Newsletter

Prawico, robisz to gorzej niż nowa lewica

Tak jak lewica nie mogła skupiać się na nostalgii za PRL-em i na obrazie wojownika walczącego o lepszy byt dla pracujących mas, tak prawica nie może skupiać się na micie Okrągłego Stołu i walki z układem

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Ostatni majowy weekend. W Warszawie pogoda zachęca do spędzania czasu poza domem. Nad Wisłą można więc spotkać tłumy osób pragnących zażyć nieco słońca. Restauracyjne ogródki pękają w szwach. Część osób wybiera coroczny festiwal piw kraftowych, który odbywa się na stadionie stołecznego klubu. Wszystko wygląda jak w typowy, leniwy weekend. Jednak w sercu Śródmieścia grupa kilkudziesięciu osób spotyka się na pewnym corocznym kongresie…

Suplement społeczny

Weekend Antykapitalizmu. To wydarzenie jest organizowane od ponad dekady przez niesformalizowaną grupę „Pracownicza Demokracja”. Wśród panelistów można spotkać między innymi działaczy Partii Razem, Inicjatywy Polskiej, OPZZ, Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej czy Partii Zielonych. Osobom niezwiązanym ze środowiskiem nazwy te najczęściej nic nie mówią, lub też są kojarzone tylko przez mgłę, jednak nie sposób nie zauważyć wzrostu aktywności tych ruchów w ostatnim czasie.

Wielu liberałów gospodarczych wskazuje, że rząd Leszka Millera wprowadził najbardziej wolnorynkowe reformy od czasów transformacji ustrojowej. Kolejny rząd, profesora Marka Belki, również uważany jest za rząd liberalny, nieodpowiadający prawdziwemu lewicowymi elektoratowi

Przeciętnemu człowiekowi, spytanemu na ulicy, lewica ciągle kojarzy się przede wszystkim z SLD. Od czasu upadku komunizmu i likwidacji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, to politycy związani z Sojuszem Lewicy Demokratycznej byli najczęściej wymieniani jako „suplement społeczny” w polskim życiu politycznym. Warto pamiętać, że w latach 90. SLD nie był – jak teraz – partią polityczną, tylko koalicją ugrupowań. Do byłych PZPR-owskich działaczy dołączyły takie środowiska jak Polska Partia Socjalistyczna, OPZZ czy Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Wtedy, ze względu na mnogość idei reprezentowanych przez Sojusz, takie ugrupowanie reprezentowało prawie całe spektrum poglądów lewicowych. Jednak pomimo tego pluralizmu byli to dalej głównie spadkobiercy Polski Ludowej.

Polskie społeczeństwo, rozczarowane obozem postsolidarnościowym, w 1993 roku wybiera właśnie SLD. W 1995 roku rozczarowanie transformacją ustrojową sprawia, że dochodzi do sytuacji, której jeszcze 6 lat wcześniej nikt się nie spodziewa – zarówno prezydent jak i premier wywodzą się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej…  Lata mijają, Sojusz Lewicy Demokratycznej z koalicji staje się partią polityczną. W nowe tysiąclecie wchodzi na wielkiej fali. Kolejny raz w historii wolnej Polski zarówno prezydent jak i rząd reprezentują dokładnie ten sam obóz polityczny. SLD wprowadza Polskę do Unii Europejskiej, co staje się (obok wejścia do NATO) ostatecznym symbolem zerwania ze spuścizną PRL-u i wejściem Rzeczypospolitej do grona państw zachodnich. Traktat akcesyjny w Atenach podpisuje były członek Biura Politycznego KC PZPR.

A jednak lewica staje się coraz bardziej farbowana. Wielu liberałów gospodarczych wskazuje dziś, że rząd Leszka Millera wprowadził najbardziej wolnorynkowe reformy od czasów transformacji ustrojowej. Kolejny rząd, profesora Marka Belki, również uważany jest za rząd liberalny, nieodpowiadający prawdziwemu lewicowymi elektoratowi.

Nie tylko postkomuniści

Równolegle na świecie zachodzą zmiany. W nowoczesnej gospodarce jest coraz mniej miejsca na wielkie fabryki, zatrudniające tysiące pracowników, a związki zawodowe tracą na znaczeniu. Powoli zaczyna brakować antagonizmu, który leżał u podstaw rozwoju lewicy aż do XX wieku – walki robotników z kapitalistami, działania na rzecz godnych warunków pracy i egalitarnego społeczeństwa. Lewica przez lata wyewoluowała z ruchu robotniczego, tej wymarzonej „awangardy proletariatu”, do roli rzecznika osób wypchniętych poza nawias zamożnego społeczeństwa przez system finansowy czy też kryzys ekonomiczny – często ludzi młodych, dobrze wykształconych. Symbolami stały się hiszpański Podemos, grecka Syriza, czy Bernie Sanders w Stanach Zjednoczonych. Jednak w Polsce z biegiem lat lewica traciła na znaczeniu. Partia, która w wyborach roku 2001 uzyskała 41 proc. poparcia, 15 lat później nie przekroczyła ośmioprocentowego progu wyborczego.

SLD nigdy nie zostało rzecznikiem wykluczonych. Złożyło się na to wiele czynników. Brak wielkiego kryzysu ekonomicznego w Polsce sprawił, że nie doszło do kumulacji wielkiego społecznego niezadowolenia, spowodowanego znacznym pogorszeniem się sytuacji materialnej społeczeństwa. Dodatkowo, znaczna część osób potencjalnie zainteresowanych lewicą to osoby starsze, do których obyczajowe postulaty zwyczajnie nie przemawiają. Na początku XXI wieku brakowało młodych ludzi, skrzywdzonych przez neoliberalny system – a właśnie to oni byli motorem napędowym nowej lewicy na Zachodzie. SLD, targane kolejnymi zmianami kadrowymi, podkopane przez głośne afery, usunęło się powoli ze sceny politycznej, tworząc miejsce dla nowej lewicy, która w najbliższej dekadzie najprawdopodobniej stanie się znaczącą siłą polityczną.

Wśród młodych ugrupowań lewicy niewątpliwie najbardziej rozpoznawalna jest Partia Razem

Lewica coraz bardziej słyszalna

Dlatego bardzo możliwe, że właśnie na takich kongresach zasiadają przyszli liderzy lewicy, do tej pory rzadko słyszani poza wąskimi środowiskami uniwersyteckimi, skupionymi wokół lewicujących wydziałów. Takie grupy, przez wiele lat uznawane za nieszkodliwy koloryt, coś na kształt anarchistów czy nacjonalistów, teraz znalazły tematy, w których mogą się wypowiedzieć, i zdobyć przy tym poparcie.

Te tematy należą teraz często do najgłośniejszych w debacie publicznej. Afera reprywatyzacyjna, protest niepełnosprawnych, obrona praworządności czy czarny protest: w każdym z tych tematów przebrzmiewa słyszalny głos lewicy. I tak lewicowe ruchy miejskie najgłośniej obok Patryka Jakiego komentują aferę reprywatyzacyjną. Podczas demonstracji w obronie Trybunału Konstytucyjnego podnoszone były głosy na temat łamania przez władzę artykułów, gwarantujących uprawnienia socjalne, takie jak np. prawo do mieszkania. Koronnym przykładem był jednak czarny protest. Tysiące kobiet, które nigdy nie identyfikowały się z mocno lewicującymi poglądami, wyszły na ulice w sprzeciwie wobec partii rządzącej, przyjmując w stu procentach narrację narzuconą przez przedstawicielki tej właśnie nowej lewicy.

Dosyp LGBT do U2.0

Wśród młodych ugrupowań lewicy niewątpliwie najbardziej rozpoznawalna jest Partia Razem. Powstała jeszcze w 2015 roku, założona przez grupę zapaleńców. Gdy przyglądałem się jej organizacji, nie wierzyłem w sukces. Widziałem tam tylko tych samych ludzi co zawsze – paru kawiorowych intelektualistów, którzy w wolnym czasie pomiędzy zajęciami na uczelni a siedzeniem w modnych klubokawiarniach organizują rewolucję. Pomimo wyjątkowo ładnej otoczki graficznej (pozwolę sobie na małą dygresję: autorowi logotypu Partii Razem należy oddać duży szacunek, to prawdopodobnie jedno z najładniejszych logo partii politycznych w Polsce), wyglądało to jak każda inna lewicowa inicjatywa skazana z góry na porażkę. Jednak czas sfalsyfikował tę tezę. Partię Razem tworzą charyzmatyczni frontmani pokroju Adriana Zandberga (pomimo że sami uparcie twierdzą, że u nich w ruchu liderów nie ma), wierni i ideowi członkowie oraz często znający się na swojej pracy PR-owcy. Zaowocowało to m.in. bardzo głośnymi akcjami, takimi jak np. wyświetlanie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego na ścianie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Samej partii udało się połączyć hasła, które trafiają do szerokiego audytorium, takie jak wzmocnienie państwa opiekuńczego czy aktywna polityka mieszkaniowa, z hasłami nowej lewicy, takimi jak walka o prawa osób LGBT. I o ile teraz często w Polsce takie hasła wzbudzają śmiech, to warto spojrzeć na wiele krajów zachodnich, gdzie po latach głoszenie te slogany weszły do politycznego mainstreamu.

Jeżeli szeroko rozumiana prawica chce się utrzymać na powierzchni, nie może odrzucać pewnego poziomu ideowości

Drugim podmiotem, na który zdecydowanie warto zwrócić uwagę, jest Inicjatywa Polska. Stowarzyszenie, które firmuje Barbara Nowacka, ma za zadanie integrację środowiska nowoczesnej lewicy. Jeżeli istnieje osoba, która posiada w Polsce jakikolwiek mandat do sieciowania lewicowców, to jest to właśnie ona – pozostali lewicowi liderzy nie są nawet w połowie tak rozpoznawalni. Poza tym Nowacka z racji pochodzenia rodzinnego i wcześniejszej aktywności posiada już pewne doświadczenie polityczne, czego nie można powiedzieć np. o ludziach współtworzących Partię Razem. Do ruchu przyłącza się wiele osób młodych, które w przyszłości będą współtworzyć lewicowe kadry.

A pozostałe organizacje? Pomimo że prawie nikt nie słyszał o Pracowniczej Demokracji, Dziewuchach Dziewuchom czy Studenckim Komitecie Antyfaszystowskim, to w mediach głównego nurtu przewinęło się wiele akcji współorganizowanych przez ludzi związanych z tymi środowiskami, chociażby niedawny strajk okupacyjny na Uniwersytecie Warszawskim. Przy okazji takich akcji ukierunkowanych na konkretny cel – np. jak w tym przypadku protest przeciwko Ustawie 2.0 – prezentowane są inne poglądy środowiska, poprzez wywieszanie tęczowych flag czy różnorakich transparentów. Tę właśnie umiejętność lewica opanowała do perfekcji – przy okazji akcji, które wydają się neutralne i powszechnie akceptowalne, jak np. pikieta solidaryzująca się ze studentem pobitym na Uniwersytecie Warszawskim, przemycane są postulaty dużo radykalniejsze – jak afirmacja środowisk LGBT czy postulaty rugowania z uniwersytetów środowisk narodowych. To może sprawić, że za kilkanaście lat postulaty dzisiaj uznawane za skrajne nie będą nikogo szokować.

Prawico – ucz się od lewicy

Pomimo wszystkich powyższych superlatywów, nowa lewica to ciągle margines. Sama Partia Razem rzadko kiedy uzyskuje w sondażach więcej niż 4-5 proc. (choć w ostatnim badaniu Pollster dla „Super Expressu” próg wyborczy przekraczało zarówno SLD jak i Partia Razem), co stawia ich grupę wyborców w jednym rzędzie ze zwolennikami Partii Wolność i Janusza Korwin-Mikkego. Jednak poziom organizacji, w połączeniu ze światowymi trendami i dominacją prawicy na scenie politycznej, pozwala sądzić, że nowa lewica urośnie w siłę. Tak samo jak młodzi ludzie byli zmęczeni Platformą Obywatelską po 8 latach rządzenia, tak za 8 lat mogą być zmęczeni wybieraniem pomiędzy partią centrum a prawą stroną. Wtedy przyjdzie im w sukurs nowoczesna lewica, która nie ma już w sobie nic z wizerunku starych emerytów, nostalgicznie spędzających weekend majowy na pochodach pod pomnikami przyjaźni polsko-radzieckiej. I to wbrew pozorom nie dlatego, że pomniki te zostały zlikwidowane. Lewica zaczęła się zmieniać, a pełne efekty tego poznamy za mniej więcej dekadę.

Pomimo że prawie nikt nie słyszał o Pracowniczej Demokracji, Dziewuchach Dziewuchom czy Studenckim Komitecie Antyfaszystowskim, to w mediach głównego nurtu przewinęło się wiele akcji współorganizowanych przez ludzi związanych z tymi środowiskami, chociażby niedawny strajk okupacyjny na Uniwersytecie Warszawskim

Z tej analizy można natomiast wysnuć wnioski dla każdej innej frakcji politycznej. Jeżeli szeroko rozumiana prawica chce się utrzymać na powierzchni, nie może odrzucać pewnego poziomu ideowości. Potrzebuje jednak zmian – odrzucenia starej przaśności i przyjęcia nowocześniejszego spojrzenia na otaczający nas świat. Tak jak lewica nie mogła skupiać się na nostalgii za PRL-em i obrazie wojownika walczącego o lepszy byt dla pracujących mas, tak prawica nie może skupiać się na micie Okrągłego Stołu i walki z wszędobylskim układem. Właśnie takie „przaśności” pokroju przesadzonej martyrologii lub dopatrywania się wszędzie spisków i układów sprawiają, że nowe pokolenie może nie być zainteresowane ideami konserwatywnymi czy narodowymi. Zbyt często brakuje u prawicowych polityków i intelektualistów wypowiedzi na tematy trudne, ale społecznie istotne, takie jak ekologia, polityka miejska i infrastrukturalna, rozwój kultury czy kwestie związane z bezpieczeństwem żywności. Zaniedbanie tych tematów sprawia, że zaczynają się one kojarzyć tylko i wyłącznie z lewicą. Osoby, dla których taka problematyka jest ważna, mogą nie uważać idei prawicowej za atrakcyjną.

Bez postulowanych zmian, prawicę czeka los SLD – dużego, tonącego statku, na którym ciągle trwa zabawa i złudna nadzieja, że płynie dalej. Oczywiście, partia posiadająca tak wielki majątek i tak wielu działaczy nie zniknie z dnia na dzień. Możliwe, że w kolejnych wyborach na fali sprzeciwu wobec Prawa i Sprawiedliwości znów pojawi się w parlamencie. Jednak bez dużych zmian i budowy nowego elektoratu podzieli los Titanica. Prawica bez dużych zmian również może przegrać. A na pewno dla człowieka, który wyznaje konserwatywny światopogląd, dużo gorsze są wartości głoszone przez nową lewicę, niż te, które przez lata prezentowało SLD, pomimo, że najpewniej człowiek ten zwalczał je przez całe życie.