Rosja jest inna niż myślimy

Polskie elity mają problem ze zrozumieniem współczesnej Rosji – kraju inspirowanego ustrojem imperialnym, w którym do władzy dochodzi pokolenie nie pamiętające komunizmu

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Zbliżające się wybory prezydenckie w Federacji Rosyjskiej dały asumpt do rozważań oraz do oceny sytuacji wewnętrznej w tym państwie. W natłoku informacji dominują jednak analizy bieżąco-sytuacyjne i szczątkowe, ściśle związane z konfliktem ukraińsko-rosyjskim, wpływem sankcji na funkcjonowanie systemu gospodarczego Rosji, energetyką oraz postacią samego Władimira Putina. Analitycy oraz komentatorzy szczegółowo wyliczają deficyty, straty, wskazują na skalę korupcji oraz przetasowania na oligarchiczno-kremlowskim dworze. Perspektywa taka, niezbędna oczywiście w prawidłowym oszacowaniu możliwości systemu wewnętrznego Rosji oraz możliwych jej posunięć na arenie międzynarodowej, nie daje jednak pełnego obrazu i rzeczywistych możliwości Moskwy. Implikuje to z kolei niedoszacowanie potencjalnego zagrożenia, wynikającego z polityki tego regionalnego imperium. Poza nielicznymi ośrodkami brak jest jednak ocen systemowych, perspektywicznych, a także takich, które wykraczają poza ukształtowane schematy. Co istotne, brakuje analiz oraz ocen obiektywnych. W próbach spojrzenia na Rosję dominuje percepcja zacofanego i barbarzyńskiego kraju, niezdolnego do funkcjonowania w modelu demokratyczno-liberalnym. Co więcej, dla wielu środowisk sam kontakt z Rosją oraz Rosjanami nosi w sobie piętno zdrady narodowej. Mamy też postawy idące w przeciwnym kierunku, które są również anormalne i w tym przypadku powinny być zwalczane. Nie mamy natomiast swoistego „środka” refleksji, który stanowiłby pomocne narzędzie intelektualne w procesie stymulowania relacji Warszawy i Moskwy.

Nikt jednak dziś nie zadaje sobie pytania: co dalej, jeśli Rosja „wybuchnie” ponownie?

Gdy Rosja „wybuchnie” ponownie

Ogólna analiza sygnalizowanego zjawiska wskazuje, że w polskiej debacie publicznej najbezpieczniej definiować jest Rosję jako bezwzględnego wroga, z którym rywalizacja odbywa się nie tylko w sferze geopolitycznej. Walka ta odbywać ma się również w sferze wartości i posiadać ma charakter mesjanistyczny. W tej percepcji dominuje strach, ale z drugiej strony pogarda oraz przeświadczenie o swojej wyższości. Z punktu widzenia interesów Polski takie kryteria postrzegania są niebezpieczne i wynikają w dużej mierze nie tylko z tragicznych doświadczeń historycznych, ale też z niedojrzałości politycznej i braku racjonalności. Rosja powinna być postrzegana przez polskie elity jako rywal geopolityczny, groźny nie tylko z powodu posiadania oraz skutecznego rozwoju ogromnego potencjału militarnego (opartego na komponencie broni rakietowo-jądrowej), ale przede wszystkim ze względu na odmienności cywilizacyjno-kulturowe, które nie zawsze akceptujemy i potrafimy zrozumieć. A odmienności te wpływają przecież na konstrukcję rosyjskiego systemu władzy, aksjologii wspólnoty oraz jednostki, i wreszcie – co dla nas najważniejsze – procesu decyzyjnego. Polska, mająca ambicje samodzielnego przewodnictwa w regionie, czy też w innych konstelacjach (Partnerstwo Wschodnie, Grupa Wyszehradzka, Trójmorze), powinna umiejętnie dywersyfikować nastroje dezaprobaty dla działań w Rosji w regionie i w świecie, a także posiadać rzetelną wiedzę o niej samej. Bez takiej postawy trudno będzie nam rozmawiać z Czechami, Węgrami, nie mówiąc już o ważnych dla nas z punktu widzenia bezpieczeństwa relacjach z Białorusią czy Ukrainą.

Często widzimy Rosję taką, jaką chcielibyśmy widzieć, oczywiście bez „wszechpotężnego” Putina i jego kagiebistyczno-oligarchicznego dworu. Dla wielu polskich obserwatorów Rosja to głównie Putin, który zniewolił jej mieszkańców. W związku z tym jedyną nadzieją dla jej „wyzwolenia” od demonicznego cara jest demokratyczna opozycja. Brak jest jednak refleksji o istocie rosyjskiej opozycji, realnym poparciu dla niej oraz. Co najważniejsze, krajowym i zagranicznym krytykom obecnej władzy brak spójnej wizji kształtu państwa i społeczeństwa po dokonaniu tej zmiany. W tym kontekście wydaje się, że jej kondycja przypomina w wielu aspektach kondycję rosyjskiej opozycji sprzed 1917 roku. A to, jak już pokazała historia, okazać się może, choć oczywiście nie musi, tragiczne w skutkach. Rewolucyjna zmiana władzy bowiem, której następstwem staje się załamanie lub osłabienie rosyjskiej państwowości w aspekcie instytucjonalnym, jest korzystna dla jej sąsiadów, ale po pewnym czasie zawsze przynosi odrodzenie siły Rosji i niebezpieczeństwa. Następstwem wielkiej smuty były narodziny Imperium Romanowów, klęska w wojnie krymskiej przyniosła reformy Aleksandra II, efektem dwóch rewolucji 1917 roku było zinstytucjonalizowanie się i stworzenie imperium komunistycznego, a upadek ZSRR przyniósł odrodzenie się Rosji w formie imperialnej. Nikt jednak dziś nie zadaje sobie pytania: co dalej, jeśli Rosja „wybuchnie” ponownie? Dlatego też nie jest przypadkiem to, że Putin startuje w tych wyborach jako kandydat bezpartyjny, a jego program ukierunkowany jest głównie na sprawy gospodarczo-społeczne, tak aby ugasić wszelkie ryzyko buntu ludowo-społecznego czy też rewolucji, i móc spokojnie zapewnić potencjalnie dalszą transmisję władzy.

Mimo wieloletniej walki opozycji z carskim systemem przed 1917 r., nie udało się jej stworzyć jakiejkolwiek spójnej oraz akceptowalnej koncepcji podziału administracyjno-terytorialnego wraz z modelem decentralizacji państwa czy autonomii dla określonych narodowości

Opozycja bez pomysłu

Także przepaść między elitami opozycyjnymi a rosyjskim społeczeństwem przywołuje silne analogie do sytuacji sprzed 1917 r. W zapomnianych dziś broszurach wydanych w rewolucyjnym Piotrogrodzie w 1917 r. pt. Sytuacja finansowa w Rosji oraz finanse Rosji w czasie wojny, autorstwa kadeta i ministra ds. ziemskich Rządu Tymczasowego, Andrieja Iwanowicza Szingariewa, wyrażona została krytyka rosyjskiego społeczeństwa z powodu braku wsparcia dla rewolucyjnego liberalnego rządu, a także odmowy ponoszenia ciężarów finansowych na rzecz wojny i reform. Nic to, że żadnego spójnego i konkretnego programu reformatorzy nie przedstawili, gubiąc się w niezrozumiałych dla mas debatach i sporach. Dawna opozycja czasów caratu, reprezentowana przez niezwykle utalentowane w swoich dziedzinach jednostki, znajdując się u steru państwa, nie potrafiła nim jednak zarządzać. Czy współczesna rozbita opozycja zdoła porwać masy, i co najważniejsze – utrzymać ich poparcie? Czy Aleksiej Nawalny (nie dopuszczony do wyborów), polityk o silnym poczuciu patriotyzmu i nacjonalizmu, zezwoli Ukrainie na pełną integrację ze strukturami świata zachodniego? Jest to bardzo wątpliwe. Przecież mimo zmiany ustroju rosyjskie elity nie porzucą swoich interesów. Pomysł Grigorgija Jawlinskiego, opozycyjnego kandydata partii „Jabłoko”, by powtórzyć referendum na Krymie, wywołał furię znacznej części społeczeństwa i tym samym wykreował jego oraz ludzi „Jabłoka” na „zdrajców”. Postać Kseni Sobczak jest natomiast najprawdopodobniej dopełnieniem teatru wyborczego, odwracającego uwagę od rzeczywistego procesu wyborczego i problemów związanych z sankcjami. Co ciekawe, przywołany wyżej liberał A. I. Szingariew odszedł z Rządu Tymczasowego z powodu sprzeciwu wobec ustępstw uczynionych przez ten organ na rzecz Ukraińskiej Centralnej Rady, która dążyła wówczas do stworzenia prawnych gwarancji autonomii dla Ukrainy. Nie można również nie wspomnieć o wielkim historyku, opozycjoniście, intelektualiście i zwolenniku monarchii konstytucyjnej w Rosji Pawle Nikołajewiczu Milukowie, który nie chciał porzucać idei zawładnięcia cieśniami bosforskimi, tak samo zresztą jak jego kadecki kolega partyjny i utalentowany historyk Aleksander Aleksandrowicz Kizewetter. Mimo wieloletniej walki opozycji z carskim systemem przed 1917 r., nie udało się jej stworzyć jakiejkolwiek spójnej oraz akceptowalnej koncepcji podziału administracyjno-terytorialnego wraz z modelem decentralizacji państwa czy autonomii dla określonych narodowości. Nieliczne teoretyczne prace S. A. Korfa, F. F. Kokoszkina, czy broszury w tym zakresie z 1917 r. M. W. Wiszniaka, S. G. Zajmowskiego, S.L. Awelaniego stanowią na tym tle chlubny wyjątek. Dziś sytuacja w tym zakresie jest podobna.

Obecne sposoby postrzegania Rosji determinowane są głównie przez pryzmat wydarzeń współczesnych, coraz rzadziej przez historię, co również stanowi pewnego rodzaju pułapkę. Historię Rosji wykorzystujemy głównie do ukazania tragedii funkcjonowania totalitarnego systemu komunistycznego oraz do przedstawienia kierunków rosyjskiej polityki imperialnej, co w sposób naturalny wynika z naszych doświadczeń doby zaborów. Brak jest natomiast próby szerszego spojrzenia i zrozumienia Rosji z punktu widzenia jej dróg rozwoju, czy też ich dysfunkcji w aspekcie historyczno-politologicznym. Przykładem takiego stanu rzeczy jest niedostrzeżona w Polsce, ale i w świecie, fascynacja i renesans badań nad ustrojem policystycznym Imperium Romanowów sprzed 1917 r., który rozpoczął się w Rosji po dojściu do władzy Putina.

Ustrój pilnie poszukiwany

Koncepcja nowoczesnego państwa policyjnego pojawiła się w Rosji na początku XVIII wieku wraz z reformami Piotra I. W sensie ustrojowym oznaczały one przede wszystkim rozpoczęcie procesu recepcji modelu niemieckiego państwa policyjnego, który rosyjscy prawnicy i działacze państwowi rozwijali, modyfikowali i aktywnie wcielali w życie, praktycznie do samego upadku Romanowów w 1917 r. W carskiej Rosji nie używano właściwie pojęcia prawa administracyjnego czy konstytucyjnego (z wyjątkami), a całą koncepcję prawa ustrojowego formułowało w opasłych tomach tzw. prawa policyjnego. W tym ujęciu, o całym procesie decyzyjnym oraz o zapewnieniu „pomyślności i bezpieczeństwa” dla mieszkańców Imperium decydować miało centrum. Jednak szybka zmiana rzeczywistości determinowała to, że coraz więcej płaszczyzn należało wydzielać i umożliwiać swobodne nimi zarządzenie przez poddanych. Ta swoista delimitacja wolności i aktywności jednostki służyć miała rozładowaniu napięć i wykorzystaniu potencjału jednostki. M. in. powołanie samorządu terytorialnego w postaci tzw. systemu ziemstw przez Aleksandra II stanowiło takie właśnie kontrolowane przeniesienie czynności zarządczych.

Po upadku Czerwonego Imperium w 1991 r. oraz głębokim kryzysie doby Borysa Jelcyna, fascynacja modelem ustrojowym, funkcjonującym przed 1917 r., stała się bardzo popularna wśród elit prawniczo-urzędniczych Rosji

Po upadku Czerwonego Imperium w 1991 r. oraz głębokim kryzysie doby Borysa Jelcyna, fascynacja modelem ustrojowym, funkcjonującym przed 1917 r., stała się bardzo popularna wśród elit prawniczo-urzędniczych Rosji. Osobowość oraz reformy stabilizujące W. Putina, a także ogromne zyski ze sprzedaży surowców sprawiły, że zdecydowano się na ostateczne odejście od idei rządów konstytucyjno-demokratycznych. Rozpoczęto wówczas aktywne prace nad opracowywaniem choćby zarysu modelu gwarantującego scentralizowany proces decyzyjny z ogólnym dostosowaniem go do warunków gospodarki rynkowej. W związku z tym na wydziałach prawa Moskiewskiego oraz Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego odżyły badania nad policystyką. Dlatego dziś Federacja Rosyjska w aspekcie ustrojowo-decyzyjnym absolutnie nie funkcjonuje na podstawie konstytucji z 1993 r. (swoją droga przyjętej w następstwie zbrojnego konfliktu między prezydentem Jelcynem a Radą Najwyższą), mimo jej formalnego obowiązywania. Wynika z tego, że sąsiadujemy z silnym imperium regionalnym o szerokich ambicjach globalnych, które nie posiada ściśle uregulowanego ustroju prawno-politycznego, a jest w fazie poszukiwań i częściowej recepcji doświadczeń historycznych w postaci policystyki.

Nadchodzi nowe pokolenie

Jest to o tyle istotne, że w Rosji postępuje powolna, ale realizowana w sposób pełny i systemowy zmiana pokoleniowa polegająca na obejmowaniu władzy i urzędów przez pokolenie niepamiętające czerwonych czasów, ale pamiętające biedę lat jelcynowskich. Młode elity władzy przyjęły nową propozycję rozumienia ustroju i władzy, odrzucając wszelkie rozważania o modelu demokratyczno-przedstawicielskim. Oczywiście młode pokolenie władzy nie we wszystkim się zgadza, ale nie to jest ważne, gdyż nikt otwarcie nie sprzeciwi się carowi i bojarom. Ważne jest to, że przejęło ono również dumę z bycia wielkim, dumę z bycia imperium. Dlatego też polskie młode elity, posiadające raczej doświadczenie w kontaktach z różnymi antysystemowymi przedstawicielami młodego pokolenia Rosjan, wychowanymi na różnych zachodnich stypendiach, mogą nie poradzić sobie w kontaktach z rosyjskimi elitami.

Potrzebujemy prawidłowej transmisji wiedzy o Rosji wśród społeczeństwa, elit politycznych oraz instytucji publicznych

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że praktycznie w każdej konstelacji Rosja stanowić będzie dla Warszawy wyzwanie. Aby mu sprostać, potrzebujemy jednak chłodnych kalkulacji i rozważania kilkunastu scenariuszy w ramach programowania polityki zagranicznej, co implikuje konieczność umiejętnego zarządzania antyrosyjskimi emocjami i resentymentami. Potrzebujemy prawidłowej transmisji wiedzy o Rosji wśród społeczeństwa, elit politycznych oraz instytucji publicznych. Znawstwo warunków w Rosji stanowić musi również część składową naszej refleksji o sąsiadach, gdyż relacje polsko-rosyjskie z chwilą wstąpienia Polski do NATO w 1997 r. stały się w mniejszym lub większym stopniu elementem gry między mocarstwami. A stawki w tej grze bywają wysokie, czego przykładem jest choćby zniszczenie Syrii, czy też destabilizacja państwa ukraińskiego w wyniku zmiany władzy i następnie rosyjskiej interwencji.

Michał Patryk Sadłowski- niezależny ekspert specjalizujący się w > prawnych aspektach bezpieczeństwa na obszarze poradzieckim, > zagadnieniach handlu na tym obszarze oraz historii ustroju Imperium Rosyjskiego. Członek zarządu Fundacji Instytut Prawa Wschodniego im. > Gabriela Szerszeniewicza, doktorant na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Rosja jest inna niż myślimy”

  1. Jan Ryś pisze:

    Niektórzy Polacy bardziej nienawidzą Rosję niż kochają Polskę. Sami Rosjanie też nie akceptują własnej władzy. Jednak system zniewolenia i ucisku w Rosji ma głęboko zakorzenione tradycje, zwłaszcza w starszym pokoleniu. Polska zachłyśnięta zachodnią “cywilizacją” widzi jedyną szansą na sukces, jednak nie wszystko złoto co się świeci. Widać jak kochają nas zachodni partnerzy, na sentymenty raczej liczyć nie możemy. Rosjanie jako naród są bardzo słowiańscy i z założenia nie wykazują wrogości do Polski i Polaków, inaczej postrzegają nas Ukraińcy i raczej nie darzą nas sympatią. Polsce bardzo potrzebne byłoby partnerstwo, przynajmniej gospodarcze z Rosją inaczej postrzegani bylibyśmy w UE i w świecie. USA wyraźnie wykorzystują nasze obawy rusofobiczne a my bezkrytycznie przyjmujemy ich retorykę. Czy przypadkiem nie wpadliśmy z deszczu pod rynnę ???

    • oko pisze:

      Rosja była już tu przez 123 lata , a póżniej przez 45 lat. I wystarczy…Jeśli ktoś za nią tęskni to może wyjechać ….komunikacja jest…

    • tak tylko... pisze:

      “Rosjanie jako naród są bardzo słowiańscy i z założenia nie wykazują wrogości do Polski i Polaków, inaczej postrzegają nas Ukraińcy i raczej nie darzą nas sympatią'” To jedno zdanie (całkowicie zresztą fałszywe) jest wizytówką autora. Od razu wiemy z kim mamy do czynienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz