Nowy wyścig zbrojeń. Terminator i blastery coraz bliżej

W rywalizacji o prymat między Chinami i USA istotną rolę odgrywa rozbudowa i modernizacja sił zbrojnych. Wyścig zbrojeń jest najbardziej zażarty na obszarze wysokich technologii, niekiedy już rodem z science-fiction

Zdobycie technicznej przewagi na polu walki było istotnym elementem rywalizacji między mocarstwami od czasów starożytnych. Z racji powolnego postępu technicznego i technologicznego ta część zmagań między dawnymi potęgami zwykle umyka naszej uwadze. Również pauza strategiczna lat 90. stępiła odczuwanie wyścigu zbrojeń. W okresie tym Stany Zjednoczone uzyskały tak dużą przewagę nad resztą świata, że pod znakiem zapytania stawiano ich interoperacyjność z sojusznikami z NATO.

Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z początkiem XXI wieku. Rosja zaczęła wydobywać się z jelcynowskiej smuty, zaś Chiny przeznaczać coraz większe sumy na wojsko i otwarcie się zbroić. Dużo większe znaczenia miała jednak nabierająca rozpędu rewolucja techniczna. Zaawansowane technologie stawały się tańsze, a przez to bardziej dostępne. Jednocześnie rosły wymagania wojskowych windujące koszty wielu programów. Kilkakrotny wzrost cen, opóźnienia i problemy ze stworzeniem odpowiednio stabilnego oprogramowania stały się plagą, czego najlepszym przykładem jest myśliwiec F-35. Takich obciążeń nie był w stanie wytrzymać nawet budżet Pentagonu. Wspomniany samolot jest jednym z wyjątków pośród całej masy anulowanych programów.

Wojskowe możliwości wykorzystania 5G są tak duże, że już zaczęto klasyfikować sieć komórkową nowej generacji jako technologię podwójnego, czyli cywilnego i militarnego, zastosowania

Zrób sobie „żołnierza przyszłości”

Problemy finansowe i techniczne sprowokowały pojawienie się nowego trendu o skali globalnej. Siły zbrojne zaczęły wykorzystywać rozwiązania komercyjne zmodyfikowane do potrzeb wojskowych (off the shelf). Tym sposobem nawet państwa takie jak Sudan okazały się zdolne zainicjować program „żołnierza przyszłości”. Skoro nawet potężne Stany Zjednoczone zaczęły wprzęgać smartfony w systemy dowodzenia i używać ich do przesyłania informacji od, do i pomiędzy żołnierzami, to dlaczego inni nie mieli tak robić?

Nowe technologie, takie jak chociażby drony i wzrost znaczenia cyberprzestrzeni dla bezpieczeństwa wymusiły również zmiany w doktrynie militarnej. Otwarcie już mówi się o nadchodzącej największej od czasów wprowadzenia prochu rewolucji w tym zakresie. Wyrazem tego jest chociażby zastępowanie w USA koncepcji bitwy powietrzno-lądowej i powietrzno-morskiej (air-land i air-sea battle) bitwą/operacją wieloaspektową (multidomain battle/operation).

Globalne trendy szybko dotarły do Chin. Sprzyjało temu z jednej strony masowe lokowanie tam produkcji komputerów i urządzeń mobilnych, z drugiej zaś pekińscy decydenci ujrzeli w zaawansowanych technologiach sposób na zniwelowanie amerykańskiej przewagi technicznej. Najbardziej spójny pogląd na ten temat przedstawił w artykule opublikowanym w czerwcu 2017 w Dzienniku Armii Ludowo-Wyzwoleńczej Wang Wnexi. Kierownik zaawansowanych projektów badawczych chińskich sił zbrojnych opisał koncepcję „asymetrycznej, kompleksowej wojny hybrydowej”. Według Wanga pojazdy bezzałogowe i sztuczna inteligencja doprowadzą do marginalizacji znanych obecnie środków walki, zwłaszcza takich jak myśliwce, lotniskowce, czy nawet atomowe okręty podwodne. Jego zdaniem nadchodzi era napędzanych przez rozwój techniki „lekkich działań wojennych”. Drony działające w roju, wspierane przez sztuczną inteligencję (SI) , mają niczym hordy Attyli lub Czyngis Chana atakować znienacka i zwyciężać dzięki swej mobilności, sile ognia i zaskoczeniu.

Jakkolwiek radykalnie brzmiące, pomysły Wanga nie są na świecie odosobnione. Nawet w USA pojawiają się postulaty, by ograniczyć liczbę kupowanych lotniskowców i samolotów, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na rozwój bezzałogowców i broni laserowej. Koncepcje te napotykają opór konserwatywnej większości w kadrach dowódczych oraz polityków. Mimo wszystkich zmian lotniskowce, czołgi i samoloty, są widzialną oznaką potęgi i statusu mocarstwa. Pojedynczy okręt jest mimo wszystko nadal bardziej skutecznym narzędziem dyplomacji niż rój trudno wykrywalnych dronów.

5G w służbie wojska

Trzeba również przyznać, że wiele futurystycznych technologii jest na wczesnym etapie rozwoju i przed nimi jeszcze długa droga do uzyskania pełnej operacyjności. Systemy bezzałogowe i autonomiczne (lądowe, nawodne, podwodne i latające) wyposażone w SI, lub jej elementy nadal są kwestią przyszłości, chociaż już nie tak odległej. Wykorzystanie sztucznej inteligencji wraz z dużą liczbą dronów wymaga jednak istnienia sieci zdolnej do obsługi dużej liczby urządzeń oraz szybkiego transferu gigantycznych ilości danych. Do tego dochodzą jeszcze systemy łączności zapewniające komunikację w czasie rzeczywistym. Tutaj do gry wchodzi technologia 5G, której Chiny są światowym liderem.

Już teraz panuje przekonanie, że sztuczna inteligencja będzie głównym polem wyścigu zbrojeń w przyszłości

Wojskowe możliwości wykorzystania 5G są tak duże, że już zaczęto klasyfikować sieć komórkową nowej generacji jako technologię podwójnego, czyli cywilnego i militarnego, zastosowania. Dostrzeżono to chyba najwcześniej, bo już w 2012, w Chinach, gdzie rozpoczęto prace nad integracją rozwiązań cywilnych i wojskowych. W listopadzie 2018 telekomunikacyjny gigant ZTE, producent lotniczy CASIC oraz China Unicom nawiązały w tym celu partnerstwo. Potrzeby armii i uwagi generałów są uwzględniane przy projektowaniu tzw. inteligentnych miast. W chińskiej literaturze wojskowej pojawił się nawet termin „inteligentnej mobilizacji”. Dzięki nowym technologiom (5G, SI) struktury cywilne mają zyskać lepsze zdolności samoorganizacji w razie mobilizacji i sprawniejszego funkcjonowania w trakcie konfliktu. Pozwoli to wojsku korzystać z zasobów państwa w sposób wcześniej nieosiągalny.

W tej sytuacji nie dziwi intensywność z jaką Waszyngton zwalcza Huawei i ZTE. Nie znaczy to jednak, że Pentagon jest w tym zakresie daleko w tyle. Trwają prace nad wykorzystaniem 5G w systemach dowodzenia i logistycznych. Wyraźna jest tutaj różnica w doktrynach sił zbrojnych obu mocarstw. Dla Chin priorytetem jest obrona własnego terytorium i strefy wpływów, a większość potencjalnych konfliktów znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie. Amerykanie z racji swojego położenia kładą nacisk na działania ekspedycyjne, a sprawnie funkcjonujące zaopatrzenie jest wówczas kluczowym warunkiem sukcesu.

Sieć 5G nierozerwalnie łączy się z rosnącym wykorzystaniem na polu walki systemów bezzałogowych, zwanych potocznie dronami. Chiny weszły już do światowej czołówki w produkcji różnego rodzaju bezzałogowych aparatów latających wraz z przeznaczonym specjalnie dla nich uzbrojeniem. Chińskie drony z racji przystępnej ceny i swobodnej polityki sprzedaży zdobywają coraz większą popularność, zwłaszcza wśród państw które ze względów finansowych, lub politycznych nie mogą sobie pozwolić na kupno sprzętu amerykańskiego. W tym gronie znalazły się nawet państwa uznawane za sojuszników USA, takie jak Arabia Saudyjska i Egipt.

Roje mikroterminatorów

Osobną kwestią jest porównanie bojowej skuteczności dronów chińskich i amerykańskich. Tutaj niestety brak dostępnych danych, wydaje się jednak, że Amerykanie mimo wszystko utrzymują przewagę. Pewien obraz dają testy nad bezzałogowcami operującymi w rojach. W październiku 2016 USA przeprowadziły test roju 103 mikrodronów. Niecały rok później, w sierpniu 2017, w analogicznej próbie w Chinach wykorzystano 119 minidronów. Wbrew pozorom różnica między obydwoma wydarzeniami jest duża. Chińczycy użyli przeprogramowanych, komercyjnych dronów X-6 Skywalker, operujących w jednorodnym zespole. Amerykanie postawili poprzeczkę wyżej, ich od początku projektowane do militarnego wykorzystania Perdixy współdziałały z trójką myśliwców F/A-18F.

Zarówno dronów jak i sieci 5G dotyczą prace nad SI. Już teraz panuje przekonanie, że sztuczna inteligencja będzie głównym polem wyścigu zbrojeń w przyszłości. Chiny uchodzą za światowego lidera w tych pracach, ale prawda wygląda nieco odmiennie. W zakresie badań nad SI chińskim wnioskodawcom przyznano w 2017 roku 641 patentów, amerykańskim tylko 131. Jednak gdy wziąć pod uwagę prace nad systemami uczącymi się, sytuacja staje się bardziej wyrównana. W 2017 Amerykanie otrzymali 882 patentów, Chińczycy 771.

Przewaga Chin leży w lepszej organizacji i definicji celów. Firmy pracujące nad SI, w tym takie giganty jak Alibaba, Tencent i Baidu, mogą liczyć na szerokie wsparcie ze strony państwa. Jeszcze dalej poszły Beijing Institute of Technology (BIT) i potentat przemysłu zbrojeniowego Norinco, które na początku roku akademickiego 2018/2019 zainicjowały specjalny program czteroletnich studiów dotyczących „inteligentnych systemów uzbrojenia”. Celem programu jest wykształcenie przyszłych specjalistów dla branży zbrojeniowej, od samego początku obeznanych z możliwościami wysokich technologii, w tym SI.

W dziedzinie większych systemów laserowych przeznaczonych np. do zwalczania dronów, pocisków rakietowych, artyleryjskich i moździerzowych (C-RAM) mimo prezentacji kilku modeli Chiny są raczej światowym średniakiem

Obie strony nie różnią się bardzo w podejściu do militarnego wykorzystania sztucznej inteligencji. Pomimo pojawiających się od czasu do czasu w mediach wieści o pracach nad Terminatorem, autonomiczne bojowe systemy bezzałogowe to nadal kwestia dalszej przyszłości. Obecnie nacisk kładziony jest na systemy obserwacji, dozoru i analizy danych oraz systemy dowodzenia zdolne podpowiadać i odciążać oficerów. Te ostatnie łączą się z wdrażaniem rzeczywistości rozszerzonej, a wedle wszelkich dostępnych danych Amerykanie mają na tym polu przewagę. Bardziej ofensywne podejście zakłada natomiast wykorzystanie SI do działań bojowych i wywiadowczych w cyberprzestrzeni. Przy coraz większym znaczeniu systemów wirtualnych dla naszego codziennego życia, takie sztuczne inteligencje mogą być bardziej niebezpieczne niż horda terminatorów. Trwają też prace nad wykorzystaniem SI w systemach naprowadzanie pocisków manewrujących.

Przyszłość artylerii

Polem na którym Chińczycy wyraźnie odskoczyli są natomiast technologie kwantowe. Oferują one skokowy wzrost mocy obliczeniowej komputerów, konieczny do obsługi SI, jednak jeszcze większe nadzieje wiązane są z komunikacją kwantową. Zakodowanie informacji w wiązce światła czyni ją przy obecnym poziomie techniki niemożliwą do przechwycenia w całości i odszyfrowania. Komunikacja kwantowa umożliwia również szybki transfer danych na duże odległości w czasie rzeczywistym. W 2017 przeprowadzono udaną, trwającą 75 minut „kwantową rozmowę” na linii Pekin – Wiedeń. W Chinach działa już eksperymentalna rządowa kwantowa sieć łączności. Trwają także prace nad eksperymentalną siecią lokalną. Jej pierwszym użytkownikiem miałyby być władze lokalne, a po rozszerzeniu dostępności także przedsiębiorcy.

Spośród bardziej medialnych typów uzbrojenia Chińczycy wysforowali się do przodu w dwóch kategoriach: działach elektromagnetycznych i ręcznej broni laserowej. Działo elektromagnetyczne uważane jest za przyszłość artylerii. Wykorzystanie do miotania pocisków pola elektromagnetycznego pozwala na znaczące uproszczenie konstrukcji samego działa, jak i amunicji. Inna nie mniej ważna zaleta to wysoka prędkość początkowa pocisków przekładająca się na ich większą energię kinetyczną i zasięg, w wypadku większych egzemplarzy obliczany na 300-400 km i więcej.

Amerykańska marynarka wojenna zainwestowała w projekt działa elektromagnetycznego olbrzymie pieniądze jednak rezultaty ciągle nie pozwalają na wdrożenie go do służby. Tymczasem Chińczycy najprawdopodobniej już od lutego 2018 prowadzą próby morskie swojego działa elektromagnetycznego. Przyczyna sukcesu leży w skromniejszych wymaganiach. Amerykanie od początku kładli nacisk na stworzenie „artylerii głównej”, tymczasem z dostępnych materiałów wynika, że Chińczycy postanowili najpierw przetestować mniejszy egzemplarz i tą drogą zdobyć niezbędne doświadczenia.

Na blastery poczekamy

Dość podobnie wygląda sprawa z ręczną bronią laserową. Ambitny amerykański projekt PHASR utknął w miejscu, a jego aktualny status jest nieznany. Z kolei chiński karabinek laserowy ZKZM-500 przedstawiany jest jako niemal gotowy do produkcji seryjnej. Broni jednak daleko do blasterów z „Gwiezdnych Wojen”. Przy obecnej mocy, strzał z ZKZM-500 może przepalić ubranie i doprowadzić do bolesnych poparzeń. Zadanie bardziej poważnych obrażeń, z „przestrzeleniem ciała na wylot”, wymaga długotrwałego wystawienia celu na działanie wiązki laserowej, a o to w warunkach bojowych trudno. Tutaj pojawia się pytanie jak można wykorzystać laserowe karabinki na polu walki. Odpowiedzi na to pytanie jeszcze nikt nie znalazł, chociaż najczęściej wskazuje się na oślepianie wrogich systemów obserwacji. W Chinach także podchodzi się do ZKZM-500 ostrożnie. Karabinek skierowano do próbnej eksploatacji nie w wojsku, a paramilitarnej Zbrojnej Policji Ludowej, ale miano go tam przyjąć bez wielkiego entuzjazmu.

Autonomiczny dron operujący na polu walki jest nieporównanie bardziej skomplikowany niż samochód bez kierowcy

Z kolei w dziedzinie większych systemów laserowych przeznaczonych np. do zwalczania dronów, pocisków rakietowych, artyleryjskich i moździerzowych (C-RAM) mimo prezentacji kilku modeli Chiny są raczej światowym średniakiem. Czołówkę tworzą Niemcy i Amerykanie. Głównym problemem w wypadku broni laserowej i dział elektromagnetycznych jest skonstruowanie odpowiednio wydajnych i kompaktowych źródeł zasilania. Bez nich niemożliwe będzie upchnięcie całego systemu w ciasnym wnętrzu okrętu, o wozie bojowym, czy samolocie nie wspominając. Największe możliwości oferują na razie okręty wojenne, gdzie jest więcej miejsca, a bardzo prądożerne systemy można podłączyć do stosunkowo wydajnego układu energetycznego. Stad też obecne prace koncentrują się na uzbrojeniu okrętowym i ono jako pierwsze ma wejść do służby.

Stany Zjednoczone jak widać zachowują pewną przewagę, a przynajmniej bardzo nie odstają na polu wysokich technologii. Osobną kwestią jest wykorzystanie nowych rozwiązań i ich integracja z istniejącymi strukturami. Patrząc całościowo, USA nadal zachowują znaczącą przewagę nad Chinami i resztą świata. Nie przeszkadza to jednak Pentagonowi i koncernom zbrojeniowym straszyć groźbą utraty tej przewagi (edge). Mimo pozorów jest to coś więcej niż wypadkowa interesów poszczególnych grup i lobbies. Amerykańscy wojskowi uznali, że wobec nadchodzącej rewolucji w sposobie prowadzenia działań wojennych lepiej stanąć na jej czele, niż paść jej ofiarą.

Niemniej wojna w stylu science-fiction to jeszcze odległa sprawa. Wszystkie opisane w artykule technologie, mimo znaczących postępów są ciągle bardzo niedojrzałe. Autonomiczny dron operujący na polu walki jest nieporównanie bardziej skomplikowany niż samochód bez kierowcy. Jeden z chińskich badaczy pracujących nad SI wspomagającą system dowodzenia atomowych okrętów podwodnych porównał swoja pracę do „upychania słonia w pudełku na buty”. Przed naukowcami i inżynierami jeszcze długa droga, wymagająca olbrzymich nakładów finansowych. Bronie przyszłości pochłoną wielkie pieniądze, chociażby z tego powodu, że wojskowi jeszcze nie wiedzą czego tak naprawdę chcą i często zmieniają wymagania.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, szef działu Aktualności portalu Konflikty.pl. Od 2009 r. związany z Centrum Studiów Polska–Azja, gdzie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, konfliktami oraz zbrojeniami.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Nowy wyścig zbrojeń. Terminator i blastery coraz bliżej”

  1. Georealista pisze:

    Warto zapoznać się choćby z omówieniem świeżo ujawnionej antologii wizji futurystycznych „pola walki 2036” z …2016 [https://www.defence24.pl/nato-ujawnia-wizje-wojny-w-2036-roku] a najlepiej zapoznać się z dokumentem źródłowym [https://www.act.nato.int/images/stories/events/2012/fc_ipr/visions-of-warfare-2036.pdf]. Wydawcą pod znakiem NATO był Allied Command Transformation…swoisty znak czasów… Moim zdaniem to próba „rozszerzenia pola widzenia” całej problematyki RMA, próba „dotarcia do mentalnych granic” – a jednocześnie próba wyważenia i wyskalowania wielowektorowych zagadnień i ich powiązań. Co do strategii Chin – jest prosta: ucieczka do przodu, zostawienie starego sprzętu, „starych zabawek” dających podstawę globalnego „porządku dziobania” i ustawienie go na nowo – już nowymi zasobami RMA [Revolution in Military Affairs]. Sytuacja przypomina okres po wodowaniu HMS Dreadnought – gdy Wielka Brytania po świeżych doświadczeniach Cuszimy [i przez zaangażowanie Fishera] chciała tym rewolucyjnym okrętem [„tylko wielkie działa”, turbiny, „all or nothing” opancerzenia tylko priorytetowych funkcjonalnie części kadłuba…choć z tym akurat u Brytów nie wyszło zbyt konsekwentnie..a przynajmniej Niemcom to lepiej wyszło.] „ustawić pole gry” i utwierdzić swoją pozycję „władczyni mórz” – zaś zdeklasowanie i de facto odesłanie do II linii dotychczasowych pancerników [paradoksalnie zwłaszcza SWOICH – których Brytania miała właśnie najwięcej wg „two power standard”], to właśnie wywołało u Niemców triumfalne przekonanie, że zaczynają konfrontacyjny wyścig zbrojeń na morzu [i ustawianie „porządku dziobania”] niejako „od zera” – i pchnęło do budowy Hochseeflotte… co zaowocowało spięciem zasadniczym UK-Germania, odwróceniem Rosji od Niemiec na rzecz tandemu UK-Francja [który to tandem zapomniał o rywalizacji na morzu – o antybrytyjskich ambicjach „nowej szkoły”]….z finałem wybuchu Wielkiej Wojny w 2014…gdzie zamach w Sarajewie był tylko „wyzwalaczem” beczki prochu zbudowanej na wyścigu zbrojeń i spirali konfrontacyjnej dwóch antagonistycznych bloków…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz