Świąteczny kubeł zimnej wody

Mariusz Błaszczak zrobił to, czego oczekiwał od niego Kaczyński – ostudził emocje, towarzyszące rządom Antoniego Macierewicza, i zapewne wkrótce pokornie przyjmie inną rolę. Tymczasem sprawy najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa czekają

W każdym kraju święto wojska rządzi się takimi samymi prawami. Na ulice wytacza się najlepszy posiadany sprzęt, galowo odprasowani wyżsi oficerowie robią marsowe miny, a politycy rozdają uśmiechy, przyjmują gratulacje i skrzętnie obliczają rosnące procenty poparcia. Wojskowym należą się tego dnia szczere wyrazy szacunku za ich niełatwą służbę. Nam wszystkim, obywatelom i podatnikom – chwila satysfakcji i patriotycznego wzruszenia. Ale decydentom należy się kubeł zimnej wody, żeby zanadto nie uwierzyli we własną propagandę sukcesu. Fakty są bowiem znacznie mniej optymistyczne niż wrażenia ze świątecznej defilady.

Era ministra Macierewicza w MON zostanie zapamiętana głównie jako okres chaosu, demolowania służb specjalnych (szczególnie kontrwywiadu), absolutnej niezdolności do sfinalizowania kluczowych przetargów, odsuwania niepokornych, acz doświadczonych w boju i wykształconych zazwyczaj już w USA generałów pod pretekstem ich niewłaściwej przeszłości (bo mieli pecha urodzić się za wcześnie i zaczynali służbę „w brązowych butach”), faworyzowania cywilnych i mundurowych „misiów” ministra, teatralnych gestów co do dyslokacji jednostek, a także forsowania rozbudowy „nowych” wojsk obrony terytorialnej kosztem „starego” wojska. W przeciwieństwie do poprzednika – przez siedem miesięcy urzędowania na Klonowej min. Błaszczak taktycznie unikał skandali i kontrowersji, zaś strategicznie stawiał raczej na ewolucję, niż rewolucję.

Pomysł zakupu dwóch australijskich fregat klasy „Adelaide” wzmacnia tonącą Marynarkę Wojenną głównie na papierze i na krótką metę

Warto docenić widoczny wysiłek MON na rzecz racjonalizacji koncepcji obrony terytorialnej (szkoleniowo-sprzętowej, ale także liczebnej – z zapowiadanych 53 tys. do niespełna 30 tys. żołnierzy w roku 2019), spowolnienia szaleńczej karuzeli kadrowej (a przynajmniej pewnej poprawy stylu, w jakim są przeprowadzane zmiany), wprowadzenia efektywniejszego systemu kierowania i dowodzenia (w tym przywrócenia dowódczej roli szefa Sztabu Generalnego i przywrócenia dowództw poszczególnych rodzajów sił zbrojnych – acz, odnotujmy dla porządku, koncepcja ta ma szeregach armii liczne grono przeciwników). Udało się też podpisać kilka drobniejszych kontraktów, a przede wszystkim umowę na „Patrioty”, co ma, owszem, pewne znaczenie dla modernizacji technologicznej WP oraz jest sukcesem wizerunkowo-politycznym rządu, ale nadal nie rozwiązuje problemu z obroną naszej przestrzeni powietrznej, czy raczej jej faktycznym brakiem. A im dalej, tym gorzej.

Pomysł zakupu dwóch australijskich fregat klasy „Adelaide” wzmacnia tonącą Marynarkę Wojenną głównie na papierze i na krótką metę. Na dłuższą – okręty te będą drogie w eksploatacji niewspółmiernie do ich wartości bojowej, mocno skomplikują politykę zakupów dodatkowego wyposażenia i uzbrojenia (m.in. rakiet woda-powietrze i woda-woda), a w dodatku zapewne ich zakup wymusi zamknięcie ważnych dla polskich stoczni programów „Miecznik” i „Czapla” (budowa 6 nowoczesnych okrętów patrolowo-minowych i obrony wybrzeża). Już zrezygnowano z zakupu nowych okrętów podwodnych, mimo, że obecnie posiadane nie nadają się absolutnie do niczego.

W bliżej nieokreśloną przyszłość przesuwany jest także plan zakupu śmigłowców wielozadaniowych (w tym wersji najbardziej potrzebnych: do zwalczania okrętów podwodnych i ratowniczo-poszukiwawczych dla MW oraz dla Wojsk Specjalnych). To samo dotyczy programu „Kruk”, czyli pozyskania nowoczesnych śmigłowców szturmowych. W zamian, zawodowi i ochotniczy propagandyści ministra zaczęli nagle lansować tezę, jakoby śmigłowce w ogóle nie były potrzebne. Przekonali jakąś część opinii publicznej; pozostaje im tylko przekonać naszych potencjalnych wrogów, by łaskawie nie narażali nas na konieczność operacyjnego użycia helikopterów…

Spora część ciężarówek zbliża się do zacnego wieku 40 lat, zaś w połowie garnizonów brakuje nawet strzelnic

Zerwano rozmowy z Amerykanami w sprawie zakupu nowoczesnych systemów artylerii dalekiego zasięgu. Ślimaczą się inne projekty absolutnie niezbędne z punktu widzenia współczesnej sztuki wojennej, a tragicznie zaniedbane przez poprzedników: choćby zakupy aparatów bezzałogowych, a przede wszystkim budowa szumnie zapowiadanej jednostki do walki w cyberprzestrzeni. Aktualnie, po długich i kosztownych studiach i analizach, ustalono zdaje się to, co każdy przytomny cywil mógł wyjaśnić od razu i za darmo – że armii przy obecnych regulacjach nie stać na zatrudnienie odpowiedniej liczby wykwalifikowanych specjalistów, bo w sektorze prywatnym zarabiają znacznie więcej, niż etaty wojskowe przewidują dla czterogwiazdkowych generałów.

Dodajmy do tego – za raportem Najwyższej Izby Kontroli – że regulaminowy stan sprzętu i wyposażenia ma co szósta jednostka, co piąty z budynków wojskowych pilnie wymaga poważnych remontów albo natychmiastowego wycofania z eksploatacji, niemal połowa sprzętu transportowego osiągnęła pełnoletność, a spora część ciężarówek zbliża się do zacnego wieku 40 lat, zaś w połowie garnizonów brakuje nawet strzelnic do bieżącego szkolenia na miejscu. W tym kontekście zapowiedzi ministra o rychłej rozbudowie armii do stanu 200-tysięcznego najbardziej przerażają zapewne nie Rosjan, ale naszych kwatermistrzów i kucharzy.

Mariusz Błaszczak tymczasem nie traci humoru – ma ostatnio czas na podjazdowe wojenki medialne z prezydentem Gdańska oraz na pouczanie władz Poznania, że „powinny zajmować się swoimi zadaniami, zamiast organizować parady sodomitów”. W ten sposób zapewne poprawia swoją pozycję w partii oraz szanse na nową synekurę, ale autorytetu jako szef resortu nie buduje. MON nadal dramatycznie potrzebuje ministra, który po pierwsze choć trochę znałby się na wojsku, po drugie miałby zdolność i chęć stworzenia kompleksowego i długofalowego planu dla sił zbrojnych, a po trzecie i najważniejsze – siłę polityczną, by przeforsować wewnątrz resortu racjonalizację wydatków, na forum rządu zaś zwiększenie budżetu obronnego grubo ponad dotychczasowe 2 procent PKB. Bowiem, w obliczu wieloletnich zaniedbań, bez tego można tylko mieszać łyżeczką w szklance – jeśli nie dosypiemy cukru, herbata i tak nie zrobi się słodsza.

Polscy politycy wciąż wolą wydawać pieniądze na programy krótkoterminowo atrakcyjne dla elektoratu, niż na bezpieczeństwo

Wnioski są tyleż smutne, co brutalne. Pomimo ewidentnego „końca pauzy strategicznej” w regionie polscy politycy wciąż wolą wydawać pieniądze na programy krótkoterminowo atrakcyjne dla elektoratu, niż na bezpieczeństwo. Symulują modernizację sił zbrojnych i prężą muskuły wyłącznie na użytek dość prostackiej propagandy. Traktują jednocześnie MON jako chwilową przechowalnię dla działaczy; kto wie, może przed wyborami parlamentarnymi faktycznie powróci na fotel ministra Antoni Macierewicz, o ile prezes Kaczyński uzna, że jest to niezbędne dla optymalizacji wyniku wyborczego PiS. Zapewne po cichu modlą się przy tym, by nikt z naszych wrogów w najbliższych latach nie powiedział „sprawdzam”. A na wypadek, gdyby… zawsze przecież znajdą drogę do jakichś nowych Zaleszczyk. Wiedząc, że żołnierze – nawet źle uzbrojeni i wyposażeni oraz kiepsko zorganizowani i dowodzeni – przecież i tak spełnią swój obowiązek, i dadzą im szansę bezpiecznej ewakuacji.

Mariusz Błaszczak zrobił w MON to, czego oczekiwał od niego Jarosław Kaczyński – ostudził emocje, towarzyszące rządom Antoniego Macierewicza, i zapewne niebawem pokornie przyjmie inną rolę, którą wyznaczy mu Prezes i Partia. Tymczasem sprawy najważniejsze z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa – w tym realna modernizacja sił zbrojnych, nie tylko sprzętowa – nadal czekać będą na ministra, który sprosta wyzwaniu, a przede wszystkim na premiera, który go wesprze.

Witold Sokała
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, wicedyrektor Instytutu Polityki Międzynarodowej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, członek Rady oraz ekspert Fundacji Po.Int, jeden z fundatorów i wiceprezes Fundacji Wiedza-Rozwój-Bezpieczeństwo. W przeszłości pracował jako dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, menedżer w sektorze prywatnym oraz urzędnik państwowy, a także jako niezależny konsultant w zakresie m.in. marketingu, public relations i wywiadu konkurencyjnego. Współpracował z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, był członkiem Polar Task Force (zespołu doradczego ad hoc przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych). Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Zajmuje się problematyką ewolucji cywilizacji zachodniej i jej wpływem na bezpieczeństwo, wyzwaniami i zagrożeniami asymetrycznymi (w tym walką informacyjną, terroryzmem, przestępczością zorganizowaną i migracjami), a także funkcjonowaniem służb specjalnych i sektora prywatnego w sferze bezpieczeństwa. Jest autorem, redaktorem i współredaktorem kilkudziesięciu prac naukowych z tego zakresu, w tym monografii: „Polityka bezpieczeństwa na Starym Kontynencie” (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2010), „Asymetria i hybrydowość – stare armie wobec nowych konfliktów” (Wyd. Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Warszawa 2011) oraz „Sztuka polityki” (Wyd. Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Kielce 2017). Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego (1992) oraz Wydziału Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej (1996); stopień doktora w dziedzinie nauk o polityce uzyskał na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego (2005).

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Świąteczny kubeł zimnej wody”

  1. papieros pisze:

    Tu jest najwieksze pole do kontaktów miedzymorza zbrojeniowego póki Rosja zajęta jest budowaniem mira własnego ale czy kalendarz wyborczy i znajomi z grilla pozwoli na taki koncept?renament przed wyborami samorzadowymi żeby droga biegla gdzies w takie gminy zobaczymy@

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz