Pięć pułapek na drodze do hegemonii Chin

Wzrost Chin u jednych wywołuje strach, u innych nadzieję na zmianę status quo. Jednak zdolność Państwa Środka do zastąpienia USA w roli wiodącego globalnego mocarstwa jest mocno wątpliwa

Czy Chiny dadzą radę? To najważniejsze pytanie tej dekady, zadawane na korytarzach ministerstw, pałaców królewskich i prezydenckich wszystkich liczących się państw globu. Rozwój Państwa Środka jest bez wątpienia imponujący: nieustanny wzrost gospodarczy, w tym przez blisko 35 lat w tempie niemal 10 proc. rocznie, stopniowo wywindował kraj będący symbolem nędzy i upadku na pozycję największego eksportera, największej gospodarki świata wg parytetu siły nabywczej, największego państwa handlującego, a od roku 2017 r. – najpotężniejszego mocarstwa na planecie wg polskich badań potęgometrycznych zespołu prof. Mirosława Sułka.

Czy skoro niektórym myszom udaje się wywinąć z potrzasku i uciec z pozostawionym serem, to znaczy, że ten potrzask nie został zastawiony?

Od czasu objęcia przywództwa przez piątą generację liderów, uosabianą przez charyzmatyczną postać przewodniczącego Xi Jinpinga, Chiny niewątpliwie obrosły w piórka. Wzywając do realizacji „chińskiego snu”, Xi wyzwolił wiele społecznej energii, ale jednocześnie doprowadził do zerwania z tradycją tonowania nastrojów i pokory Deng Xiaopinga. W swym przemówieniu podczas XIX Zjazdu Komunistycznej Partii Chin w 2017 r., Xi, rysując plan objęcia przez Chiny dominującej pozycji w świecie, 26 razy określił Chiny pojęciem mocarstwo.  Obecny przewodniczący ChRL pragnie stanąć w szeregu wielkich przywódców: tak jak Mao dał Chinom niepodległość (zhan qi lai), a Deng rozwój gospodarczy (fu qi lai), tak Xi chce im na powrót dać potęgę (qiang qi lai).

Jednak czy dotychczasowe osiągnięcia i ambicje wystarczą, by zająć pozycję USA i stać się hegemonem definiującym sposób funkcjonowania systemu światowego? Mimo zapierającego dech w piersiach doświadczenia wzrostu, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest jednoznaczna, ba, wciąż uzasadniony jest pewien sceptycyzm.  Droga na szczyt nie jest usłana różami, a przeszkody, które czekają na pretendenta do hegemonii ułożyć można w szereg pułapek.

Czym tak naprawdę są pułapki?

Dyskusja o przyszłości systemu światowego z perspektywy pułapek czyhających na Chiny już się w Polsce rozpoczęła. W szczególności rozgorzała ona w odniesieniu do jednej z nich – pułapki Tukidydesa, i duża w tym rola „Nowej Konfederacji”, która użycza swych łamów dla zwolenników różnych stanowisk. Michał Lubina neguje istnienie tej pułapki, wytykając konceptowi determinizm, neguje też jej związek z Tukidydesem, wskazując na błędne odczytanie treści „Wojny peloponeskiej”.

Tymczasem dla istnienia pułapki nie jest wymagana deterministyczna konieczność wpadnięcia w nią. Wystarczy istnienie opisanego mechanizmu i wykazana możliwość zaistnienia sytuacji zgodnej z opisem. Dla zrozumienia tej prawidłowości wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy skoro niektórym myszom udaje się wywinąć z potrzasku i uciec z pozostawionym serem, to znaczy, że ten potrzask nie został zastawiony? Zupełnie inną kwestią jest też to, że twierdzenia opisujące mechanizm pułapki Tukidydesa – wzrost pretendenta i lęk hegemona – są czymś innym niż rzeczywiste przyczyny konfliktu między Spartą i Atenami. To jest poważny argument w dyskusji naukowej, natomiast w rozumieniu potocznym pułapka Tukidydesa jest i tak jedynie opisem napięcia między relatywnie słabnącym hegemonem a rosnącym pretendentem, które może prowadzić do wojny, bez względu na to, która strona ją zainicjuje.

Pułapki Tukidydesa i Kindlebergera odnoszą się do sytuacji międzynarodowej rywali i jeśli któraś z nich zaistnieje, to obaj mogą w nią wpaść

Takie napięcie niewątpliwie istnieje. Być może Allison, dążąc do popularyzacji swojego konceptu, uległ magii chwytliwej nazwy, dorabiając do niej koncept w oparciu o wybiórcze odczytanie oryginalnego tekstu. Poza fachowcami mało kto słyszał np. o teorii zmiany siły, która opisuje inny mechanizm wybuchu wojny między hegemonem a pretendentem, a tymczasem Tukidydes trafił pod strzechy. Ten poziom nieścisłości jest zresztą stosunkowo niewinny wobec innych marketingowych określeń popularnych koncepcji politologicznych, stosowanych wcześniej przez – co ciekawe, wyłącznie amerykańskich – badaczy. Chodzi tu na przykład o określenie „wojna cywilizacji” Huntingtona, wieszczące nieuchronny konflikt między cywilizacjami Zachodu i islamu, podczas gdy przemoc w zdecydowanie największym stopniu jest stosowana przez muzułmanów wobec innych muzułmanów, czy o koncept „końca historii” Fukuyamy, dziś – można już powiedzieć – całkowicie skompromitowany. Aż ciśnie się na usta pytanie, czy podobny nie jest koncept „mocarstwa nad Wisłą” George’a Friedmana, sugerujący, że dzięki kurateli amerykańskiej Polska osiągnie status mocarstwa, jednak rozważanie takiej możliwości byłoby tematem na osobny tekst.

Reasumując, politologiczna „pułapka Tukidydesa”, o ile często w precyzyjnej dyskusji naukowej wykazuje swoje słabości, o tyle dla zrozumienia sytuacji przez odbiorcę popularnego i decydentów nie wywodzących się z akademii posiada pewne walory. Dla lepszego zrozumienia perspektyw Państwa Środka zbierzmy zatem jeszcze inne, czyhające nań pułapki. Próbę syntezy pułapek podjął już Yanzhong Huang na łamach bloga Council of Foreign Relations w październiku 2017. Analityk wskazał na cztery pułapki, dogłębna analiza sytuacji azjatyckiego mocarstwa kazałaby jednak uzupełnić zestawienie o jeszcze jedną. Zatem czego jeszcze Chiny powinny się wystrzegać?

Sidła zewnętrzne i wewnętrzne

Drugą istotną pułapką jest pułapka Kindlebergera. Pojęcie to stworzył Joseph Nye, kolega Grahama Allisona z Uniwersytetu Harvarda, a w Polsce popularyzuje je m.in. dr Leszek Sykulski. Charles Kindleberger dostrzegł przyczyny chaosu lat 30. XX w. w wycofaniu się Wielkiej Brytanii z roli dostawcy dóbr publicznych – w tym przypadku bezpieczeństwa – i niepowodzeniu USA w roli jej zastępcy. Skutkiem braku stabilizatora był wybuch II wojny światowej, która wciągnęła oba mocarstwa. Dostrzec można pewne analogie do aktualnej sytuacji, w której USA miałyby zmniejszać swoje zaangażowanie, a Chiny – powstrzymywać się od zwiększania swojego zaangażowania w stabilizację systemu, wytwarzając próżnię. O ile rzeczywiście Chiny powstrzymują się od zawierania sojuszy wojskowych, o tyle są drugim największym dawcą funduszy na misje pokojowe ONZ i istotnym dawcą personelu, oraz tworzą zręby własnego systemu z Azjatyckim Bankiem Inwestycji Infrastrukturalnych na czele. Jednocześnie Stany Zjednoczone za prezydentury Trumpa odwróciły trend zmniejszania zaangażowania, z nową asertywnością konfrontując się z Rosją w Europie Środkowo-Wschodniej oraz intensyfikując obecność wojskową na Pacyfiku. Te działania przynajmniej w najbliższym czasie czynią ryzyko wpadnięcia w pułapkę Kindlebergera mniej oczywistym.

Pułapki Tukidydesa i Kindlebergera odnoszą się do sytuacji międzynarodowej rywali, i jeśli któraś z nich zaistnieje, to obaj mogą w nią wpaść. Kolejne trzy dotyczą już bezpośrednio sytuacji wewnętrznej państw. Pierwszą z serii jest pułapka Tacyta, nazwana od imienia wybitnego rzymskiego historyka, filozofa i senatora z przełomu I i II w. n.e., opisującego degenerację rzymskiej polityki, spowodowaną korupcją i niekompetencją. Co budzić może zdziwienie, to fakt, że to określenie zostało sformułowane w… Chinach. Pułapka Tacyta jest swego rodzaju punktem przełomu, po przekroczeniu którego rząd lub jego przywódcy, poprzez korupcję, nieuczciwość, brak przejrzystości itd., bezpowrotnie tracą wiarygodność w oczach obywateli, do tego stopnia, że ludzie nie uwierzą nawet wtedy, kiedy faktycznie mówią prawdę lub robią rzeczy właściwe – wszystko jest uważane za kłamstwo lub czyn zły. Pojęciem Pułapki Tacyta wprost posługuje się Xi Jinping w swych wystąpieniach, mających na celu zaszczepić Chińską Partię Komunistyczną przed utratą legitymizacji, dba też o jej uniknięcie, realizując kolejne kampanie antykorupcyjne, mobilizując do transparentności i bliskiego kontaktu aktywu partyjnego ze zwykłymi Chińczykami. Ryzyko zaistnienia pułapki Tacyta jest realne w państwie o rozpowszechnionej korupcji, w której awans ekonomiczny i społeczny zależy od znajomości w strukturach partyjnych. Nie należy też wątpić, że w przypadku eskalacji napięcia USA wykorzystają nadarzające się okazje do zwiększenia rozdźwięku między rządem Chin a społeczeństwem. Pierwszą próbkę dał już wiceprezydent Mike Pence w swej słynnej już mowie w Hudson Institute z 4 października 2018 r., ostro potępiając rosnącą kontrolę rządu nad społeczeństwem przez wprowadzenie „systemu kredytu społecznego” czy regulację internetu („Wielki Firewall Chiński”), oraz akcentując przewinienia rządu chińskiego wobec m.in. tybetańskich buddystów, chrześcijan, czy muzułmańskich Ujgurów, a implicite dając do zrozumienia, że grupy niezadowolonych mogą liczyć na poparcie rządu USA.

Pułapka niskiej dzietności jest jedyną, co do której uzasadnione jest stwierdzenie, że Chiny już w nią wpadły

Droga pod górkę

Dużo już napisano o czwartej pułapce, pułapce średniego dochodu. Jest to pojęcie ukute przez ekonomistów Banku Światowego. Na ryzyko utknięcia pomiędzy gospodarką niskiego dochodu, opartą o tradycyjne branże, a innowacyjną gospodarką wysokiego dochodu, opartą o branże podlegające nieustannym zmianom technologicznym, Chińczycy odpowiadają chińskim modelem rozwoju, łączącym, wg słów byłego głównego ekonomisty Banku Światowego Justina Yifu Lina, umiejętne połączenie „niewidzialnej ręki” rynku i „widzialnej ręki” rządu. Podczas XIX Zjazdu Partii, Xi obiecał zachowanie średniej stopy wzrostu PKB w latach 2020-2035 w wysokości co najmniej 5 proc. i przekroczenie 20 tys. dolarów PKB per capita, przy obecnej wartości wynoszącej 8,8 tys. Narzędziem do osiągnięcia tego celu i jednocześnie solą w oku Amerykanów jest wielki program zakupów nowoczesnych technologii przemysłowych w ramach polityki „Wytworzone w Chinach 2025”, mających uczynić chińską produkcję technologicznym liderem.

Lista pułapek byłaby niekompletna bez jednej, której zaistnienie nie jest może zauważalne w sposób oczywisty w jakimś konkretnym punkcie czasowym, ale staje się ewidentne, gdy spojrzeć w perspektywie dekad. Rzecz jest w pułapce niskiej dzietności. Pojęcie stworzone w 2006 r. przez troje demografów: Lutza, Skirbekka i Testę, obrazuje mechanizm spirali, sprzyjającej ciągłemu, z pokolenia na pokolenie, zmniejszaniu się liczby dzieci. Wg naukowców liczba dzieci spada sukcesywnie z trzech powodów: zmniejszania się z pokolenia na pokolenie liczby rodziców, zmniejszania się liczebności rodzin, które przyszli rodzice obserwują we wcześniejszych pokoleniach, co wpływa na ich wyobrażenia dotyczące „normalnej” wielkości rodziny, oraz rozchodzenia się dwóch czynników: aspiracji dochodowych, co do których zakłada się, że z pokolenia na pokolenie rosną, oraz oczekiwanego dochodu do dyspozycji, który spada m.in. z powodu rosnącej liczby osób starszych będących na utrzymaniu. W takiej sytuacji jest racjonalne, by uszczknąć więcej dla siebie, oszczędzając na wydatkach na dzieci. Pułapka niskiej dzietności jest jedyną, co do której uzasadnione jest stwierdzenie, że Chiny już w nią wpadły. Po okresie obowiązywania restrykcji, związanych z polityką jednego dziecka, rząd w Pekinie co prawda znosi kolejne bariery, ale już od dawna to nie mechanizm polityki jednego dziecka odpowiada za niską dzietność, więc działania rządu nie przynoszą rezultatów. Dość powiedzieć, że mimo reformy w 2013 roku, umożliwiającej wielu parom posiadanie drugiego dziecka, wstępne wyniki spisu powszechnego z roku 2015 wskazują, że dzietność w Chinach wyniosła 1,047, a w miastach – 0,91 (sic!) – co, jeśli się potwierdzi, wysunęłoby Państwo Środka na niechlubną pozycję państwa o najniższej dzietności na świecie.

Tworzenie własnego systemu wymiany towarowej zmniejsza ryzyko chaosu właściwego dla pułapki Kindlebergera, ale zwiększa wpływy chińskie kosztem Amerykanów, wyostrzając ryzyko wpadnięcia w pułapkę Tukidydesa

Rząd w Pekinie niewątpliwie cierpi obecnie na chroniczny ból głowy, bo gdzie nie stąpnie, tam pułapka. Wpaść można też od razu w kilka na raz. Dla przykładu, tworzenie własnego systemu wymiany towarowej zmniejsza ryzyko chaosu właściwego dla pułapki Kindlebergera, ale zwiększa wpływy chińskie kosztem Amerykanów, wyostrzając ryzyko wpadnięcia w pułapkę Tukidydesa. Wpadnięcie w pułapkę średniego dochodu niemal z pewnością zachwieje wiarą w rządzących, zwiększając ryzyko wpadnięcia w pułapkę Tacyta. To, że na drodze do realizacji „chińskiego snu” czeka Pekin droga pod górkę, wiadomo było od początku. Okazuje się jednak, że będzie to dodatkowo prawdziwy slalom między różnymi pułapkami. Czy to nie przerośnie możliwości Państwa Środka? Czas pokaże.

 

Członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego. Specjalista ds. demografii, geopolityki i strategii. Zainteresowania badawcze koncentrują się wokół demografii politycznej, czynników determinujących dzietność oraz powiązań między czynnikami demograficznymi a potęgą państw. W swej pracy zajmuje się także sekularnymi trendami demograficznymi oraz strategiami odpowiedzi na wyzwania demograficzne przez kraje Europy. Menedżer i konsultant z zakresu strategii. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, odbył również studia na Uniwersytecie w Poczdamie (Niemcy)

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz