Pytania konstytucyjne. Śmieszno i straszno

Po lekturze prezydenckich propozycji piętnastu pytań referendalnych nasuwa się szesnaste: czy pilot, który z nami leci, wie w ogóle, co jest zapisane w Konstytucji i co może się w niej znaleźć?

Prezydent Andrzej Duda przeciął spekulacje i zaproponował piętnaście pytań, które mogłyby znaleźć się w potencjalnym referendum konstytucyjnym. Po ich lekturze nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, czy też liczyć na rozsądek senatorów, którzy litościwie oszczędzą nam tej farsy i na rozpisanie referendum (które i tak nie byłoby wiążące) zwyczajnie się nie zgodzą.

Przeanalizujmy pokrótce kolejne pytania. Pierwsze dotyczy tego, czy w ogóle chcemy nowej ustawy zasadniczej lub nowelizacji obecnej. Pytanie zasadne, ale po przeczytaniu kolejnych możemy zastanawiać się, czy chcemy, by pisała ją aktualna klasa polityczna, np. urzędujący prezydent. Już czwarte z nich budzi wątpliwości w to, czy Duda w ogóle czytał obowiązującą Konstytucję, chce bowiem wiedzieć, czy jesteśmy „za odwołaniem się w preambule Konstytucji RP do ponadtysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości”. Super, jesteśmy, tyle że byli za tym i twórcy obowiązującej Konstytucji, te przebrzydłe ateistyczne postkomuchy, które zgodziły się na to, by dziękować w niej naszym przodkom „za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu”, i umieścić w niej dwa odwołania do Boga. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z pytaniem 14, które brzmi: „Czy jest Pani/Pan za przyznaniem w Konstytucji RP gwarancji szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym, dzieciom, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku?”, mimo że art. 68 ust. 3 już obowiązującej ustawy zasadniczej brzmi: „Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku”. Podobnie sytuacja ma się z „konstytucyjną ochroną pracy jako fundamentu społecznej gospodarki rynkowej”, o którą pyta w innym miejscu prezydent. Tej tematyki dotyczą choćby art. 65 i 66 Konstytucji. Czy prezydentowi chodzi tylko o to, by wydłużyć art. 20?

Zaledwie kilka pytań ma sens. Dotyczą one zwiększenia roli referendum czy wzmocnienia urzędu prezydenta. I tyle – reszta zwyczajnie nie nadaje się do zadania

Zgodnie z przewidywaniami, w proponowanych pytaniach znalazło się wiele elementów populistycznych, takich jak konstytucyjna gwarancja 500+ czy aktualnego wieku emerytalnego. Brakuje jeszcze zapisu dotyczącego stałego poziomu wpływów do budżetu, za złamanie którego można by podatników pociągnąć do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Pytania 7 i 9 – dotyczące prawnego zagwarantowania naszego członkostwa w UE i NATO – brzmią jak żywo wyjęte z noweli Konstytucji PRL z 1976 roku, dotyczącej wpisania do niej przyjaźni z ZSRR. OK: Związek Sowiecki to nie Unia Europejska, do której weszliśmy jednak dobrowolnie (a w obozie komunistycznym znaleźliśmy się nie ze swojej woli), jednak pojawia się hipotetyczne pytanie, kto popełni delikt konstytucyjny, jeśli z UE i NATO zostaniemy… wyrzuceni. Ale przyjmijmy, że to nie ma znaczenia: takie przepisy utrudniałyby reagowanie na zmieniającą się sytuację międzynarodową. Bo choć aktualnie członkostwo w UE i NATO jest dla nas korzystne, to przecież kiedyś sytuacja może się zmienić. Zresztą, sprzeczne z tymi przepisami jest z kolei pytanie 8. Odpowiadając na nie, mamy się opowiedzieć za lub przeciw zapisaniu „w Konstytucji RP gwarancji suwerenności Polski w Unii Europejskiej oraz zasady wyższości Konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim”. Członkostwo w UE samo w sobie zakłada ograniczenie suwerenności. W czasach „płynnej suwerenności” takie pytanie brzmi, jakbyśmy rozmawiali z kimś urodzonym gdzieś w połowie XIX wieku.

Po lekturze prezydenckich propozycji piętnastu pytań referendalnych nasuwa się szesnaste: czy pilot, który z nami leci, wie w ogóle, co jest zapisane w Konstytucji i co może się w niej znaleźć? Zaledwie kilka pytań ma sens: piszę to niezależnie od tego, jak sam bym na nie odpowiedział. Dotyczą one zwiększenia roli referendum czy wzmocnienia urzędu prezydenta. I tyle – reszta zwyczajnie nie nadaje się do zadania. Opozycja może więc z czystym sumieniem nawoływać do bojkotu, bo same pytania są tak zadane, że nawet nie ma jak sugerować odpowiedzi w ramach hipotetycznej kampanii. Chciał mieć Andrzej Duda własne referendum niczym Bronisław Komorowski – i może je mieć, z podobną frekwencją. Najlepszym rozwiązaniem byłoby więc wycofanie się z tego pomysłu i oszczędzenie sobie wstydu, a nam – wyrzucenia w błoto milionów złotych na organizację referendum.

Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Pytania konstytucyjne. Śmieszno i straszno”

  1. xtc pisze:

    Trafne tekst.Choć wnioski smutne

  2. Arkadiusz Kubala pisze:

    Po zapoznaniu się z 15 pytaniami proponowanego referendum, miałem podobne odczucie, że to po prostu miejscami niebezpieczny gniot. Niemniej sprzeciwiam się nawoływaniom do bojkotu referendum, lepiej je świadomie odrzucić, niż pozwolić innym zadecydować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz