Moskwa a wybór Zełenskiego

Zasadniczym powodem, dla którego Moskwa rozważa możliwość normalizacji, jest ugruntowane wśród jej elit przekonanie, że bez zmiany w relacjach z Ukrainą nie będzie możliwe odprężenie z Unią Europejską

Mija już drugi dzień od zwycięstwa w ukraińskich wyborach Wołodymira Zełenskiego, a Moskwa nadal nie złożyła prezydentowi–elektowi życzeń i gratulacji. Wyjaśnienia rzecznika Kremla, Dmitrija Pieskowa, że powodem jest oczekiwanie na oficjalne rezultaty wyborów, nie brzmią wiarygodnie i skłaniają do spekulacji na temat przyczyn takiego zachowania, ale przede wszystkim do postawienia pytania: czy stosunki Ukrainy z Rosją zmienią się w nadchodzących miesiącach?

Media zwykły kwalifikować Zełenskiego jako polityka znacznie bardziej strawnego dla Kremla niż jego poprzednik, i być może zwolennika jakiejś formuły poprawy relacji. Decydować miało o tym wiele uznanych za prorosyjskie wypowiedzi nowego prezydenta Ukrainy z kampanii wyborczej i z czasów, kiedy znany był jako artysta estradowy. Takie, jak choćby nazwanie tomosu „termosem”, określenie separatystów z Donbasu mianem „powstańców”, niezbyt przychylny stosunek do Stepana Bandery, czy szerzej – polityki historycznej poprzedniej ekipy, oraz krytyczny stosunek wobec polityki preferencji dla języka ukraińskiego. Sam Zełenski jest zresztą rosyjskojęzyczny, co w oczach Rosjan jest plusem.

Igor Iwanow, były rosyjski minister spraw zagranicznych, a dziś prezes wpływowej Rady ds. Polityki Zagranicznej, napisał, że Ukraina sama nie poradzi sobie z dławiącym ją kryzysem gospodarczym i aby sytuacja się nie pogarszała, „potrzebna jest aktywna międzynarodowa polityka stabilizowania sytuacji” – pomoc przede wszystkim o charakterze ekonomicznym

Jednym z powodów wstrzemięźliwości Kremla, jak się w Moskwie spekuluje, mogły być słowa wypowiedziane przez Zełenskiego już po ogłoszeniu w wieczór wyborczy wyników narodowego exit poll, które dawały mu pewność zwycięstwa. Miał on powiedzieć wówczas, zwracając się do społeczeństw państw z obszaru postsowieckiego, „wszystko jest możliwe”, co niektórzy odebrali jako próbę eksportu „pomarańczowych” idei na inne obszary, również do Rosji.

Wydaje się jednak, że Moskwa wysłała jeszcze przed ukraińskimi wyborami oraz zaraz po nich szereg „balonów próbnych” i teraz czeka na gesty ze strony prezydenta-elekta, potwierdzające wolę rozpoczęcia poważnych rozmów. Jednym z nich była wypowiedź byłego prezydenta Ukrainy, Łeonida Krawczuka, który wezwał nowe władze w Kijowie do zdjęcia „z powodów humanitarnych” ukraińskiej blokady Krymu. Dmitrij Miedwiediew napisał na swej stronie w jednym z portali społecznościowych już w kilkanaście godzin po ukraińskich wyborach, że jego zdaniem „szanse na poprawę wzajemnych relacji istnieją”. Koniecznym tego warunkiem, jak zaznaczył, jest „uczciwe, pragmatyczne i zdroworozsądkowe podejście” do problemów na linii Kijów-Moskwa. Już bez metafor, wprost, o możliwościach „nowego otwarcia” w wywiadzie dla Reutersa w przeddzień wyborów mówił Wiktor Medwedczuk. Jego zdaniem Kijów uzyskać może nie tylko 25% zniżki na gaz i idące w miliardy dolarów rosyjskie inwestycje, ale również w ciągu kilku miesięcy odzyskać kontrolę nad Donbasem, a na początek, dla poprawy klimatu, Moskwa uwolnić może „w geście dobrej woli” zatrzymanych ukraińskich marynarzy. Aby nie było wątpliwości, że nie jest to prywatny pomysł ukraińskiego polityka, w tym samym tekście przywołane są komplementujące go opinie Pieskowa, i pojawia się informacja, że dwa tygodnie wcześniej rozmawiał on z Putinem. Warto też pamiętać, że niedawne sondaże opinii publicznej na Ukrainie wskazywały, że te dwie sprawy: uwolnienie marynarzy, czy szerzej – trwałe zawieszenie broni na Wschodzie oraz obniżenie stawek na usługi komunalne (znaczącą pozycją są wśród nich opłaty za ogrzewanie gazowe) są dla społeczeństwa najważniejsze, a zatem propozycja może być kusząca.

Moskwa pokazała też w ostatnich dniach, że gotowa jest do zaostrzania relacji, jeśli nowa ekipa rządząca w Kijowie wybierze drogę kontynuowania polityki swych poprzedników. Wprowadzenie przez rosyjski rząd embarga na eksport ropy naftowej i paliw na Ukrainę oraz nowy, przyspieszony tryb wydawania paszportów rosyjskich mieszkańcom samozwańczych „republik” na wschodzie Ukrainy uznać trzeba za posunięcia tego rodzaju.

Jednak deklaracji o gotowości rozpoczęcia „nowego etapu” jest więcej. Igor Iwanow, były rosyjski minister spraw zagranicznych, a dziś prezes wpływowej Rady ds. Polityki Zagranicznej, napisał, że Ukraina sama nie poradzi sobie z dławiącym ją kryzysem gospodarczym, i aby sytuacja się nie pogarszała, „potrzebna jest aktywna międzynarodowa polityka stabilizowania sytuacji” – pomoc przede wszystkim o charakterze ekonomicznym. I Rosja jest zainteresowana zbudowaniem takiej formuły, która, uruchomiona – jego zdaniem – przyczyni się do „spadku napięcia wokół Ukrainy”, a zatem wsparcie ekonomiczne traktować należy jako wstęp do poszukiwania rozwiązań politycznych. Iwanow nie jest przeciwny propozycji, jaką w czasie kampanii wyborczej formułował Zełenski – poszerzenia składu tzw. formatu mińskiego. Proponuje jedynie modyfikację. Jego zdaniem format winien być uzupełniony o przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Kolejnym krokiem mogłoby być powołanie grupy kontaktowej, na wzór tworu, jaki działał w czasach wojny w Jugosławii. Grupa taka na bieżąco reagowałaby na wydarzenia na Ukrainie i formatowała niezbędne wsparcie gospodarcze, ale też i polityczne. Z kolei Fiodor Łukianow z Klubu Wałdajskiego formułuje szerszą koncepcję, w myśl której Ukraina pod rządami Zełenskiego mogłaby podążyć drogą Gruzji po 2008 roku. Wszystkie problemy nie zostaną rozwiązane, nawet nie ma potrzeby podejmowania takich starań, ale ważne jest, by zacząć pragmatyczną współpracę, głównie gospodarczą.

Zasadniczym powodem, dla którego Moskwa rozważa możliwości normalizacji jest ugruntowane wśród jej elit przekonanie, że bez zmiany w relacjach z Ukrainą nie będzie możliwe odprężenie z Unią Europejską, sankcje nie zostaną zniesione, a Rosja pozostanie w politycznej izolacji. Wybór Zełenskiego daje szansę przełamania tego impasu. Obecnie Moskwa bada grunt.

Foto: Twitter ZeTeam_Official

historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

4 odpowiedzi na “Moskwa a wybór Zełenskiego”

  1. Realista pisze:

    Niemcy i Francja tylko nóżkami przebierają by im Amerykanie pozwolili wrócić do „business as usual” z Rosją, a Autor pisze jakby ktoś w UE słusznym gniewem wobec Rosji pałał. To jest już oderwanie od rzeczywistości. Owszem, Rosja bada grunt, ale tylko by sprawdzić, czy może Zełenski nie zostanie nowym Janukowyczem.

  2. to ciekawe pisze:

    Sytuacja jest niezwykle skomplikowana. Mnie najbardziej zaintrygowały te fragmenty o obiecywanych rosyjskich inwestycjach na Ukrainie idących w miliardy USD – to brzmi kompletnie niewiarygodnie (na szczęście).

  3. andrzej andys pisze:

    „Sytuacja jest niezwykle skomplikowana. Mnie najbardziej zaintrygowały te fragmenty o obiecywanych rosyjskich inwestycjach na Ukrainie idących w miliardy USD – to brzmi kompletnie niewiarygodnie (na szczęście).”

    Dlaczego – „(na szczescie)”? Ukraina bardzo potrzebuje inwestycji

  4. @andrzej andys pisze:

    nie rosyjskich inwestycji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz