Precedensowa decyzja o odpowiedzialności

Wyrok ws. „ekspertyz Waszczykowskiego” to ostrzeżenie dla organów administracji państwowej. Wystąpienia jej przedstawicieli muszą opierać na faktach, nie narracjach zbliżających się do fake newsów

Upubliczniony przed kilkoma dniami październikowy, nieprawomocny wyrok WSA (II SAB/Wa 223/17) w sprawie złożonej z powództwa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska przeciwko Ministerstwu Spraw Zagranicznych można rozpatrywać na dwóch zasadniczych poziomach. Obydwa mają znaczenie dla zdrowego funkcjonowania państwa, którego konstrukcja powinna opierać się fundamentalnym zaufaniu pomiędzy sprawującymi władzę i obywatelami. W epoce, w której w komunikacji politycznej przestaje liczyć się obiektywny i racjonalny opis rzeczywistości na rzecz piarowych opowieści zarządzających masowymi emocjami, sędziowie WSA przypomnieli politykom konieczność odpowiedzialności za słowo.

Najbardziej konkretną i namacalną płaszczyzną, na której rozpatrywać możemy wyrok WSA, jest dostęp do informacji publicznej. Sąd wyraźnie stwierdził, że jeżeli przedstawiciele organów władzy prezentują publicznie jakieś stanowisko (pojęcie to obejmuje to nie tylko urzędowe rozporządzenia, ale również wszelkie wystąpienia publiczne przedstawicieli organów konstytucyjnych), to również wszelkie ekspertyzy i analizy służące wypracowaniu tego stanowiska są własnością publiczną i powinny być szeroko udostępnione.

Wykładnia ta jest zgodna z Ustawą o dostępie do informacji publicznej, obowiązującą w Polsce już od 16 lat. Ustawa jest skonstruowana poprawnie i zgodnie z dobrymi standardami. Zawiera szeroką definicję informacji publicznej, niedługie terminy ustawowego udostępnienia informacji i procedur odwoławczych, stosunkowo niewielkie obwarowania formalno-biurokratyczne i co najważniejsze – zapewnia bezpłatny dostęp do informacji publicznej. Z drugiej strony, teoria nie idzie w parze z praktyką – badania przeprowadzone przed kilku laty przez Access Info Europe i Center for Law and Democracy wskazują, że urzędy administracji państwowej oraz politycy w Polsce bardzo niechętnie udzielają obywatelom często najbardziej podstawowych informacji. Te nieprawidłowości widać przy ekipach o bardzo różnych barwach politycznych – wspomnieć należy chociażby słynną sprawę nieudostępnienia przez Kancelarię Prezydenta RP ekspertyz (lub rzekomo istniejących ekspertyz) w sprawie OFE za czasów kadencji Bronisława Komorowskiego. W tamtym przypadku, podobnie jak teraz minister Waszczykowski, urzędnicy prezydenccy powoływali się na to, że analizy (bądź rzekomo istniejące analizy) „należą do obiegu wewnętrznego” lub „są dokumentami prywatnymi”. Obecnie podobne zastrzeżenia mieć można do braku udostępniania pełnej informacji publicznej przez tzw. podkomisję smoleńską.

Poważne państwo, które chce powrócić do aktywnej roli w życiu publicznym, nie może sobie pozwolić, aby jego najwyżsi przedstawiciele posługiwali się bezkarnie komunikacją w stylu „wszyscy wiemy, ale nie powiemy”, opartą w dużej mierze na sensacyjnym, ale pozbawionym treści piarze

W buty swoich poprzedników ewidentnie wszedł szef polskiej dyplomacji, który w marcu br. po nieudanym zablokowaniu przez Polskę odnowienia mandatu przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, podczas programu publicystycznego w jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych stwierdził, że jest w posiadaniu analiz kwestionujących „legalność tej procedury na poziomie prawa unijnego”. Szybko okazało się, że była to dramatyczna i dość karkołomna próba piarowej autoobrony ministra po dotkliwej klęsce 27:1, nie zaś poważny i przemyślany komunikat do obywateli. Waszczykowski nie miał poważnych argumentów na swoją obronę, powtarzając kropka w kropkę argumentację o „prywatnym charakterze” analiz, zastosowaną kilka lat wcześniej przez administrację prezydenta Komorowskiego. W tym wypadku również wyrok WSA jasno stwierdził, że nawet jeżeli  przyjąć, iż ekspertyzy (bądź rzekomo istniejące ekspertyzy) nie zostały sporządzone na zlecenie konstytucyjnego organu administracji rządowej oraz nie zostały opłacone przez organ zamawiający, nie przesądza to tego, że mają one charakter wewnętrzny. Decydujące znaczenie ma to, że w publicznej prezentacji stanowiska MSZ powołano się na ich istnienie.

Na drugiej, znacznie szerszej płaszczyźnie refleksji o państwie, wyrok powinien stanowić dzwonek alarmowy dla polityków – szczególnie tych pozostających u władzy, bo od nich wymagamy więcej – aby zwyczajnie nie rzucać słów na wiatr w wystąpieniach publicznych. Dobrym obyczajem każdego rządu, par excellence w przypadku decyzji i działań podejmowanych w ważnym interesie publicznym, musi być szczegółowe ich wyjaśnienie poprzez publikację istotnych analiz i ekspertyz. Nie powinny one zawierać publicystyki lub prywatnych, emocjonalnych ocen, ale rzeczową i odwołującą się do obiektywnej rzeczywistości argumentację.

Poważne państwo, które chce powrócić do aktywnej roli w życiu publicznym nie może sobie pozwolić, aby jego najwyżsi przedstawiciele posługiwali się bezkarnie komunikacją w stylu „wszyscy wiemy, ale nie powiemy”, opartą w dużej mierze na sensacyjnym, ale pozbawionym treści piarze.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz