Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Bliżej Warszawy niż Paryża

W polityce zagranicznej raptowne kroki obracały się na niekorzyść Angeli Merkel. Wszystko wskazuje na to, że jeśli pozostanie ona kanclerzem Niemiec, w zakresie reformy UE będzie preferowała dreptanie w miejscu.

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

„Nawet jeśli coś wiemy, to wiemy za mało, by podjąć właściwą decyzję” – tak brzmi główne założenie politycznej filozofii Karla Poppera. Dlatego polityk nie powinien ulegać wielkim wizjom i wcielać się w egzekutora historii. Lepiej, jeśli posuwa się małymi kroczkami. Raz w lewo, raz w prawo, niekiedy na ukos, a jeśli trzeba – do tyłu. Taką ostrożną interwencją można w dłuższym okresie dokonywać przełomowych zmian. A jeśli drobny krok okaże się błędem, można się z niego łatwo wycofać. Przy frontalnym posunięciu pomyłka kosztowałaby więcej i zostawiła za sobą zgliszcza. Filozofię Poppera kanclerz Angela Merkel, trzykrotnie stojąc na czele rządu (2005-2017), uczyniła osią swojej strategii. Tylko trzy razy odstąpiła od tej zasady. I za każdym razem jej dalekosiężne, raptowne kroki obracały się na jej niekorzyść.

Jakie były to kroki? Pierwszy – kiedy Merkel w stylu Amazonki zapowiedziała zamknięcie elektrowni jądrowych w Niemczech, gdy tsunami wywołało katastrofę w Fukushimie (2011). Drugi – gdy złajała niemieckiego papieża Benedykta XVI za cofnięcie ekskomuniki na antysemickim biskupie Williamsonie z Bractwa św. Piusa X (2015). I trzeci, gdy otworzyła granicę Niemiec przed maszerującymi z Budapesztu uchodźcami w sierpniu 2015 roku. Czy jeśli wreszcie w Berlinie powstanie jej czwarty rząd (ponownie z socjaldemokracją Martina Schulza), kanclerz da się namówić Macronowi na przemodelowanie Unii Europejskiej (UE) tak dalece, jak to francuski prezydent zapowiedział we wrześniu na Sorbonie? Czy Merkel po raz czwarty zdradzi Poppera?

Zamknąć puszkę Pandory

Otóż nie. Wszystko wskazuje na to, że w zakresie reformy UE rząd Merkel będzie preferowała dreptanie w miejscu. Już przecież na dalekosiężną propozycję z Sorbony dotyczącą zacieśniania współpracy między krajami strefy euro na drodze powołania wspólnego ministra finansów i utworzenia dla tej strefy odrębnego budżetu, który byłby uchwalony przez jej parlament, w Berlinie odpowiedziano wzruszeniem ramion. Pretorianin Merkel, szef urzędu kanclerskiego Peter Altmaier przez zaciśnięte usta odpowiedział, że Niemcy „swoje własne plany w tym procesie przedstawią w następnym roku”.

Berlin dystansuje się od idei francuskiego prezydenta. Spekuluje się, że nim powstanie rząd, wizja Macrona ma spore szanse umrzeć śmiercią naturalną z dwóch powodów. Proponowane reformy wymagałyby zmian traktatowych, a przed tym broni się lwia część członków UE. Merkel też długo opierała się rewizji traktatów, gdyż implikują one konieczność przeprowadzenia referendów w krajach członkowskich. A referenda mogą otworzyć istną puszkę Pandory. Teraz Merkel nieco uelastyczniła stanowisko i deklaruje gotowość do rozmów na temat zmian traktatowych, o ile propozycje okażą się opłacalne. Za to hamuje Macrona w innym punkcie, wskazując na koszty, jakie niosą ze sobą jego propozycje (i to jest drugi powód). Merkel przenosi swoją argumentację na rozmowy koalicyjne z SPD, w których akurat jej kontrahent Martin Schulz podejmuje pałeczkę od Macrona i zapowiada utworzenie „Stanów Zjednoczonych Europy do 2025 roku”. Na to Karl Popper przewraca się w grobie.

Spekuluje się, że nim powstanie rząd, wizja Macrona ma spore szanse umrzeć śmiercią naturalną

Pomysł z Paryża nie budzi u kanclerz entuzjazmu, gdyż stanowi przeciwieństwo jej restrykcyjnej polityki budżetowej, w ramach której granicy deficytu budżetowego i kwoty zadłużenia oraz niewypuszczenie euroobligacji argusowym okiem strzegł do czasu powołania na urząd przewodniczącego Bundestagu jej długoletni minister finansów Wolfgang Schäuble, zarazem drugie centrum władzy w CDU. Owszem, ze względów politycznych, czyli po przywrócenia przez Macrona po prezydenturze Hollande’a osi Berlin-Paryż siły unijnego motoru, Niemcy wprawdzie nie popierają, ale też nie sprzeciwiają się otwarcie francuskiej propozycji. Zdają też sobie sprawę, że dogmatyczne trwanie, przede wszystkim dzięki wpływom Wolfganga Schäublego, na rygorystycznych pozycjach ze skłonnościami do zaciskania pasa, nie wystarczy do zmniejszenia bezrobocia wśród najmłodszej grupy wiekowej w UE. A to tylko pchnie bezrobotną młodzież w ręce populistów.

Reakcja Brukseli

Widząc powściągliwość w Berlinie, Komisja Europejska (KE) odniosła się już do propozycji Macrona. „Przyszłość Europy musimy wziąć we własne ręce” i zbudować „bardziej zjednoczoną, bardziej skuteczną i bardziej demokratyczną” unię walutową – oświadczył przewodniczący KE Jean-Claude Juncker. Także dlatego, by być przygotowanym na ewentualną powtórkę kryzysu z lat 2008-9. W planie Junckera strefa euro stanowi ofertę dla wszystkich krajów unijnych. Dlatego KE zmodyfikowała plan Macrona. Urząd ministra finansów rozciągnęła na całą UE, nie tylko na strefę euro, i odrzuciła odrębny budżet dla krajów tej strefy, aprobując zwiększenie zarówno dla niej, jak i dla wszystkich krajów unijnych finansowego zastrzyku. Komisja proponuje, by tzw. parasol ratunkowy (Europejski Mechanizm Stabilności, ESM), który powstał na fali kryzysu waluty euro w 2012 roku, utworzony wprawdzie przez kraje eurostrefy, ale niezależnie od instytucji unijnych, uczynić dostępnym dla wszystkich krajów Wspólnoty. Prawnie wpisałoby się nowy fundusz do traktatu unijnego z Lizbony na podstawie artykułu 352. W tym przypadku rada ministrów na propozycję KE i przy akceptacji PE mogłaby uchwalić nową ustawę bez otwierania puszki Pandory rewizji traktatowych. Koncepcja Brukseli w przeciwieństwie do planu Macrona stawia więc nie na ekskluzywność eurostrefy, tylko na integrację całej UE. Unia miałaby do wyboru albo reformę całej wspólnoty, albo pogłębienie integracji strefy euro, by przynajmniej unijne jądro było uodpornione na ewentualny przyszły kryzys, jak na ten z 2008-2009 roku.

Reakcja Berlina na propozycje przekształcenia ESM w rozbudowany fundusz zarządzający kredytami dla krajów gotowych wdrażać u siebie reformy jest też zdystansowana. Rząd niemiecki z dużym sceptycyzmem przygląda się ewentualnemu przejściu funduszu z rąk krajów członkowskich do rąk brukselskich. Koncepcja „więcej władzy dla Brukseli, KE i Parlamentu Europejskiego (PE), kosztem stolic narodowych” nie odpowiada niemieckim życzeniom. Paradygmatyczna defensywna postawa Niemiec przebija z wypowiedzi przez szefa frakcji chadeckiej w PE, Manfreda Webera, który przestrzega przed rozwodnieniem paktu stabilizacyjnego. W wywiadzie dla „Neue Osnabrücker Zeitung” Weber oświadczył, że „kryteria z traktatu w Maastricht nie mogą zostać rozwodnione”. Oznaczałoby to stanowcze „nie” Berlina dla uwspólnotowienia długów lub uzyskiwania przez całą UE żyrowanych kredytów przez kraje członkowskie.  Podczas gdy stanowisku Brukseli przyświeca wizja wejścia w przyszłości, bliższej lub dalszej, pozostałych krajów UE do strefy euro, nad Renem przestrzega się przed otwarciem klubu euro dla wszystkich członków UE. Kraje takie jak Bułgaria czy Rumunia wygenerowałby ten sam problem, jaki w tej chwili uosabia Grecja. Silne euro zmniejszyłoby w tych krajach aktualne zadłużenie. Ale tanie kredyty wywindowałby w sektorze publicznym wzrost płac i podniesienie emerytur, co z kolei przegrzałoby rynek inwestycji i nieruchomości. A na końcu łańcucha nieszczęsnego domina stałoby ratowanie tych krajów przez Europę Północną przed falą migracji z Bałkanów.

Koncepcja Brukseli w przeciwieństwie do planu Macrona stawia więc nie na ekskluzywność eurostrefy, tylko na integrację całej UE

Tak więc Paryż i Bruksela nadają ton w zakresie reformy UE, a Berlin wyłącznie reaguje. Jest to o tyle utrudnione, że żadna z partii, które ponownie chcą utworzyć koalicję rządową, nie uzyskała mandatu dla przeprowadzenia dalekosiężnej reformy unii walutowej. Zarówno CDU kanclerz Angeli Merkel, jak i SPD Martina Schulza w kampanii wyborczej rzucały wprawdzie rytualne zaklęcia dotyczące chęci zreformowania UE, ale wypowiadały się oględnie i ogólnikowo. W efekcie nie istnieje niemiecki plan dla stabilizacji strefy i waluty euro. Jedyny wyjątek dotyczy unii bankowej.

Aktywnie w dziedzinie migracji

Czy istnieje jednak obszar, na którym Niemcy wykazują większą aktywność? Tak. To powstrzymanie nielegalnej migracji z Afryki do Europy. To Niemcy forsowały, by głównym narzędziem kontroli granic zewnętrznych UE uczynić agencję Frontex, rozbudować ją personalnie i technicznie. Teraz Frontex patroluje granice Grecji, Włoch, Bułgarii i Hiszpanii. Duże znacznie Merkel przypisuje współpracy z Libią. Libijska straż przybrzeżna ma zostać w najbliższym czasie przeszkolona i wyposażona do zwalczania band przemytników, organizujących przeprawy przez Morze Śródziemne. Zarabiają oni krocie, 750-3500 dolarów za jedno miejsce w gumowej łodzi. Uciekinierzy byliby więc zatrzymywani przez libijską policję i wysyłani do tzw. hotspots. Wstrząsany wojną domową kraj stanowi główny punkt przerzutowy z Afryki do Europy, przez który w 2016 roku dotarło z pomocą przemytniczych band 180 000 migrantów. Już w tej chwili libijskie łodzie patrolowe, sprezentowane przez Włochy, zawracają migrantów do Libii. Współpraca z nią napotyka jednak na krytykę, gdyż nie przestrzega ona praw człowieka. Liczne organizacje pozarządowe, ale też ONZ, zarzucają Libii stosowanie tortur, gwałtów i rozstrzelań. Ponadto rząd premiera as-Sarradża kontroluje zaledwie część kraju. Reszta znajduje się w rękach konkurujących ze sobą lokalnych milicji. Deal z Libią nabiera znaczenia jednak w kontekście 300 000 uchodźców z Afryki, znajdujących się w tym kraju, z czego pewna część trafiła do więzień, skoro ustawodawstwo krajowe za nielegalny wjazd przewiduje areszt i nie wyodrębnia kategorii uchodźcy.

Drugi, sugerowany przez Merkel filar powstrzymania migracji do UE zasadza się na utworzeniu europejskich centrów azylowych w Afryce, takich, jakie wcześniej powstały w Turcji na podstawie porozumienia z prezydentem Recep T. Erdoganem. W przypadku Afryki hotspots miałyby zostać utworzone w Czadzie i Nigerii. Tam uchodźcy składaliby swoje wnioski azylowe. Wraz z przyznaniem azylu, Afrykańczycy przyjeżdżaliby do Europy w ramach programów przesiedleń, które realizowane są w ramach umów zawartych już choćby z Jordanią czy Libanem. Przewidują one finansowanie pobytów studenckich Afrykańczyków w Europie. Potem wracają oni do swoich krajów. Rozwiązania niemieckie sugerują wprowadzenie w tym celu elektronicznego systemu rejestracji migrantów wzorującego się na amerykańskim systemie ESTA.

To Niemcy forsowały, by głównym narzędziem kontroli granic zewnętrznych UE uczynić agencję Frontex, rozbudować ją personalnie i technicznie

Ponadto Merkel nie sprzeciwia się przyjęciu większej liczby migrantów ekonomicznych: „Mogę wyobrazić sobie, że z krajami afrykańskimi zawrzemy porozumienia odnośnie kontyngentów, według których pewna liczba ludzi mogłaby tu studiować lub pracować”, „bo ograniczanie się do zwalczania nielegalnej migracji byłoby krokiem błędnym. Wyjściem z sytuacji będzie w przyszłości zezwolenie na przyjazd migrantów kierujących się pobudkami ekonomicznymi, takich których potrzebowalibyśmy np. do opieki nad osobami w podeszłym wieku”. Jak duże miałyby być te kontyngenty lub programy, nie zostało jeszcze skonkretyzowane. Nie ulega jednak wątpliwości, że pozwoliłyby one ograniczyć nielegalną migrację.

Wsparcie Macrona przez Merkel ma być realizowane za wszelką cenę, tylko w takim zakresie, jaki odpowiada niemieckim interesom

Merkel, podobnie jak Macron, opowiada się za utworzeniem centralnego europejskiego urzędu azylowego, który szybko i w sposób ujednolicony opracowywałby wnioski azylowe. To propozycja, którą wspiera KE Junckera. Dlatego europejski Urząd Wsparcia w dziedzinie Azylu (EASO) zostanie wkrótce rozbudowany do tak dużej agencji, jaką jest Frontex. Ujednolicone miałyby zostać także świadczenia dla azylantów w krajach członkowskich UE, przy czym decyzja o przyznaniu azylu niezmiennie należałaby do krajów narodowych. Jeśli natomiast uchwalenie wspólnego dla UE prawa azylowego nie jest jeszcze przewidziane, to przynajmniej awizowana jest rekonstrukcja systemu dublińskiego. Do tej pory na jego podstawie odpowiedzialność za rejestrację azylanta i jego pobyt spada na pierwszy kraj, do którego uchodźca dotrze. Propozycja natomiast zakłada, że jeśli możliwości przyjęcia uchodźców przez pierwszy kraj zostałyby przekroczone, następowałaby ich relokacja do innych krajów. Kraj odmawiający relokacji byłby zobligowany do świadczeń finansowych.

Wsparcie Macrona przez Merkel ma być realizowane za wszelką cenę, tylko w takim zakresie, jaki odpowiada niemieckim interesom, choć kanclerz dobrze wie, że nie może dopuścić, by za 5 lat w Paryżu rządziła Marie Le Pen. Jednocześnie w przeciwieństwie do Macrona niemiecka kanclerz swoim horyzontem obejmuje wszystkie kraje unijne. Merkel nie bardzo chce, by z Berlina było znacznie bliżej do Paryża niż Warszawy.

 

.

Historyk, politolog, watykanista, komentator polityczny portalu TOK FM i telewizji POLSAT NEWS. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz germanistykę na Albert-Ludwigs-Universität we Freiburgu. Doktorat w 2003 r. (Albert-Ludwigs-Universität Freiburg), habiltacja w 2008 r. (Albert-Ludwigs-Universität Freiburg). Od 2009 roku kierownik katedry im. Konrada Adenauera w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera. Ostatnie publikacje: "Angela Merkel - cesarzowa Europy" (Agora 2014), https://histmag.org/arkadiusz-stempin-sojusznicy-od-fryderyka-i-katarzyny-wielkiej-do-merkel-i-putina-recenzja-13278

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz