Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Pożytki z liberalnego populizmu

Nie ma racji Piotr Wójcik krytykując „barometr legislacyjny” Grant Thornton. Inflacja i niejasność prawa to nie fanaberie rozwydrzonych kapitalistów, którym nie chce się czytać krępujących ich wolność przepisów. Problem dotyczy nas wszystkich, np. osób niepełnosprawnych i ich opiekunów.

W ostatnich dniach firma Grant Thornton opublikowała nową edycję „Barometru stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce”, w którym można znaleźć m.in. informacje o liczbie stron ustaw „wyprodukowanych” w ubiegłym roku, czy o tym, ile zajęłoby nam przeczytanie ciągiem ich wszystkich. Publikowane od 2015 roku raporty, z dobrym PR, przyczyniają się do nagłośnienia problemu jakości państwa. Problem wolumenu oraz złożoności systemu prawa jest najzupełniej realny. Nie ma więc racji Piotr Wójcik, który w facebookowym wpisie z 27.02.2018 ironicznie określa raport GT jako przykład „liberalnego populizmu”. Zarówno słowo „liberalny”, jak i „populizm” mają zapewne w zamyśle autora negatywną konotację, którą w tym kontekście trudno podzielać. Równie dobrze można bowiem ten epitet uznać za komplement, gdyż w rzeczywistości trafnie akcentuje widoczną w raporcie GT obronę podmiotowej wolności człowieka i zasady „państwo (i prawo) dla ludzi”.

Ustawa o systemie oświaty doczekała się w swej historii 679 rozporządzeń, z których wiele nadal ma moc obowiązującą

Nie chodzi tylko o fanaberie rozwydrzonych kapitalistów, którym nie chce się czytać krępujących ich wolność przepisów. Zajmuję się społecznie monitorowaniem legislacji w obszarze niepełnosprawności. Jest mi to potrzebne, ponieważ mam niepełnosprawne dziecko. Nie jestem prawnikiem, a jednak żeby moje dziecko mogło dostać to, czego potrzebuje, musiałam zająć się czytaniem setek stron przepisów, ucząc się na własnych błędach, czym się różni artykuł od paragrafu, co to jest tiret, co oznacza delegacja ustawowa i gdzie znaleźć aktualny przepis bez dostępu do baz komercyjnych. W końcu analizowałam w desperacji, komu przysługuje inicjatywa ustawodawcza i rozważałam, jak sama, bez 100 tysięcy podpisów, mogę wpłynąć na zmianę złych przepisów. Oczywiście nie poświęcałam na to średnio 3 godziny 37 minut dziennie, ale z pewnością były w moim życiu okresy, kiedy czytanie po nocach przepisów było moim głównym zajęciem, a widok mojego śpiącego synka motywował mnie do zarywania nocy.

Ponieważ przed moim ponadtrzyletnim dzieckiem zatrzaskiwały się drzwi kolejnych warszawskich przedszkoli, w tym czterech integracyjnych, ustawą, która mnie szczególnie interesowała, była ustawa o systemie oświaty. Tekst oryginalny z 1991 r. liczył 19 stron. W roku 2006, kiedy walczyłam o miejsce w przedszkolu, ustawa miała już sto stron i była ponad 50 razy nowelizowana. Obecnie, gdy jesteśmy blisko końca podstawówki, doszło kolejne pięćdziesiąt nowelizacji, a sama ustawa została niedawno zastąpiona nowym Prawem oświatowym (choć niektóre jej przepisy nadal obowiązują). Ustawa nie nadawała się już bowiem do użytku – dopisano tyle artykułów, że rozrosła się do 193 stron, a numeracja artykułów wyglądała groteskowo: 22, 22a, 22aa, 22ab, 22ac, 22ad, 22ae, 22af, 22ag, 22aga, 22ah, 22ai, 22aj, 22ak, 22al, 22am, 22an, 22ao, 22aq, 22ar, 22as, 22at, 22au, 22av, 22aw, 22ax, 22ay, 22az, 22aza, 22azb, 22azc, 22b, 22c, 22d. Projekt jednej z ostatnich nowelizacji (druk sejmowy 2957 z 6. Kadencji Sejmu) liczył 148 stron plus drugie tyle uzasadnienia. Większość tych zmian odbiegała od celu nowelizacji. A przykładowym koszmarem niech będzie choćby to: „Począwszy od roku szkolnego 2015/2016 do egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe, o którym mowa w ust. 1, stosuje się odpowiednio przepisy art. 44zzzf, art. 44zzzo ust. 4, art. 44zzzp–44zzzt ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą” (art. 27 ust. 2). Ktoś nadąża?

Ustawa o systemie oświaty doczekała się w swej historii 679 rozporządzeń, z których wiele nadal ma moc obowiązującą. Do kształcenia uczniów niepełnosprawnych odnosiło się co prawda tylko kilka z nich, ale często głowiłam się, jak nadążają za tym wszystkim dyrektorzy szkół. No i przestałam się dziwić, że uczeń niepełnosprawny to dla nich kłopot – także dlatego, że muszą się przekopać przez dodatkowe przepisy. W ciągu tych lat doszły dwie zupełnie nowe ustawy, które musiałam – tak, musiałam – poznać, by wywalczyć coś dla mojego dziecka, a przy okazji dla wielu innych: w 2011 ustawa o Systemie Informacji Oświatowej, a ostatnio – ustawa o finansowaniu zadań oświatowych. Zanim dobrze poznałam prawa mojego dziecka, niepotrzebnie długo dawałam się wodzić za nos szkołom i urzędnikom.

Nie kpijmy z liberałów tam, gdzie mają rację. Nie wytykajmy populizmu tam, gdzie broni się interesu społecznego

Mogę zapewnić redaktora Wójcika, że podobnie jak on mam w nosie regulacje dotyczące hodowli pszczół albo rybołówstwa lądowego, ale już w mniejszym stopniu te, które dotyczą mojej sytuacji rodzinnej, zawodowej czy działalności społecznej. Oprócz prawa regulującego oświatę muszę też znać ustawę o pomocy społecznej, ustawę o rehabilitacji zawodowej i społecznej osób niepełnosprawnych, ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, ustawę o ochronie praw lokatorów i mieszkaniowym zasobie gminy. Nie wszystkie może tak dokładnie jak przepisy oświatowe, bo przecież jeszcze parę lat jesteśmy w edukacji, a mieszkania chronione i zatrudnienie wspomagane to plan bitwy na kolejne lata.

Warto też wskazać, że szczególnie często zgłaszane są projekty nowelizacji szeregu ustaw, które dotyczą naprawdę każdego – na przykład kodeksów czy różnych przepisów podatkowych (o właśnie, toczymy w tych dniach batalię w sprawie przepisów o uldze rehabilitacyjnej). A taki Kodeks pracy? Wg sejmowego Internetowego Systemu Aktów Prawnych – 112 nowelizacji, 1023 akty wykonawcze, z których oczywiście wiele w międzyczasie uchylono.

Barometr nie jest idealny i od strony metodologii można mu to i owo zarzucić. Wrzuca do jednego worka ustawy i rozporządzenia. Zestawiając Polskę z innymi krajami GT używa już tylko jednego syntetycznego wskaźnika zmienności prawa, mierzącego ponoć zarówno ilość, jak i objętość przepisów. Nie dowiemy się jednak, jak był on skonstruowany. Z drugiej strony pojawiają się w Barometrze nowe cenne wskaźniki. Szczególnie istotne dotyczą prac w komisjach sejmowych i poprawek Senatu, a także czasu rozpatrywania projektów czy autorstwa ustaw. Jeśli ten kierunek analiz będzie się rozwijał, to Barometr stanie się wiernym lustrem, odzwierciedlającym co roku stan polskiej legislacji i trapiących ją chorób.

Mimo zastrzeżeń do wskaźników GT, coś jest na rzeczy. Zatem nie kpijmy z liberałów tam, gdzie mają rację. Nie wytykajmy populizmu tam, gdzie broni się interesu społecznego. Kibicuję „Barometrowi” i z zaciekawieniem śledzę jego ewolucję. A uczynienie z jakości naszego prawa przedmiotu zainteresowania dziennikarzy, naukowców i – last but not least – polityków wyjdzie na dobre nam wszystkim.

socjolog, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN, działaczka społeczna. Inicjatorka realizowanego od 2009 projektu "Wszystko jasne. Dostępność i jakość edukacji dla uczniów niepełnosprawnych", pierwszy społeczny Rzecznik uczniów niepełnosprawnych. Zainteresowania naukowe autorki dotyczą systemu politycznego, legislacji, instytucji politycznych, reprezentacji politycznej oraz polityki publicznej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz