Newsletter

Świat kolisty i zwycięstwo w historii Sir Halforda Mackindera

Dziś, po latach, powraca dictum Halforda Mackindera: „Kto włada wschodnią Europą – włada Sercem Lądu; Kto włada Sercem Lądu – włada Wyspą Świata; Kto włada Wyspą Świata – rządzi światem całym”

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Kipling nauki brytyjskiej

 

Szczęście Niemiec polegało na tym, że Foreign Office nie skorzystało z koncepcji strategicznych Halforda Mackindera, autora „największej z wszystkich geograficznych koncepcji” – zauważył u progu II wojny światowej generał Karl Haushofer. Tenże sam Haushofer w jednej ze swych wcześniejszych książek pisał o niewielkiej objętościowo pracy Mackindera „Geograficzna oś historii” (1904): nigdy nie widziałem niczego większego od paru stron tego geopolitycznego arcydzieła”.

Lecz książka, którą tak wysoko cenił najwybitniejszy geopolityk Niemiec, była angielskim elitom nieznana, a raczej, by być precyzyjnym, nie została przez nie należycie doceniona.

Jak doszło do tego, że z myśli i koncepcji geostrategicznych jednego z najbardziej zapładniających umysłów XX wieku nie skorzystali ci, do których były one adresowane; że nad płodnym ziarnem jego myśli pochylili się i przemienili je w oręż wymierzony właśnie przeciw Wielkiej Brytanii – jej geostrategiczni wrogowie, Niemcy na lądzie i Amerykanie na niebieskiej tafli strategicznej ziemi? Na to i na szereg innych pytań postaram się odpowiedzieć poniżej prezentując osobę, a przede wszystkim dzieło ojca założyciela XX-wiecznej geopolityki, Sir Halforda Mackindera, którego imię po epoce geostrategicznej smuty powraca do nas z otchłani zapomnienia, niesione prądem renesansu geopolityki.

Imponuje doprawdy erudycja urodzonego w 1861 roku w Gainsborough Mackindera. Gruntowna wiedza geograficzna i topograficzna konkurują w jego pracach z budzącą respekt znajomością strategii wojskowej i w ogóle wojskowości, filozofii, prawa, socjologii, biologii, historii i ekonomii. Autor z równą swobodą opowiada nam o geopolityce Świata Śródziemnomorskiego z czasów wojen punickich, o klimacie monsunowym Azji Płd.-Wsch., wyprawach krzyżowych i różnicach między prawodawstwem kontynentalnym a wyspiarskim, czy ekonomią polityczną a narodową. Halford Mackinder był autorem szeregu prac z zakresu geografii i topografii oraz trzech fundamentalnych publikacji geostrategicznych: wspomnianego wyżej wykładu „Geograficzna oś historii” z 1904 roku, wygłoszonego przed Królewskim Towarzystwem Geograficznym w Londynie; traktatu „Demokratyczne ideały i rzeczywistość. Studium poświęcone polityce rekonstrukcji” z 1919 roku; obszernego artykułu „Świat kolisty i wygranie pokoju” z 1943 roku. Na uwagę zasługuje także kilkadziesiąt mniejszych publikacji geopolitycznych autora, oraz wydana w 1906 roku i kilkakrotnie wznawiana książka „Wielka Brytania i brytyjskie morza”. Pasja naukowca, piastowana przezeń w latach 1903-1908 godność Dyrektora London School of Economics and Political Science, profesura w Oxford – wszystko to ustąpić musiało wszakże przed prawdziwym powołaniem „Kiplinga nauki brytyjskiej”, którym była obrona trwałości Imperium. Mógł tedy Mackinder powtórzyć za swym wielkim poprzednikiem: „Jako że jestem po części historykiem i geografem, to nie zapominam, że jestem Anglikiem”. Toteż rezygnując z pracy uniwersyteckiej rozpoczął on szeroką działalność odczytową na terenie całego Imperium, wskazując na zagrożenia i propagując „nową politykę imperialną”, która miała uchronić Albion przed podzieleniem losu jego imperialnych poprzedników. Mackinder założył „Compatriots’ Club”, został posłem do Izby Gmin (1910-1922), ekspertem Rządu JKM i dyplomatycznym kurierem. Na uwagę zasługuje polski epizod w jego dyplomatycznej karierze. Mackinder przybył do Warszawy w grudniu 1920 roku, aby spotkać się z marszałkiem Piłsudskim i urzędującym premierem, I. Paderewskim. Celem jego misji było doprowadzenie do antybolszewickiego współdziałania rządu Rzeczypospolitej ze sztabem armii Denikina. Strona polska stawiała warunek uznania granic i niepodległości państwa polskiego przez Białą Rosję, i pomimo uzyskania od Mackindera stosownego zobowiązania ze strony Denikina w styczniu 1921 roku, jego misja zakończyła się niepowodzeniem. Marszałek Piłsudski, jak wiadomo, miał odmienny pogląd na sprawy rosyjskie.

To drobne niepowodzenie polityczne było oczywiście dużo mniej istotne niż zasadnicza porażka Mackindera jako stratega i „doradcy londyńskiego Księcia”. Szczyt jego popularności przypadł na lata II wojny światowej, kiedy jego naruszające komfort brytyjskiej klasy rządzącej prognozy sprzed lat trzydziestu i dwudziestu potwierdziły się, a do gorzkiej prawdy o tym, że Mackinder nie był przez elitę polityczną Metropolii słuchany, doszła gorzka satysfakcja, że miał rację. Jak się miało wkrótce okazać, w czasie gdy niemieckie roty orały kontynentalną ziemię, a Messerschmitty pruły brytyjską przestrzeń powietrzną, pretensjonalna i gadatliwa polityka rządu Churchilla pogłębiła jedynie zgubne dla Wielkiej Brytanii skutki krótkowzrocznej polityki jego poprzedników. Toteż kiedy w 1947 roku, tj. w okresie największej imperialnej klęski Wielkiej Brytanii (niepodległość Indii) zamknął oczy 85-letni wówczas Sir Halford Mackinder, dumny Albion wraz z nim złożył do cmentarnej mogiły pamięć i świadectwo swej niedawnej wielkości.

 

Zachodzące słońce brytyjskiego imperium

Geopolityka wraz z geopolitykami wyemigrowała z Europy do Stanów Zjednoczonych. Dzieje upadku Pax Britannica, kulisy i sprężyny procesu dekolonizacji, Indie i kult Gandhiego w Ameryce, kryzys sueski z 1956 roku, niemal jawne poparcie Waszyngtonu dla IRA itd. itp. – wszystko to stanowi potwierdzenie opinii Haushofera, że „Wielka Brytania, sięgając po pomoc USA w wojnach, które toczy, akceptując tę pomoc oddaje w hipotekę swe Imperium potędze, która posiada największy interes geopolityczny w jego zlikwidowaniu”.

Casus Wielkiej Brytanii dowodnie pokazuje, że koszty ignorancji geopolitycznej są niezwykle wysokie. Zarazem, jak pisał Mackinder, „to człowiek, nie natura, inicjuje. Natura tylko zasadniczo kontroluje” – to politycy, mężowie stanu decydują o polityce państw, ich sojuszach i kierunkach ekspansji, ich mobilności i celach, geografia stwarza jedynie ramy tego działania, szanse i możliwości, ale i ograniczenia i bariery. A ograniczenia geografii są jeszcze większe niż oferowane przez nią narodom możliwości i przewagi. Mackinder trzeźwo konstatował fakt, że „każdy wiek niesie ze sobą nową geograficzną perspektywę”, toteż o postępowaniu polityków decydują, w większym stopniu niż same realia geografii, wyobrażenia polityków na ich temat, wypełnione przez przeszłe koncepcje i często nieaktualne już wyzwania. W tym sensie politycy nazbyt często przypominają generałów przygotowujących plany przyszłych wojen na podstawie przebiegu wojny ostatnio toczonej. Lecz świat jest areną ciągłych zmian, burz i zawirowań. Pod pozornie niezniszczalną skorupą stabilności narody rozwijają się i kurczą, stare wyzwania tracą na znaczeniu i ustępują miejsca wyzwaniom nowym, jeszcze nie w pełni zrozumiałym. Dlatego Mackinder ostrzegał swych rodaków przed fałszywą świadomością wybrańców fortuny, historii, geografii. Od samej pomyślności ważniejsze jest bowiem zrozumienie jej prawdziwych przyczyn, organizacji narodów, ich potencjału ludzkiego, a nade wszystko woli ich trwania. Mackinder nie był słuchany, gdyż praktyczni politycy parlamentarni myśleli w kategoriach następnych wyborów, a dłuższa niż 5-letnia perspektywa graniczyła w ich oczach z polityczną fantazją. Mackinder nie był słuchany, gdyż demokracje odrzucają myślenie strategiczne do czasu, gdy nie są zmuszone patrzeć w zimne, zielone oczy śmierci, lecz wtedy jest już za późno. Ale był i ważniejszy powód: by uratować imperium trzeba było zrewidować odwieczne dictum spoglądającej z urwistych brzegów Dover na europejski kontynent polityki Londynu; porzucić religię wolnego handlu, której prorokami byli najświetniejsi synowie okresu wielkości Anglii, Cobden i Bright, wyznawcą była niemal cała brytyjska klasa polityczna, a męczennikiem – Robert Peel; a wreszcie ogarnąć cały ogrom zmian funkcji i relatywnego znaczenia wielkich i trwałych cech ziemi i zderzyć demokratyczne credo nowych czasów z wielką geograficzną rzeczywistością, realiami czasu, przestrzeni, lokalizacji i ruchu. Takie oto zadania wyznaczył brytyjskiej polityce imperialnej Halford Mackinder. A głucha na jego wołanie Brytania wciąż żyła wspomnieniem Trafalgaru i hiszpańskiej wojny sukcesyjnej, i pośród tych wspomnień, pośród oparów indyjskich przypraw, wypuściła ze swych rąk trójząb Neptuna, by ponownie stać tym, czym była przed tysiącem lat: małą wysepką położoną w przedsionku Wielkiej Wyspy Świata.

Wówczas, gdy zwycięska wilsonowska Europa oddawała się „nastrojom wizyjnym”, a ludzie zmęczeni wojną chcieli wierzyć, że dalszych wojen już nie będzie, Mackinder, niczym zły duch, przypominał podobną falę odurzenia pacyfizmem po Kongresie Wiedeńskim i proponował, by na wojnę patrzeć jak na kolejny wodospad w korycie rzeki historii. Bezkrytycznej euforii zwycięstwa przeciwstawiał zimną konstatację, że sukces bitewny trzeba dopiero zamienić na „zwycięstwo w historii”, ideę Ligi Narodów i 14 punktów poddać egzaminowi „trwałych realiów naszego ziemskiego globu”, bo to właśnie na poziomie związku władzy politycznej z geografią zdecyduje się, czy dana koncepcja bezpieczeństwa (system bezpieczeństwa dla jednych, jest systemem zagrożenia dla drugich) przetrwa, czy runie jak domek z kart.

 

Serce lądu

Zdaniem Mackindera doktryna kontynentalna Wielkiej Brytanii (klasyczna zasada „two power standard”) nie jest w stanie odpowiedzieć na szersze, globalne wyzwania polityki imperialnej. Świat XX stulecia, to w istocie rzeczy błękitna kula wód, stanowiących ¾ powierzchni ziemi, po której pływają cztery pokrewne wyspy. Wyspy, nie kontynenty – gdyż „skurczona przestrzeń świata każe im odczuwać wzajemne bicie swoich pulsów”. Zanim Cook odkrył Australię, a Kolumb Amerykę, Ziemia składała się z odrębnych kontynentów, a Stary Kontynent stanowił epicentrum Świata: walka o władanie ziemskim padołem koncentrowała się wprzódy w basenie Morza Śródziemnego, by na wiele wieków przenieść się ku brzegom Morza Północnego i centralnej równinie kontynentalnej. Wielkie odkrycia geograficzne zjednoczyły wody Ziemi, a ekspansja Europy, która nastąpiła w ich rezultacie, związała je siecią transoceaniczną mokrych autostrad. To właśnie system szlaków morskich stworzył fundament panowania potęgi morskiej i uczynił z floty morskiej prawdziwy i najpotężniejszy wehikuł władzy nad światem. Fortuna brytyjskiego imperium przeniesiona została z wiatrami gnającymi żagle okrętów hiszpańskich i portugalskich ludzi morza. Transport morski mobilnością, ładownością i dostępnością do najodleglejszych, częstokroć dziewiczych, opływających w bogactwa natury zakątków Ziemi – przerósł i wyparł znaczenie transportu lądowego. Wielka Brytania dzięki otrzymanej w darze od geografii i historii pozycji strategicznej, dzięki rasie i charakterowi swych kobiet i mężczyzn, własnej organizacji społecznej, tj. temu wszystkiemu co Mackinder nazywa Man-Power, potencjałem ludzkim – stała się panią świata. Lecz oto, zauważa Mackinder, komunikacja lądowa ponownie, tak jak w czasach prekolumbijskich, stałą się wehikułem wiedzy, źródłem panowania. A skoro u podstaw wszelkiej strategicznej myśli państwowej stoi zagadnienie ruchu, przemieszczania się, mobilności, to samo strategiczne położenie Brytanii nie wystarczy w dobie „jednoczenia świata lądowego za pomocą szybkiej, ładownej i mobilnej komunikacji lądowej powietrznej” do utrzymania jej ludzkiego potencjału, jej baz morskich i przemysłowych, rozmiarów jej handlu i jej floty. W dobie rewolucji technologicznej Europa, Azja i Afryka stanowią olbrzymią całość lądową, pisał Mackinder, i nazywał ją World Island, Wyspą Świata. Ta Wielka Wyspa Świata stanowi 1/6 powierzchni Ziemi, podczas gdy pozostałe 4 wyspy razem wzięte 1/12 powierzchni globu (Ameryka Płn. czterokrotnie mniej niż Wielka Wyspa Świata; Ameryka Płd. prawie pięciokrotnie mniej, Australia dziesięciokrotnie mniej). Wielką Wyspę zamieszkuje 7/8 populacji globu, podczas gdy ludność pozostałych wysp sięga 1/8. To właśnie na rozległym i ludnym obszarze Wyspy Świata, zasobnej w surowce, łatwiej do związania siecią dróg i traktów znajduje się, jak nazywa go Mackinder, obszar geograficznego rozstrzygnięcia – to właśnie jest świat, który w dobie ujawnienia się wyspiarskiego charakteru Ziemi liczy się naprawdę.

Jako że potęga morska zależy od podstawy lądowej, ten, który zdołałby sięgnąć po hegemonię nad Wyspą Świata – miałby wielką szansę sięgnąć także po panowanie nad jego oceanami. Dlatego zapytywał Mackinder brytyjską klasę polityczną: co się stanie, jeśli Wyspa Świata, lub znaczna jej część stworzy w przyszłości zjednoczoną podstawę lądową nowej, konkurencyjnej wobec Albionu, potęgi morskiej? Czy Wielka Brytania podzieli szeroko opisywany przez Mackindera w „Demokratycznych ideałach i rzeczywistości” los Grecji i Rzymu, które, będąc potęgami morskimi antycznego świata śródziemnomorskiego, powalone zostały z lądu przez Macedończyków i plemiona germańskie? Kazał tedy Mackinder rodzimym politykom sięgać dalej, niźli zachodnie wybrzeże kontynentalnej Europy i dalej, niźli biegnie granica niemiecko-francuska; radził im pamiętać o tym, że hegemonia morska Brytanii zależy od tego „czy nastąpi opanowanie Wyspy Świata przez siłę polityczną zdolną zjednoczyć pod jedną władzą ludy i zasoby”. Racją istnienia imperium było dla Mackindera niedopuszczenie przez politykę brytyjską do opanowania Wyspy Świata przez zjednoczonego hegemona. Zagrożenie miało przyjść z lądu, toteż Mackinder rozumiał, że naturalnym sojusznikiem Wielkiej Brytanii powinna być wyspa-satelita, Ameryka Północna, której prężny rozwój i dynamikę obserwował autor z podziwem i niepokojem zarazem, wypominając polityce brytyjskiej jej sprzeczne z interesem imperialnym Wielkiej Brytanii poparcie dla doktryny Monroe i proamerykańskie stanowisko z okresu wojny USA-Hiszpania z 1898 roku. Przecinając własnymi rękami wszelakie związki zależności pomiędzy Ameryką a Brytanią, dopomagając Ameryce w pozbyciu się przez nią rywali w zachodniej hemisferze (Niemcy i Hiszpania właśnie), Wielka Brytania zamknęła prężne Niemcy w Europie i uczyniła z nich głównego rywala swej polityki kolonialnej, zarazem stwarzając Ameryce komfort rozwoju bez ryzyka, który pozwolił jej później przechwycić upuszczone przez Albion berło światowego panowania. Z kolei popierając Japonię przeciw Rosji, Wielka Brytania zamknęła Rosję w Azji i Europie i nic dziwnego, że impet polityki rosyjskiej skierowany został w kierunku strategicznych obszarów brytyjskich ku cieśninom tureckim i Azji Płd.-Wsch.

Zarówno w „Geograficznej osi historii”, jak i „Ideałach demokratycznych…” Mackinder odpowiada na podstawowe pytanie: kto mógłby sięgać po panowanie nad Wyspą Świata? Odpowiedzi szuka w rzeźbie ziemi. Istnieje bowiem pewien „obszar naturalnie obronny, zamknięty dla dostępu od morza, trudno dostępny od Północy, Wschodu i Południa przez boga stworzona największa cytadela ludzkości, forteca gigant w samym środku Wyspy Świata – Heartland”, Serce Lądu – pisał w 1919 roku (nota bene termin Heartland został przez Mackindera zapożyczony od Jamesa Fairgrieve, autora książki „Geografia i panowanie w świecie”, 1915 r.; pierwotnie Heartland nosił nazwę Pivot Area, Obszaru Osiowego) Mackinder. Na Północy strzegą dostępu do Heartlandu zamarznięte wody Oceanu Lodowatego; na Wschodzie utrudniają dostęp doń góry Płn.-Wsch. Syberii, Pustynia Gobi i wyżyny Zabajkalskie; z kolei na Południu rozciąga się „najwyższy wał górski świata”, pasma górskie Hindukuszu, Tien-szanu, Pamiru i Karakorum, Wyżyta Tybetańska, oraz masyw Himalajów. Przez Wyżynę Mongolską prowadzą do Serca Lądu jedynie dwie neutralne drogi (z Chin), z kolei przez Wyżynę Irańską wiodą dwa trakty z Indii. Pod względem fizycznym Heartland przecina wstęga lasów (głównie sosen i jodeł), spinająca Europę (północne Niemcy) z Pacyfikiem (Mandżuria), oraz pas prerii ciągnący się od Węgier aż po Mongolię. Z południa na północ znaczą swój bieg w Heartlandzie wielkie rzeki Syberii: Lena, Jenisej i Ob, które wpadają do Oceanu Lodowatego i stąd zasadniczo wyłączone są z ogólnego systemu nawigacji i żeglugi oceanicznej. Na południe od Syberii znajdują się kontynentalne dorzecza Syr-darii i Amu-darii wpadających do słonych wód Jeziora (Morza) Aralskiego, oraz dorzecze spływającej do Morza Kaspijskiego Wołgi. Oba te regiony tworzą wielką, zajmująca ½ powierzchni Azji i ¼ powierzchni Europy, łatę kontynentalną, a ściślej dwie łaty, gdyż środkową i zachodnią część Heartlandu zajmuje Wielka Równina, największa nizina globu, obejmująca europejskie dorzecze Wołgi, zachodnią Syberię, Turkiestan i kończącą około 600 kilometrów na północ od Morza Kaspijskiego. Wielką Równiną biegnie Grassland, Kraina Traw, rozłupując ją na dwie części. Z kolei na południe od Wielkiej Równiny rozciąga się Tableland, Płaskowyż, na który składają się: Iran, Afganistan i Wyżyna Irańska. Heartland obejmuje większość Wielkiej Równiny i Wyżyny Irańskiej i sięga po zakrzywioną krawędź łańcuchów górskich Iranu, za którymi znajduje się depresja doliny Eufratu i Zatoka Perska.

Z powyższej fizycznej i topograficznej charakterystyki Heartlandu Mackinder wyciągnął następujący wniosek: jest to obszar w ogromnej swej części płaski i żyzny, a zatem „łatwy do związania drogami i zdolny do nakarmienia milionów”. Przestrzenie Heartlandu były już jednoczone w imperia. Dżyngis-chan, Tamerlan, Attyla, to „imiona przyniesione z wiatrami Heartlandu do historii”. Rozległe te imperia przemierzał człowiek na koniu (horseman) Dżyngis-chana i człowiek na wielbłądzie (camel-man), wyznawca Mahometa. Lecz oba imperia nie były dość liczne, a ich środki lokomocji w niczym nie dorównywały obecnym (Mackinder podkreślał strategiczne znaczenie kolei transsyberyjskiej, wskazywał na rolę magistrali bajkalsko-amurskiej, niezwykle dynamiczny rozwój Nowosybirska, który z liczącej kilkaset dusz wioski stał się u progu II wojny światowej niemal milionowym miastem itp.). Dopiero dziś, pisał Mackinder, Heartland może zostać opanowany przez państwo(a) o naprawdę groźnym potencjale ludzkim, mobilności, organizacji i woli społecznej. Dla Anglii jest właściwie obojętne, w jaki sposób opanowana zostanie Wyspa Świata, pisał Mackinder, czy na skutek dominacji Rosji nad Niemcami, czy Niemiec nad Rosją, czy dzięki kolaboracji obu państw. W każdym wypadku Wielkie Imperium Lądu osadzone w Heartlandzie, sięgające strategicznie od Mongolii po Bałtyk, grozi swym istnieniem wszystkim morskim potęgom świata. Dlaczego?

 

Otwarte wrota Heartlandu

Decyduje o tym jeden przemożny fakt: niedostępna z północy, od wschodu i południa forteca Serca Lądu posiada szeroko otwarte wrota wiodące z Syberii ku Europie i z Europy ku Syberii.

Właśnie na otwartej przestrzeni Międzymorza, na „styku świata słonych wód i lądów”, którędy wiedzie wejście do fortecy i wyjście z niej na podbój świata, decyduje się walka o władanie Sercem Lądu. Mackinder, który w 1904 roku wyłączył z powodów geograficznych Morze Czarne i Bałtyk z Obszaru Osiowego i rozciągnął swą geograficzną oś historii wzdłuż nabrzeży Oceanu Lodowatego, w roku 1919 z powodów strategicznych uznał je za integralną część Serca Lądu. W jego obrębie, pisał, „Morze Czarne jest ścieżką strategicznych ruchów ku Wschodowi i Południu”, a jako że potęga lądowa może zamknąć cieśniny Morza Czarnego, to cały jego basen musi być traktowany jako ostrze włóczni, bądź tarcza skierowane ku Europie i Afryce. Z kolei Bałtyk, jak wykazały niemieckie doświadczenia z okresu I Wojny Światowej, może zostać zamknięty przed flotą potęgi morskiej przez lądowego dysponenta cieśnin duńskich i Kanału Kilońskiego. Zarazem jednak ten, kto ma możliwość zamknięcia obu mórz, posiada władzę otwarcia ich przed sprzymierzoną potęgę morską. To wszystko czyni z Międzymorza obszar szczególnych napięć i rywalizacji: toteż tak Bałtyk, jak środkowy i dolny Dunaj i Morze Czarne stanowią strategiczne pole starcia o panowanie w World Island. Dlatego losy Imperium Mundi ważą się u zachodniej bramy Heartlandu. Potęga lodowa, która pewnie zawładnie tym obszarem, zachce sięgnąć po strategiczne cieśniny, kanały i wybrzeża i naporem swej potencji rozerwie pierścień zewnętrznych baz morskich, handlowych i militarnych znajdujących się we władaniu potęgi morskiej świata. Tym samym stanie się jego hegemonem. Póki, pisał Mackinder, pasem państw środka rozpostartych pomiędzy basenami obu mórz dowodzą Prusy, Austro-Węgry i Rosja, a żadne z państw nie ma wyłączności na klucze do wrót Serca Lądu – potęga morska świata może spać spokojnie. Lecz gdy któreś z państw, względnie ich koalicja pocznie napierać na lądowe odrzwia Arabii, Indii, czy Chin, podstawa lądowa Wielkiej Brytanii, czy jakiejkolwiek innej potęgi morskiej zostanie złamana, a źródło ich mocy zasypane.

 

Cherub Mackindera

Wyspa Świata i Heartland stanowią zatem ostateczne realia w grze o panowanie nad światem pomiędzy potęgą morską i lądową, a Europa Środkowa i Wschodnia – kluczową część geostrategiczną Serca Lądu. Dlatego też Mackinder radził brytyjskim mężom stanu naśladować tego okrytego sławą zwycięstwa wodza starożytnych Rzymian, który w chwili tryumfalnego wjazdu do Rzymu kazał niewolnikowi przypomnieć sobie o własnej śmiertelności. Po wielu stuleciach nad uszami brytyjskich mężów stanu siadających do stołów rokowań miał pochylać się Cherub, Anioł Stróż brytyjskiego imperium i przypominać im sławne dictum Mackindera: „Kto włada wschodnią Europą – włada Sercem Lądu; Kto włada Sercem Lądu – włada Wyspą Świata; Kto włada Wyspą Świata – rządzi światem całym”.

Zdaniem Mackindera jedynym sposobem przeszkodzenia w opanowaniu Heartlandu przez zjednoczoną potęgę lądową jest powstanie pomiędzy Niemcami i Rosją „wału z wolnych narodów Europy Wschodniej: Polski, państw bałtyckich, państw naddunajskich, państw bałkańskich”. Wał ten zamknąłby Niemcom drogę do Azji, a Rosji drogę do Europy. Zarazem jego istnienie utrudniłoby militarne współdziałanie Rosji z Niemcami. Toteż właśnie zagadnienie strategicznej organizacji politycznej państw Pasa Środka uznał w 1919 roku Mackinder za główny interes strategiczny Wielkiej Brytanii. Tym samym geograficzna oś historii, zmieniwszy swój bieg, przecięła terytorium odrodzonej Polski. Mackinder stwierdzał, że warunkiem trwałości przebudowy terytorialno-politycznej (Traktat Wersalski) Europy Wsch. jest jej podział na system trzech względnie równoważnych organizmów: Polska tworzyć miała ostro zakończony wierzchołek klina trzeciego, obok Rosji i Niemiec, organizmu złożonego z szeregu państw leżących między Heartlandem i Półwyspem Europejskim, lub Łacińskim, jak zwykł nazywać go Mackinder. I oto brytyjska polityka okresu międzywojennego zrobiła wszystko dla zjednoczenia interesów Moskwy i Berlina i zgoła nic dla wzmocnienia państw Pasa Środka. Wielka Brytania, powtórzę to raz jeszcze, zajęta pilnowaniem równowagi niemiecko-francuskiej i deklarująca ustami Austina Chamberlaina, że „żaden brytyjski rząd nie poświęci kości brytyjskiego grenadiera dla korytarza polskiego” własnymi rękami wykopała grób brytyjskiego Imperium Mare. W warunkach dwudziestego wieku brytyjskiego balance of powers nie należało ograniczać do kontynentalnej Europy. Jak to zauważył jeden ze współczesnych geopolityków „w naszym wieku Europa już nie tylko geograficznie, ale i militarnie stała się półwyspem Azji i mostem do Afryki”.

Rozumiał to także Mackinder, który w swej fundamentalnej koncepcji wydzielił dwa ogromnej wagi regiony Ziemi graniczące z Sercem Lądu: European Coastland i Monsoon Coastland, tj. europejskie i azjatyckie Obszary Brzegowe, kładąc zarazem silny akcent na wydobycie strategicznej roli i znaczenia Arabii, której na mapie świata wyznaczył osobne i ważne miejsce.

 

Strefy Ścisku

I otóż, znaczenie Arabii graniczącej z południowo-zachodnim krańcem Heartlandu polega na jej geostrategicznym położeniu i jej systemie wodnym (dziś należałoby zaakcentować zwłaszcza jej znaczenie surowcowe, bowiem 50% konsumowanej na rynku amerykańskim ropy pochodzi z rejonu Zatoki Perskiej, a Kanał Sueski utracił swe znaczenie strategiczne z czasów Mackindera).

To z Arabii wiedzie najkrótsza droga morska do Indii, to Arabia jest właściwym pomostem przerzuconym pomiędzy Półwyspem Łacińskim i Perłą brytyjskiego imperium. Dotykając Oceanu Indyjskiego, Półwysep Arabski dzieli świat znajdujący się poza Heartlandem na trzy odrębne regiony, których rzeki spływają do trzech różnych oceanów: region indyjski wraz z pochyłością Pacyfiku; półwyspy i wyspy Europy i rejonu Morza Śródziemnego, których wody uchodzą do Atlantyku; Wielki Przylądek Afryki na południe od Sahary (tzw. Południowy Heartland), skąpany ciepłymi wodami Oceanu Indyjskiego i zimnymi Atlantyku. Arabię od Heartlandu i Sahary, z którymi graniczy, szczególnie odróżnia istnienie trzech wielkich oceanicznych dróg wodnych: Nilu, Morza Czerwonego, Eufratu wraz z Zatoką Perską. Dopiero ta wstęga trzech rzek, pisze Mackinder, „pozwala zamknąć Heartland pomiędzy Morzem Arktycznym, a wybrzeżem Atlantyku”.

Dwa wymienione wyżej Obszary Brzegowe, które w pierwotnej koncepcji Mackindera z roku 1904 nosiły nazwy Wewnętrznego lub Brzegowego Półksiężyca (Inner lub Marginal Crescent), oraz Zewnętrznego lub Wyspiarskiego Półksiężyca (Outer lub Insular Crescent) mimo stosunkowo niewielkiego obszaru (1/5 powierzchni Wyspy Świata) zamieszkiwane są przez 4/5 populacji World Island. Stanowią one naturalny łańcuch oplatający rozległe obszary Serca Lądu: toteż potęga morska, która pragnie chronić dostępu do morza przed władcą Wyspy Świata, musi zjednoczyć poszczególne ogniwa strategiczne owego łańcucha i nie dopuścić do ich przechwycenia przez zainteresowaną jego rozerwaniem Panią Lądów. Mackinder wskazuje na wspólne europejskiemu i monsunowemu Coastlandowi: system wodny, ścisk populacyjny (nota bene użyty przeze mnie, a zapożyczony od Jamesa Fairgrieve’a termin „Strefy Ścisku” – „crush zone”, miał w intencji jego twórcy znaczenie szersze, jako obszar szczególnie ostrej konfrontacji interesów potęgi morskiej i lądowej) i klimat. Żeglownym rzekom oceanicznym Azji monsunowej – Indusowi, Gangesowi, Mekongowi, Jangtse, Huang-ho, Amurowi itd. odpowiadają Dunaj, Ren i Łaba. Urodzajnym obszarom Indii czerpiącym wilgoć oceanu z monsunów wiejących z płd.-zach. brzegów Indii i płd.-wsch. Chin odpowiadają zachodnie wiatry atlantyckie w Europie. Tak dla panujących w Heartlandzie, jak i panujących na bezkresnej tafli oceanicznej Ziemi, obszary przybrzeżne stanowią konieczny warunek szachowania przeciwnika. To tu, bardziej niż w jakimkolwiek innym miejscu kuli ziemskiej, wyjąwszy Pas Środka, w sposób namacalny widać, że to, co dla potęgi morskiej stanowi element systemu bezpieczeństwa, przez potęgę lądową odbierane jest jako element systemu zagrożenia i vice versa.

 

Między Gdańskiem i Konstantynopolem

Kilka stronic swych „Demokratycznych ideałów…” poświęcił Mackinder Polsce, którą uznał za ważnego gwaranta trwałości i znaczenia państw dla Pasa Środka, czyli, w istocie rzeczy, za bufor zorganizowany przez potęgę morską Półwyspu Łacińskiego wraz z satelitami, celem uniemożliwienia, a w każdym razie utrudnienia kolaboracji Moskwy z Berlinem. Oto zalecenia, które formułował autor pod adresem Rządu JKM w związku z państwami Pasa Środka: nieograniczony akces Polski do Bałtyku i dopomożenie jej w rozbudowie floty bałtyckiej mogącej wiązać część floty Niemiec, względnie Rosji w basenie Morza Bałtyckiego; odłączenie Prus Wschodnich od Niemiec metodą wzajemnego transferu populacji pomiędzy Wielkopolską i Prusami Wschodnimi, pozostawiającą swobodę co do wyboru narodowości i sprzedaży mienia (przymusowy exodus ludności niemieckiej w 1945 roku byłby zatem karykaturą młodszego o 25 lat pomysłu Mackindera); uznanie przez Państwa Środka prawa Ligi Narodów do wysyłania floty na Morze Czarne i Bałtyk w sytuacjach naruszenia porządku międzynarodowego; umiędzynarodowienie Palestyny, Syrii i cieśnin tureckich pod zwierzchnictwem Ligi Narodów; przeniesienie stolicy Ligi Narodów do Konstantynopola; utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie.

Widać wyraźnie, że Mackinder widział Polskę i inne państwa Pasa Środka, wraz z rejonem miękkiego podbrzusza Europy, jako dobrze okopaną i pozostająca pod politycznym zwierzchnictwem Ententy, swoistą fosę śródterytorialną, szlaban, zamykający wyjście i wejście przez otwarte wrota Heartlandu.

 

Zamknięte wrota Heartlandu

Pisałem wyżej, że postulaty geostrategiczne Mackindera nie zyskały aprobaty kolejnych rządów JKM. Kiedy brytyjska polityka zagraniczna poniosła klęskę, a pakt Ribbentrop-Mołotow potwierdził słuszność tez autora „Geograficznej osi historii” oraz wpływy niemieckiej (Haushofer) i radzieckiej szkoły geopolitycznej (Dombrowskij, Zoff) na politykę Moskwy i Berlina – świat atlantycki przypomniał sobie o niegdysiejszych przestrogach Mackindera, a ci, którzy dwie dekady wcześniej zarzucali autorowi uprawianie politycznej fantastyki, jęli rozwodzić się o dalekowzroczności dumnego potomka Rycerzy Okrągłego Stołu. Lecz po raz kolejny okazało się, że jasna, precyzyjna, zakorzeniona w geografii i historii myśl Mackindera burzy iluzje współczesnych i obnaża ich krótkowzroczność – wszak polityka rządu Churchilla, pomimo formalnego zwycięstwa wojennego Wielkiej Brytanii, to pasmo klęsk geostrategicznej myśli brytyjskiej. Potężna retoryka Churchilla nie była w stanie zmienić bezlitosnej wymowy zdarzeń: rozpad kolonialnego imperium był jedynie kwestią czasu, bezkrytycznie wspierana przez Londyn Rosja zawłaszczyła Pas Środka i stała się wyłączną Panią Serca Lądu, Stany Zjednoczone zwasalizowały politykę brytyjską i sięgnęły po światowe Imperium Morza.

Stojąc w obliczu tych faktów, 83-letni Mackinder napisał dla „Foreign Affairs” artykuł „Świat kolisty i zwycięstwo pokoju”, bez którego trudno jest doprawdy wyobrazić sobie geostrategiczną myśl amerykańską, systemy geopolityczne Spykmana czy Cohena, doktrynę odpychania Kennana, czy północnoatlantyckie koncepty małżeństwa Sproulów. Mackinder już w 1906 roku, w „Brytanii i brytyjskich morzach” nakreślił podstawy szczególnego rodzaju sojuszu morskiego opartego ramionami o obszary brzegowe Oceanu Atlantyckiego, a budowanego pod egidą Wielkiej Brytanii, przy znakomitym współudziale Stanów Zjednoczonych. Taki układ morski miał bazować na rezerwie potencjału ludzkiego, surowców, uzbrojenia i technologii Starego i Nowego Kontynentu, miał stanowić trwały pomost przerzucony między wschodnim wybrzeżem Ameryki i strzegącą Półwyspu Łacińskiego Wielką Brytanią – miał wreszcie czynić ze strategicznych wód Atlantyku wewnętrzne jezioro sprzymierzonej potęgi morskiej Ziemi, niedostępne dla dysponenta Heartlandu i jego aliantów. Mackinder, przypomnę raz jeszcze, uświadamiał rodakom, że o ile Wielka Brytania ma zachować uprzywilejowaną pozycję w układzie atlantyckim, to musi być równie prężna i dynamiczna jak jej satelita z drugiego brzegu. W roku 1943 było już dla niego oczywiste, że to Ameryka stała się przywódcą atlantyckiego świata, a Wielka Brytania zeszła do roli jej europejskiego satelity. W takim też kontekście należy widzieć geostrategiczne imperatywy Mackindera sformułowane w „Świecie kolistym…”. Autor konstatował fakt zawłaszczenia Heartlandu przez potężne imperium Stalina i zamknięcia przez Związek Radziecki otwartych niegdyś wrót Serca Lądu. Tym samym, stwierdził Mackinder, Europa Środkowa znalazła się wewnątrz potężnej cytadeli radzieckiej i przestała pełnić rolę obszaru geograficznych rozstrzygnięć. Z punktu widzenia geostrategii, Europa Środkowa przestała żyć samodzielnym życiem – geograficzna oś historii opuściła koleiny wyznaczone dla niej 20 lat wcześniej pomiędzy Morzem Czarnym a Morzem Bałtyckim (Bałtyk stał się kolejnym słonym jeziorem Rosji). Naprzeciw Serca Lądu wyrosła natomiast prawdziwa forteca oceaniczna, Midland Ocean, atlantycka przestrzeń jedności – Ocean Śródlądowy. Obie potęgi połączone wspólnym wojennym interesem już wkrótce, przewidywał Mackinder, staną do nieuchronnej konfrontacji – starcie potęgi morskiej z potęgą lądową jest bowiem pierwszym i elementarnym faktem geostrategicznym. Niezwykle frapujące jest to, że Mackinder wykluczył, aby przestrzenią starcia mogło być terytorium Półwyspu Łacińskiego, który uznany został przezeń za europejską bazę lądową Oceanu Śródlądowego. Mackinder antycypował więc powojenny podział sfer wpływów. Przewidywał także, że areną konfrontacji imperium mórz i imperium lądów stanie się „peryferyjna strefa niestabilności”, którą nazwał Mantle of Vacancies, Płaszczem Próżni (Geopolitycznej). Na ów płaszcz złożyły się rękawy Azji monsunowej, Arabii i Bliskiego Wschodu, Azja Mniejsza, afrykańskie obszary brzegowe Morza Śródziemnego, to jest z grubsza wszystko, co najwybitniejszy geostrateg i inspirator polityki containment (odpychania), Nicholas Spykman, określił mianem Rimlandu, Obszaru Brzegowego. Spykman w „Geografii pokoju”, opublikowanej w rok po artykule Mackindera, przeformułował cytowane wyżej cherubinowe dictum autora „Świata kolistego” zastępując Heartland Rimlandem: ten, kto panował w Rimlandzie, miał panować nad Euroazja, władca Euroazji miał z kolei kontrolować losy świata. Nie ulega wątpliwości, że jest to refleks swoistego przeniesienia środka ciężkości geostrategicznych rozważań Mackindera w 1943 roku. Zarazem trzeba sobie jasno powiedzieć, że spykmanowska ortodoksja Rimlandu jest oparta na fałszywym przypuszczeniu, że wewnętrzne mocarstwo Rimlandu (na przykład Chiny) mogłoby samodzielnie opanować Wyspę Świata. A przecież byłoby ono narażone na równoczesne przeciwdziałanie potęgi morskiej i dysponenta Serca Lądu. Toteż, o ile można sobie wyobrazić mocarstwo brzegowe przełamujące cytadelę Heartlandu we współdziałaniu z potęgą morską (np. Japonią), to trudno uznać, aby mogło się tak stać na wyłączne życzenie centralnej siły Rimlandu. W tym sensie raz jeszcze potwierdza się teza Mackindera o Płaszczu Próżni jako terenie wzajemnej rywalizacji mocarstwa lądu i mocarstwa morza, ale to one właśnie, nie obszary brzegowe są alfą i omegą w walce o panowanie nad światem.

Nie ma tu miejsca na szczegółowe omówienie roli poszczególnych regionów geostrategicznych Rimlandu – stanowi to przedmiot rozważań autora jednego z tekstów publikowanych w tym numerze „Stańczyka” – godzi się jednak stwierdzić, że właściwa płaszczyzna starcia rozciąga się pomiędzy 30 i 40 stopniem szerokości geograficznej północnej, że walka o kontrolowanie Rimlandu, Coastlandu, czy Crescentu, to bój o zewnętrzne linie wyjścia lądu na otwarty ocean i wewnętrzne linie osadzenia oceanu w możliwie głębokiej i rozległej bazie zasobnego i ludnego lądu. Na tym obszarze polityce wypychania z lądu światowego imperium morza odpowiada polityka okrążania pierścieniem brzegowym i kąsania za pomocą tzw. regional clutters (ang. regionalne zamieszanie) wymierzona przeciwko imperium lądu. Świat geostrategii nie znosi próżni, toteż Płaszcz Próżni Mackindera wypełniają dziś bez reszty geostrategiczne pola wpływów Serca Lądu i Śródlądowego Oceanu.

 

Ekonomiczny miecz imperium

Zanim podejmę próbę konfrontacji konceptów geostrategicznych Mackindera z rzeczywistością geopolityczną świata końca drugiego tysiąclecia, zatrzymam się jeszcze przez moment na zasadniczej polemice autora z polityką wolnego handlu, w której to polityce Mackinder, podobnie jak Joseph Chamberlain, upatrywał jedną z najpoważniejszych przyczyn upadku znaczenia ojczyzny Miltona. Bez ochrony bazy przemysłowej imperium i jego zasobów ludzkich, bez wspomaganej przez państwo kontrofensywy handlowej Metropolii, zrównoważonego rozwoju jej kolonii i ich konsolidacji wokół Wyspy-Matki, stwierdzał Mackinder, stojąca nago wobec świata i deklamująca swoje „pozwólcie żyć innym” Anglia, utraci w konfrontacji z niemieckim Zollvereinem i amerykańskim protekcjonizmem jednocześnie i swe dominia, i swój przemysł. Rzeczą polityków brytyjskich musi być „myślenie w kategoriach «życia i przeżycia» imperium, nie zaś zajmowanie się tym jak «pozwolić żyć» innym” – konkludował. Polityka nie da się rozpuścić w ekonomii niczym cukier w herbacie, nie da się obłaskawić i oswoić za pomocą prawa popytu i podaży, czy teorii kosztów komparatywnych. Utrzymanie imperiów kosztuje, a wierne wyznawanie leseferystycznego katalogu nie daje się pogodzić z wielką rzeczywistością walki o władzę i przestrzeń w świecie. Wielcy liberalni ekonomiści nie pomylili się w swych obliczeniach, lecz cóż znaczy statystyczny bilans ekonomistów, pytał Mackinder, wobec realnych interesów politycznych Imperium?

Cóż z tego, że zyska cały abstrakcyjny świat, kiedy naciskany przez protekcjonistyczną politykę Niemiec i Ameryki przemysł brytyjski zostanie wyparty z własnych kolonii Wielkiej Brytanii?

W świecie geopolityki, w realnym wymiarze stosunków międzynarodowych, konkurują nie jednostki i firmy, lecz państwa – konstatował Mackinder. Na konkurencję należy więc patrzeć nie statystycznie, lecz dynamicznie, to jest przez pryzmat wpływów i interesów państw uwikłanych we wzajemną współpracę-konkurencję. Takie spojrzenie pozwala dostrzec fakt, że „akumulacja potęgi finansowej i przemysłowej” daje możność niwelowania zalet niskich kosztów wytwarzania i sprzyjających warunków naturalnych. Polityka „otwartych drzwi”, która służyła dynamicznemu rozwojowi brytyjskiego imperium w wieku XIX, gdy flota Brytanii niepodzielnie panowała na morzach i oceanach świata – w dobie istnienia silnej konkurencji morskiej i lądowej, tudzież związanej z nią woli podboju ekonomicznej bazy Imperium i wyparcie z niej brytyjskiego handlu i przemysłu (za cenę wzrostu wewnętrznego kosztu ekspansywnej i protekcjonistycznej polityki Niemiec i Ameryki), jest polityką ekonomicznego samobójstwa rozłożonego na raty. Tysiące emigrujących z Metropolii obywateli kieruje się przecież ku Ameryce, nie Kanadzie, Australii, czy Indiom; jednakowe warunki handlu dla państw Imperium i państw zewnętrznych sprzyjają zrywaniu ekonomicznych więzi pomiędzy Metropolią i dominiami; narodowa i regionalna specjalizacja w ramach Imperium zakłóca proces harmonijnego równoważenia poszczególnych jego części. Mackinder polemizuje z tezą, że wolny handel sprzyja pokojowi. Okres długotrwałego pokoju to przede wszystkim rezultat bezwzględnej morskiej supremacji Wielkiej Brytanii. Nie dlatego więc była to epoka pokoju, że dominował wolny handel, ale wolny handel był możliwy, dlatego że siła floty brytyjskiej zapewniła warunki dla jego istnienia. W istocie rzeczy, wolny handel istniał dzięki demonstracji i stosowaniu siły – dla jego obrony Wielka Brytania, pozbawiona instrumentów taryfowo-celnych, mogła wszak odwołać się wyłącznie do wojny, bądź pod groźbą jej wypowiedzenia (pod tym względem, zauważa, Mackinder, odwet taryfowy jest działaniem dużo bardziej elastycznym), jako jedynego środka ochrony swego stanu posiadania (Mackinder przypomina działania zaczepne floty brytyjskiej w Zatoce Perskiej przeciwko flocie niemieckiej z okresu wojny burskiej; blokadę morską w Zatoce Lamon k. Manili w okresie wojny USA-Hiszpania i szerszą blokadę Rosji z okresu wojny japońsko-rosyjskiej). W konkurencji z Ameryką i Niemcami, w epoce tryumfu zasady protekcji, jedynie polityka organizowania imperium w oparciu o preferencje imperialne (przywileje handlowe) dla produkcji jego dominiów; tylko mądra polityka taryfowa chroniąca wewnętrzne jego rynki i generująca przemożny interes części składowych imperium w jego trwaniu i wzmacnianiu – mogą uchronić tak podstawy gospodarcze, jak i wpływy polityczne Wielkiej Brytanii w jej własnym imperium. Brytyjska gospodarka imperialna powinna być włócznią imperium, którego tarczę stanowi flota, a moralną podstawę wola i organizacja jego kobiet i mężczyzn, owa Man-Power, kryterium ostateczne i fundamentalne.

 

Mackinder w 50 lat później

Które z zasadniczych tez autora „Świata kolistego…” zachowują wciąż aktualność? Po pierwsze, teza o jedności oceanów i lądów jako zasadnicza rzeczywistość geopolityczna XX wieku. Rozwój komunikacji lotniczej, systemów rakietowych nie zmienił obu faktów, a jedynie wyrównał szanse imperiów lądu i morza. Dzisiaj ani polityka okrążania lądu, ani polityka wypychania oceanu są nie do pomyślenia bez udziału lotnictwa, systemów rakietowych itd. itp. – nie zmienia to w niczym wzajemnych relacji potęg, gdyż potęga mogąca zdobyć wyraźną przewagę w dziedzinie lotnictwa w erze przedpowietrznej także dysponowałaby analogiczną przewagą. Różnica dotyczyłaby tylko incydentalnej kwestii instrumentu egzekwowania przewagi.

Po drugie, teza o Atlantyku jako wewnętrznym jeziorze układu morskiego. Trudno wyobrazić sobie, by w dającej się przewidzieć perspektywie Stany Zjednoczone utraciły supremację w bloku. Należy wszakże skonstatować istnienie impulsów i zjawisk mogących naruszyć w dalszej przyszłości równowagę morską świata. Obok narastającego stopniowo procesu emancypacji Półwyspu Łacińskiego należałoby tu wymienić proces autonomizacji Azji monsunowej i elementy procesu wtórnej europeizacji Ameryki Łacińskiej. Wszystkie te zjawiska warunkują się i wzmacniają wzajemnie, ale są wciąż jeszcze na tyle słabe, że trudno mówić tu o jakiejkolwiek pewności.

Po trzecie, Wyspa Świata jako przemożny fakt geostrategiczny Ziemi. Wrota wiodące do Serca Lądu ponownie stoją otworem. Świat lądów stanie się zapewne w okresie najbliższych kilkunastu (kilkudziesięciu?) lat areną starcia o władanie Heartlandem. Po okresie geopolitycznego zawieszenia broni budzą się żywioły i interesy nieobecne w Europie od czasu rozstrzygnięć jałtańsko-poczdamskich. Jest kwestią przyszłości, czy Rosja utrzyma lądowy tron Ziemi, czy wyjdzie obronną ręką z okresu postgorbaczowowskiej smuty i czy imperium morza powiedzie się naruszenie geostrategicznej jedności Serca Lądu. I świat islamski, i Chiny mogą pokusić się o próbę włamania do twierdzy Heartlandu – lecz z pewnością nie uczynią tego we współpracy z sobą. Toteż Rosja może liczyć na życzliwą neutralność Chin w starciu z Islamem i Indii w konfrontacji z Chinami. W rywalizacji o Serce Lądu decydował będzie czynnik czasu, należy więc przypuszczać, że Rosja zadba o wypracowanie modus vivendi u wejścia do Heartlandu, co odłoży na wiele lat konfrontację geopolityki Niemiec z geopolityką Rosji. Wiele zależeć tu będzie od stosunków pomiędzy Stanami i Europą, Stanami i Islamem, a zatem od sytuacji na Półwyspie Łacińskim i Arabskim, co potwierdza czwartą tezę Mackindera o roli Coastlandu. Tyle, że miejsce Indii zajmuje obecnie rejon Zatoki Perskiej, niewspółmiernie wzrosło geostrategiczne znaczenie Afryki Południowej i zdecydowanie zmalała rola Kanału Sueskiego.

Z powyższego wynika, że stoimy w progu epoki nowych napięć geopolitycznych, a ściślej nowego geopolitycznego rozdania przestrzeni i pozycji strategicznych. Pas Środkowy raz jeszcze powrócił w Bałkanach na pierwsze strony światowej prasy. W trosce o to, by nie stać się niewolnikami geografii – a myśl tą dedykuję przeciwnikom geopolityki na Prawicy – nie powinniśmy zapominać o tym, że geograficzna oś historii znów przecina nasze ziemie.

 

Przedruk z czasopisma „Stańczyk” nr 1/ 1995, s. 24–38.