handlu Stanów Zjednoczonych udzielił Huawei licencji do 19 sierpnia na podtrzymanie wsparcia użytkowników oraz zgodę na zakup amerykańskich produktów wykorzystywanych do utrzymania już istniejących sieci telekomunikacyjnych.

Zawieszając na 90 dni sankcje wobec chińskiego giganta, Waszyngton optymalizuje własną strategię. Z jednej strony pokazuje, że troszczą się o własne przedsiębiorstwa i konsumentów – osłabiając reputację Huawei i dając czas na dostosowanie się, z drugiej utrzymuje niepewność – nie jest jasne co stanie się po upływie wskazanego terminu, dodatkowo zwiększa presję na chińskie stanowisko w sprawie nowej umowy handlowej. Wszystko to będzie mieć dalekosiężne skutki. Warto wskazać niektóre z kontekstów toczącej się na naszych oczach „technologicznej zimnej wojny”.

Huawei oskarżane jest o budowę własnego modelu biznesowego na nieuczciwej konkurencji – kradzieży własności intelektualnej. Firma oskarżana jest również przez Waszyngton o to, że oferowane przez nią urządzenia i oprogramowanie nie są bezpieczne i mogą służyć do szpiegowania. Obaw tych nie można wykluczyć (czego dowodzi pośrednio kolejny brytyjski rządowy raport oceny technologii Huawei), jednak z drugiej strony po wybuchu tzw. „afery Snowdena” i informacjach na temat gromadzenia wielkich ilości danych na nasz temat przez wielkie korporacje międzynarodowe jest jasne, że zarzuty te są co najmniej tak samo prawdziwe w stosunku do Waszyngtonu i amerykańskich firm.

Jeżeli odcięcie od współpracy z amerykańskimi firmami utrzymałoby się w pełnym wymiarze dla chińskiego giganta najdotkliwsza będzie utrata partnerstwa ze współtwórcą systemu Android, firmą Google – zatrzymana zostanie aktualizacja systemu, dodatkowo przyszłe produkty Huawei utracą dostęp do usług w tym m.in. Google Play Store, Gmail, Chrome, Google Maps, weryfikacji użytkownika, ochrony przez szkodliwym oprogramowaniem i serwisu YouTube. Pewnym obejściem może być korzystanie z tych aplikacji bezpośrednio w przeglądarce, jednak dla firmy produkującej smartphony nie tyko dla chińskich użytkowników byłby to poważny cios – w 2018 roku 49% sprzedaży stanowiły rynki zewnętrzne (w pierwszym kwartale 2019 roku Huawei z 59,1 mln wyprodukowanych telefonów był drugim po Samsungu największym producentem tych urządzeń). Oznacza to najprawdopodobniej, że decyzja prezydenta Trumpa przyspieszy tylko stworzenie przez chińskiego giganta własnego systemu operacyjnego (oraz towarzyszącego mu ekosystemu usług). Podobno prace takie trwają już od 2012 roku, a pierwsza wersja ma być dostępna już jesienią tego roku. W konsekwencji powstanie kolejna linia cyfrowego podziału świata.

Jeszcze większą siłę oddziaływania mogłyby mieć ewentualne chińskie restrykcje związane z wydobyciem i eksportem metali ziem rzadkich – niezbędnego komponentu większości urządzeń elektronicznych, z których korzystamy

Zakazem objęta została również sprzedaż amerykańskich komponentów niezbędnych do produkcji m.in. telefonów komórkowych, laptopów, serwerów czy świadczenia usług w chmurze. W 2018 roku Huawei sprowadzał z zagranicy podzespoły wartości ok. 70 mld dolarów, z czego 11 mld stanowił import z USA. Chiński gigant posiada już możliwość tworzenia najbardziej zaawansowanych procesorów (m.in. układy Kirin), jednak nie wszystkie urządzenia z niego korzystają i amerykańskie podzespoły są wciąż konieczne. Oznacza to potencjalną szansę na współpracę dla innych niż amerykańscy producentów (np. z Niemiec), którzy będą mogli wykorzystać okazję na zastąpienie podmiotów z USA. Huawei sugeruje, że przewidując amerykańskie zachowanie, dysponuje zapasem podzespołów, który umożliwi firmie płynne funkcjonowanie nawet w perspektywie roku. Tym niemniej, jeśli amerykańskie sankcje miałyby zostać utrzymane w mocy, potrzeba będzie dużo czasu, zanim nowe łańcuchy dostaw powstaną i okrzepną. Niewiadomą jest jeszcze reakcja chińskiego państwa na działania wymierzone w chiński sektor telekomunikacyjny i konsekwencje takich działań. Zwłaszcza, jeśli w odwecie obłożono by dodatkowymi opłatami produkcję np. komponentów albo całych urządzeń wówczas ceny produktów z Chin mogłyby znacząco wzrosnąć. W pamięci należ też mieć, iż wielu z amerykańskich gigantów w dziedzinie nowoczesnych technologii posiada linie produkcyjne w Państwie Środka, w tym m.in. Apple i Tesla. Jeszcze większą siłę oddziaływania mogłyby mieć ewentualne chińskie restrykcje związane z wydobyciem i eksportem metali ziem rzadkich – niezbędnego komponentu większości urządzeń elektronicznych, z których korzystamy.

Nie bez znaczenia jest też wewnątrzkrajowy wymiar toczącej się „zimnej wojny handlowej”. Zwłaszcza, to że w 2020 roku Amerykanie będą wybierać kolejnego prezydenta. Fakt ten może wpływać na tempo i formę aktualnych działań Donalda Trumpa, które przynajmniej częściowo mogą być motywowane budową oferty politycznej przed nadchodzącymi wyborami, zwłaszcza że musi się borykać nie tylko z krytyką Demokratów, ale i tą pochodzącą z szeregów własnej partii.

Na dalszy rozwój wypadków trzeba jeszcze poczekać, jasne jest jednak, że zarówno USA, jak i Chiny są zdeterminowane bronić własnych interesów, ponieważ od rozstrzygnięcia konfliktu handlowego zależeć będzie kształt geopolitycznej układanki w następnych 30 latach.

Dr Błażej Sajduk - politolog i historyk myśli politycznej, adiunkt w Zakładzie Myśli Politycznej Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ, senator UJ. W latach 2010–2017 prorektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. J. Tischnera. Uczestnik licznych kursów z zakresu zarządzania i biznesu (m.in. w: Zeppelin Universität, Ivey Business School) i szkoleń poświęconych militarnym aspektom wykorzystania nowoczesnych technologii (m.in. prowadzonych przez Joint Special Operations University). Ekspert ds. bezpieczeństwa i edukacji Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego oraz współpracownik Nowej Konfederacji. Zainteresowania badawcze: wymiary etyczny i społeczny wykorzystania najnowszych technologii, analiza polityczna oraz filozofia polityki. Autor monografii oraz kilkudziesięciu opracowań, artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu współczesnej politologii i stosunków międzynarodowych oraz dydaktyki akademickiej i polskiej myśli politycznej. Opublikował m.in. jako współautor (z Rafałem Matyją): Wybory 2014–2015 a przemiany elit politycznych Trzeciej Rzeczypospolitej (2017); e-książkę: Nowoczesna dydaktyka akademicka. Kto kogo uczy? http://dydaktyka-akademicka.pl/ (2014); Socjologię tłumu, psychologię narodów i historiozofię w myśli społeczno-politycznej Jana Karola Kochanowskiego (2011).

Komentarze

2 odpowiedzi na “Uderzenie w Huawei. Koniec globalizacji, jaką znaliśmy”

  1. Georealista pisze:

    85% rynku surowców strategicznych [ziem rzadkich – koniecznych dla high-tech – także branży militarnej] jest w ręku Chin. Podniesienie cen – zwłaszcza selektywne „cła wywozowe” względem USA – i gra na „dziel i rządź” USA względem UE może dać nowy poziom wymiany ciosów. W tym wojnę walutową, ale nawet selektywną blokadę US Navy względem morskiego handlu światowego z/do Chin. Pytanie, czy US Navy jest w stanie tę blokadę utrzymać…. Moim zdaniem ma za mało okrętów do misji policyjnych. Należałoby zdyscyplinować sojuszników i zaprzęgnąć ich floty. Z Royal Navy, czy marynarka australijską, nie będzie problemu, gorzej np. z flotą Niemiec czy Francji czy…Italii. Wbrew pozorom Japonia nie jest już 100% pewnym sojusznikiem USA – od roku stara się deeskalować i czyni kroki zbliżenia do Pekinu – zaczęło się od układu w sprawie Arktycznego Jedwabnego Szlaku. No i Indie – bardzo, ale to bardzo zjeżone ze względu na zakaz importu ropy z Iranu. W każdym razie blokada Iranu będzie tak naprawdę pierwszą „przymiarką” i swoistą „sondą” do ustawienia blokady Chin – próbą generalna do realizacji planu ewentualnościowego w razie embarga ziem rzadkich przez Chiny – lub odpowiedzią na wojnę walutową. Gdzie niekoniecznie wojna walutowa [a właściwie finansowa] musi ograniczyć się do dewaluacji waluty. To może być tez szereg uderzeń w transakcjach HRT, które w sumie by dały duży wolumen finansowy, a z racji automatycznych transakcji łatwo „zwalić” winę na „błędy” lub „cyberatak strony trzeciej” i inne „hybrydowe” rozmydlanie stron konfliktu. Chiny mają jeszcze broń ostateczną jednorazowego użytku – rzucenie 3 bilionów dolarów na rynki walutowe dla załamania dolara, by się nie podniósł po wszczętej panice wyprzedaży dolara w układzie reakcji łańcuchowej. Ale – to byłoby opatrzone bardzo, bardzo dużym ryzykiem twardego odwetu [nawet sił strategicznych] – a na pewno także kosztami własnymi z tytułu utraty rezerw i chaosu na świecie – a właściwie załamania czy nawet dłuższego kollapsu gospodarki światowej – z której Chiny żyją. Poniekąd obie strony są jak w pojedynku na beczkach prochu w prochowni – broń jest w pogotowiu- tylko czy opłaca się ją użyć? Stąd dużo sygnalizowanych gróźb – i mimo wszystko „wstrzemięźliwe” skalowanie akcji i reakcji obu stron. Jak w „Trylogii” – „złapał Kozak Tatarzyna – a Tatarzyn za łeb trzyma”…

  2. to było nieuniknione pisze:

    Ograniczenie rozszalałej, drapieżnej globalizacji przychodzi w sposób jakiego pewnie można było się spodziewać – kolejny konflikt i zagrożenie. Dla zwykłych ludzi dobrze się dzieje, zwinięcie globalizacji, ograniczenie rynków. Będą dwa światy i rywalizacja między nimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz