Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Nie wolnością słowa, ale umową w internetową cenzurę

Zablokowanie kont Donalda Trumpa (i innych, głównie konserwatywnych profili) przez Twittera oraz Facebooka nie narusza konwencjonalnie rozumianej wolności słowa. Możliwe, że narusza umowy zawarte przez te platformy z użytkownikami
Wesprzyj NK
Po zablokowaniu kont Donalda Trumpa na Twitterze i Facebooku część amerykańskiej prawicy uskarża się na rzekome pogwałcenie wolności słowa. W te tony uderzyli np. senator Steve Daines oraz syn ustępującego prezydenta Donald Trump Jr. Z gruntu zbliżoną opinię, choć z większą dozą umiaru, wyraziła również kanclerz Merkel. W Polsce podobne stwierdzenia padły m. in. ze strony premiera Morawieckiego czy ministra Andruszkiewicza. Dość nieoczekiwanie w sukurs przyszli im ludzie z centrum lub centrolewicy: Paweł Zalewski i Władysław T. Bartoszewski zgodnie twierdzą, że decyzje platform społecznościowych naruszyły konstytucyjne gwarancje swobody wypowiedzi. Facebook, Twitter i inni właściciele mediów społecznościowych funkcjonują de facto wedle znanego w internecie od lat 90. modelu właścicielskiego despotyzmu Opinie te są zrozumiałe nie tylko w świetle niedawnego zablokowania kont...

Chcesz uzyskać darmowy dostęp do całości materiału?

Zaloguj się do swojego konta lub utwórz nowe konto i zapisz się do newslettera

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, ekonomista związany z Instytutem Misesa. Konsultant strategiczny. Doktorant na uniwersytetach w Bolonii, Hamburgu i Rotterdamie. Laureat International Vernon Smith Prize 2016

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo