Mladić: rzeźnik zlekceważony

Aktualności,

Najpierw – garść faktów, bo ta wiadomość przemknęła tylko przez główne media, których wydawcy czuli, że trzeba koniecznie o newsie wspomnieć, ale widać było, że nie mają do niego serca: w 22 lata od sformułowania pierwszego oskarżenia, w pięć i pół roku od rozpoczęcia procesu Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii orzekł w sprawie generała Ratko Mladicia. Serbski dowódca, wysoki rangą oficer sił zbrojnych titowskiej Jugosławii, które w miarę rozpadu państwa coraz bardziej stawały się de facto siłami Serbii, naczelny dowódca Wojsk Republiki Serbskiej, funkcjonującej na terytorium Bośni i Hercegowiny w latach 1992-1995, został w ostatnią środę skazany na karę dożywotniego więzienia. Ostatecznie uwolniony został od zarzutu ludobójstwa: skazano go za zbrodnie przeciwko ludzkości i drastyczne łamania prawa wojennego. Nota bene akt oskarżenia, który odczytano w maju 2012 roku, był jego siódmą wersją; przeredagowywano go od 25 lipca 1995 r., to dodając kolejne zarzuty po zeznaniach świadków, to kondensując cały zbyt rozrośnięty zapis.

USA przyjęły wyrok do wiadomości, ale półgębkiem, żeby nie zaogniać; Rosja wyraziła ubolewanie na jednostronność werdyktów, ale też półgębkiem, bo Mladicia jednak trudno bronić. Władze Bośni i Hercegowiny (ściślej, Bośniacy we władzach BiH; o władzy centralnej Bośni od dawna trudno mówić) wyraziły ulgę i żal; władze Serbii podkreśliły, że trzeba z młodymi naprzód iść, teraz najważniejsza jest stabilność. Serbskie działaczki ruchów obrony praw człowieka, od Nataszy Kandić po Brankę Prpę, damy ojkofobicznie zjeżone tak, że w porównaniu z nimi Agnieszkę Holland nietrudno sobie wyobrazić, jak wywiesza flagę na pierwszego sierpnia, zacytowały Alberta Camusa i Ágnes Heller, snadź po to, by lepiej podkreślić swój dystans do miejscowego chłopstwa.

Miejscowe chłopstwo milczało, bo ma to za jaje: na Mladiciu dawno postawiono krzyżyk, nie miał szans dostać ani mniej, ani więcej od dożywocia. Serbskie ugrupowania konserwatywne i mainstreamowo-narodowe starały się zatem powiedzieć jak najmniej: poszaleć mogła sobie zmarginalizowana Srpska Radikalna Stranka, rozłamowcy po potężnym i groźnym SRS sprzed dekady i dwóch, który się w międzyczasie ucywilizował; wiceprzewodniczący tej suchotniczej partii, Nemanja Šarović, uznał, że to „policzek dla narodu”, i że żadnego ludobójstwa nie było: „nie każda zbrodnia jest ludobójstwem” – wywodził w rozmowie z dziennikarzami z dumą serbskiego Solona, zaś lider integrystyczno-antysystemowej organizacji Dveri („Odrzwia”) Boško Obradović, jeden z tych prawosławnych, co najchętniej czytają Breitbarta, zwołał – oczywiście – pikietę w centrum Belgradu.

Mladić nie stanie się żadnym znakiem sprzeciwu ani przedmiotem polemiki, wszyscy są zrezygnowani i okopani na swoich pozycjach

Nie nadaje się Mladić na znak sprzeciwu wobec New World Order, to już nie te czasy, gdy podczas protestów po aresztowaniu jego politycznego alianta, Radovana Karadžicia, prezydenta wojennej Republiki Serbskiej, tłum w Belgradzie przewracał kioski i oblewał benzyną fronton ambasady USA, chociaż trzeba przyznać, że wtedy Serbia i jej służby trzymały się nieźle: w niemal upadłym państwie, gdzie wartość nabywcza dolara jest bardzo wysoka, a służby wszystkich krajów robiły, co chciały, ukrywano obu gentlemanów przez kilkanaście lat. Media zachodnie ze zgrozą i radością, że mają setkę, filmują patriotyczne murale na blokowiskach i namazany krzywo napis „Bulwar Ratko Mladicia” na ścianie w jego rodzinnej wiosce Lazarevo, ale to gesty rytualne, jak rytualnie zbierają się Niobe na obchodach w Srebrenicy, jak rytualnie podsuwane są turystom proporczyki z Mladiciem i Karadżiciem od Bośni po serbską część Kosowa: ot, taka kontrkulturowość dla politycznie niepoprawnych.

Nie wyszło z tym Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii, miał być drugą, tylko sprawiedliwszą Norymbergą, ale powstał pod koniec dekady oficjalnie policentrycznego, a faktycznie amerykocentrycznego świata i słabł na znaczeniu w miarę jak Rosja umacniała swoją obecną narrację i coraz skuteczniej ściągała pod swoje skrzydła kolejnych frustratów: na Bałkanach ściągnęła wszystkich, których chciała, nikomu nie chce się już ich nawet wyliczać. Za miesiąc Trybunał skończy działalność.  Serbowie żywią doń niechęć jako do narzędzia Zachodu. Bośniacy – lekceważenie, że tak niewiele zdziałał, że nie otarł im łez.

Mladić nie stanie się żadnym znakiem sprzeciwu ani przedmiotem polemiki, wszyscy są zrezygnowani i okopani na swoich pozycjach. Ale może właśnie dlatego poczucie deja vu, absurdalne przekonanie, że znaleźliśmy się w późnych latach trzydziestych (przekonanie, które, jak słyszę, nawiedza wielu – jednych przy słuchaniu newsów o zbrojeniach rosyjskich, innych przy obserwowaniu, jak PiS powtarza strategie propagandowe późnej sanacji) dopadło mnie, przy okazji werdyktu dla Mladicia, z wyjątkową siłą. Rezygnacja, lekceważenie dla wszelkich, najgłośniej nawet gwarantujących bezstronność instytucji międzynarodowych i siedząca gdzieś głęboko, zbita niczym watolina w starej podszewce frustracja: tak to mniej więcej musiało wyglądać 80 lat temu.