Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

PiS wszedł w fazę samozadowolenia

Dopóki w sondażach nic nie drgnie – PiS będzie dryfował. Szukając pieniędzy na budżetowe wydatki, dzieląc na nowo wpływy w spółkach skarbu państwa, powtarzając swoje mantry o normalności i patriotyzmie

Prawo i Sprawiedliwość nie wykorzystało otwarcia nowej kadencji na dokonanie korekty wizerunku lub programu. Nie uczynił tego ani premier Morawiecki, ani – co znacznie ważniejsze – przemawiający w debacie nad expose – prezes Kaczyński. Wygląda to tak, jak gdyby obóz rządzący był zbyt zmęczony dwiema kampaniami, by dać radę dokonać jakichkolwiek zmian. Co więcej – wszystko wskazuje na to, że lubi się takim jakim jest. Wszedł w fazę samozadowolenia, z której mogą wyrwać go tylko alarmistyczne sondaże.

Dopóki w sondażach nic nie drgnie – PiS będzie dryfował. Szukając pieniędzy na budżetowe wydatki, dzieląc na nowo wpływy w spółkach skarbu państwa, powtarzając swoje mantry o normalności i patriotyzmie. Budując obraz historii, który pozwoli ulokować obecnie rządzącą ekipę w ciągu walk o niepodległość i wielkość Polski. Bo przecież ci, którzy czczą pamięć bohaterów na dziesiątki sposobów stają się w jakiś sposób bohaterami sami. Zwłaszcza, gdy zostaną za te działania skrytykowani.

Mechanizm rządzenia pozostanie zatem ten sam. Dużo retorycznego hałasu, operetkowego wstawania z kolan, gigantomanii w planach i ospałości w ich realizacji. Przemówienie premiera otwierające nową kadencję nie zdradzało najdrobniejszej nawet refleksji nad koniecznością dokonania korekt, nie formułowało żadnej nowej diagnozy. Oczywiście, można rządzić nawet w takim stanie świadomości, można redukować cały przekaz do kampanijnych frazesów. Ale traci się wtedy szanse na bycie słuchanym. Słuchanym, w tej ogromnej przestrzeni państwa, w której pracują tysiące ludzi, którzy powinni rozumieć cele rządu. To nie zawsze są urzędnicy podlegli Morawieckiemu, ale nawet ci ostatni nie muszą się przecież orientować, które elementy programu są propagandowym dymem, a na których rządzącej ekipie naprawdę zależy. Tymczasem dostaliśmy mieszankę pobożnych życzeń, wątków na czasie, by wspomnieć choćby wątek bezpieczeństwa ruchu drogowego i celów, na których – choćby z powodów wyborczych – ta władza powinna się naprawdę skupić.

Najbardziej uspokajającym elementem debaty nad expose było dla PiS z pewnością zachowanie dwóch głównych mówców Koalicji Obywatelskiej – Grzegorza Schetyny i Borysa Budki

Gdybyśmy pominęli nawet wczorajsze expose i przyjrzeli się zmianom w składzie rządu, to nadal widzimy przede wszystkim pewną pasywność, brak wysiłku zmierzającego do – naturalnej przecież – korekty usprawniającej prace gabinetu. Określony przed czterema laty wzorzec funkcjonowania rządu – wygodny przede wszystkim dla Nowogrodzkiej, nie został w żadnym punkcie skorygowany. Przeciwnie, nominacja Jacka Sasina pozwala przypuszczać, że mechanizm podwójnego podporządkowania kluczowych dla PiS ministrów jest jedynym wzorem rządzenia, który Jarosław Kaczyński uznaje za skuteczny. Zapewne, gdy upłynie nieco czasu i ministrowie z tej ekipy zaczną opowiadać nam „jak było”, wyjdzie na jaw szkodliwość tej metody działania dla efektywności całej struktury rządzącej. Usuwanie takich złych nawyków z administracji rządzącej trwa potem długo. I wcale nie ma pewności, że kolejna ekipa będzie chciała tego dokonać.

Najbardziej uspokajającym elementem debaty nad expose było dla PiS z pewnością zachowanie dwóch głównych mówców Koalicji Obywatelskiej – Grzegorza Schetyny i Borysa Budki. Oni także – jak premier i prezes PiS – zdają się przedkładać rutynowe powtarzanie tego samego nad jakąkolwiek pomysłowość. Obie strony zapewne uważają teatr parlamentarny za coś, do czego nie warto się nadmiernie przykładać, bo przecież polityka dzieje się gdzieś indziej. U rządzących takie przekonanie jest zrozumiałe i do pewnego stopnia zasadne. Ale u opozycji?

Nic dziwnego, że dzień wygrał jedyny polityk, który cały ten sejmowy spektakl potraktował na serio i starannie się przygotował. Adrian Zandberg podniósł pewne fragmenty przemówienia Morawieckiego do rangi poważnej deklaracji – którą, mówiąc serio, chyba nie były – i podjął z nimi poważną polemikę. To bardzo różniło się od ośmieszająco-kpiącej strategii PO z ostatnich czterech lat. Bez względu na to, na ile otwierało marsz lewicy po nowych wyborców – stanowiło potwierdzenie tezy o całkowitej miałkości opozycji liberalnej. I o jej swoistej systemowej przydatności dla rządu PiS. Do retorycznego pokonania takiej opozycji, jaką proponują Schetyna i Budka, gładkie frazesy Morawieckiego z pewnością wystarczą. Ale czas, w którym do rządzenia wystarczyło okazywanie wyższości nad PO skończył się 13 października.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, politolog, wykładowca Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ostatnio opublikował książkę "Rywalizacja polityczna w Polsce" (2013)

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz