Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Rosja na progu fundamentalnych zmian

Władze Rosji stoją dziś przed alternatywą. Mają do wyboru albo siłą złamać narastająca falę sprzeciwu, albo pogodzić się z koniecznością myślenia o tym, jak być liderem zwykłej, niekonstytucyjnej większości

Nową falę protestów w Moskwie, jaką mogliśmy ostatnio obserwować w związku z odmową rejestracji kandydatów opozycji chcących startować we wrześniowych wyborach do Dumy Miejskiej, porównuje się często do podobnych wydarzeń z zimy 2012, nazywanych potocznie protestami na Placu Błotnym (wówczas chodziło o uzasadnione podejrzenie, że władze częściowo sfałszowały wyniki wyborów parlamentarnych). Jednak bliższa analiza sytuacji skłania ku poglądowi, że zarówno w wymiarze gospodarczym, jak i społecznym, a może przede wszystkim pokoleniowym, dzisiejsza Rosja i ta z zimy 2011-12 to dwa różne kraje, mające różne doświadczenia i odmienne perspektywy. Również obecna i poprzednia władza, mimo, że zasadniczo są to te same osoby, różnią się dość znacznie. Zmieniła się też opozycja. Wszystko to czyni, że historyczne odniesienia, choć pociągające, raczej zaciemniają niźli rozjaśniają sytuację. Inaczej mogą się też obecne protesty zakończyć. Dziś trudno prognozować, czy będziemy mieli do czynienia z powtórką z Placu Tienanmen, czy kijowskiego Majdanu, a może ormiańskiego Placu Republiki.

W królestwie rosyjskiej opinii publicznej następuje kres tego, co socjologowie nazwali „krymskim konsensusem”

Bez zrozumienia ekonomicznego, społecznego i generacyjnego kontekstu protestów moskiewskich trudno nam będzie diagnozować, w którą stronę mogą potoczyć się wypadki w Moskwie i w Rosji. Zacznijmy od spraw społecznych. Z ostatniego komunikatu Rosstatu, rosyjskiego odpowiednika GUS-u wynika, że w pierwszym półroczu 2019 liczba obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy muszą żyć, mając do dyspozycji kwoty niższe niźli oficjalne minimum (10 750 rubli, czyli 153 euro), niezbędne, aby przeżyć, wzrosła o 500 tys. osób i obecnie jest to 20,9 mln, czyli 14,3% ludności kraju. Jednak zdaniem specjalistów, lepszym kryterium oceny kondycji ekonomicznej Rosjan jest subiektywne, artykułowane w badaniach, poczucie tego, czy ankietowani sami siebie zaliczają do ludzi biednych, którym nie wystarcza na podstawowe potrzeby. Już 29,6% badanych przez Instytut Analiz Społecznych Rosyjskiej Akademii Gospodarki i Administracji przy prezydencie Rosji jest zdania, że ich sytuacja materialna jest zła lub bardzo zła (rok wcześniej – 25,3%). Z innych analiz wynika, że ¾ Rosjan ma zadłużenie w bankach, które przekracza ich 11-miesięczne wynagrodzenie. W ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku kredyty konsumpcyjne ludności wzrosły o 1 bln rubli i osiągnęły poziom 16 bln rubli (254 mld euro). Co to jednak oznacza w praktyce? Zdaniem prezes rosyjskiego Banku Centralnego, Elwiry Nabiulliny, statystyczny Rosjanin przeznacza na spłatę i obsługę zadłużenia w bankach 44% swoich dochodów.

Ale szczegółowe informacje są jeszcze bardziej niepokojące. Co dziesiąty kredytobiorca (razem ok. 7 mln ludzi) oddaje co miesiąc bankom ponad połowę swoich dochodów. W ubiegłym roku, głównie po to, aby utrzymać jako taki poziom konsumpcji, Rosjanie zaciągali kredyty konsumpcyjne, których wartość wzrosła o ponad 20%. Ale w sytuacji, kiedy szósty rok z rzędu spada ich dochód dysponowany, zjawisko to zaczyna być groźne dla gospodarki. Nie bez powodu minister Oreszkin, odpowiadający w rosyjskim rządzie za rozwój gospodarczy, mówił niedawno o „bańce” na rynku kredytów dla ludności, która już w 2021 roku może wciągnąć, o ile pęknie, rosyjską gospodarkę w recesję. O ile wcześniej nie zrobi tego nowa fala amerykańskich sankcji, spadające ceny węglowodorów (np. przychody Gazpromu w I półroczu mimo utrzymania wolumenu sprzedaży są o 20% niższe), czy oczekiwane osłabienie światowego wzrostu w następstwie wojen handlowych Stanów Zjednoczonych z Chinami. Innymi słowy, Rosjanie żyją dziś nie tylko dość biednie, co zasadniczo odróżnia dzisiejszą Rosję od tej z roku 2011-12, kiedy to kraj miał za sobą gospodarczy boom dwóch pierwszych kadencji Putina, ale również perspektyw wyjścia z tej sytuacji w najbliższych latach nie widać, a władza najwyraźniej nie wie, jak pobudzić słabnący wzrost.

W efekcie w królestwie rosyjskiej opinii publicznej następuje kres tego, co socjologowie nazwali „krymskim konsensusem”. Jak wynika z badań Centrum Lewady, 60% ankietowanych uważa, że nie ponoszą odpowiedzialności za politykę władz, zarówno wewnętrzną, jak i międzynarodową. To wzrost o 10%, do poziomu najwyższego od 11 lat. Lew Gudkow, szef Centrum Lewady, komentując te wyniki mówi, że ludzie „uważają, iż działania władz nie odpowiadają ich interesom, a nawet grożą istotnym pogorszeniem sytuacji zwykłych ludzi, [którzy] nie chcą odpowiadać za wojnę w Syrii, stosunki z Ukrainą, Zachodem etc.”. Z innych badań wynika, i socjologowie wiążą z kolei to zjawisko z wchodzeniem w dorosłe życie nowego rosyjskiego pokolenia, które wychowało się za czasów władzy Putina, że coraz większe znaczenie Rosjanie zaczynają przywiązywać do wolności i swobód obywatelskich, a mniejsze – do materialnego dobrobytu. Pytani o to, czy jeśliby władzom udało się jakimś cudownym sposobem przywrócić poziom konsumpcji, jaki był w Rosji przed 2014 rokiem, to byliby skłonni zgodzić się na ograniczenie wolności i praw obywatelskich, 59% odpowiedziało, że nad dobrobyt przedkładają wolność. Podobny wskaźnik odnotowano w Rosji jedynie w latach 1993-1994. Znacząco wzrosła też liczba Rosjan, którzy są zdania, że polityka winna być domeną obywateli, którzy mają prawo w niej uczestniczyć. Że jest ona sferą zarezerwowaną dla władzy, dziś uważa 21% badanych, a jeszcze w grudniu 2018 roku było to 31%. O 5 punktów procentowych, do poziomu 20%, zmniejszyła się za to liczba Rosjan, którzy są zdania, że na polityce się nie znają i niczego z niej nie rozumieją.

Z badań opinii publicznej wynika też, że Rosjanie są zdania, iż ludzie ufają Putinowi przede wszystkim z tego powodu, że nie ma dla niego alternatywy

Spadające notowania Jednej Rosji i prezydenta Putina są pochodną tej społecznej mobilizacji. Inne badania mówią o istotnym, zwłaszcza wśród ludzi młodych, spadku znaczenia tradycyjnych kanałów informacji takich jak kontrolowana przez władze telewizja, a wzroście w przypadku sieci społecznościowych i internetu. I wreszcie, 38% Rosjan nie chciałoby, aby Putin rządził po roku 2024, kiedy kończy się jego kolejna prezydencka kadencja. Jest to najwyższy wskaźnik od 2014 roku, szybko rosnący zwłaszcza wśród młodych Rosjan. Innymi słowy, rośnie aktywność społeczeństwa rosyjskiego i jego skłonność do przeciwstawiania się polityce władz. Na razie, jak argumentują rosyjscy badacze, społeczna aktywność i uwaga koncentruje się wokół spraw lokalnych, nie mających wprost wymiaru politycznego. Dlatego miały miejsce protesty w Inguszetii na tle regulacji granicy z Czeczenią, demonstracje i starcia w uralskim Jekaterynburgu w związku z planami likwidacji parku w centrum miasta, pikiety, petycje i demonstracje obrońców jeziora Bajkał, i dlatego od roku trwają wiece, a nawet drobne potyczki z ochroną budowanego wielkiego wysypiska śmieci w obwodzie archangielskim. Nie weszły one jeszcze w fazę „polityczną”, kiedy protestujący stawiają żądania z tego obszaru, ale ostatnie wydarzenia w Moskwie wskazują, że szybko ta sytuacja może się zmienić. Z badań opinii publicznej wynika też, że Rosjanie są zdania, iż ludzie ufają Putinowi przede wszystkim z tego powodu, że nie ma dla niego alternatywy. Dziś tak myśli 43% badanych, najwięcej od 2001 roku. I ten ostatni wynik jest, jak się wydaje, kluczem do zrozumienia polityki ekipy zasiadającej na Kremlu. Jej istotę można by określić hasłem: nie dopuścić do powstania alternatywy.

Dlatego, jak powiedział w wywiadzie dla amerykańskiego periodyku „The National Interest” Konstantyn Remczukow, redaktor naczelny „Niezawisimej Gaziety” (przy tym człowiek nie tylko dobrze poinformowany, o czym myślą rosyjskie elity, ale również będący ich częścią, bo stał na czele społecznego komitetu obecnego mera Moskwy Siergieja Sobianina w trakcie ubiegłorocznych wyborów) – władze Rosji stoją dziś przed alternatywą. Mają do wyboru albo siłą złamać narastającą falę sprzeciwu, albo pogodzić się z myślą, w jaki sposób być liderem zwykłej, niekonstytucyjnej większości. Ta druga strona zarysowanej alternatywy oznacza odejście od zabiegów o to, aby obóz władzy miał w Dumie większość ¾ mandatów. Oznacza to też dopuszczenie realnej, nie zaś koncesjonowanej opozycji. Wybór każdej z tych dróg sprawi, że Rosja w najbliższych miesiącach bardzo się zmieni.

historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Rosja na progu fundamentalnych zmian”

  1. ciekawe pisze:

    Zjawisko ma charakter kuli śnieżnej – wiele wskazuje na to, że władze kalkują, że jedynym rozwiązaniem jest zduszenie w zarodku, bo jeśli ustąpią to przywali ich lawina. Stąd brutalne stłumienie protestów i przygotowywanie się do znacznie ostrzejszych działań służb mundurowych, gwardii.

    Na ulicy protesty nie są zbyt liczne, ale jeśli chodzi nastawienie ludności – to jest bezprecedensowa potrzeba zmian. Żeby to zatrzymać, władza oparta na samodzierżawiu…

  2. dziwak1 pisze:

    I takie teksty , z poważna miną drukuje sie w NK?
    Putin, albo jeszcze lepiej , Rosja upadną, gdyż:
    1. rośnie ilośc biednych
    2. Rosjanie biorą kredyty
    3. efekt “Krymnasz” skończył sie
    4. młodzież chce wolnosci i demokracji
    Ciekawe, że w tym tekściku nie podano kolejnego argumentu – sankcje Zachodu.
    Czytamy też :
    “Na razie, jak argumentują rosyjscy badacze, społeczna aktywność i uwaga koncentruje się wokół spraw lokalnych, nie mających wprost wymiaru politycznego. Dlatego miały miejsce protesty w Inguszetii na tle regulacji granicy z Czeczenią, demonstracje i starcia w uralskim Jekaterynburgu w związku z planami likwidacji parku w centrum miasta, pikiety, petycje i demonstracje obrońców jeziora Bajkał, i dlatego od roku trwają wiece, a nawet drobne potyczki z ochroną budowanego wielkiego wysypiska śmieci w obwodzie archangielskim. ”
    W tak dużym kraju , takie duperele zajmuja zagranicznego autora, który ma ambicje “produkować” syntezy? Panie Budzisz, podobne sprawy zajmują obywateli dowolnego kraju. To sie nazywa demokracja, w formie i tresci.
    Społeczeństwo rosyjskie jest konserwatywne, potrafi jednak walczyć z ciemnotą i głupotą. Niedawno zwolniono z pracy nauczycielke (zreszta wystarczajaco zgrabną i młodą) , która umiesciła w Facebooku swoje zdjecie z kostiumie kapielowym z dyplomem uczestnictwa w imprezie “morsów”, czym zajmowała sie od wielu lat (oczywiscie była wtedy zima, o czym swiadczył snieg na fotogafii). Rodzice jej uczniów wymusili na dyrekcji zwolnienie nauczycielki , oskarżajac ją o demoralizacje młodziezy. Podniósł sie szum i wiele nauczycielek w geście solidarnosci zamieściło swoje “gorące” zdjecia z wakacji i nie tylko. Do sprawy włączcył sie gubernator. Nauczycielka zrezygnowala z pracy w swojej szkole , otrzymała inną , nieco korzystniejsza propozycje, w ośrodku metodycznym nauczycieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz