Newsletter

Niepełnosprawny rynek pracy niepełnosprawnych

W Polsce pracuje niewiele ponad pół miliona osób niepełnosprawnych spośród około dwóch milionów w wieku produkcyjnym. W UE średni odsetek jest dwukrotnie wyższy. Jak to zmienić?

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Niewidomy masażysta, niesłyszący grafik komputerowy czy kelner z niepełnosprawnością intelektualną – w Polsce wciąż takie sytuacje należą do rzadkości. W Europie Zachodniej statystycznie wygląda to dwa razy lepiej. Z danych przedstawionych w październiku 2017 roku w Sejmie przez Krzysztofa Kacę, Naczelnika Wydziału ds. Projektów w Departamencie Programów Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) wynika, że obecnie aktywnych zawodowo jest niespełna 27 proc. osób z niepełnosprawnościami w wieku produkcyjnym. Jednakże ich zatrudnienie rośnie bardzo powoli. Co roku to wzrost o około jeden punkt procentowy. W 2006 roku wskaźnik wynosił 16 proc., zaś w 2014 – 24,1 proc. Tempo zatem jest podobne, niezależnie od ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju.

W efekcie mamy mnóstwo podopiecznych warsztatów terapii zajęciowej czy zakładów aktywności zawodowej, którzy jednak często albo na rynek pracy nie trafiają, albo się na nim nie odnajdują

Analizując problem, można dojść do wniosku, że istnieje pięć generalnych powodów niskiego poziomu aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych w Polsce. Z każdego z nich można wydzielić jeszcze więcej przyczyn, zależnych m.in. od danego regionu. Często zresztą powody się przenikają.

Po pierwsze: niechęć do pracy

W pierwszym kwartale 2017 roku PFRON przeprowadził „Badanie potrzeb osób niepełnosprawnych”, z którego raport został opublikowany w sierpniu. Skupiono się na pięciu grupach osób niepełnosprawnych: chorujących psychicznie, z upośledzeniem umysłowym, dysfunkcją wzroku, słuchu oraz ruchu. Starano się spojrzeć na kwestie związane z aktywnością społeczno-zawodową z ich punktu widzenia. Obraz wyłaniający się z dokumentu jest dramatyczny. Nie dość, że sytuacja życiowa osób niepełnosprawnych generalnie nie jest dobra, a ich potrzeby nie są realizowane przez władze, to jeszcze sami niepełnosprawni mało robią, by to zmienić. Dotyczy to szczególnie kwestii zawodowych. „Wśród osób objętych badaniem aż 84 proc. przyznaje wprost, że nie poszukują aktywnie pracy” – piszą autorzy raportu.

To o tyle dziwne, że świadczenia socjalne w Polsce nie należą do wysokich. Przykładowo renta socjalna to kwota niespełna 750 zł netto, a zasiłek pielęgnacyjny od niemal dwóch dekad wynosi zaledwie 153 zł. A jednak dla wielu osób są to pieniądze wystarczające. Zwłaszcza jeśli nie mieszkają one same i mogą liczyć na wsparcie pozostałych domowników, a w szczególności – jeżeli pomoc z ich strony ma charakter wyłącznie finansowy. Rodzina nie zachęca wówczas do edukacji i nie dodaje wiary we własne możliwości. Trudno wtedy wymagać motywacji w kształceniu i chęci podjęcia pracy.

Inna sprawa to kulejący system edukacji włączającej. W Europie Zachodniej standardem jest integracja najmłodszych niepełnosprawnych ze zdrowymi rówieśnikami. A jeśli to niemożliwe – specjalne placówki edukacyjne kształcą osoby z cięższą niepełnosprawnością z nastawieniem na ich późniejsze zatrudnienie. W Polsce w dalszym ciągu istnieje bardzo niewielu trenerów pracy, przydatnych w kształceniu zawodowym osób niepełnosprawnych intelektualnie. W efekcie mamy mnóstwo podopiecznych warsztatów terapii zajęciowej czy zakładów aktywności zawodowej, którzy jednak często albo na rynek pracy nie trafiają, albo się na nim nie odnajdują.

Po drugie: pułapka rentowa

Trudno też o motywację w poszukiwaniu pracy w sytuacji, gdy nie zachęca do tego system świadczeń socjalnych. Wiele osób nie pracuje, gdyż obawia się wpaść w tzw. „pułapkę rentową”. Ma ona dwojaki charakter. Bezpośredni to zawieszenie renty przy osiągnięciu dochodu powyżej wyznaczonego pułapu. W przypadku renty socjalnej – pobieranej przez ok. 270 tys. osób – jest to 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Wskaźnik ten aktualizowany jest co trzy miesiące. Jeśli więc taki rencista w maju 2018 roku zarobi choćby o jeden grosz ponad kwotę 3161,70 zł brutto, to w kolejnym miesiącu na jego konto nie wpłynie z ZUS-u ani złotówka. Dodajmy, że mowa tu nie tylko o zarobkach z tytułu zatrudnienia (również na podstawie umów cywilnoprawnych), ale także przychodach z pobranego zasiłku chorobowego, macierzyńskiego, opiekuńczego oraz wyrównawczego. I choć tego rodzaju zarobki w uboższych regionach kraju często stanowią granicę nie do osiągnięcia, to w dużych miastach są całkiem realne.

Często wystarczy jedynie odpowiednio wyposażyć stanowisko pracy, aby odpowiadało potrzebom konkretnej osoby niepełnosprawnej

Niestety nie należy spodziewać się zmian. Posłowie ruchu Kukiz’15 złożyli wprawdzie projekt ustawy podnoszący wspomniany próg do 130 proc. przeciętnego wynagrodzenia, ale rząd odniósł się do tego projektu negatywnie. Jak można przeczytać w uzasadnieniu: „przesłanki nabycia prawa do renty socjalnej oznaczają, że renta przeznaczona jest dla osób, które z powodu wcześnie powstałej niezdolności do pracy nie miały możliwości podjęcia pracy zawodowej i nabycia własnych uprawnień do renty z tytułu niezdolności do pracy, a często nawet zdobycia jakichkolwiek kwalifikacji zawodowych”. Byłoby to więc – zdaniem rządu – niesprawiedliwe i drogie, bo warte ponad 13 mln zł rocznie plus jednorazowe koszty przesyłek pocztowych ze stosowną informacją do wszystkich rencistów socjalnych.

Ale „pułapka rentowa” to również strach przed odebraniem prawa do renty. Znane są przypadki, że lekarze orzecznicy ZUS nie przyznawali rent na kolejny okres, uznając za zdolne do pracy osoby, które albo w międzyczasie podjęły zatrudnienie, albo pracowały przez pewien okres. Łatwo więc o zniechęcenie w poszukiwaniu pracy, gdy dana osoba ma perspektywę utraty świadczenia rentowego. Świadczenia, które nie tylko rekompensuje wyższe koszty życia związane np. z koniecznością stałej rehabilitacji czy zażywania leków, ale stanowi także zabezpieczenie przed niestabilnością zatrudnienia.

Po trzecie: system orzecznictwa

Ta przyczyna również ma swoje korzenie w ZUS-ie, ale i innych instytucjach orzekających o niepełnosprawności. To rzecz najbardziej skomplikowana i zarazem najbardziej wymagająca reformy. W skrócie: dokumenty wydawane przez te podmioty skupiają się bardziej na ograniczeniach aniżeli potrzebach poszczególnych osób. W efekcie wiele osób ma wpisany w nich zwrot „niezdolny do pracy” lub „zdolny do pracy w warunkach pracy chronionej”. Tym samym zarówno sami zainteresowani, jak i niestety często pracodawcy, wychodzą z założenia, że danej osoby zatrudnić po prostu nie można.

Ale zazwyczaj to nieprawda. Często wystarczy jedynie odpowiednio wyposażyć stanowisko pracy, aby odpowiadało potrzebom konkretnej osoby niepełnosprawnej. Bywa, że nie wymaga to praktycznie żadnych kosztów, a gdyby nawet, wsparcie państwa w tym zakresie jak najbardziej jest możliwe. Obecnie trwają prace nad nowym systemem orzecznictwa, uwzględniającym nie tylko bariery, ale i potrzeby danej osoby. Nowe regulacje jednak wejdą w życie najwcześniej w przyszłym roku.

Po czwarte: podejście pracodawców

Tutaj możemy wydzielić kilka podgrup. Zdecydowanie najczęściej wśród nich spotykane jest podejście, które można streścić słowami „Zatrudnię z orzeczeniem, nie niepełnosprawnego”. Najbardziej widać to w branżach, które wykrystalizowały się jako wręcz przypisane do zatrudniania osób niepełnosprawnych – ochrona i sprzątanie.

Rzecz następna to z reguły bardzo niskie wynagrodzenia wypłacane pracownikom z niepełnosprawnościami. Większość z nich zarabia pensję minimalną (obecnie 2100 brutto) bądź niewiele większą. Dochodzi często do sytuacji groteskowych, kiedy pracodawcy protestują przeciw podnoszeniu płacy minimalnej przez rząd argumentując, że zmiany te uderzą właśnie w niepełnosprawnych pracowników. Dodać trzeba, że wiele firm korzysta z systemu dofinansowań do wynagrodzeń tych podwładnych, które wypłaca PFRON. System jest bardzo rozbudowany i uzależniony od stopnia niepełnosprawności oraz rodzaju schorzenia. Można w nim uzyskać od 400 do 2400 zł na daną osobę miesięcznie.

Inną sprawę stanowią uprzedzenia, jakie pracodawcy wciąż często mają wobec osób z niepełnosprawnościami. Niekiedy ich korzenie tkwią we wcześniejszych doświadczeniach z pracy z takimi osobami. Pracodawcy żywią obawy, że niepełnosprawny pracownik będzie nieefektywny, leniwy czy wręcz dezorganizujący pracę w zakładzie. Boją się, że często będzie brał zwolnienia lekarskie. Części pracodawców przeszkadzają też przywileje, jakie z mocy prawa mają niepełnosprawni pracownicy. Zalicza się do nich m.in. krótszy dzień pracy (nie dotyczy to pilnowania mienia) czy dodatkowy urlop wypoczynkowy w wymiarze 10 dni na rok.

Coraz częściej dochodzi też do patologii. Niedawno inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy przyznali podczas obrad sejmowej komisji ds. kontroli państwowej, że osoby z dysfunkcjami nie zawsze dobrowolnie występują do lekarzy o zgodę na wykonywanie obowiązków służbowych powyżej siedmiu godzin dziennie i 35 tygodniowo. Bywa, że pracodawcy – zwłaszcza gdy kończy się umowa na czas określony – wywierają presję na podwładnych, by ci występowali z wnioskami do lekarzy o zgody na standardowy czas pracy. Podsuwają im nawet gotowe oświadczenia woli, wymuszając deklarację chęci pracy w normalnym wymiarze ośmiu godzin na dobę. Od tego pracodawcy uzależniają dalszą współpracę.

Po piąte: wsparcie państwowe i samorządowe

W przypadku państwa – poza przypadkami, o których powyżej – ma to odzwierciedlenie przede wszystkim w ustawie o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Akt ten doczekał się niemal stu nowelizacji, a obecnie trwają prace nad kolejną. Każda z nich to usiłowanie pogodzenia generalnej polityki rządu z oczekiwaniami pracodawców oraz strony społecznej. Pracodawcy chcą maksymalnego obniżenia swoich kosztów przy jednoczesnym utrzymaniu, o ile nie zwiększeniu, wsparcia ze środków centralnych. Stronę społeczną, reprezentowaną m.in. przez Kongres Osób z Niepełnosprawnościami, interesuje wszystko, co ma pomóc w osiągnięciu tzw. niezależnego życia. Rząd zaś chce wydawać mało, aby osiągać duże efekty statystyczne.

Bywa, że pracodawcy – zwłaszcza gdy kończy się umowa na czas określony – wywierają presję na podwładnych, by ci występowali z wnioskami do lekarzy o zgody na standardowy czas pracy. Podsuwają im nawet gotowe oświadczenia woli, wymuszając deklarację chęci pracy w normalnym wymiarze ośmiu godzin na dobę

Osobny temat stanowią samorządy. Podstawą ich działań na rzecz osób niepełnosprawnych jest ustawa o pomocy społecznej. Akt, który w gruncie rzeczy wymaga od samorządów bardzo niewielu rzeczy, choćby uchwalenia programów aktywizacyjnych, z których faktycznie nikt nie jest rozliczany. Rzadko zwraca się uwagę na to, że właśnie od samorządu zależy prowadzenie prawdziwego niezależnego życia. To on bowiem organizuje komunikację publiczną na swoim terenie czy też prowadzi inwestycje ważne dla wszystkich mieszkańców. Co prawda istnieją samorządy, które wychodzą ponad oczekiwania ustawowe, ale wciąż jest ich niewiele. Honoruje je co roku Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego w swoim konkursie „Samorząd Równych Szans”.

Jak to się robi za Odrą?

Cały czas jednak mowa o problemach, które na Zachodzie są znacznie mniejsze. Na przykład w Niemczech głównym podmiotem finansującym pomoc dla osób niepełnosprawnych na rynku pracy jest Federalna Agencja Pracy. Oferują takie wsparcie także instytucje ubezpieczeniowe, rehabilitacyjne, agencje integracji i pomocy społecznej. Ich skuteczność jest wysoka. Przykładowo centra rehabilitacji zawodowej, działające na gruncie medycznym, psychologicznym, zawodowym i społecznym, chwalą się efektywnością na poziomie 70 proc. uczestników programu, które znajdują zatrudnienie najpóźniej po roku od jego rozpoczęcia. Osoba niepełnosprawna w Niemczech otrzymuje przez 24 miesiące wsparcie szkoleniowe przygotowujące do wykonywania pracy. Jeśli objęta jest programem wspomaganego zatrudnienia (skierowanego do osób zdolnych do pracy w warunkach chronionych), wówczas przez trzy lata korzysta z osobistego trenera pracy. Niepełnosprawni mają prawnie zapewniony preferencyjny dostęp do ofert zatrudnienia, specjalne ulgi podatkowe oraz elastyczny czas pracy. Mogą także łączyć pobieranie renty i zasiłków z pracą w niepełnym wymiarze godzin.

Osoba niepełnosprawna w Niemczech otrzymuje przez 24 miesiące wsparcie szkoleniowe, przygotowujące do wykonywania pracy. Jeśli objęta jest programem wspomaganego zatrudnienia (skierowanego do osób zdolnych do pracy w warunkach chronionych), wówczas przez trzy lata korzysta z osobistego trenera pracy

Niemieckim pracodawcom zatrudnianie osób niepełnosprawnych po prostu się opłaca. Mogą oni liczyć na dopłaty do pensji tych podwładnych oraz dofinansowanie adaptacji stanowiska pracy do szczególnych potrzeb takiego pracownika. A gdy firma chce zwolnić osobę z niepełnosprawnościami, musi powiadomić o tym agencję zatrudnienia. Ta zazwyczaj podejmuje próbę zachowania dla niepełnosprawnego miejsca pracy lub szuka dlań innego przedsiębiorstwa. Można mówić, że Polska to nie Niemcy i trudno oczekiwać, by wszystkie rozwiązania zza Odry zostały przeniesione na nadwiślański grunt. Tam jednak – podobnie jak w innych państwach Europy Zachodniej – to się po prostu sprawdza. Warto więc przynajmniej spróbować.