To jeszcze nie zapaść

Duży spadek produkcji budowlano-montażowej wynika z mniejszej dynamiki inwestycji infrastrukturalnych. Nie musi to jednak oznaczać długoterminowego spowolnienia w budownictwie.

Duży spadek produkcji budowlano-montażowej wynika z mniejszej dynamiki inwestycji infrastrukturalnych. Nie musi to jednak oznaczać długoterminowego spowolnienia w budownictwie.

W październiku mieliśmy do czynienia z dużym (20,6 proc. w stosunku rok do roku) spadkiem produkcji budowlano-montażowej. Pojawiły się głosy, że mamy do czynienia z zapaścią rynku budowlanego. Czy tak jest rzeczywiście? Na produkcję budowlaną składają się zasadniczo dwie części: inwestycje prywatne w różnych segmentach rynku (mieszkaniowym, biurowym, przemysłowym itd.) oraz inwestycje zlecane przez państwo (tu przede wszystkim infrastruktura drogowa, ale też budynki użyteczności publicznej, szpitale itp.). Pierwsza z tych części, tj. sektor prywatny, od kilku lat notuje we wszystkich segmentach stopniowy wzrost – wynikający z ogólnych trendów koniunktury gospodarczej w nieruchomościach. I tak na przykład – w obrębie budownictwa mieszkaniowego – w okresie od stycznia do października odnotowano wyższą liczbę: lokali oddanych do użytkowania (o 9,2%), wydanych pozwoleń na budowę i zgłoszeń (o 10,5%), rozpoczętych budów (o 4,3%). Warto dodać, że są to wzrosty mniejsze niż przed rokiem, co może potwierdzać obserwowane przez deweloperów od początku br. wytracenie dynamiki rynku. Należy się spodziewać, że jest to trend trwały i że branżę nieruchomości czeka w najbliższych latach (raczej niewielkie) osłabienie koniunktury.

Zupełnie inaczej wygląda sektor państwowy. Można powiedzieć, że jego dynamikę w Polsce kształtuje od kilkunastu już lat wielkość i efektywność wydawania środków unijnych. To tym środkom zawdzięczamy bardzo duży wolumen inwestycji infrastrukturalnych w ostatnich latach. 2016 rok przyniósł wyhamowanie tych inwestycji. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, zmiana władzy spowodowała wstrzymanie lub odwołanie części przetargów. Po drugie, był to moment pośredni pomiędzy kończącą się, a nową perspektywą budżetową UE – który z jednej strony wymusza finalizację projektów finansowanych ze starych środków, z drugiej nie rozpoczyna jeszcze inwestycji nowych, które są na etapie projektowania.

W części inwestycji nadzorowanych przez poprzedni rząd można dopatrywać się znacznej niegospodarności

Kwestia zmiany władzy i związanych z tym opóźnień przetargowych – też jest poniekąd naturalna. Tym bardziej, gdy w części inwestycji nadzorowanych przez poprzedni rząd można dopatrywać się znacznej niegospodarności, żeby nie powiedzieć mocniej. Koronnym przykładem takiego wątpliwego przedsięwzięcia jest zrealizowana przed Euro 2012 autostrada A2 łączącą Łódź i Warszawę, na znacznej swojej długości obstawiona barierami energochłonnymi osłaniającymi pola i lasy. Warto zwrócić uwagę, że gros tamtych inwestycji było bardzo zyskowne dla zagranicznych korporacji budowlanych (nie dziwi więc, że teraz to one najbardziej lamentują nad rzekomą zapaścią w budownictwie), często kosztem rodzimych firm podwykonawczych – niektóre z nich z tego powodu zbankrutowały. Tajemnicą poliszynela jest, że duże przetargi były często rozpisywane tak, aby umożliwić wybór konkretnych, dużych firm.

Dlatego krytyczna weryfikacja tych przetargów była wskazana. Oczywiście, jak zawsze w takich sytuacjach, pojawia się również obawa, czy jednych „ulubionych” wykonawców nie zastąpią inni, faworyci obecnej władzy – przy zachowaniu dawnych standardów zawyżonych kosztów i niegospodarności.

Niepokój musi budzić też stopień uzależnienia naszej branży budowlanej od środków unijnych. Należy pamiętać, że środki te mogą być kołem zamachowym tego sektora o tyle, o ile w długiej perspektywie jesteśmy w stanie zastąpić je innymi źródłami finansowania. Sztuczne pompowanie branży tylko dlatego, że trzeba wydać unijne fundusze może spowodować, że za parę lat będziemy borykać się z prawdziwą zapaścią polskiego rynku budowlanego.

 

Z wykształcenia: polonista i biochemik. Z zamiłowania czytelnik i trochę pisarz. Kiedyś współpracownik krakowskich "Pressji". Obecnie współredaktor kwartalnika "Suma.Pismo społeczno-kulturalne". Zawodowo związany z branżą nieruchomości.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz