Rysy na rosyjsko-chińskim aliansie

Temperatura wzajemnych relacji Moskwy i Pekinu obniżyła się. Rosja nie chce być „młodszym bratem” Chin i stara się budować alternatywy dla relacji z Państwem Środka
W połowie maja, w opiniotwórczym rosyjskim periodyku „Rossija w globalnoj politikie”, ukazał się artykuł Sergieja Karaganowa, poświęcony, w największym skrócie rzecz ujmując, ewolucji porządku światowego w najbliższych kilkunastu latach oraz temu, w jaki sposób Rosja winna kształtować swą politykę zagraniczną. Karaganow jest jednym z twórców geopolitycznego zwrotu Rosji na Wschód, w stronę Chin, i jednym z ojców – założycieli „szkoły dierżawników”, której diagnozy i propozycje zdominowały, jak się wydaje, rosyjską politykę zagraniczną epoki Putina. Dla Moskwy kluczowa jest konkluzja, w myśl której, jak uważa Karaganow, Waszyngton będzie chciał albo pokonać Rosję po to, aby osłabić w ten sposób Chiny, albo przeciągnąć Moskwę na swoją stronę Państwo Środka czy sojusz równych? Cóż istotnego napisał w swoim tekście? Otóż jego zdaniem obecne...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Załóż konto
historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Rysy na rosyjsko-chińskim aliansie”

  1. JanOlgierd pisze:

    Rosja ma ambicje do bycia równym partnerem Chin – ale nie ma środków. Przynajmniej w bilateralnych stosunkach z Chinami. Zmianę relacji Rosja-Chiny może przynieść tylko nadrzędna zmiana w układzie przynajmniej Azji. Wielka wojna Izraela, teoretycznie tylko przeciw Iranowi, w istocie rozleje się na Bliski Wschód, niszcząc dostawców ropy i gazu. I o to idzie Rosji, na to niecierpliwie czeka. Iran już zdradzony – konferencja w Jerozolimie była tylko przyklepaniem układu strategicznego, ustalonego już w 2018. Rosja werbalnie osłania Iran – ale realnie dała już zgodę na wojnę przeciw Iranowi. Realnie nie zrobi nic w obronie Iranu. Bo ta wojna spowoduje wzrost cen baryłki do 120-150 dolarów [oby nie 180-200], a braki na rynku zapełni Rosja – przyjmowana przez odbiorców na czerwonych dywanach. W tym w Pekinie, który PRZEJŚCIOWO będzie musiał robić dobrą minę do złej gry i wytrzymywać typowe “puszenie się” Rosji. Długofalowo ta sytuacja będzie dla Chin absolutnie nieakceptowalna. Chiny nie mogą zostać hegemonem świata, nim PRZEDTEM nie zostaną hegemonem Azji. A tu Rosja – zamiast zostać półperyferyjnym “feudalnym” posłusznym poddanym [wedle koncepcji Wallersteina, dobrze widzianej w Pekinie], stanie Chinom ością w gardle. Rosja przełamie sankcje [i być może nawet dostanie koncesję na uderzenie przeciw nader niewygodnej Turcji – co teraz wydaje się co najmniej dziwne – ale z punktu różnych widzenia interesów Izraela, USA, Rosji – ma niestety sens]. To właśnie ta sytuacja spowoduje wpisanie Rosji na czarną listę państw do likwidacji. Oczywiście przesłanki dla tej decyzji będą już wcześniej – zgoda Rosji na uderzenie w Iran będzie przecież skutkowało przerwaniem najważniejszej strategicznej nitki Jedwabnego Szlaku i połączeń z portami “sznura pereł” Oceanu Indyjskiego. No i wpędzeniem Chin w olbrzymie problemy po drastycznej zwyżce ropy i gazu [Chiny to importer globalny nr 1], a to generalnie jest kij w szprychy chińskiej gospodarki, na której opiera się polityka i zamierzenia Pekinu. Chiny nie pójdą na pomoc Iranowi, nie zaryzykują blamażu daleko od kraju – nie mają jeszcze takich zdolności militarnych. Ale wykorzystają fakt złamania silnych państw Bliskiego Wschodu – i dadzą Pakistanowi i zielone światło – i zabezpieczenie przed Indiami od wschodu – i wsparcie do marszu Pakistanu na zachód. Atomowego Pakistanu – czyli nietykalnego pochodu – zapewne pod sztandarem Talibów – jako wygodnej ideologiczno-religijnej i ponadnarodowej [a na pewno ponadpaństwowej] spójni dla świata islamu. Czyli nowy Kalifat – który wykorzysta złamanie Iranu, by dojść przynajmniej do Morza Śródziemnego – a jak okrzepnie, to pewnie i dalej wzdłuż Afryki Północnej. W sumie efekt wielkiej geostrategicznej kontry Pekinu rękami Pakistanu będzie tragiczny dla Izraela [ale pewnie na końcu i dla Europy Śródziemnomorza], a Rosja – a przynajmniej Syberia i Arktyka [czyli geostrategiczna Strefa Severskyego] – zostaną przejęte przez Chiny. Chiny stworzą sobie z połączonego świata islamu [1,5 mld ludzi] strategicznego sojusznika, strategicznego odbiorcę chińskiej produkcji [traktowanej preferencyjnie] i strategicznego dostawcę surowców. Oraz pomost lądowy dla Jedwabnego szlaku – dla skomunikowania Wyspy Świata. Czyli nie tylko odwrócą skutki wielkiej wojny Izraela [robionej dla złamania islamskich pretendentów i dla uzyskania głębi strategicznej], odwrócą skutki zdrady Rosji, zniszczenia dostaw z Zatoki, odwrócą skutki zniszczenia południowego Jedwabnego Szlaku – ale z nawiązką “nadrobią” wszystkie te straty “na plus” – odwracając całkowicie sytuację i ekonomiczną i geostrategiczną. Powstanie nowy układ sił geostrategicznych – komplementarny sojusz 1,5 mld Chin i nowego gracza – 1,5 mld świat islamu [nowego Kalifatu – atomowego – więc nietykalnego]. Ale – to rzecz na tuzin lat w gambicie Wyspy Świata. Czy ten scenariusz mógłby zostać odwrócony, a konfrontacja zastąpiona pokojem? Tak. Ale to by wymagało od Rosji, by dogadała się z Chinami odnośnie sprzedaży większości Syberii i Arktyki. Nie całej – ale większości. Rosja by zyskała środki na modernizację państwa, na odbudowę demografii i społeczeństwa [bardziej etnicznie rosyjskiego], Chiny byłyby zajęte zagospodarowaniem Syberii i Arktyki, siła rzeczy świat islamu byłby zostawiony odłogiem. W nowym układzie mógłby się wytworzyć stan równowagi – dzięki Indiom i Europie, które siłą rzeczy zbliżyłyby się do USA. Niestety – na Kremlu taki scenariusz nie jest brany pod uwagę. Są tylko scenariusze oparte na konfrontacji, na wzroście terytorium, nawet jeżeli już teraz nie są w stanie zagospodarować istniejącego terytorium. Z punku widzenia militarnego Rosji wystarczyłaby strefa buforowa 2-3 mln km2 za Uralem – siła defensywna państwa na “skróconym froncie” byłaby większa i bardziej operatywna. A Rosja generalnie zeszłaby “z celownika” obu potęg, które przez konfrontację w Arktyce [w strefie Severskyego] wezmą Rosję [Syberię] w dwa ognie – między młot, a kowadło. Tyle, że w Kremlu pod pojęciem obrony widzą tylko scenariusze docelowej ekspansji terytorialnej….wg niezmiennej polityki od momentu upadku Złotej Ordy i przejęcia w 100% jej polityki ekspansji i tylko ekspansji przez Białą Ordę – co dzieje się niezmiennie od 5 wieków…. i dzieje się niezależnie, czy na Kremlu jest car, czy przewodniczący, czy prezydent….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz