Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Ku likwidacji rosyjskiego mocarstwa. Czy spełni się marzenie realisty Radziejewskiego?

Bez Ukrainy Rosja nie może być mocarstwem globalnym, a bez państw Azji Środkowej nie jest już mocarstwem regionalnym. W takiej sytuacji scenariusz rozpadu Rosji może się ziścić
Wesprzyj NK

W artykule „Świat bez Rosji. Marzenie, o które warto walczyć” Bartłomiej Radziejewski przedstawił „realistyczne marzenie”, czyli geopolitycznie pustą wielką przestrzeń na wschód od Polski. Oczywiście autor nie sugeruje likwidacji Rosji, bo jej się zlikwidować nie da. Chodzi o likwidację Imperium Rosyjskiego jako mocarstwa, które zbudowało swoją potęgę na ekspansji w Europie Środkowej, Wschodniej i w Azji Centralnej. Na drodze do wzrostu tej potęgi stała I Rzeczpospolita jako podmiot organizujący politycznie przestrzeń w tej części Europy, między Wartą a Dnieprem. Na ewentualnym rozpadzie Imperium Rosyjskiego także dziś najwięcej zyskałaby nasza część Europy, w tym Polska. Jednak I Rzeczpospolita, mimo że przez stulecia dysponowała większym potencjałem niż sąsiad tworzący Imperium, w końcu mu uległa. A przez ostatnie dziesiątki lat istnienia, jeszcze jako formalnie niepodległy podmiot, znosiła upokorzenia praktycznie jako państwo kolonialne, rządzone żelazną ręką przez namiestników Petersburga w postaci kolejnych ambasadorów.

Upadek wielkich idei

Brutalna rosyjska agresja zawsze była oparta na Wielkiej Idei, dla której warto było poświęcić życie. Brak idei delegitymizuje Imperium, czyli może przyczynić się do tego, że będzie się ono dalej cofać, aż do granic Wielkiego Księstwa

Od czasów Iwana Groźnego Moskwa, a później Rosja, żyła nieustanną ekspansją, zbudowanej na dwóch mitach. Pierwszy mit to niewola mongolska i idea nieustannej obrony Rosji przed najeźdźcami ze wschodu, a później – również z zachodu. Konieczność obrony zmuszała Rosjan do poszerzania granic, żeby odsunąć niebezpieczeństwo. Za osiągniętą rubieżą pojawiała się kolejna granica, która to zabezpieczenie miała zwiększyć. Drugim mitem był Trzeci Rzym, czyli specjalna misja Moskwy – ocalenie prawdziwej wiary/idei. Najpierw była to forma prawosławnego chrześcijaństwa w postaci Samodzierżawia, a jego kontynuacją był komunizm. Rosja zawsze na bagnetach niosła lepszy świat. Obecnie ten mit się rozsypuje, pomimo prób zintegrowania przez Putina tradycji stalinowsko-prawosławnej. Świetnie to opisał w swojej najnowszej książce Piotr Skwieciński. Idea putinowsko-prawosławna wygląda groteskowo pomimo wydawania ikon z wizerunkiem „świętego” Putina. Chętnych na jej przyjęcie w świecie nie ma zbyt wielu. Dlatego Rosjanie obecnie koncentrują się na propagandzie mitu o konieczności obrony Rosji, której ma zagrażać niepodległość i tożsamość narodowa Ukraińców. Jest to o tyle ważne, że Imperium bez misji dziejowej jest w punkcie wyjścia słabsze. Brutalna rosyjska agresja zawsze była oparta na Wielkiej Idei, dla której warto było poświęcić życie. Brak idei delegitymizuje Imperium, czyli może przyczynić się do tego, że będzie się ono dalej cofać, aż do granic Wielkiego Księstwa.

Idea putinowsko-prawosławna wygląda groteskowo, pomimo wydawania ikon z wizerunkiem „świętego” Putina. Chętnych na jej przyjęcie w świecie nie ma zbyt wielu

Imperium Rosyjskie osiągnęło szczyt terytorialnej potęgi po II wojnie światowej, kiedy to jeden „russki sołdat” stanął nad Łabą, a inny spoglądał na odwieczne marzenie carów i sekretarzy, czyli Dardanele. Od tego momentu się cofa. Jestem z pokolenia, które żyło jeszcze w przekonaniu, że Związek Sowiecki to kolos, a marzeniem Polaków było wyrwanie choćby kawałka niezależności. Właśnie wtedy jednak Moskwa wchodziła w ostatnią fazę „imperialnego przeciążenia” i nie była w stanie dalej dźwigać potęgi zbudowanej na słabych podstawach. Przegrany technologiczny wyścig zbrojeń z Zachodem, „rwanie się wzdłuż szwów narodowościowych” i bunty społeczne doprowadziły do upadku Związku Sowieckiego, a władza rosyjska, którą symbolizowała obecność sołdata, wycofała się ze wszystkich „demoludów” i kilku republik postsowieckich. Kiedy Gorbaczow zgodził się na wycofanie żołnierzy rosyjskich z Niemiec Wschodnich w zamian za pomoc w modernizacji Rosji, jeszcze zakładał, że zostaną oni nad Wisłą. Dzisiaj od dawna nie ma ich w Polsce, a żołnierze NATO w Estonii stacjonują kilkadziesiąt kilometrów od Petersburga. Rosja nie walczy o linię Łaby ani Bugu, ale o południowy Dniepr i Doniec. Jej terytorium więc się kurczy. Nie ma już też Idei. Została Obrona. Żeby Imperium przestało istnieć, Rosja musi się dalej jeszcze skurczyć. Czy to jest realne?

Putin się przeliczył

Rystad Energy ocenia, że eksport gazu z Rosji w roku 2023 wyniesie około 136 mld m3 wobec 241 mld m3 wyeksportowanych w roku 2021

Władimir Putin przystąpił do ataku na Ukrainę, bo uznał, że jest to ostatni moment na odwrócenie trendu upadku Imperium w tworzącym się nowym świecie. Do wojny przygotowywał się przez lata. Gromadził zasoby wojskowe i finansowe. Na pewno się przeliczył. Jego maksymalnym celem obecnie jest utrzymanie pasa lądowego w stronę Krymu i nadzieja na to, że Zachód pozostawi Ukrainę z jej problemami samą sobie, co spowoduje, że będzie ona państwem upadłym. Średnio- i długoterminowe koszty tej wojny dla Rosji będą ogromne. Po pierwsze, przyspieszony i pogłębiony kryzys demograficzny spowodowany utratą co najmniej kilkuset tysięcy (front i emigracja) młodych mężczyzn. Po drugie, utrata zdecydowanej większości europejskiego, czyli najbardziej lukratywnego, rynku zbytu dla surowców. Rystad Energy ocenia, że eksport gazu z Rosji w roku 2023 wyniesie około 136 mld m3 wobec 241 mld m3 wyeksportowanych w roku 2021. Po trzecie, generalnie trwa rozłączanie się z Europą i Zachodem na rzecz uzależnienia od Dalekiego Wschodu, gdzie pozycja negocjacyjna Rosji jest słabsza. Poza tym budowane Imperium zawsze miało charakter modernizacyjny, czyli zachodni. Oczywiście na modłę rosyjską, ale oparte na prądach idących z Zachodu. Tak było w czasach Piotra Wielkiego i w czasach stalinowsko-marksistowskiej industrializacji. Po czwarte, utrata wielkiej ilości sprzętu wojskowego i rynków zbytu na broń. To wszystko są procesy, które Rosję co najmniej w średnim terminie bardzo mocno osłabiają.

Chcąc przybliżyć upadek Rosji, powinniśmy sobie cynicznie życzyć, żeby wojna potrwała jeszcze 2 do 3 lat

Najważniejszym czynnikiem, który obecnie podtrzymuje Rosję, są nagromadzone zapasy finansowe. Jeszcze w zeszłym roku dochody praktycznie wystarczały na bieżące finansowanie wojny. W tym roku jednak już drastycznie spadają, a koszty równie silnie rosną. Gospodarka i wysiłek wojenny są podtrzymywane przepłacaniem za towary, które Rosja musi sprowadzać z całego świata. Nie licząc zniszczonego sprzętu militarnego, którego wartość idzie w miliardy. Część gospodarki, która pracuje na rzecz frontu, nie wytwarza wartości dodanej, ponieważ wytworzona produkcja jest natychmiast przepalana na wojnie. Sztucznie zawyża to poziom PKB, ponieważ konieczne jest finansowanie budżetowe. Jest to tak samo nieefektywne, jak sprowadzanie z zagranicy broni, za którą trzeba zapłacić, żeby ją „zniszczyć” na froncie. Nie mamy pewności, ile tych zasobów finansowych Rosja jeszcze posiada. Chcąc przybliżyć upadek Rosji, powinniśmy sobie cynicznie życzyć, żeby wojna potrwała jeszcze 2 do 3 lat. Wtedy już na pewno zasoby rosyjskie zostaną wyczerpane. W efekcie wojny baza dochodowa drastycznie się skurczy, a przed Rosją stanie problem modelu rozwoju, bo stary się wyczerpał.

Odwrócenie sojuszy?

Lepsze relacje z państwami Zachodu są nam niezbędne, by w ramach aktywizmu europejskiego kształtować w tych obszarach politykę całej Unii. Polska w tych relacjach powinna występować jako przedstawiciel Zachodu, Unii Europejskiej, a nie tylko we własnym imieniu

Jeżeli Rosja będzie się dalej rozpadać, to bardziej w wyniku implozji niż świadomej polityki USA czy też państw europejskich. To Putin zaczął wojnę, która – wszystko na to wskazuje – wzmocniła problemy Moskwy. Prezydent Biden zorganizował koalicję państw, która uratowała Ukrainę, ale zrobił tak w równym stopniu z powodu samej Rosji, jak i dla powstrzymania wzrostu potęgi osi autokracji, czyli Chin. Od wielu lat na stole leży oferta Waszyngtonu dla Moskwy, polegająca na odwróceniu sojuszy. To Putin z niej rezygnuje, gdyż musiałaby się wiązać z zaakceptowaniem roli juniora i spadkiem wpływu na sprawy europejskie. Paradoks polega na tym, że te cele Waszyngton i tak osiąga w efekcie wojny. Rozdzielenie Rosji z Europą, w tym z Niemcami, trwa – i współpraca nie wróci już do poziomu sprzed ataku. Owszem, po wygraniu zimnej wojny Waszyngton popierał integralność terytorialną Rosji. Prezydent George W. Bush w czasie wizyty w Kijowie w 1991 roku namawiał Ukraińców, żeby nie ogłaszali niepodległości. Rosja miała gwarantować stabilność i pokój w dawnym Związku Sowieckim (poza państwami bałtyckimi, które zawsze miały osobny status). Na marginesie tylko wskażę na taki paradoks, że z mocarstw europejskich Amerykanie nie toczyli bezpośredniej gorącej wojny tylko z Francją i Rosją, a Rosja aż do zakończenia II wojny była traktowana jako państwo przyjazne. Prezydent Abraham Lincoln potępiał powstanie styczniowe jako próbę rozbijania jedności kraju, czyli Rosji. Amerykańska presja w większym stopniu niż rosyjska skłoniła kraje posowieckie do pozbycia się broni jądrowej. Ta doktryna amerykańska jednak już się wyczerpała. Dzisiaj i w przyszłości Amerykanie będą popierali integralność Rosji, jeżeli zgodzi się ona na odwrócenie sojuszy, a nie z powodu obaw przed destabilizacją w regionie. Kilka lat po wojnie może się okazać, że Rosja główne zagrożenie będzie widzieć jednak znów na wschodzie, a nie na zachodzie.

Osobnym zagadnieniem jest kwestia broni nuklearnej. Dziś jest to dla Rosji najważniejszy argument na rzecz roszczeń do mocarstwowości. Rosyjski arsenał nuklearny jest dla Chin ważnym argumentem na rzecz współpracy z Moskwą. Równoważy on strategiczną przewagę USA nad Chinami. Za ponad 10 lat Chińczycy chcą mieć jednak własny pełny arsenał nuklearny, więc waga ich porozumień z Rosją spadnie. To kolejny argument na rzecz potencjalnego odwrócenia sojuszy.

Jak przyczynić się do rozpadu Rosji

Polska powinna być największym specjalistą od spraw rosyjskich na całym Zachodzie

Co musi się stać, by Rosja dalej się rozpadała? Przede wszystkim musiałaby wyraźnie przegrać wojnę na Ukrainie. Potem musiałby nastąpić kryzys finansowy, powodujący załamanie gospodarcze. Warunkiem załamania systemu finansowego Rosji są niskie ceny paliw kopalnych po zakończeniu wojny, czego nie można wykluczyć. Ale najważniejszym elementem nowego, „porosyjskiego” porządku jest pełna niezależność państw Azji Centralnej. Idąc tropem Zbigniewa Brzezińskiego, można powiedzieć, że bez Ukrainy Rosja nie może być mocarstwem globalnym, a bez państw Azji Środkowej nie jest już mocarstwem regionalnym. W takiej sytuacji „marzenie realisty” może się ziścić.

Tak czy inaczej, Rosja nadal się kurczy, a Putinowi nie udało się odwrócić tego trendu. Polska mogłaby odegrać istotną rolę w dalszym kurczeniu się Rosji, gdyby miała zdolność do rozbudowy relacji politycznych, a przede wszystkim ekonomicznych z państwami Azji Centralnej i Białorusią. Uparcie jednak twierdzę, że lepsze relacje z państwami Zachodu są nam niezbędne, by w ramach aktywizmu europejskiego kształtować w tych obszarach politykę całej Unii. Polska w tych relacjach powinna występować jako przedstawiciel Zachodu, Unii Europejskiej, a nie tylko we własnym imieniu. Silna Polska i zjednoczony Zachód to najlepsza droga do dalszego osłabiania Rosji.

Na koniec jeszcze tylko jedna uwaga. Koncentrowałem się na „marzeniu realisty”, czyli ocenie szansy na świat bez Imperium Rosyjskiego w najbliższym czasie. Myślenie realne skłania jednak do uwzględniania w polityce na najbliższe lata wariantu podstawowego, czyli Rosji jako państwa rewanżystowskiego, zdolnego do odbudowy swoich zasobów finansowych i wraz z nimi militarnych. Tak czy inaczej, powinniśmy bardzo ściśle obserwować to, co będzie się działo w Rosji po wojnie. Powinniśmy wrócić do naszej tradycyjnej specjalizacji, czyli pogłębionych badań nad kulturą i polityką rosyjską. Polska powinna być największym specjalistą od spraw rosyjskich na całym Zachodzie.

Wesprzyj NK
Członek rady programowej Nowej Konfederacji. W latach 80-tych działacz opozycji antykomunistycznej w Ruchu Młodzieży Niezależnej i Ruchu Młodej Polski, jeden z założycieli Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego, publicysta, przedsiębiorca i menadżer, w latach 2011 – 2016 Vice prezes i Prezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej, w latach 2016 – 2020 Vice Prezes i prezes Banku Pocztowego. Od 2023 roku prezes Rafako SA. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Wolności i Solidarności. Autor książek "Polska w nowym świecie" i  "Świat w cieniu wojny".

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Ku likwidacji rosyjskiego mocarstwa. Czy spełni się marzenie realisty Radziejewskiego?”

  1. Jarek pisze:

    Pan Kuraszkiewicz ma rację pisząc, że w relacjach z Rosją Polska powinna faktycznie działać jako część „kolektywnego Zachodu” nie rezygnując oczywiście z indywidualnej polityki, która – to warunek – nie przyprawi nam na Zachodzie gęby „rusofoba” (jak przed II WŚ ze znanym skutkiem). Koszt kształtowania samodzielnej polityki wobec Rosji jest wysoki porównując potencjał Polski i Rosji. Tylko naiwni mogą teraz wykrzyknąć, że przecież broni nas Ameryka ! Rosja potrafi odpowiedzieć w najmniej spodziewanym momencie, ostatnio odpowiedziała nieuzbrojonym pociskiem balistycznym 10 km od domu Radka Sikorskiego. Z trzech postaw wobec Rosji, symbolizowanych nazwiskami Bartosiaka, Kuraszkiewicza i Sykulskiego – wybieram Kuraszkiewicza. Jednak co mi po tym, jak większość rodaków tarzających się romantyzmie politycznych wybiera Bartosiaka, a Sykulskiego zapewne uzna za „zdrajcę” ?

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo