Newsletter

Soft power Polski

Polsce ostatnio brakuje miękkiej siły. Od 2015 r. jesteśmy w rankingu 30 krajów badanych pod względem soft power dopiero na 24. pozycji

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Nie tak dawno „Nowa Konfederacja” przygotowała cały numer dotyczący geopolityki, który wydał się na tyle ciekawy, że warto doświetlić jeden z obszarów tego zjawiska, jakim jest siła miękka, czyli soft power. Na siłę miękką warto patrzeć szeroko i badać, dlaczego od wielu lat jako kraj jesteśmy nieskuteczni w sprzedaży naszej narracji, a także nie potrafimy zyskać popularności.

Czym jest soft power

W raporcie Index Mocy Państw 2018 piszemy razem z Grzegorzem Lewickim, że w polityce międzynarodowej miękka siła (soft power) to umiejętność wpływania na innych poprzez przyciąganie i perswazję, a nie przez twardą siłę (hard power) przymusu i zapłaty. Miękka siła rzadko wystarcza sama, ale w połączeniu z twardą jest mnożnikiem mocy państwa. Ta kombinacja, choć wcale nienowa (Imperium Rzymskie opierało się zarówno na sile rzymskich legionów, jak i na atrakcjach rzymskiej cywilizacji), była szczególnie ważna dla przywództwa USA. Moc zależy od zwycięstwa armii, ale też od tego, czyja opowieść zwycięży. Dobra historia do opowiedzenia jest źródłem siły miękkiej. Zdaniem Sławomira Sierakowskiego, pojęcie soft power zrobiło karierę, którą porównać można tylko do „Końca historii” Francisa Fukuyamy.

Soft power sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła, ale można ją wykorzystać w dobrych lub złych celach. Przykładowo, Osama bin Laden ani nie groził, ani nie zapłacił ludziom, którzy wlecieli samolotami w World Trade Center—przyciągnął ich swoimi ideami. Chociaż soft power może być użyta do realizacji złych celów, to jej środki zależą od woli innych i tego, czy zgodzą się na to, co mówi kraj lub jednostka oddziałująca. Siła twarda mocarstwa, jak wskazywałem, najczęściej opiera się na zachęcie poprzez zapłatę lub groźbę. Jeśli ktoś przyłoży pistolet do głowy i zażąda portfela, nie ma znaczenia, czego się chce lub co myśli — żądanie zostanie zrealizowane.

Polska też miała okres zwiększonego zainteresowania w związku z przemianami, które u nas się zaczęły w 1989 r. W tym samym roku tytuł Miss World otrzymała Polka – Aneta Kręglicka

Oprócz siły twardej (np. gospodarka, wojsko) i siły miękkiej (np. dyplomacja, kultura) coraz bardziej zaczyna liczyć się tzw. siła ostra (inaczej sharp power). Służy ona do niejawnego wpływania na opinie publiczne krajów poprzez informację i dezinformację. W użyciu tego typu siły przodują globalne potęgi autorytarne, takie jak Chiny czy Rosja. Dla zwolenników siły ostrej nie liczy się prawda, czyli zgodność przekazywanej treści z rzeczywistością, ale wpływ na realizację interesów kraju.

Siła ostra pozwala na to, co można nazwać hakowaniem demokracji – wykorzystanie słabych punktów systemu demokratycznego przeciwko niemu samemu. Przykładem jest wpływ na polaryzację – jak pokazał udostępniony w 2018 r. przez amerykańskie FBI akt oskarżenia przeciw 13 obywatelom Rosji, osoby posługujące się fałszywą tożsamością dążyły do polaryzacji debaty publicznej, udając zarówno zwolenników, jak i przeciwników obecnego prezydenta USA. Z ujawnionych dokumentów wynika, że koszt przedsięwzięcia destabilizacyjnego był relatywnie niewielki – to 1,2 mln dol. miesięcznie za usługi ludzi i algorytmów. Rocznie to kilkanaście milionów dolarów – niewiele w porównaniu np. do kosztu telewizji propagandowej Russia Today, który wynosi setki milionów dolarów rocznie.

Polska i globalni liderzy w liczbach

Wracając do soft power – jest to ten rodzaj siły, którego Polsce ostatnio brakuje. Od 2015 r. jesteśmy w rankingu 30 krajów badanych pod tym względem dopiero na 24. pozycji. O klasyfikacji w raporcie opracowanym przez amerykańską firmę PR Portland Communications decydują punkty przyznawane na podstawie danych instytucji oraz opinii respondentów z poszczególnych państw. Na ocenę składa się sześć kategorii: rząd (w tym jego efektywność i dyplomacja), kultura, zaangażowanie na arenie międzynarodowej, edukacja, rozwój cyfrowy, przedsiębiorczość. Pod uwagę bierze się takie rzeczy jak np. wyniki państwa w sporcie, czy liczbę restauracji z gwiazdkami Michelina.

W wynikach Polski nic się znacząco nie zmienia. Pomimo tego, że do naszych sojuszników i konkurentów na arenie międzynarodowej dochodziły wieści, związane ze zmianami w sądownictwie i mediach, które były debatowane w Brukseli i wielu stolicach, Polska ma nadal większą siłę miękką niż Węgry, Czechy, czy Chiny. Łatwiej nam narzucić nasz punkt widzenia w wielu sprawach niż innym krajom. Na świecie ostatnie dwa lata to jednak rosnąca rola Francji, spadek Niemiec oraz USA.

Liderem na świecie w 2018 r. jest Wielka Brytania, co po umocnieniu mandatu Theresy May w wyborach mogło być prawdą, ale zapewne jej siła po dymisjach Borisa Johnsona i innych torysów opowiadających się za Brexitem osłabła na arenie międzynarodowej. Druga w Europie jest Francja. Zdaniem autorów zestawienia, wpływ na to miał wybór na prezydenta Emmanuela Macrona. Siłą kraju położonego nad Sekwaną jest także rozległa sieć dyplomatyczna. Jak wskazano, ataki terrorystyczne, które miały miejsce we Francji, nie odstraszyły turystów i czeka na nich bogata oferta kulturowa.

Niemcy są w rankingu trzecie, czwarte są Stany Zjednoczone. Nie bez wpływu na ocenę Ameryki pozostał wybór Donalda Trumpa. Zwrócono uwagę na retorykę nowego prezydenta i prezentowany przez niego konfrontacyjny styl, prowadzący do napięć dyplomatycznych. Zmniejsza on „siłę miękką” jego kraju, osłabiając zaufanie, że rządzący tym krajem dotrzymają słowa czy to wobec swoich sojuszników, czy też przeciwników (realizując groźby zapowiadane przez Biały Dom). Podkopane zaufanie ukazują badania Gallupa, gdzie w porównaniu z innymi krajami leadership USA ma obecnie podobne notowania co Chiny, a największe zaufanie wzbudzają Niemcy.

 Modne kraje

Są sytuacje dziejowe, w których dany kraj staje się modny, bo ze względu na wydarzenia z pierwszych stron gazet wiele się o nim mówi, i „oczy świata” są zwrócone właśnie w jego kierunku. Tak było w 1985 r., kiedy muzyk Bob Geldof zorganizował koncerty Live Aid w celu zebrania funduszy dla głodujących w Etiopii. Głównymi miejscami spektaklu był stadion Wembley w Londynie oraz stadion JFK w Filadelfii. Występy były organizowane także między innymi w Melbourne oraz Moskwie. Był to jeden z najchętniej oglądanych programów w historii: oglądało go na żywo 1,5 mld ludzi.

Analizując tylko głosy oddane przez telewidzów przed ostatnim finałem Eurowizji, można zauważyć, że najwięcej sympatii zebrali wykonawcy z Izraela, Norwegii, Cypru, Szwecji, Mołdawii i Czech. Ukraina była 11., Węgry dopiero 19., a Polska – 27. Rosja była dopiero trzydziesta

Polska też miała okres zwiększonego zainteresowania w związku z przemianami, które u nas zaczęły się w 1989 r. W tym samym roku tytuł Miss World otrzymała Polka – Aneta Kręglicka. W wielu sytuacjach decyzje jury były związane z tym, co dzieje się na świecie, i tak np. w 2016 r. tytuł najpiękniejszej zdobyła Stephanie Del Valle z Portoryko. W tym samym roku kraj ten był na ustach wszystkich ze względu na kryzys zadłużenia i problemy z dostarczeniem podstawowych usług publicznych.

Oczywiście nie jest tak, że co roku wybiera się najpiękniejszą kobietę świata ze względu na „modę” na dany kraj, ale raz na jakiś czas widać, że sprawiedliwość dziejowa i soft power danego kraju rośnie. Tak było w 2016 r., kiedy konkurs Eurowizji wygrała Ukraina, i to zresztą drugi raz; w 2004 r. wygrała Rusłana, która później przygrywała Pomarańczowej Rewolucji.  Zwyciężczynią Eurowizji 2016 została reprezentantka Ukrainy – Jamala. Pochodząca z zaanektowanego przez Rosję Krymu tatarska piosenkarka zaśpiewała w Sztokholmie piosenkę własnego autorstwa „1944”, poświęconą stalinowskiej deportacji jej narodu. Rosja bezskutecznie domagała się dyskwalifikacji tego utworu, skarżąc się na jego polityczny wydźwięk. Ludziom podobała się jednak dobra piosenka, zgodna z narracją Ukrainy na arenie międzynarodowej. Ostatnio soft power Chorwacji na pewno wzrosła po tym, jak jej reprezentacja walczyła w finale mundialu z Francją, a ekspozycja w mediach międzynarodowych prezydent Chorwacji Kolindy Grabar-Kitarović obok Putina i Macrona sprawia, że ten mały kraj będzie inaczej odbierany na świecie.

Popularność Polski

Sondaży o tym, kto kogo lubi na arenie międzynarodowej, nie robi się zbyt często. Na pewno sympatia do Ukrainy na Zachodzie jest znacznie większa w ostatnich latach niż była w przeszłości, podobnie było z Polską po 1989 r. Dzisiaj zapewne jest tak z Chorwacją, która była 20. w rankingu FIFA przed mistrzostwami świata.

Polska zajmowała ostatnio ósmą pozycję w rankingu FIFA. Brak sukcesów podczas mistrzostw sprawił, że rynkowa wartość kapitana drużyny, czyli Roberta Lewandowskiego, spadła pierwszy raz w historii i będzie zapewne przyczynkiem do zmiany miejsca Polski, która jeszcze w 2013 r. była 76., a w 2015 r. 34. w rankingu FIFA. Na szczęście trudno utożsamiać popularność danego kraju z jego sukcesami piłkarskimi, choć na pewno dobre wyniki w sporcie na to się przekładają, czego mogą doświadczać Włochy, które w ostatnich mistrzostwach nie brały udziału. Wracając do muzyki, Polska nigdy nie odniosła sukcesów podczas konkursów Eurowizji, gdzie telewidzowie głosują na wykonawców z kilkudziesięciu krajów europejskich (choć nie tylko – w ostatniej edycji brało udział 37 krajów, w tym Australia). Tradycją jest to, że mieszkańcy Europy głosują na sąsiadów, których najbardziej lubią, co stanowi pewien barometr nastrojów (przy czym należy pamiętać, że o zwycięstwie decydują poza tym głosy sędziów).

Eurowizja to oczywiście nie jest badanie naukowe, które pokazuje wielowymiarowość relacji międzynarodowych, ale pokazuje, że zakładając, że wysyłamy co roku najlepszego polskiego wykonawcę, nigdy nie zebraliśmy wystarczająco dużo sympatii, by wygrać konkurs

Analizując tylko głosy oddane przez telewidzów przed ostatnim finałem Eurowizji, można zauważyć, że najwięcej sympatii zebrali wykonawcy z Izraela, Norwegii, Cypru, Szwecji, Mołdawii i Czech. Ukraina była 11., Węgry dopiero 19., a Polska 27. Rosja była dopiero 30. Najmniej głosów telewidzów zebrały występy z Islandii, Macedonii, Gruzji i Czarnogóry.

Na nasz kraj głosowali Niemcy (20 proc. głosów, które dostała Polska), Szwedzi (13 proc.), Węgrzy (12 proc.), Ukraińcy (12 proc.), Francuzi (12 proc.), Norwegowie, Holendrzy, Duńczycy i Włosi. Nie głosowali na nas Rosjanie, Serbowie, Gruzini, Rumuni, Łotysze, czy Słoweńcy. Ta swoista mapa sympatii pokazuje, gdzie gusta muzyczne, ale też ciepły stosunek do Polski sprawiają, że można szukać poparcia dla promowanych idei. Głosowanie w Eurowizji odbywa się w dwóch grupach krajów i niestety nie wiemy, jakby zagłosowali np. Brytyjczycy, którzy w 2016 r. przyznali polskiemu wykonawcy dosyć dużo punktów. Na Polskę głosowali nawet mieszkańcy Izraela, Polacy za to najbardziej cenili w tym roku występy reprezentantów Ukrainy, Węgier, Danii, Norwegii, czy Słowenii.

Eurowizja to oczywiście nie jest badanie naukowe, które pokazuje wielowymiarowość relacji międzynarodowych, ale pokazuje, że zakładając, że wysyłamy co roku najlepszego polskiego wykonawcę, nigdy nie zebraliśmy wystarczająco dużo sympatii, by wygrać konkurs. Co znaczące, najwyżej byliśmy podczas debiutu Polski w tym konkursie w 1994 r., kiedy nasz kraj reprezentowała Edyta Górniak. Zdobyła drugie miejsce m.in. z wysokim poparciem Wielkiej Brytanii, Austrii i Francji.

Wiele się zmieniło od tamtego czasu, i musimy zacząć szukać nowych źródeł polskiej soft power, która da się opowiedzieć w krajach Zachodu i Wschodu. Dzisiaj Polska nie ma żadnej atrakcyjnej historii do opowiedzenia swoim sąsiadom. Lepiej to się udaje Ukraińcom, i chyba od nich powinniśmy zacząć uczyć się nie tylko tego, jak śpiewać, ale też o czym.