Turul nad ukraińskim niebem

Zegar na wieży kościoła reformatów w Berehowie pokazuje godz. 11.30, mimo że na Ukrainie jest 12.30. Połowa miasta funkcjonuje wg czasu budapesztańskiego. Czym jeszcze wyróżnia się życie węgierskiej mniejszości na ukraińskim Zakarpaciu?

Od kilku miesięcy o Zakarpaciu jest głośno. Przyjęta przez Radę Najwyższą i podpisana przez prezydenta Petra Poroszenkę we wrześniu 2017 r.  ustawa oświatowa faktycznie zakłada likwidację szkolnictwa mniejszości węgierskiej na Ukrainie na poziomie wyższym, aniżeli szkoła podstawowa. Kijów mówi o konieczności integracji społeczeństwa, Budapeszt o prawach człowieka. Dwa monologi są dość dobrze słyszalne, także w Polsce. Głos regionu słychać słabiej, a jest on znacznie bardziej niejednoznaczny, a przez to ciekawy.

Granica

Na Zakarpacie wjeżdżałem od strony Słowacji. W Koszycach wygodne i tanie, czeskie Pendolino zamieniłem na rozklekotany, ukraiński autobus. Jechaliśmy przez krajobraz, który z każdym kilometrem stawał się coraz bardziej pusty i ubogi. Za oknem majaczyły coraz bardziej zaniedbane chałupy i niesymetrycznie porozrzucane sady.  W tym pochmurnym listopadowym dniu wschodnia Słowacja płynnie przechodziła w zachodnią Ukrainę. Nie było widać żadnej radykalnej granicy między Zachodem i Wschodem. Pojęcia te zlewały się w jednolitym krajobrazie. Nawet granica Vyšné Nemecké-Użhorod nie pełniła roli zapory cywilizacyjnej porównywalnej z polsko-ukraińskimi przejściami granicznymi. Niewielkie i praktycznie puste przejście graniczne przekroczyliśmy w czterdzieści minut.

Harmasij nie podobają się węgierskie flagi, wiszące obok ukraińskich na urzędach w miejscach zwartego osadnictwa Węgrów na południu obwodu. Symbol turula, którego kilka pomników porozrzucanych jest po Zakarpaciu, w jej środowisku określa się często jako „znak władzy sąsiedniego państwa”

Przede mną siedziała dwójka młodych ludzi rozmawiających w języku węgierskim. Na słowackiej części przejścia wyjęli paszporty z czerwoną okładką, na ukraińskiej – z niebieską. W podobny sposób przekracza granicę być może nawet 2/3 z 150 tysięcy zakarpackich Węgrów. Formalnie dobrowolne przyjmowanie paszportu innego państwa przez obywatela Ukrainy jest zakazane, w praktyce – tolerowane. Zakarpaccy Węgrzy otrzymują obywatelstwo według uproszczonych procedur z 2010 r. Przyjęta wówczas ustawa znacząco zliberalizowała przepisy i zniosła obowiązek zameldowania na terytorium Węgier. Od wprowadzenia w 1 stycznia 2012 r. przez Fidesz nowej konstytucji mniejszość węgierska otrzymała czynne i bierne prawo wyborcze. Wszystko to powoduje sprzeciw ze strony części Ukraińców.  W sierpniu 2017 r. na kanale „112 Ukraina” pojawił się film Operacja paszport, którego autorzy sugerowali możliwość powtórzenia się donbaskiego scenariusza na Zakarpaciu. Wywołał on protesty nie tylko Węgrów, lecz również miejscowych Ukraińców z gubernatorem obwodu zakarpackiego Hennadijem Moskalem na czele.

Gdzie ten nacjonalizm?

Użhorod jest jednym z bardziej europejskich miast Ukrainy, pomimo że niezbyt pasuje do stereotypowego obrazu zachodniej części kraju, gdzie europejskość miesza się z nacjonalizmem. Centrum Użhorodu przypominałoby prowincjonalne czeskie lub słowackie miasteczko, gdyby nie jego stołeczny charakter, sprawiający, że na kilku odnowionych ulicach życie tętni. Ale już kilkadziesiąt metrów dalej zaczynają się postsowiecki nieporządek i bieda. Na ulicach Użhorodu trudno zauważyć jakichkolwiek ślady ukraińskiego nacjonalizmu. W sklepach z pamiątkami łatwiej o kupienie magnesu przedstawiającego mitycznego ptaka turula, który według legend w IX wieku wskazał Węgrom pod dowództwem Arpada drogę do „zajęcia ojczyzny”, aniżeli o kubek z wizerunkiem Stepana Bandery. Symboliki węgierskiej jest przynajmniej tyle samo, co ukraińskiej. I nieszczególnie to dziwi biorąc pod uwagę fakt, że ziemie te pozostawały częścią Korony Świętego Stefana od głębokiego średniowiecza po podział Węgier w XVI w (później były m.in. częścią Austro-Węgier).  Podobnie z upamiętnieniami. Trzy lata temu, kiedy na Ukrainie nabierała już siły narodowa tromtadracja, w mieście odsłonięto skwer cesarzowej Marii Teresy. W Użhorodzie znajdziemy też liczne miejsca pamięci węgierskiej czy żydowskiej, ale nie ma chyba ani jednego symbolu, który upamiętniałby Organizację Ukraińskich Nacjonalistów czy Ukraińską Powstańczą Armię. Współcześni nacjonaliści też są słabi. Walczący o paneuropejską, białą cywilizację ruch Sicz Karpacka od czasu do czasu trafia na centralne kanały, ale liczy nie więcej, aniżeli kilkadziesiąt osób. Swoboda jest silniejsza, ale mimo to nie ma żadnego deputowanego w Zakarpackiej Radzie Obwodowej.

Z Iryną Harmasij będąca zastępcą kierownika lokalnej Swobody do spraw pamięci historycznej spotykam się pod budynkiem administracji obwodowej. Pytam o kwestie pamięci i symboli. Zdaniem działaczki Węgrzy prowadzą politykę oswajania przestrzeni poprzez nasycenie terenu własną symboliką. Harmasij nie podobają się węgierskie flagi, wiszące obok ukraińskich na urzędach w miejscach zwartego osadnictwa Węgrów na południu obwodu. Symbol turula, którego kilka pomników porozrzucanych jest po Zakarpaciu, w jej środowisku określa się często jako „znak władzy sąsiedniego państwa”. Nie podoba się jej też Maria Teresa, a zwłaszcza znajdujący się na Przełęczy Wereckiej pomnik symbolizujący przekroczenie przez Węgrów pod dowództwem Arpada Karpat i „zajęcie ojczyzny” (honfoglalás). Jak przekonuje, „te imperialne symbole zostały ustanowione bez omówienia tych kwestii z lokalną społecznością i z naruszeniem obowiązującego ustawodawstwa. A pomnik na Przełęczy Wereckiej nie ma podstaw istnienia, gdyż plemiona węgierskie nie przekroczyły Karpat w tym miejscu”.  Irytacja Harmasij i jej towarzyszy z partii ma ograniczony wpływ na rzeczywistość polityczną Zakarpacia. Swoboda jest dostatecznie silna, aby podgrzać atmosferę, ale stanowczo zbyt słaba, by wywołać jakikolwiek poważny konflikt.

Polityczne puzzle na Zakarpaciu

Mniejszość węgierska na Zakarpaciu zorganizowana jest w dwie oddzielne struktury: Towarzystwo Węgierskiej Kultury Zakarpacia (Kárpátaljai Magyar Kulturális Szövetség, KMKSZ) oraz Demokratyczny Związek Węgrów Ukrainy (Ukrajnai Magyar Demokrata Szövetséget, UMDSZ). KMKSZ opiera się na Fideszu, a w polityce ukraińskiej współpracuje z partiami orientacji narodowo-demokratycznej (Nasza Ukraina, Blok Petra Poroszenki). UMDSZ na odwrót, długie lata współpracował z węgierskimi socjalistami i Partią Regionów, a dzisiaj znajduje się w głębokiej defensywie, o czym świadczy fakt, że podczas ostatnich wyborów samorządowych wszyscy węgierscy kandydaci kandydowali z listy KMKSZ.

„Z jednej strony gubernator jest człowiekiem Poroszenki, z drugiej mniejszość węgierska zapewnia mu większość w radzie obwodowej i administracyjny wpływ na terytorium. A ponieważ stosunki z Budapesztem nie są dla Poroszenki priorytetowe, to Moskal może sobie pozwolić na większą samodzielność”

Aby dowiedzieć się czegoś więcej o roli Węgrów w polityce lokalnej na Zakarpaciu, umówiłem się z lokalnym działaczem społecznym Wołodymyrem Feskowem. Siedzieliśmy w knajpie na głównej ulicy, Korzo. W tle przygrywała dobra stara muzyka rockowa i metalowa z lat osiemdziesiątych. Mój rozmówca tłumaczył kulisy zakarpackiej polityki ostatnich kilku lat. Po Majdanie na politycznej mapie obwodu zakarpackiego główną siłą stało się Jedyne Centrum kierowane przez lidera miejscowego klanu Wiktora Bałohę. Jej główny przeciwnik Partia Regionów znajdowała się w rozsypce. Kiedy przyszły wybory prezydenckie, Bałoha poparł Petra Poroszenkę, a następnie zaprzągł cały miejscowy adminresurs w jego kampanię. Poroszenko zrewanżował się podczas wyborów parlamentarnych. Jego partia wycofała się z regionu umożliwiając rodzinie Bałohów zwycięstwo w czterech okręgach jednomandatowych. Stopniowo stosunki między politykami zaczęły się psuć i na początku lata 2015 r. były już bardzo złe. Do oficjalnego zerwania doszło na skutek incydentu w Mukaczewie. 11 lipca 2015 r. grupa uzbrojonych członków Prawego Sektora zorganizowała zajazd na kompleks rekreacyjny Antares należący do związanego wcześniej z Partią Regionów Mychajła Łania. Dwie osoby zginęły, a kilkanaście zostało rannych. Prawy Sektor zapewne działał w interesie Bałohy, a poszło o podział dochodów z przemytu, który jest jednym z wyróżników ściśle przylegającego do unijnych granic obwodu zakarpackiego. Dwa dni po strzelaninie Poroszenko zmienił człowieka Bałohy, Wasyla Hubala, na stanowisku tutejszego gubernatora na gubernatora obwodu ługańskiego Hennadija Moskala.

Podczas jesiennych wyborów samorządowych drogi Poroszenki i Bałohy ostatecznie się rozeszły. Lider „Jedynego Centrum” zażądał, aby prezydent nie wtrącał się w sprawy Zakarpacia. Poroszenko odmówił. Wówczas Moskal porozumiał się z byłymi regionałami skupionymi wokół Łani, przeciągnął na swoją stronę kuzyna Bałohy Wasyla Petiowkę, wreszcie dogadał się z posiadającymi silne pozycje na południu obwodu Węgrami. W rezultacie chociaż najsilniejszą frakcją w zakarpackiej radzie obwodowej pozostało „Jedyne Centrum”, to koalicję utworzyli jego przeciwnicy. Węgrzy posiadający osiem mandatów okazali się języczkiem u wagi.

Brakuje kadr. Kiedy do węgierskiej wsi przyjeżdża ukraińska nauczycielka to zazwyczaj nie zna węgierskiego, a dzieci nie znają ukraińskiego. Jak można kogokolwiek wówczas nauczyć języka państwowego?

Kiedy wprowadzono ustawę językową, Moskal znalazł się między młotem, a kowadłem. – Z jednej strony gubernator jest człowiekiem Poroszenki, z drugiej mniejszość węgierska zapewnia mu większość w radzie obwodowej i administracyjny wpływ na terytorium. A ponieważ stosunki z Budapesztem nie są dla Poroszenki priorytetowe, to Moskal może sobie pozwolić na większą samodzielność. Oprócz tego gubernator posiada wsparcie we Froncie Narodowym, koalicjancie BPP – twierdzi Feskow. Tak więc, kiedy po przyjęciu ustawy przez Radę Najwyższą wybuchł skandal, Zakarpacka Rada Obwodowa zwróciła się do prezydenta z prośbą o weto. Zdaniem Feskowa Moskal wiedział, że włos mu z głowy za to nie spadnie. Tak samo później, kiedy przyjął ministra spraw zagranicznych Węgier Pétera Szijjártó, mimo że ten w tym samym czasie zignorował swojego ukraińskiego kolegę Pawła Klimkina. Media centralne gubernatora wyzywają od zdrajców, Węgrów widzą w roli piątej kolumny. Tymczasem w rzeczywistości nikt nie przekracza granic przy realizacji swoich interesów. Polityczny teatr trwa w najlepsze.

Węgry na Ukrainie

Gdy dojeżdża się do Berehowa, krajobraz się zmienia. Pagórkowate i górzyste widoki obecne jeszcze na wysokości Użhorodu czy Mukaczewa przechodzą się w nizinę, która niegdyś była stepem. Zmienia się również język przydrożnych bilbordów i reklam. Z ukraińskiego na węgierski. Berehowo jest niewielkim, dwudziestokilkutysięcznym, środkowoeuropejskim miasteczkiem. W odróżnieniu od Użhorodu nie ma w nim prawie nic wschodniego. Elewacje odnawianych za węgierskie pieniądze kamienic jak na standardy ukraińskie błyszczą. Budapeszt ma zresztą konkretny powód, aby inwestować w Berehowo. Miasto jest głównym centrum węgierskiej mniejszości i kultury na Zakarpaciu. Według spisu ludności z 2001 r. Węgrzy stanowili w nim 48 proc., a Ukraińcy – 38 proc. Spacerowałem po Berehowie z miejscowym dziennikarzem Ołehem Suprunenką. Moją uwagę przyciągnął zegar na wieży miejscowego Kościoła Reformatów pokazujący godzinę 11.30. Zerknąłem na telefon, zgodnie z którym było o godzinę później. Faktycznie połowa Berehowa żyje według czasu środkowoeuropejskiego. Na gmachach użyteczności publicznej, pojawiają się oznaczenia, że dana instytucja pracuje zgodnie z czasem kijowskim bądź budapesztańskim. W Berehowie poraża też zagęszczenie pomników i tablic pamiątkowych. Ich ilość przekracza dwieście, co w przeliczeniu na mieszkańca jest z najwyższym współczynnikiem w skali całej Ukrainy. Dominują oczywiście pomniki węgierskie: Stefan I Święty, Sándor Petőfi, Lajos Kossuth i inni. Ukraińska pisarka Oksana Zabużko po trzech dniach spędzonych w Berehowie powiedziała, że nigdy nie podejrzewała, że na Węgrzech jest tylu wielkich pisarzy.

Elewacje odnawianych za węgierskie pieniądze kamienic jak na standardy ukraińskie błyszczą. Budapeszt ma zresztą konkretny powód, aby inwestować w Berehowo. Miasto jest głównym centrum węgierskiej mniejszości i kultury na Zakarpaciu

Siadamy z Suprunenką w prowincjonalnej węgierskiej knajpce i zamawiamy po langoszu (podobno najlepszym w całym Berehowie). Rozmawiamy o niedawno przyjętej przez Radę Najwyższą ustawie, zgodnie z którą szkoły mniejszości narodowych od 5 klasy wzwyż muszą w pełni przejść na język ukraiński. Inicjatorom ustawy chodziło integrację społeczeństwa. W przygranicznych regionach Zakarpacia problem ten jest szczególnie palący. W rejonie berehowskim prawie dwie trzecie dzieci nie zdaje matury z języka ukraińskiego, co zamyka im drogę do zdobycia wyższego wykształcenia na Ukrainie. Suprunenko dostrzega problem. – Nie może być tak, że człowiek nie zna języka kraju, w którym żyje – przekonuje. A równocześnie stwierdza, że ustawę językową przyjęto bez zastanowienia, gdyż w regionie nie ma możliwości uczenia węgierskich dzieci po ukraińsku. Brakuje nauczycieli, którzy znają ukraiński, a zarazem byliby w stanie w języku węgierskim wyjaśnić uczniom niezrozumiałe pojęcia. Nie wypracowano metodyki nauczania, brakuje podręczników, pomocy szkolnych.

Kijów nie interesuje się szczególnie Zakarpaciem, za to próbuje decydować o losach miejscowych mieszkańców z pozycji siły. Budapeszt na odwrót. Każdy uczeń uczęszczający do węgierskiej szkoły otrzymuje dodatek w wysokości siedmiu tysięcy hrywien rocznie. Premie finansowe dostają również nauczyciele. Węgrzy realizują również program wsparcia drobnych węgierskojęzycznych przedsiębiorców grantami po 3 miliony forintów (niecałe 10 tysięcy euro) każdy.  Za węgierskie pieniądze odnowiono Zakarpacki Instytut im. Franciszka Rakoczego II. Istnieją też projekty infrastrukturalne nakierowane na region. Budapeszt już zapowiedział przekazanie Ukraińcom kredytu w wysokości 50 milionów euro na budowę obwodnicy Berehowa, która ma stanowić część szerszego projektu łączącego trasę Kijów-Czop z Międzynarodowym Korytarzem Transportowym M5. Dyskutowany jest również projekt szybkiej kolei biegnącej z Budapesztu do Mukaczewa, a stamtąd być może dalej do Lwowa. Węgrzy są obecni w regionie. Pytam Suprunenkę, czy w takim razie można powiedzieć, że Budapeszt próbuje zachować „Wielkie Węgry” na poziomie wyobrażonym – przytakuje i stwierdza, że Węgrom faktycznie zależy, aby mniejszość pozostała na miejscu (choć i tak jej liczba maleje), gdyż może za kilkadziesiąt lat coś się zmieni. Tylko co z tego, skoro miejscowa ludność – zarówno węgierska, jak i ukraińska – czerpie obiektywne korzyści z węgierskiej obecności?

Pytam również o separatyzm.  Pięć dni przed naszą rozmową Swoboda zerwała węgierską flagę z rady miejskiej w Berehowie, uznając ją za przejaw separatyzmu. Mój rozmówca przecząco kiwa głową i mówi, że sprawa jest sztucznie nakręcana przez nacjonalistów i część kanałów telewizji centralnej. – Ludzie żyją razem, oddzielnie tylko organizacje społeczne, węgierskie szkoły zbierały pieniądze na zaopatrzenie dla armii, a kilkunastu Węgrów zginęło na wojnie, o jakim separatyzmie mówimy? Jeżeli ktoś nakręca separatyzm, to nacjonaliści zrywający węgierskie flagi – ripostuje.

Kijów nie interesuje się szczególnie Zakarpaciem, za to próbuje decydować o losach miejscowych mieszkańców z pozycji siły. Budapeszt na odwrót. Każdy uczeń uczęszczający do węgierskiej szkoły otrzymuje dodatek w wysokości siedmiu tysięcy hrywien rocznie

O to samo zagadnienie zapytałem Karolinę Darcsi z KMKSZ, która opisuje Zakarpacie jako kraj współistnienia wielu kultur. – Na Zakarpaciu nie ma konfliktów, pokojowo żyją ze sobą Ukraińcy i Węgrzy, Słowacy, Rumuni i inne narodowości. Spory zaczynają się dopiero, kiedy przyjeżdżają do nas nacjonaliści z sąsiedniej Galicji twierdzący wbrew faktom, że Węgrzy są separatystami – mówi Darcsi. Co prawda przyznaje, że większość ludności węgierskiej  posiada dwa paszporty, ale nie bez racji zauważa: – Wielu ukraińskich polityków posiada po dwa paszporty. Jeżeli władze w Kijowie chcą zabronić podwójnego obywatelstwa, to powinny zacząć od Rady Najwyższej. Awanturę o flagę węgierska działaczka komentuje krótko: – Flaga narodowa została wywieszona w Berehowie zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem, którego Swoboda nie zna. Dopytuję o kwestię integracji regionu w kontekście ustawy oświatowej, zwracając uwagę na kiepską zdawalność matur i słabą znajomość języka państwowego. Mam wrażenie, że Darcsi początkowo nieco bagatelizuje problem. Przekonuje, że Węgrzy pracują w niemal wszystkich zawodach, odgrywają znaczną rolę w lokalnej polityce, a nawet giną za Ukrainę na wojnie. Po chwili jednak zmienia ton.  – Od dwudziestu sześciu lat ukraińskie ministerstwo oświaty nie zdołało za państwowe pieniądze wydać słownika ukraińsko-węgierskiego. Nie mamy wypracowanej metodyki, podręczników, książek, elementarzy. Brakuje kadr. Kiedy do węgierskiej wsi przyjeżdża ukraińska nauczycielka to zazwyczaj nie zna węgierskiego, a dzieci nie znają ukraińskiego. Jak można kogokolwiek wówczas nauczyć języka państwowego? – pyta. A jednocześnie dodaje, że konieczność wypracowania metodyki nauczania nie powinna oznaczać, że węgierskie dzieci mają się uczyć fizyki po ukraińsku. Darcsi nie widzi żadnych przesłanek do zajęcia w przyszłości całości bądź części obwodu zakarpackiego przez Węgrów. Sugeruje raczej odwrotny kierunek: to przez Zakarpacie i Budapeszt powinna biec droga Ukrainy do Europy.

***

11 grudnia 2017 r.  Komisja Wenecka oficjalnie ogłosiła decyzję w sprawie ukraińskiej ustawy oświatowej. Uznając prawo Ukrainy do wprowadzenia rozwiązań, mających na celu wzmocnienie pozycji języka państwowego, komisja wysunęła szereg zastrzeżeń i rekomendacji względem przyjętego ustawodawstwa. Obydwie strony sporu odtrąbiły sukces, a przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Andrij Parubij zapowiedział, że zmian w ustawie oświatowej nie będzie. Ponieważ w „zamrażarce” ukraińskiego parlamentu leży projekt ustawy faktycznie zakazującej podwójnego obywatelstwa, a elementem spornym jest też zakres wykorzystania języka mniejszości w administracji rejonowej (obecnie bardzo szeroki), to o Zakarpaciu na pewno jeszcze usłyszymy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz