Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Odzyskać Ziemie Odzyskane

Pod szyldem Szczecina można umieścić prawie wszystkie przeciwności, z którymi musi zmagać się zachodnia Polska, i które aż nadto często zmieniają się w listę żali odległych prowincji pod adresem stolicy

Śląsk nie jest jedynym regionem, który ma kłopot z odnalezieniem się w ramach państwa polskiego. Z drugiej strony można jednak równie dobrze stwierdzić, że to władze centralne i reszta kraju, zwane umownie Warszawą, mają problem z zagospodarowaniem peryferii. O ile perturbacje związane ze Śląskiem mają charakter historyczny, gospodarczy i kulturowy, to w przypadku Pomorza Zachodniego są one warunkowane historią i geografią. Pod szyldem Szczecina można jednak umieścić prawie wszystkie przeciwności, z którymi musi zmagać się zachodnia Polska, i które aż nadto często zmieniają się w listę żali odległych prowincji pod adresem stolicy.

O ile w Gdańsku udało się stworzyć spójne i żywotne struktury społeczne, bazujące na dorobku poprzednich pokoleń, to w Szczecinie było odwrotnie

Geopolityka w skali mikro i historia

Problemy z ziemiami północno-zachodnimi mają częściowo swoje źródło w geografii, która poważnie wpłynęła na relacje Polski z Pomorzem, a w konsekwencji na historię regionu. Noteć nie jest imponującą rzeką, nawet po połączeniu się z Warta i wspólnym ujściu do Odry. Oba brzegi rzeki były jednak bardzo bagniste i obfitowały w rozlewiska. Do tego dochodziły nieliczne brody, które łatwo było kontrolować. Za Notecią zaczynały się gęste lasy, które do dzisiaj pokrywają 35,5 proc. powierzchni województwa zachodniopomorskiego, 36 proc. pomorskiego i niemal połowę lubuskiego. Pojezierze pomorskie dodatkowo skutecznie kanalizowało lądowe szlaki komunikacyjne. Najskuteczniejszą drogą łączącą z wielkopolskim centrum państwa pierwszych Piastów były rzeki Odra i Warta. Komunikacja lądowa na osi wschód-zachód była natomiast stosunkowo łatwa, podobnie w kierunku południowo-zachodnim. Z kolei Bałtyk do dzisiaj zapewnia świetne połączenie ze Skandynawią, a dalej – wybrzeżami Morza Północnego i Atlantyku.

Takie położenie uwarunkowało silne (zwłaszcza we wczesnym średniowieczu) związki z Danią i Szwecją. Z narzuconych przez geografię warunków doskonale zdawał sobie sprawę już Mieszko I. W czasach piastowskich Pomorze przechodziło zmienne koleje losu aż do czasów Bolesława Krzywoustego, który ziemie nadnoteckie i nadwiślańskie bezpośrednio włączył do Polski, natomiast w przypadku pozostałych ziem ze Szczecinem, Kołobrzegiem i Słupskiem zadowolił się hołdem lennym i ustanowieniem księstwa pomorskiego pod panowaniem dynastii Gryfitów. Najwyraźniej Pomorze Zachodnie do tego stopnia odbiegało już od ziem polskich, że jego inkorporacja przyniosłaby więcej problemów niż korzyści. Z drugiej strony Bolesław zyskał tym sposobem za pośrednictwem wasala zdolność do projekcji siły w regionie Bałtyku i skuteczne narzędzie polityki skandynawskiej.

800 niemieckich lat

Taki stan trwał jednak krótko. Druga połowa XII w. to czas, gdy Dania wydobywa się z anarchii feudalnej, natomiast Polska w nią popada. Dzielnicowi książęta Wielkopolski nie byli w stanie obronić swoich pomorskich wasali przed Duńczykami. W największym uproszczeniu, najlepsze gwarancje bezpieczeństwa dał Gryfitom Fryderyk Barbarossa. Tym sposobem w 1181 r. Pomorze Zachodnie weszło w skład Świętego Cesarstwa Rzymskiego i na następnych niemal 800 lat (z blisko stuletnimi okresem panowania szwedzkiego) związało swój los z Niemcami. Mimo to relacje, zwłaszcza z Wielkopolską, były nadal silne, a ich głównym spoiwem była walka z ekspansywną Brandenburgią. W ciągu XIII stulecia nastąpiło jednak przesunięcie centrum państwa polskiego do Małopolski. Zainteresowania i ambicje panów krakowskich były skierowane bardziej na południe i wschód. Przy takiej perspektywie Wisła i Gdańsk zapewniały wystarczający dostęp do morza, a cieplejsze Morze Czarne było bardziej kuszące niż zimny Bałtyk. Postawa taka utrwaliła się wraz z unią z Litwą, a następnie – z przeniesieniem stolicy do Warszawy.

Jeżeli Szczecin leży bardzo daleko, prawie w Niemczech, to Gorzów Wielkopolski czy Zielona Góra są z perspektywy reszty Polski na końcu świata

Zainteresowanie Pomorzem Zachodnim ze strony rządzących Polską trwało aż do czasów Kazimierza Jagiellończyka. Jednak już w kolejnych latach malało. Sytuację znakomicie wykorzystali Hohenzollernowie, systematycznie włączając do swej domeny kolejne części księstwa pomorskiego i budując potęgę państwa brandenbursko-pruskiego. Wraz z rozbiorami, geografia po raz kolejny dała znać o swoim wpływie na gospodarkę. W XIX w. podupadł Gdańsk, odcięty od swojego naturalnego zaplecza, które znalazło się w zaborach rosyjskim i austriackim, natomiast Szczecin awansował do rangi największego portu południowego Bałtyku. Z kolei odzyskanie przez Polskę niepodległości wywołało nieoczekiwane perturbacje dla Wielkopolski. Region został pozbawiony swojego głównego portu, natomiast Szczecin również napotkał problemy, straciwszy zaplecze gospodarcze.

Powrót Pomorza Zachodniego w orbitę polskich zainteresowań związany był z dramatem II wojny światowej. Kraj, przesunięty na zachód arbitralną decyzją Stalina, stanął przed licznymi wyzwaniami. Sam przebieg północnego odcinka nowej granicy nie był pewny. Ścierały się różne koncepcje, czy Szczecin ma stać się polski, czy pozostać niemiecki. Czechosłowacja wystąpiła nawet z pomysłem ustanowienia wolnego miasta pod zarządem Pragi. W samym mieście w 1945 przez jakiś czas funkcjonowały jednocześnie władze polskie i niemieckie z dwoma burmistrzami na czele.

 Narracja historyczna

Wobec powyższego, nie dziwią trudności w budowaniu spójnej narracji historycznej łączącej Pomorze z Polską. PRL korzystał tutaj obficie z dorobku środowisk narodowych okresu II RP. Poczesne miejsce zajęło hasło: „Myśmy tu nie przyszli, myśmy tu wrócili”. Kolejnym punktem było przypominanie słowiańskiego rodowodu Gryfitów oraz ich związków z Piastami, choć bardziej wnikliwe studia nad historią dynastii przyniosły kilka problemów interpretacyjnych, gdyż na poszczególnych etapach różne gałęzie rodu prowadziły różną politykę.

Jeszcze większym wyzwaniem okazało się zbudowanie narracji łączącej nową ludność Pomorza, napływającą ze wszystkich stron przedwojennej Rzeczypospolitej. O ile w Gdańsku udało się stworzyć spójne i żywotne struktury społeczne, bazujące na dorobku poprzednich pokoleń, to w Szczecinie było odwrotnie. Dla nowych władz historia miasta i regionu zaczynała się dopiero w 1945 roku. Niemiecka przeszłość stała się tematem tabu. Bardzo chętnie rozbudzano strach przed niemieckim rewizjonizmem. Pożywek dla takich lęków dostarczała również polityka ZSRR; dopiero w 1956 roku Chruszczow zapewnił, że żadnych zmian granicy polsko-niemieckiej nie będzie. Sprawa granic jest w Niemczech uznawana za zamkniętą od traktatu granicznego z 1990 roku, w Polsce powraca natomiast z niepokojącą regularnością. Zwykle służy też zbijaniu kapitału politycznego w regionach dość odległych od tej konkretnej granicy.

Skąd ta niemożność „przetrawienia i przyswojenia” ziem północno-zachodnich? Przyczyn upatrywałbym w sferze psychologii

Nie były to jedyne problemy. Zachodnie Pomorze było obszarem, gdzie tuż po wojnie przybywali ludzie, chcący z tych czy innych względów zerwać z przeszłością, inni znaleźli się tam wbrew własnej woli i liczyli, że ich pobyt okaże się tymczasowy. Nie udało się także zaszczepić wśród ludności reszty kraju przekonania, że ziemie te są rzeczywistą, strukturalną częścią Polski. Szczecin stał się symbolem miasta odległego, leżącego prawie w Niemczech, gdzie wyjeżdżają mający zniknąć bohaterowie filmów i seriali (na Youtube można znaleźć bardzo ciekawe zestawienie zatytułowane „Szczecin w filmie polskim do 1981 roku”).

Centralne budowanie regionalnej narracji historycznej zostały przerwane w 1989 roku. Nastąpiły wówczas dwa powiązane ze sobą procesy, istotne dla nowego rozdziału budowy lokalnej tożsamości. W ciągu lat 90. bardzo szybko odtworzyły się stare powiązania gospodarcze z Niemcami i Skandynawią. Tym samym Warszawa stała się, nie tylko w sensie geograficznym, jeszcze bardziej odległa niż Berlin, Kopenhaga czy Sztokholm. Jednocześnie zaczęło rosnąć zainteresowanie niemiecką przeszłością miasta i regionu, które wreszcie można było badać. Szczególnym zainteresowaniem i uczuciem został obdarzony przełom XIX i XX stulecia, który bywa postrzegany wręcz w cukierkowych barwach. Trudno się jednak temu dziwić. Ślady ówczesnego rozkwitu są widoczne do dziś w postaci chociażby unikatowej siatki ulic, secesyjnej zabudowy i najbardziej reprezentacyjnych budowli. W zorganizowanym w 2000 r. plebiscycie „Szczecinianin stulecia” zwyciężył pierwszy polski prezydent miasta Piotr Zaremba, drugie miejsce zajął Hermann Haken (nadburmistrz w latach 1878-1907), a trzecie Friedrich Ackermann (nadburmistrz w latach 1907-1931). Ożywiona, a momentami zaciekła dyskusja na temat historii, tożsamości i jej budowania w oparciu o tę historię trwa cały czas. Główny problem grup krytykujących zapatrzenie w czasy Hakena i Ackermanna, przy całej słuszności wielu argumentów, leży w niemożności zaproponowania czegoś równie atrakcyjnego i przemawiającego do wyobraźni. Podobne debaty toczą się w mniejszej skali na całym Pomorzu Zachodnim.

Zastanawiające, że nigdy w polityce historycznej ani w dyskusji na temat związków ziem północno-zachodnich z Polską nie sięgnięto po powiat wałecki. Ta część Pomorza Środkowego z Wałczem i Drahimem została włączona do Korony jeszcze przez Kazimierza Wielkiego i pozostała w jej granicach do I rozbioru.

Brak pomysłów

Jeżeli Szczecin leży bardzo daleko, prawie w Niemczech, to Gorzów Wielkopolski czy Zielona Góra są z perspektywy reszty Polski na końcu świata. Od 1945 władze centralne miały problem, co zrobić z ziemiami północno-zachodnimi. Jeszcze w latach 30., kiedy dyskutowano o przebiegu granicy z Niemcami po zwycięskiej, jak zakładano, wojnie, nie tylko w środowiskach narodowo-radykalnych planowano zyski terytorialne na zachodzie. Włączenie Prus Wschodnich i Gdańska do Polski nie podlegało dla nikogo wątpliwości. Inaczej wyglądała sprawa z resztą granicy. Najbardziej rozpowszechniona, umiarkowana, wersja zakładała uzyskanie Słupska i Opola. Więksi optymiści domagali się Wrocławia i Kołobrzegu. Tylko najwięksi radykałowie (lub entuzjaści) marzyli o granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Marzenia te spełnił Stalin, chociaż w nie takiej formie jak oczekiwano. Jednak jeszcze w trakcie wojny po raz kolejny ujawnił się symptom percepcji geopolitycznej. Podziemny uniwersytet poznański zaczął przygotowywać kadry administracyjne dla przyszłych ziem zachodnich. Rząd PKWN wykorzystał ten potencjał, chociaż podobnie jak rząd emigracyjny nie bardzo miał pomysł, co zrobić z nabytkami terytorialnymi.

W pierwszym okresie ziemie zachodnie stały się obszarem szabru na gigantyczną skalę, w wielu wypadkach organizowanego centralnie. Zwłaszcza do terenów północno-zachodnich przylgnęło wówczas miano „dzikiego zachodu”. Wobec niepewności co do przynależności tych obszarów (pytanie, w jakim stopniu była to celowa polityka ZSRR), traktowano je chociażby jako źródło materiałów budowlanych do odbudowy Warszawy. Wywożono także zabytki, dzieła sztuki i archiwalia. Nawet dzisiaj Szczecinowi łatwiej porozumieć się w sprawie zwrotu lub wymiany dóbr kultury z Greifswaldem niż z Warszawą czy Toruniem.

Na Pomorzu Zachodnim recepta wydaje się prosta: więcej inwestycji w infrastrukturę, łączącą region z Niemcami, Skandynawią i „głębią Polski”, bardziej intensywna współpraca z północnymi i zachodnimi sąsiadami

Olbrzymim, nadal nierozwiązanym problemem okazało się zagospodarowanie i wykorzystanie potencjału ziem wyżej rozwiniętych gospodarczo niż kresy wschodnie. Z bliżej nieznanych przyczyn utrwalił się, nazwijmy go roboczo, „imperatyw stoczniowy”, zakładający, że w Szczecinie i Gdańsku muszą istnieć stocznie. Istotnie, upadek obu zakładów był problemem, ale nie katastrofą. Nie oznaczał też końca polskiego przemysłu stoczniowego jako takiego. W obu miastach istnieją prywatne stocznie, które radzą sobie lepiej lub gorzej – ale radzą. Z kolei na przykładzie ostatnich prób odbudowy stoczni szczecińskiej widać wszelkie problemy związane z motywowanym politycznie tworzeniem państwowych molochów. Szumnie położono stępkę pod prom, którego planów jeszcze nie ma. Trzeba jednak przyznać, że później podjęto już interesujące próby znalezienia niszy na podlegającym bardzo silnej konkurencji rynku stoczniowym. Tymczasem gospodarka morska to dużo więcej niż budowa statków, a w epoce stale rosnących przewozów drogą wodną dużo ważniejsza jest rozbudowa portów oraz infrastruktury łączącej je z interiorem. Z tego powodu z dużym rozgoryczeniem przyjmowana jest budowa Via Baltica. Ma ona połączyć Tallinn z Warszawą i być powiązana z linią kolejową Rail Baltica, biegnącą z Helsinek przez Tallinn, Rygę i Warszawę do Berlina. Co to jako całość ma wspólnego z Bałtykiem, nikt na Pomorzu nie rozumie. Przy okazji jest to kolejny element budowy poczucia osamotnienia oraz ignorowania przez centrum.

 Wykorzystać potencjał

Skąd ta niemożność „przetrawienia i przyswojenia” ziem północno-zachodnich? Przyczyn upatrywałbym w sferze psychologii. Budując nowy porządek w Europie Środkowej i Wschodniej, Stalin wepchnął Polskę, z aprobatą mocarstw zachodnich, ponownie w geopolitykę piastowską. Tymczasem przytłaczająca większość elit i społeczeństwa myślała i nadal myśli w kategoriach jagiellońskich. Przy takiej percepcji najważniejszą rolę nadal odgrywają kierunek wschodni i południowy polityki zagranicznej, mimo że warunki geograficzne promują większe zaangażowanie na kierunkach północnym i zachodnim. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę już tysiąc lat temu pierwsi Piastowie. Nie oznacza to, że nie byli oni zainteresowani, tym co działo się za wschodnią granicą. Wręcz przeciwnie – a jednak kluczowe interesy lokalizowali po przeciwnej stronie swojego władztwa. Ewolucja sposobu funkcjonowania państwa, rozwój społeczny i techniczny są tutaj mało istotne, warunki geograficzne nie uległy aż tak silnym zmianom.

Co więc można zrobić by „odzyskać Ziemie Odzyskane”? Najprostszym wyjściem wydaje się wykorzystać potencjał gospodarki morskiej i lepiej skomunikować peryferia z centrum. Prócz tego polska polityka gospodarcza i zagraniczna mogłaby poświęcić więcej uwagi rejonowi Morza Bałtyckiego. Wszystko sprowadza się zatem do wykorzystania potencjału ziem zachodnich – nie tylko turystycznego. Wpisuje się to w dyskusję dotyczącą „Polski Morskiej”, a także, toczony również na łamach „Nowej Konfederacji”, dyskurs na temat przyszłości relacji polsko-niemieckich. Na Pomorzu Zachodnim recepta wydaje się prosta: więcej inwestycji w infrastrukturę, łącząca region z Niemcami, Skandynawią i „głębią Polski”, większa współpraca z północnymi i zachodnimi sąsiadami. Takie kroki wymagałyby już jednak poważnych przewartościowań w myśleniu rządzących.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, szef działu Aktualności portalu Konflikty.pl. Związany z Instytutem Boyma, gdzie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, konfliktami oraz zbrojeniami.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Odzyskać Ziemie Odzyskane”

  1. Marcin pisze:

    Na szczęście Obwód Kaliningradzki należy do Rosji. Dopóki tak jest granica na Odrze i Nysie wydaje się niezagrożona. Niestety polskie (sic!?) “elity” III i IV RP czynią wiele aby to zmienić.

  2. Marek pisze:

    Dziękuję za bardzo interesujący artykuł. Chciałem prosić o rozwinięcie następujących propozycji:
    Jak lepiej skomunikować region z centrum i sąsiadami? Czy chodzi o jakieś konkretne inwestycje infrastrukturalne?
    Na czym polega i jak miałoby zostać zrealizowane “wykorzystanie potencjału gospodarki morskiej”?

    Dziękuję i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz