Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Niemcy to „straszni mieszczanie” Europy

Nasi zachodni sąsiedzi stali się państwem kupieckim, które umie robić ekonomiczne interesy i prowadzić politykę handlową, ale przestały być państwem, które potrafi prowadzić politykę zagraniczną
Marek Cichocki Publicysta, filozof i germanista, redaktor naczelny „Teologii Politycznej”   Stały się państwem kupieckim, które umie robić ekonomiczne interesy i prowadzić politykę handlową, ale przestały być państwem, które potrafi prowadzić politykę zagraniczną czy bezpieczeństwa.   Podczas zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad Ukrainą zginęło czterech obywateli RFN. Dlaczego niemiecki rząd tak słabo reaguje na tę sytuację? Trzeba odróżnić opinię publiczną od polityków i innych aktorów, którzy mają wpływ na politykę wschodnią. Krytyczna postawa mediów i opinii publicznej wobec Putina jest coraz bardziej widoczna, jednak za tym nie muszą iść implikacje polityczne. Z drugiej strony mamy do czynienia z coraz większą niechęcią do Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza po aferze Snowdena. To nie może specjalnie dziwić – także jeśli chodzi o wykrycie dwóch amerykańskich...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Zarejestruj się
Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.
Świat intelektualny – od uniwersytetów po media – nie nadąża dziś za gwałtownymi przemianami rzeczywistości politycznej, gospodarczej i społecznej, opisując je za pomocą kategorii z poprzednich epok. To zasadniczo obniża jakość rządzenia, które musi rozstrzygać dylematy przy użyciu wiedzy dostępnej w danej chwili. Deficyt tej ostatniej zwiększa ryzyko decyzji błędnych lub wręcz katastrofalnych, jak również – dominacji fałszywych ideologii. Polski dotyczy to w stopniu szczególnym, ze względu na trudne położenie geopolityczne i słabość intelektualną (uniwersytetów, mediów, think tanków).

Komentarze

2 odpowiedzi na “Niemcy to „straszni mieszczanie” Europy”

  1. [ja!] pisze:

    Także jeśli chodzi -> Tak że jeśli chodzi (!)
    ——————————————————————————————
    Swoją drogą ciekawe, na ile faktycznie powstał DDR-owski sojusz Merkel-Putin, który bezpieczeństwo Niemiec powierzy w ręce Rosji zamiast USA… I ciekawe, które ogniwo tego sojuszu padnie jako pierwsze — duet „Merkozy” pracował znacznie krócej, niż nim straszono…

  2. Samotus pisze:

    Zgadzam się z Pana stwierdzeniami, Panie Cichocki, ale sadze, ze polskie elity polityczne, o ile są do tego zdolne, winny wyciągnąć wnioski polityczne. Przede wszystkim, Niemcy wykazały, ze nie nadają się na lidera Unii Europejskiej – ani gospodarczego, ani już tym bardziej politycznego. Polityka autarkii ekonomicznej służy bieżącym interesom Niemiec, ale na krótka metę, bo niszczy rynki zależnych od Niemiec gospodarek pozostałych państw UE. USA wylazły, ze polityka sterowanego keynesizmu jest skuteczna i znacznie zwiększyła wzrost dochodu narodowego, ale przede wszystkim innowacyjność i spowodowała stopniowy powrót „outsourcingowców”, szczególnie wyższych technologii. Polskie pole manewru jest niewielkie, nazbyt jesteśmy uzależnieni od Niemiec ekonomicznie, ale jest – np. wzorem Włochów można zastosować dopłaty do nowych samochodów produkowanych np., co najmniej w 50% w Polsce, na złom wprowadzić restrykcyjne ograniczenia techniczne i czasowe (np. wysokie ubezpieczenie). Będzie nieco krzyku, ale szybko minie, biznes można robić na nowych warunkach.
    Współpraca militarna Niemiec i Francji godzi bezpośrednio w bezpieczeństwo Polski. Po co więc kupujemy złomowane w RFN „Leopardy”? Bo są wygodniejsze? Może czas na wspólny projekt polsko – skandynawski w budowie śmigłowców bojowych?
    Niemcy bardzo chcą dogodzić Rosji – może oddali by w tej sytuacji Kanał Kiloński łącznie z Szlezwikiem – Prusy zagarnęły te tereny Danii dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Co ciekawsze, Dania miała gwarancje o nienaruszalności swych granic uchwalone przez rządy Austrii, Francji Wielkiej Brytanii, Rosji i Szwecji (protokół w Londynie z dnia 2 sierpnia 1850 roku). Jak pamiętamy takie gwarancja miała też Ukraina, także podpisane przez Rosję. Dla Moskwy Szlezwik byłoby lepszym rozwiązaniem: wyjście na otwarty ocean. Krym jest położony nad morzem zamkniętym cieśninami. Z Kilonii mogliby sobie robić desanty bojowe mistralami np. na wybrzeża Francji, – po co kupować tam wino, jak je można sobie zabrać. Taka Polska czy Ukraina to tylko zboża i ziemniaki, nie mówiąc o nerwowych mieszkańcach.
    Zaprezentowałem powyżej zachodnioeuropejskie myślenie o wschodniej Europie, jako dzikich polach, na których Rosja może sobie robić, co chce, byle by dostarczała ropę a w zamian kupowała maszyny i broń. Proponuję przeniesienie „dzikich pól” na zachód od Odry.
    Afera Snowdena to „afera” niemiecko – rosyjska. Wszystkie wywiady podsłuchują – czy to się nam podoba, czy nie, taki ich zawód, skądś muszą mieć informacje, zawsze to robiły, robą i robić będą. Oczywiści dziś skala jest większa – to łączność internetowa, komórki mają zasięg globalny. Podsłuchać jest dziecinnie łatwo, problemem jest wyłapanie podejrzanych informacji za pomocą złożonych algorytmów. Na szeroka skalę stosują je firmy handlowe – każdy z nas pisząc do cioci o konieczności kupienia nowych butów, może być pewien, że zaraz otrzyma na swój PCet jakąś niewinną ofertę. Snowdena nagłośniono, aby wykazać swoją antyamerykańskość – rozumiem Niemców, USA razem z Rosją zlikwidowały ich demokratycznie wybranego Hitlera, ale taka Francja, bez D-Day i tysięcy poległych Amerykanów, pewnie dziś w Paryżu mówiono by po niemiecku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz